This is a digital copy of a book that was preserved for generations on library shelves before it was carefully scanned by Google as part of a project to make the world's books discoverable online. It has survived long enough for the copyright to expire and the book to enter the public domain. A public domain book is one that was never subject to copyright or whose legał copyright term has expired. Whether a book is in the public domain may vary country to country. Public domain books are our gateways to the past, representing a wealth of history, culture and knowledge that's often difficult to discover. Marks, notations and other marginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journey from the publisher to a library and finally to you. Usage guidelines Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to prevent abuse by commercial parties, including placing technical restrictions on automated ąuerying. We also ask that you: + Make non-commercial use of the file s We designed Google Book Search for use by individuals, and we reąuest that you use these files for personal, non-commercial purposes. + Refrainfrom automated ąuerying Do not send automated ąueries of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę translation, optical character recognition or other areas where access to a large amount of text is helpful, please contact us. We encourage the use of public domain materials for these purposes and may be able to help. + Maintain attribution The Google "watermark" you see on each file is essential for informing people about this project and helping them find additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. + Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can't offer guidance on whether any specific use of any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner any where in the world. Copyright infringement liability can be ąuite severe. About Google Book Search Google's mission is to organize the world's Information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps readers discover the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli text of this book on the web at |http : //books . google . com/ Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznych pólkach, zanim została troskliwie zeska- nowana przez Google w ramach projektu światowej biblioteki sieciowej. Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy. Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając długą podróż tej książki od wydawcy do biblioteki, a wreszcie do Ciebie. Zasady użytkowania Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych pokoleń. Niemniej jednak, prace takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostarczać te materiały, podjęliśmy środki, takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów komercyjnych. Prosimy również o: • Wykorzystywanie tych plików jedynie w celach niekomercyjnych Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w niekomercyjnych celach prywatnych. • Nieautomatyzowanie zapytań Prosimy o niewysyłanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia badań nad tłumaczeniami maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest dostęp do dużych ilości tekstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni. • Zachowywanie przypisań Znak wodny "Google w każdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowych materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać. • Przestrzeganie prawa W każdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że skoro dana książka została uznana za część powszechnego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam sposób traktowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych krajów, a my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej używać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe. Informacje o usłudze Google Book Search Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem http : //books . google . com/ IDENER UBRAKY mirip IX NliJGT L /V/" /^ ^ooo ^ Digitized by VjOOQ IC '>ll2/ j> 3 J.Si Digitized by VjOOQ IC Digitized by CaOOSlC PAIIĘTIIKI FRYDERYKA HRABIEGO SKARBKA. POZNAŃ. KAKŁADEU i. K. 20PA]}SKIiaO. 1878. Digitized by VjOOQ IC K P P 3to oo [UNIYERSITYI LIBRARY^ J AK 6,i%sJ Digitized by VjOOQ IC Spis treści niniejszych pamiętników. stronni ea Wstęp 1 I. Pierwsze lata moje dziecinne 3 II. Lata moje szkolne 10 III. Zmiana polityczna 19 IV. Rok pobytu na wsi. Podróż do Paryż i 29 V. Pobyt mój w Paryżu 35 VI. Powrót do kraju. — Pierwsze moje urzędowanie . . 44 VIL Pierwsze lata Królestwa Polskiego 58 VIII. Wejście moje do Uniwersytetu Warszawskiego . . . 7t> IX. Udział mój w Towarzystwie Przyjaciół Nauk .... 92 X. Wspomnienia Warszawskie przed epoku rewolucyjną 120 XI. Prace piśmiennicze i czynności moje do roku 1830 . 148 XII. Wyjazd mój do Petersburga i pobyt w t6j stolicy . . 159 XIII. Wyjazd mój z Petersburga i pobyt na Litwie . . . 180 XIV. Powrót mój do Warszawy 196 XV. Zajęcie moje szpitalami i więzieniami. . . . . . .211 XVI. Warszawa za czasów księcia Paszkiewicza .... 224 XVII. Dalsze zatrudnienia i działania, wypadki i zdarzenia ówczesne 241 XVin. Podróż moja do Niemiec w roku 1846 259 XIX. Wejście moje do rady administracyjnej 270 XX. Wyjście moje ze służby rz^dowćj 2^9 XXI. Powrót mój do prac naukowych 299 XXII. Czasy trwogi i terroryzmu. Zakończenie 309 Digitized by VjOOQ IC Digitized by VjOOQ IC ^ WSTJgP. Urodziłem się w ostatnim dziesiątku XVIIIgo wieku, żyją jeszcze w drugiej połowie XIXgo. Kilkadzie- siąt lat pełnych zmian i zdarzeń nadzwyczajnych, przesunęło się przedemną, zostawiwszy w pamięci mojej wielki zapas wrażeń i wspomnień, które warto przy schyłku życia zachować dla następców moich. Jestem właśnie w tym wieku, w którym prze- szłość największą jest pociechą; gdzie się chętniej rozprawia o tem, co było, jak marzy o tem, co będzie ; a że umysł nie stępiał jeszcze zupełnie, że mi potrzeba miłego zajęcia w chwilach, w których usiłuję zapomnieć o tem, co mi dolega, więc za- czynam w imię Boże pamiętniki moje o czasach ubiegłych. Ale uprzedzam, że nie zamierzam pisać dzieła, że nie będę zbierał po książkach i pismach czasowych raateryałów do tych pamiętników, bo niechcę ani szukać jakiejbądż chwały pisarskiej z pogadanki mojej o tem, co mi się zdarzyło i na co patrzałem, ani brać na siebie odpowiedzialności za mniej do- kładne opisy, za błędne podania lub omyłki w da- tach i nazwiskach. Pamiętniki Fryd. hr. Skaibka. 1 Digitized by VjOOQ IC - II — Wszak to nie jest historya, lecz tylko poga- danka starego ; niema ona nauczać, lecz tylko ma innych zająć chwilowo wspomnieniem na dawne czasy. Uprzedzam jeszcze, że nie będę mówił o tem, czegom sam nie widział lub nie słyszał, o czdm z własnego przekonania sądzić nie mogłem. Miejsca i czasy, w których żyłem, stanowią granice moich opowiadań i wspomnień, a osobiste wypadki moje, ów wątek, z którym się wiążą ogólne zdarzenia. Pruska dzielnica dawnej Polski, Księstwo War- szawskie i Królestwo Polskie, oto są miejsca i czasy, w których żyłem i o których, jako o starożytnej historyi, mówić będę. Szkoły, w których się kształciłem, zakłady i to- warzystwa naukowe, do których należałem, prace moje piśmiennicze i urzędy, jakie piastowałem, po- służą mi do wykazania, jakim sposobem doszedłem do tego, abym mógł służyć krajowi. Nie zamierzam usprawiedliwiać się z mego po- stępowania, bo wiem, że opinia publiczna mało ceni samolubne wyrażenia; ale osiągnę cel, do ja- kiego zamierzam w tych pamiętnikach, jeżeli póź- niejsi czytelnicy polubią postać główną, która w nich występuje i przyznają mi, żem usiłował przez całe życie zasłużyć sobie na dobre imię, które potoni- kom moim chcę zostawić w spuściznie. Digitized by VjOOQ IC L Pierwsze lata moje dziecinne. U rodziłem się roku 1792, w sam koniec zapust, w chwili gdy ojciec mój wraz z licznemi towarzyszami zabawy, na redutach toruńskich z kielichem w ręku, kolejne spełniał zdrowia; za czem poszło, że urodzenie moje ogłoszone zo- stało hucznym toastem, po spełnieniu którego ojciec do cierpiącej matki mojej pośpieszył, aby mnie nowonaro- dzonego powitać. Biorąc wróżbę z roku urodzenia i ze sposobu powitania mnie na tym świecie, wnosić można było, że będę rewolucyonistą i rozpustnikiem; cały zbieg życia mego dowiódł, że podobnym horoskopom wierzyć nie można. Którego dnia miesiąca Lutego przyszedłem na świat ? tego z zupełną pewnością nie wiem, bo gdy matka moja, która to najlepiej wiedzieć była powinna, naznaczała dzień urodzin moich na 22. Lutego, dodając zawsze, iż się gnie- wała na to, że tak gminne imię, to jest Piotra, sobie przy- niosłem, tymczasem urzędowa metryka moja z kościoła ś. Jana w Toruniu wyjęta, o siedm dni wprzódy urodzić mi się kazała. Niemasz już na świecie takiego, coby tę wątpliwość rozstrzygnął i wypada wierzyć dokumentowi urzędowemu, choćbym miał być o kilka dni starszym. Dziwne to jest usposobienie człowieka, że wrażenia pierwszych lat dziecinnych tak dobrze zachowuje w pa- mięci; iż przy schyłku życia przypomina sobie najdro- bniejsze szczegóły początkowTch lat życia swego, i że wrażenia te wpływają na sposób myślenia w dojrza- li Digitized by VjOOQ IC 4 PAMIĘTNIKI ]jm wieku,, lubo się zdaje, źe dziecko nie może jeszcze pojmować i zachować w pamięci tego, co się około siego dzieje. Że to być nie moie, tego doświadczyłem na sobie samym, bo labo tylko sześć lat chowałem się w domu dziadka mego, pamiętam przeciei ten dom obfitujący we wszystko, a nie odznaczający się ani wystawnością ani zbytkiem ; pamiętam Toruń, to miasto, w którem się uro- dziłem i ludzi, wśród których byłem wychowany. Byłem bardzo pieszczony, ale nie psuty pieszczotami, bo miałem ochmistrzynią, która mnie chroniła od zbytniej pobłażli- wości dziadka, chociaż ten ciągle mnie otaczał tem, co szczęście dziecka stanowi. Woził mnie z sobą na spacery i do znajomych swoich w okolicy ; z tych odwiedzin po- zostało w pamięci mojej wrażenie spokojnego a swobod- nego pożycia wielu rodzin niemieckich, a między niemi pastora luterskiego, który w okolicy Torunia wśród licz- nej familii patryarchalne prowadził życie. Pamiętam ruch handlowy tego miasta, owe śpiewy mierników, które ze spichrzów rozlegały się po ulicach przy mierzeniu zboża, wyrażające liczbę szefli odmierzanych, i tych tragarzy bie- gających z wązkim workiem około szyi na ramionach, niesionym do statków nad brzegiem Wisły ładowanych. Pamiętam zamożne a nieokazałe mieszkania kupców to- ruńskich, w których się krewni i przyjaciele na poobiednią kawę zbierali i obraz poufnego i swobodnego pożycia przed- stawiali. W tych pierwszych latach moich, zaszczepiła się we mnie bez wiedzy mojej, skłonność do pracowitej rząd- ności, zamiłowanie skromnego i cichego życia, oraz odraza do zbytków. Sześć lat miałem, gdy mój dziad umarł. Pogrzeb j^o był dowodem, ile szacunku u ludzi uzyskał, ile między niemi wdzięcznych i przychylnych sobie posiadał ; cała ł)o- wiem ludność Torunia odprowadziła go na miejsce wiecznego spoczynku, a policya pruska skazała ojca mego na karę pieniężną za to, ie pomimo zakazu, pogrzeb ten wieczorem, Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 5 prz; wielkiem oświetlenia i zbiegowisku ludu odbyć kazał. Po śmierci dziada mego, przeszedłem w inny zupełnie świat i w inne domowe stosunki. Ów pieszczony dotąd wnuczek, któremu wszystko było wolno i który pierwszą był niemal osobą w domu dziadunia, przeszedł pod mniej pobłażające, lecz więcej stosowne dla siebie rajądy matki, której tkliwe przywiązanie nie mogło pozwolić na to, abym wyrósł na. rozpustnego chłopaka. Ze spokojnego i rząd- nego domu, dostałem się .do zgiełku pańskiego domU; w którym goście i gale były zwyczajnym trybem życia^ a spokojnośó wyjątkiem. Tara się wszyscy mną zajmo- wali, tutaj prócz matki nikt nie dbał o mnie. Z czasu przemieszkiwania rodziców moicłi w Izbicy (w Kujawacli), mniej wspomnień zostało w pamięci mojej, jak z pierwszych lat dziecinnych, lubo ciągłe zabawy i oka- załości świetnego życia powinny były mocniejsze czynie wrażenie na dziecku; dowodem to jest, że wszelki blask olśniewa oczy, a pogodne i spokojne światło rzeczywiście oświeca i trwalsze pozostawia ślady. Tam w Izbicy miał ojciec mój przy sobie dwóch sy- nów z pierwszego małżeństwa, którcmi się sam nie zaj- mował, ale powierzył ich zupełnie jakiemuś guwernerowi z zagranicy zapisanemu, bez żadnego wykształcenia nau- kowego, który mieszkał z nimi na folwarku, uczył ich mó- wić i pisać po francuzku i tańcować ze służącemi; nadto tak moralnie ich prowadził, że ojciec wreszcie wypędził mentora; starszego z synów na junkra do rajtarów pru- skich w Warszawie konsystujących oddał, a młodszego w konwikcie Pijarów tamże pomieścił. Dla mnie zaś spro- wadzonym został pedagog z Warszawy z pomiędzy zaczy- nających się rozpleniać frankistów, zalecających się jedy- nie piękną wymową francuzką i graniem na skrzypcach; ale ten ani jednego ani drugiego mnie nie nauczył, i w ogóle mało się troszczył o mnie, przeważnie biorąc udział w za- bawach towarzyskich, i będąc ulnbieńcem ojca mego. To- Digitized by VjOOQ IC 6 PAMIĘTNIKI warzyszył on wraz zemną ojcu w podróży, którą tenże od- był do Królewca, jako deputowany z części nowych pro- wincyj pruskich na homagium w tej starej stolicy Prus, Fryderykowi Wilhelmowi III przy wstąpieniu jego na tron składane. Z tej pierwszej podróży, pozostały mi w pamięci wra- żenia : morza z daleka widzianego, oraz uroczystości w Kró- lewcu odprawianych, a między temi przedstawienie polo- wania nadpowietrznego za pomocą licznych balonów, to dzikie zwierzęta, to uganiających się za niemi strzelców wyobrażających. Snuje mi się dziś jeszcze przed oczami to piękne przedstawienie, ale przytem przypominam sobie także strach wielki, jakim przejęty byłem, gdy guwerner mój więcej o swoje zabawę niż o mnie dbająoyi przez głuchoniemego do hotelu odprowadzić mnie kazał, z którym długo po ulicach zapłakany błądziłem. Kilka lat następnych mało dobrych wspomnień mi nastręczają; wtedy rodzice moi zamieszkiwali w Warsza- wie i żyli tam wystawnie nad stan nadwerężonego już majątku. Mnie poruczono kierownictwu nauczyciela Po- laka, który szczególną układnością swoją umiał wzbudzić zaufanie obojga rodziców moich i wpoić w nich mniema- nie, że równie był uczonym jak moralnym człowiekiem, kiedy tymczasem był tylko przebiegłym łotrem. Do zu- pełnego niedbalstwa o nauki moje, łączył najgorsze przy- wary, które surową powierzchownością umiał pokrywać. Wszystkie lekcye kazał nam (to jest mnie i koledze rów- nego zemną wieku, synowi przyjaciela rodziców moich, w domu naszym zamieszkałemu) głośno i razem wypowia- dać, a sam nic nie wykładał i zwykle nawet nie słuchał tego, co&my oba na głos wrzeszczeli ; ale po każdej niemal skończonej lekoyi smagał nas po kolei dyscypliną, utrzy- mując, że to jest dla nas wielkim zaszczytem, iż nas ka-' rze za złe wydanie lekcyi dyscypliną jedwabną, plecioną przez jakąś księżnę, w której domu dawniej zostawał. Nareszcie zdradziły go dwie kobiety, które się do niego Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 7 W jednym czasie na wieś zjeehały, i które były obie jego żony, skutkiem czego rozumie się natychmiast przez ojca mego wypędzonym został. Po zbyt kosztownym pobycie w Warszawie, wrócili rodzice moi na wieś, nie już do Izbicy do Kujaw, ale do wsi Żelazowawola pod Sochaczew, pięknej bardzo z po- łożenia swego, lecz nader malej w porównania z poprze- dniemi dobrami już sprzedanemi. Wprawdzie kupił był ojciec jeszcze* majętność Czubin pod Błoniem, ale na jej zapłacenie zaciągnął znaczny dług z kassy depozytowej pruskiej, zaczem poszło, że dobra drogo i na kredyt na- byte, stały się tylko ciężarem i skutkiem tego później ze znaczną stratą sprzedanemi być musiały. Słowem, szybko zbliżała się chwila upadku całego majątku ojca mego i napróżno usiłował on ukrywać przed światem ruinę swoją, prowadząc dalej jeszcze wystawne życie, kiedy już nie było czem opędzać pierwszych potrzeb utrzymania domu. Pamiętam świetną bardzo uroczystość w rocznicę imie- nin matki mojej w Żelazowejwoli wyprawioną. Świat ele- gancki z Warszawy zjechał się na nią i kilkadziesiąt osób ze służącemi i końmi gościło u nas przez dni kilka. Uczty przerywane były tańcami i przedstawieniami scenicznemi, a między niemi kilka dam i młodych kawalerów w ubio- rach tyrolskich przyprowadzili na podwórze dworskie tyleż krów z Tyrolu sprowadzonych, ofiarując je przy stosow- nych śpiewach matce mojej na wiązarek. . Wśród tych dni rozkoszy jedna tylko była osoba dotknięta ciężką zgryzotą, kryjąc łzy przed wesołymi gośćmi, a tą była nieszczęśliwa matka moja, która wie- działa o tem dobrze, że te zbytki i ta wystawnośó były ostatnim połyskiem gwiazdy szczęścia ojca mego. Jakoż wkrótce po tej uroczystości, zajechała pewnego dnia zwy- czajna bryczka przed dom rodzicielski, zaprząg i pakunek nie okazywały aby miała być przeznaczoną do dalszej po- dróży; mówiono tylko, że pan domu na krótko i nieod- ległe odjeżdża ; ale ani my dzieci, ani nikt z domowników Digitized by VjOOQ IC 8 PAMIĘTNIKI nie wiedział dokąd jedzie i kiedy powróci? Uderzyło mnie wtedy to, że ojciec cznlej jak zwykle pożegnał się z matką i że nas z rozrzewnieniem uściskał; pozwy zaś wkrótce po wyjeździe jego wedle procedury pruskiej na drzwiacłi dworu przybite, a objawiające zajęcie i sprzedaż przez publiczną licytaeyę rucbomości do ojca należących, przykre na mnie uczyniły wrażenie; lecz długo nie wie- działem o tem, że ojciec przed wierzycielami ujechał za granicę, i że matka dla ocalenia reszty własnego swego majątku, musiała przeciw niemu proces rozwodowy wy- toczyć. Odtąd zmienił się zupełnie dom rodzicielski: zbytki, wystawność i ustawiczne rozrywki, ustąpiły miejsca go* spodamej rządności i skromnemu pożyciu. Trapiona przy- kremi interesami matka, ograniczała się w wydatkach swoich i ciągle mieszkała na wsi, wyjąwszy zimowej pory, którą pomimowolnie spędzać musiała w Toruniu, a to z powodu, że magistrat tego miasta niewiadomo na mocy jakiego prawa, toczył z nią proces, aby jako właścicielka domów, tamże część roku mieszkała, lub sprzedała takowe. Pobyt w Torunia był w owych czasach bardzo przyjemny i ożywiony, gdyż liczni obywatele polscy zjeżdżali się doń na karnawał z rodzinami swemi, skutkiem czego tak miejscowa ludność jako i załoga pruska, ustępowały im pierwszeństwa i miasto przybierało wtedy postać polskiego grodu. Duch zabaw i towarzyskiego pożycia, mowa wszędzie słyszana, hałaśliwość swobodna i czasem nawet zagłośna, zalotność i intrygi miłosne, wreszcie hulanki, zwady i pojedynki; wszystko to przytrafiało się podów- czas w Toraniu i dawało mu powierzchowne znamię praw- dziwie polskiego miasta. Dom matki mojej był przez całe tameczne towarzystwo licznie uszczęszczany i wielce poważany, tak, iż musiała ona prawie pomimo woli swej przodkować w zebraniach i zabawach polskiej narodowości. W jednej z podróży swych, letnią porą do Torunia odbytej, zostawiła mnie matka u znajomej swej starościny Digitized by VjOOQ IC FR. nu. SKARBKA. 9 Łączyńskiej, pod dozorem guwernera Francuza Chopin^ który miał przejść do nas na nauczyciela. W domu sta- rościny miał on za uczniów prócz dwócli jej synów znacz- nie odemnie starszych i dwie jej córki, z których młodsza Marya, wówczas około 14 lat mieć mogąca, rzadką od- \ znaczała się pięknością. Lubiła ona bawić się ze mną lOletnim chłopcem i ujmującą dobrocią swoją jako i nie- wymownym powabem wdzięków swoich, braterskie po- niekąd przywiązanie we mnie rozbudziła. Ten tak za- chwycający przedmiot dziecinnej miłości mojej, słynął później z piękności, która ówczesnego władzcę Europy Napoleona I. zajęła. Wrażenia niewinnych zabaw w to- warzystwie jej spędzonych, pozostały mi na zawsze w pa- mięci z tej epoki życia mego, tern mocniej że po upływie kilku lat miałem sposobność widywać ją wśród zbytków i świetności wielkiego paryzkiego świata, i doznawać od niej przychylnej uprzejmości, podobnej do tej, jakiej w dziecinnym wieku dała mi dowody. Mikołaj Chopin, ów guwerner, pod którego dozorem bawiłem w obcym domu, został nauczycielem moim i prze- pędziwszy lat kilkanaście przy mnie i braciach moich, przeszedł następnie na professora języka francuzkicga w Liceum Warszawskiem, gdzie do póżnój starości nau- czał i emetury się dosłużył. Nie był on ani emigrantem, ani napół wyświęconym księdzem , jak wówczas byli po większej części guwernerowie francuzcy, którzy tak nie narodowy kierunek wychowaniu młodzieży polskiej nadali. Chopin przybył do Polski jeszcze przed rewolucyą fran- cuzką, jako pisarz czy rachmistrz przy fabryce tabacznej, przez rodaka swego w Warszawie założonej. Nie był on przejęty ani zasadami przesadzonej wolności republikań- skiej, ani udaną bigoteryą emigrantów francuzkich; nie był także rojalistą bałwochwalczą czcią dla tronu i ołtarza przejętym, ale był moralnym i poczciwym cdowiekiem, który poświęciwszy się wychowaniu młodzieży polskiej, nie zaUadał sobie nigdy tego, aby ją przekształcać na Digitized by VjOOQ IC 10 PAMIĘTNIKI Francuzów i wpajać w nią zasady we Francyi górujące. Szanując Polaków i wdzięczny będąc ziemi i ludziom, między któremi gościnne znalazł przyjęcie i odpowiedni sposób utrzymania życia ; wypłacał się im szczerze z obo- wiązku wdzięczności, sumiennem kształceniem icłi po- tomków na użytecznych obywateli. Przez długoletni po- byt swój w kraju naszym , przez stosunki przyjacielskie z domami polskiemi, a głównie przez ożenienie się z Połką^ a ztąd przez związki małżeńskie i rodzicielskie stał się rzeczywiście Polakiem i w starości swej, doczekał się tej pociechy, że był powszechnie poważanym, jako zasłużony nauczyciel szkół publicznych ; że był kochanym od uczniów swoich i ich rodziców i że naostatek miał syna, który głośno i wszędzie mieniąc się być Polakiem, zjednał oj- czyźnie swojej tę chwałę, iż była kolebką jednego z naj- większych gieniuszów muzycznych. Pod tym czcigodnym nauczycielem, który dozgonnie był najlepszym moim i całej rodziny mojej przyjacielem, otrzymałem najpierwsze moje naukowe usposobienie, które w chwili gdym do szkół przechodził, zasadzało się więcej na ogólnem rozwinięciu władz umysłowych, niż na szcze- gółowem wyuczeniu przedmiotów naukowych. II. Moje lata szkolne. Z upodobania w f rancuzczyznie, jakie u nas od czasów Stanisława Augusta i następnie pod panowaniem pruskiem przemagało nad czcią narodowości, wynildo błędne wy- chowanie dzieci po najznakomitszych domach polskich, tern mniej usprawiedliwione, że za Prusaków niezbywało -wJtraju na dobrych zakładach wychowania publicznego. Pod tym względem największe zasługi położyli ks. Pi- jarzy, którzy w wielu miejscowościach kraju obok zgro- madzeń i^woich, utrzymywali tak zwane konwikty, do których p^nsyonarze z oby watelskich domów napływali. Digitized by VjOOQ IC FR, HR. SKARBKA. U Bez ukrytej dążności innym zgromadzeniom właściwej, wychowywali Pijarzy powierzoną sobie młodzież bogo- bojnie i po ojcowsku, tak iż każdy icli wychowaniec po- święcał im wdzięczną pamięć za chwile młodości pod ich dozorem w konwiktach spędzonej. Należy im to przyznać, że po zagładzie politycznej bytu naszego, przechowali oni w swoich zakładach naukowych wychowanie prawdziwie narodowe, którego skutki objawiały się nietylko w mło- dzieży, która z ich szkół wychodziła, ale i w dobrych nau- czycielach, jakich w seminaryach swoich kształcili, a którzy nietylko w szkołach pijarskich lecz i winnych zakładach naukowych naszych, długo zaszczytne miejsca zajmowali, opuściwszy, po pierwszem lub drugiem święceniu, zgroma- dzenie. W roku 1804 założył rząd pruski Liceum Warszawskie, w zamiarze zrównoważenia wpływu szkół pijarskich wy- łącznie polskich, szkołą głównie niemiecką, której dobre urządzenie i gruntowne w niej nauczanie, mogło z czasem zjednać wziętość a przez to doprowadzić do tego, aby Liceum przysposabiało uczniów do akademii niemieckich. Lubo sprowadzono do tej szkoły znakomitych professorów niemieckich, nie chciano jednak ograniczyć wykładu nauk w języku, o którego upowszechnienie starano się; iecz czując to dobrze, że szkoła, w którejby tylko w języku obcym nauki wykładano, nie mogłaby mieć wziętości i powodzenia, raz dla wstrętu, jakiby w polakach obu- dzała, drugi raz dla braku dostatecznej liczby uczniów do słuchania nauk w języku niemieckim, zaprowadzono przeto w Liceum podwójne klassy, jedne niemieckie, drugie pol- skie i powierzono w nich nauczanie obok niemców, pro- fessorom miejscowym. Do powodzenia tej szkoły nie mało się przyczynił trafny wybór rektora, w osobie Sa- muela Bogumiła Linde, uczonego rodem z Torunia, nie- mieckiego pochodzenia, ale dla stosunków ze znakomitemi literatami polskiemi i z powodu zajmowania się ułożeniem Digitized by VjOOQ IC 12 PAMIĘTNIKI słownika tego narzecza, powszechną wziętośe i dobrd imię w kraju mającego. Liceani zostało oddane pod zwierzchni nadzór od- dzielnej władzy ^eforatem^ zwanej, a złudzi naukowych w Warszawie osiadłych złożonej, która tak starannie nauczanie w tej szkole zaprowadziła i tak odpowiednio godziła zamiary rządu z wymaganiami obywateli krajo- wych, iż Liceum początkowo w gmachu pojezuickim za- prowadzone , przeniesione być musiało w rok potem do obszerniejszego lokalu w pałacu Saskim i że niektóre klassy dla zbyt wielkiej liczby uczniów podwojone zostały. Nauczanie było gruntowne i bez dążności politycznych. Professorowie niemcy nauczali języków starożytnych i nie- mieckiego, tudzież historyi powszechnej i geografii, a Po- lacy wykładali nauki matematyczne i przyrodzone, hi- storyą i literaturę, a to z zupełną niepodległością nie wy- nosząc, ani nie upokarzając jednej narodowości dla drugiej. Tym sposobem osiągnęli cel główny usiłowań swoich, to jest że wzbudzili chęć i upodobanie w naukach i że ocu- cili w młodzieży niejaką czynność umysłową, która zapo- wiadała nastanie lepszej epoki rozwoju zdolności polskich. To, co u Pijarów świadczył konwikt, to zastąpione było przy Liceum pensyami prywatnemi dla młodzieży, utrzymywanemi przez samych professorów tej szkoły, które się mieściły w budowlach do pałacu Saskiego na- leżących. W roku 1805 oddała mnie matka do Liceum War- szawskiego, w zamiarze usposobienia do słuchania kursów na jakiej akademii niemieckiej. Obznajmiony od dzie- ciństwa z językiem tym, dostałem się do klassy czwartej nie- mieckiej (Dmtsch-guarta) a to pomimo zupełnej nieznajo- mości łaciny, przez wzgląd jedynie na ogólne usposobienie moje i na znajomość języków żyjących. Pamiętam stu- denckie powodzenie, jakie miałem przy pierwszym wstępie do klassy, w której nie było uczniów wy szły eh z pod rąk guwer- nerów francuzkich; koledzy moi okazali mi przed przyjściem Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 13 do szkoły, cztery wiersze francuzkiej deklamacyi na ten dzień zadanej , których się z łatwością nauczyłem ; gdy nadeszła lekcya francazka, oświadczyli koledzy professorowi Rousseau, że nowo przybyły student chce wyrecytować deklamacyą, a gdym z wlaściwem żakowi napuszeniem wiersze zadane wydeklamował, przywołał mnie professor, uściskał i oświadczył, że nie mam się już czego uczyć na jego lekcyi, jakoż przez cały czas pobytu mego w Liceum nie uczęszczałem woale na wykłady języka francuzkiego. Jeżeli mi się tak powiodło z francuzczyzną, przeciwnie się stało z łaciną. Gdy pierwszy raz dostałem zadanie łacińskie, niemogąc sobie poradzić z przetłumaczeniem z niemieckiego niedługiego ustępu, pokładłem wyrazy ła- cińskie w miejsce niemieckich , tak , jak je znalazłem w dykcyonarzu , za czem poszło, iż na jednej stronnicy popełniłem 79 błędów gramatykalnych ; a że professor ła- ciny był człowiek porywczy i bezwzględny, tak mnie przeto za moje ramotę zgromił i wyszydził wobec całej klassy, że wróciwszy do domu ze łzami prosiłem matki, aby mi dała nauczyciela prywatnego do języka łacińskiego. Ta okoliczność była następnie powodem do nauczenia się i do zamiłowania języka i literatury łacińskiej, tak iż mogę powiedzieć: że Niemiec professor wpędził mi stra- chem łacinę do głowy. Przeważnie zaś winien byłem obznajmienie się z ję- zykami starożytnemi professorowi Stelazyuszowi, u którego mnie matka początkowo umieściła. Był to człowiek uczony, dobry i umiejący wpoić w uczniów swoich zamiłowanie do nauk, które wykładał, to jest literatury starożytnej i nie- mieckiej ; za jego to pomocą znaczne uczyniłem postępy w tych przedmiotach i nawet w języku greckim, którego znajomość doprowadziłem do tego, iż mogłem Iliadę czytać i rozumieć bez słownika. Jemu także winienem był pojęcie piękności literatury i poezyi niemieckiej, którą on w wyższych klassach, ze znakomitem estetycznem uspo- sobieniem wykładał. Digitized by VjOOQ IC 14 PAMIĘTNIKI Ca się zaś tyczy języka i literatury polskiej , jeielim w tym zawodzie niejakie położył zasługi, zawdzięczam to Konstantemu Wolskiemu eIcs-Pijarowi, który rozwinął we mnie zdolności do piśmiennictwa, jaką nieraz nietrafność nauczyciela przytłumić może; on bowiem bez podsycania zarozumiałości umiał zachęcić mnie do pracy, wtedy gdy pierwsze próby moje studenckie zaledwie na pobłażanie zasługiwały. Pamiętam jedno szkolne powodzenie, które za wpływem Wolskiego, stało się dla mnie wielkim bodźcem do usiłowań na tem polu. Przy rozpuszczeniu klass na wakacye, zadał on uczniom swoim za przedmiot do wypracowania na ten czas wy- poczynku, opisanie, w jaki sposób go przepędzili. Jedni sadzili się na poetyczne i szumne opisy piękności natury, drudzy wyrazili trywialnie swawole i baraszkowanie swoje w domach rodzicielskich; ja zaś zamiast wymyślać zda- rzenia, lub silić się na wymuszone frazesa, przedstawiłem w wypracowaniu mojem szczerą tylko prawdę, to jest to czem się istotnie na wsi zwykle zajmowałem, a miano- wicie : że często chodziłem łowić ryby na wędkę, oraz że czytałem zajmujące powieści, których treść wraz ze zda- niem mojem w piśmie professorowi złożonem zamieściłem. Tę skromną pracę moje uznał Wolski za najlepszą i kazał mi ją w głos klassie przeczytać , aby posłużyła na wzór dla tych, którzy zadanie źle pojęli i nietrafnie je wypra- cowali. Ten mały tryumf miał wielki wpływ na dalsze powołanie moje w zawodzie piśmienniczym. Lata moje szkolne były owym wiekiem złotym, który dla każdego z nas wżyciu zabłysnąć może, byleby dobre wychowanie i szlachetne uczucia, usposobiły serca nasze do pojmowania tego szczęścia młodocianego wieku i by- leby udzielanie nauk poruczone zostało nauczycielom umie- jącym pokierować i dobremi cbęciami i zdolnościami na- szemi. Kiedym już był przebył pierwsze najmozolniejsze ćwi- czenia szkolne nauki języków i zasad gramatykalnycb^ Digitized by VjOOQ IC / 1 FR. Hll. SKARBKA. ' 15 i gdym doszedł do tego, że mogłem już używać staro- żytnych i nowożytnycłi języków, jako środka poznawania skarbów i piękności literatury, obudziła się we mnieclięe próbowania własnych sił w piśmiennictwie, a mianowicie tak pospolita u młodzieży skłonność do poezyL Mówię skłonność, bo ani u mnie, ani u większej części młodych rymokletów, talentem tego zwać nie można było. Dosyć, że usiłowałem liczyć zgłoski, dobierać rymy i składać wiersze, natchnione dziełami Horacyusza i Szyllera, ulu- bionych poetów moich. Że moje pierwsze poetyczne próby żadnej nie miały wartości, to każdy łatwo pojmie i mo- żebym nie był nigdy pomyślał o literackim zawodzie, gdy- bym był natrafił na nauczyciela, któryby był zganił te żakowskie ramoty. Ale Wolski postąpił sobie ze mn% z takiem pobłażaniem i z taką względnością, że wyznać muszę, iż onto pierwszy wpłynął na to, żem się w dal- szem życiu mojem w zawód piśmiennictwa zapuścił. Na to usposobienie moje wpłynęło także przyjacielskie zajęcie się dalszem mojem kształceniem, rektora Liceum Lindego, który na prośby matki mojej, a dawniej jeszcze swej uczennicy w Toruniu, przyjął mnie do siebie, lubo innych pensyonarzy nie trzymał. Tam miałem przed sobą wzór uczonego, ciągłą pracą zajętego, nie szczędzącego mi rad naukowych i używającego mnie nawet do pomocy w układaniu materyałów do słownika swego. Kiedy Linde przez niewłaściwe wdanie się swoje w sprawy polityczne, ściągnął był na siebie niechęć opozycyi, znaleźli się tacy, którzy usiłowali zaprzeczyć mu prawa do zasługi w pi- śmiennictwie polskiem i utrzymywali: że sławny Słownik języka polskiego nie był jego dziełem, lecz znalezionym rękopismem nieznajomego pisarza, jaki sobie przywłaszcył. Na zbicie tej potwarzy przytoczyć mogę to, że będąc w domu Lindego, widziałem, jak codziennie pracował nad tera znakomitem dzieleni, że miał jeden pokój cały zasta- wiony szufladami z przegrodami do zecerskich kaszt po- dobnemi, w których znajdowały się porządkiem liter, kartki Digitized by VjOOQ IC 16 PAMIĘTNIKI Z wypisami autorów, lub zdefinicyami wyrazów do Słow- nika wchodzących i że ja sam układałem i porządkowa- łem^vte]-kartki, które on codziennie do rękopismu Słownika wpisywał. Podczas pobytu mego u Lindego, miałem także przy- stęp do tworzącej się biblioteki Liceum Warszawskiego, skutkiem czego mogłem każdocześnie wertować w tym księgozbiorze, który później stał się pierwszym zawiązkiem biblioteki publicznej warszawskiej. Pamiętam, że obok sali bibliotecznej był gabinet wykwitnemi freskami i złoeo- nemi rzeźbami ozdobiony, w którym zwykle pracowałem, oddychając świeżem powietrzem ogrodu Saskiego, a który za czasów Augusta III nie był zapewne gabinetem do naukowej pracy. Wypadki roku 1806 przerwały nauki większej części młodzieży szkolnej ówczesnej. Gdy wojska francuzkie stolicę państwa pruskiego zajęły, gdy deputacya polska w Berlinie przed Napoleonem stanęła i gdy zaczętO' roz- głaszać nadzieje odrodzenia narodu, ocuciły się umysły młodzieży. Rozrywki i fraszki poszły w zapomnienie, nauki przestały zajmować i wszyscy rozprawiali tylko o Fran- cuzach, a szkoła nasza, do której młodzież polska i nie- miecka wespół uczęszczała, podzieliła się na dwa obozy, między któremi słowne i czynne nawet walki toczyć się zaczęły, w których i ja miałem udział z powodu zajścia z kolegą niemcem, który donosił policyi pruskiej o tem, co się w szkole działo, a który pomimo tego, wszedł później do wojska polskiego i był dzielnym oficerem; szczęściem, że pobłażająca ówczesna władza, nie zważała na te studenckie rozprawy, i że prześladowaniem kra- jowców nie drażniła. Lecz gdy w końcu roku 1806 powołano młodzież polską do wojska , opróżniło się w jednej chwili Liceum Warszawskie i wyższe klassy tej szkoły mieszczące w sobie wielu dwudziestoletnich młodzieńców, zaledwie po kilku uczniów zachowały. Jakkolwiek mnie równie jak innych; Digitized by VjOOQ IC ■-JMŁ1hfJ«^.«fc Ifr^^ FR. flR. SKARBKA. 1? szał ówczesnej chwili ogarnął, nie opuściłem przeciei szkoły, bo byłem za młody do służby wojskowej, do której zresztą nigdy żadnego powołania nie miałem. Z powodu nieustannych przechodów wojsk i wyni- kającego ztąd niepokoju na wsi, przeniosła się matka moja z całym domem do Warszawy i odebrała mnie z pensyi od Lindego , tak iż wróciłem znowu pod przy-- jacielski nadzór dawnego nauczycieła mego Ghopin^a i uczęszczałem tyiko na nauki do Liceum. Tak prze* pędziłem rok 1807 i doszedłem do najwyższej klasy ośmej, w której przed publicznym egzaminem w r. 1808 zostało jedynie trzech uczniów, a że z tych jeden nieuczę- szezając od pewnego czasu na wykłady, nie stawił się do tegoż egzaminu, drugi zachorował; zostałem przeto sam jeden i musiałem występo)vaó przed publicznością za całą najwyższą klassę. Ponieważ zaś nie uczyłem się wcale matematyki, do której żadnej zdolności nie miałem, zatem professor tej nauki, nie mając żadnego ucznia do wystą- pienia na popisie publicznym, przywołał własnego syna, już wówczas w artylerył służącego, aby z nim egzamin z nauk ścisłych przed publicznością odbyć. Występowanie moje w różnych przedmiotach nauko- wych, na egzaminie tym , zjednało mi przychylność wszyst- kich obecnych, a to tem bardziej, że oprócz zwykłych szkolnych badań, popisywałem się jeszcze z nędznemi wier- szami memi, do ówczesnych okoliczności zastósowanemi^ a mianowicie: jednemi do prezesa Izby edukacyjnej Sta- nisława Potockiego, z drugiemi na mieszkanie Juliana Niemcewicza świeżo z Ameryki przybyłego, napisanemi z powodu sztychowanego widoku domu jego w tamtej części świata; widoku który pod ten czas rozkupowanym był w Warszawie, jako dowód czci dla znakomitego wy- chodźcy. Wiersze te, jakkolwiek żadnej wartości nie ma- jące, były drukowane w gazetach warszawskich, a Lite-* racka Gazeta Hallska, wspominając o egzaminie w Liceum ramiętniki Fr hr. Skarbka« 2 Digitized by VjOOQ IC 18 PAMIĘTNIKI naszem odbytym , amieściła następnj%oy pamiętny i pochle- bny dla mnie ustęp: „Den Anfang machte die Priifang in der Polniscben Sprache, wobey ein viel yersprechenderZogling, Graf Skar- bek , zwey-artige poetische Yersucbe yorlass, einen an den Grafen Stanislaus Potocki, den andem, auf Niemcewicz Wohnung in America.** Na tym egzaminie otrzymałem świadectwo z ukończe- nia nauk w Liceum i egzemplarz Eneidy Wirgiliusza, jako premium, które przy poklasku całej publiczności, przez Potockiego doręczonem mi zostało '). Do zwiększenia ra- dości i tryumfu szkolnego mojego przyczyniła się jeszcze jedna okoliczność. Był wówczas rezydentem francuzkim w Warszawie baron Serra, człowiek uczony, biegły łacin- nik, który był świeżo ogłosił drukiem dziełko w stylu Tacytowskim po łacinie napisane pod tytułem: „de Bello Germanico'' zawierające opis ostatniej wojny niemieckiej Napoleona. Dla przypodobania się temu wielkiemu podów- czas dygnitarzowi, który raczył zaszczycić swoją obecno- ścią nasz egzamin, kazał mi professor Wolski, tłóraaczyć z łacińskiego na francuzki, ustęp z tegoż dzieła; co tern było trudniejsze, że styl autora był zwięzły i wyszukany, oraz że poprzednio pisma tego nie miałem w ręku, a mój professor nie biegły w języku francuzkim, nie mógł mi. nawet podpowiadać. Udało mi się wszakże tak, iż baron ') Dzieło to w 2- eh tomach „P. YirgiUi Maronis opera in ti- ronum gratiam perpetua annotiane noyis Ciyis illustrata, a Chr, Gottl. Heyne, Lipsiae, sumtibus Gasperi Fritsch MDCCC." w czer- wonej oprawie, na zwierzchniej okładce mieszczące drukowany złotem napis: Testimonium Studii Literar. Morumąue Friderico Skarbek in exam. publ. Lyc. Varsav. d. 28 Sept. 1808** i na pierw- szej stronnicy napis: Najwyższa Izba Edukcyjna w Warszawie d. 28 września 18U8'' i podpisy następujące: Stanisław Potocki Sen. Woj. Prezes Eduk. Nar., Walenty Sobolewski Sen. Kaszt., Onufiy Kopczyński, Staszic, Prażmowski, Diehl, S. Linde, A. Po- tocki, Mr. Lipiński Sekr. liny, znajduje się w księgozbiorze po zmarłym autorze pozostałym. Digitized by VjOOQ IC FK. HE. SKARBKx\. 19 Serra, zaprosiwszy rektora Lindego na obiad, z powodu bytności swej na egzaminie dawany, dodał w liście swoim te wyrazy: „Amenez aussi le jeune eUoe, qui a si hien subi son examm de IcUin/^ Co to był za nowy tryumf dla mnie, a radość dla matki mojej ! Pamiętam jak była zafrasowaną tem, że nie miałem fraka do wystąpienia na tę wielką uroczystość i jak przepłacić musiała krav^ca, który podjął się dostarczyć mi takowy nazajutrz; dalej z jakiem to uszanowaniem i podziwem, patrzałem u stołu na tego ba- rona Serrę, dlatego że był reprezentantem Napoleona i że przytem łacińską książkę napisał. Żadne przedstawienie się w późniejszem życiu mojem, samym monarchom na-^ wet, nie uczyniło na mnie takiego wrażenia* III. Zmiana polityczna. Kiedym był w szkole, zaszła zmiana polityczna w kraju, która wpłynęła na mnie, podobnie jak i na wszystkich ziomków moich, pod względem ducha jakim zostali prze- jęci, tudzież losu i powołania swego. Uśpione od lat 12 nadzieje odrodzenia się Polski ocuciły się raptownie w jesieni roku 1800, gdy wojna mię- dzy Francyą a Prusami wypowiedzianą została. Ci co już byli powzięli przekonanie: że Polska niedzwignie się ze swo- jej niewoli, zaczęli się pocieszać otuchą odrodzenia naro- dowego. Pamiętam,. że od najmłodszych lat moich obijały się zawsze o uszy moje, utyskiwania rodziców i starszych obywateli nad tem, że wszystko jest już na wieki stra- cone, skutkiem czego, nawykłem sam do podobnego prze- konania, że powołany jestem do pożycia nieczynnego na wsi, tak jak rodzice moi, i że w urzędniku i oficerze pru- skim uznawać będzie trzeba pana; tćm samem nawet wyo- brażenia kraju rządzonego przez rodaków niemiałem. Aż tu nagle po dojściu do nas wiadomości o bitwie pod Jena a następnie o zajęciu Berlina przez Francuzów, zmieniło Digitized by VjOOQ IC 20 PAMICTNIKI się wszystko w usposobienia i w mowie polaków. Ci eo niedawno rozpaczali, unosili się z niepowściągnionym za- pałem za sprawą Napoleona, o którym nikt niewątpil ie dlatego tylko pokonał Prusaków, aby Polskę przywrócić; i jeżeli w tym zapale niewzięli się od razu do broni , to jedynie dlatego, że mieli przekonanie, iż on sam wszyst- kiego dokona i że dopiero wtedy odda nam Polskę, gdy z niej Prusaków wypędzi. Lecz obok tefio biernego ponie- kąd stanu krajowców, w pierwszej chwili pokonania wojsk pruskich , przyspasabiali się wszyscy do tego, aby na pier- wsze zawołanie wielkiego bohatera wieku utworzyć za- stępy narodowe. Liczyłem wtedy dopiero 14ty rok życia, nieraogłem przeto wstąpić w szeregi tworzącego się wojska , ale poj- mowałem już dopiero co ocuconą we mnie miłość ojczyzny i świetną przyszłość, jaka się przed nami otwierała; czci- łem wraz ze starszemi bałwochwalczo Napoleona i poczy- tywałem Francuzów, za istoty nadludzkie przez Opatrzność na wybawienie nasze, do Polski zesłane, których prze- mocy nic oprzeć się niezdoła. Nim jeszcze wydano uniwersały i rozkazy powołujące Polaków do służby wojennej, wymykali się już z Warszawy i z innych okolic kraju, młodzi ludzie, w zamiarze zacią- gania się do wojska. Między innemi, jeden z pierwszych pojechał do Poznania, podówczas już przez Francuzów zajętego, Jan Nepumocen Dziewanowski, przyjaciel domu naszego i wrócił potajemnie do Warszawy, z poleceniem od jenerała Francuzkiego powzięcia pewnej wiadomości, o sile wojska Rossyjskiego, które pod jenerałem Kamin- skoj, Pragę zajmowało. Pamiętam, że bardzo byłem za- jętym tym wypadkiem, z którym się przedemną nietajono; że czułem jak dalece należało mi bydż przezornym, aby się z tym sekretem niewygadać i że wielkie miałem powa- żanie dla Dziewanowskiego , zwłaszcza gdy spełniwszy on szczęśliwie posłannictwo swoje wszedł do Warszawy z pierwszemi Francuzami, jako adjutant jenerała Milhaud, Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 21 dowodzącego przednią strażą korpusu wojska przez Mu- rata do stolicy Polski prowadzonego. Jest to ten sam zna- komity oficer polski, który w r. 1808 zginął w Hiszpanii na czele trzeciego Szwadronu Szwoleżerów Gwardyi Napo- leona przy pamiętnem zdobyciu wąwozu Samosierra. W całej publiczności polskiej była taka wiara wnie- zwyciężoną przewagę Francuzów, że nie było w Warsza- wie ani chwili obawy lub trwogi, wtedy nawet, gdy woj- ska Rossyjskie Pragę zajęły i przednie straże kozackie, aż pod Łowicz się posunęły i tam kilka potyczek stoczyły, skutkiem których, rannych przez miasto przewożono, co wszystko zdawało się zapowiadać: że Warszawa sta- nie się pobojowiskiem. Ostatni wieczór, który poprzedził wyjście z niej Prusaków był tak spokojny, jak gdyby ża- dnych wojsk nieprzyjacielskich w okolicy niebyło. Teatr francuzki od roku w pałacu Radziwiłłowskim istniejący był licznie zajęty eleganckiem towarzystwem i csdą tą [publicz- nością, która zwykle doń uczęszczała i w nocy dopiero, gdy się już wszyscy na spoczynek udali, usłyszano na ulicach do mostu wiodących, stąpanie licznych żołnierzy, którzy w naj- większej cichości na Pragę przechodzili; następnie gdy ostatni oddział wojska tego stanął był na tamtym brzegu, nagle ujrzano wielką łunę, na środku Wisły, pochodzącą od zapalonego przez Pinisaków mostu. Nigdy niezapomnę dnia, który po tej nocy nastąpił. Była to rzadka w życiu narodowem chwila zupełnej prze- miany wszystkiego co było, bez żadnego wstrząśnienia , i bez najmniejszego współdziałania mieszkańców miasta, których to jednak najmocniej obchodziło, a poniekąd bez ich wiedzy się odbyło. Wczoraj kładli się spać Prusakami, dziś zaś obudzili się, jeżeli nie polakami, to przynajmniej oswobodzonemi, z pod obcej praemocy. Niebyło to wybi- cie się z niewoli, lecz proste opuszczenie przez panów, poddanych swoich, zostawiając ich własnemu losowi; kró- tka chwila zupełnej niezależności od nikogo, a ta chwila przejścia i opuszczenia, nastąpiła tak nagle i tak niespo- Digitized by VjOOQIC 22 PAMIĘTNIKI , dzianie, że jej nikt ani dobrze ocenić, ani z niej korzy- stać nieumiał. Odurzenie, niepewność przyszłości i oczeki- wanie nowych panów, wpłynęły na to, że nikoma nieprzy- szło do głowy jużto aby użyć chwilowej wolności, jużto nawet aby trochę poswawolić sobie. Był to poranek posępny i zimny, jak zwykle Listo- padowy. Wśród lekkiej mgły na Wiśle, wił się dym rzadki z niedopałek mostu, poziomo po powierzchni wody. Równo z dniem, zaczęli mieszkańcy miasta wychodzić z domów, a pierwsi wychodzący, zawiadamiali o tem co się stało, pozostałych, którzy co żywo ukazywali się na ulicach, tak że w kilka niemal minut, cała ludność Warszawy, była na nogach i na bruku. Kto wyjść niemógł, wyglądał oknem i jedni drugich pytali: jakby wątpili o tem, na co patrzeli, jakby niewierzyli temu, co było oczjrwistem. Wszyscy ży- wo rozmawiali z sobą, witali i ściskali się znajomi i nie- znajomi, jak gdyby jedno uczucie było owładnęło ogół jakoby to byli bracia i przyjaciele, którzy po długiem roz- łączeniu poraź pierwszy spotykają się z sobą. Na odwachach nie było żołnierzy, oraz tych powierz- chownych oznak wojskowych , które przez lat tyle w tych miejscah widziano. Na wartach stali jacyś ludzie w płasz- czach i kożuchach i niektórzy tylko porządniej ubrani, wszystko uzbrojeni w broń myśliwską, w szable, lub ja- kiebądż narzędzia do oręża podobne. Młodzi ludzie ze znacz- niejszych domów, eleganci stolicy, trzymali warty tam gdzie co do utrzymania porządku, na pospólstwo spuszczać się nie można było, a wszczególności w bramie Zamkowej na taras wiodącej, do której trzeba było bronić przystępu tłumowi ludu cisnącemu się tamże w celu przypatrzenia się Pradze, gdzie wojska staJy i mogły dać ognia z armat, dla rozpędzenia zebranego na tym brzegu pospólstwa. Na rogach ulic, zgromadzeni ciekawi, przysłuchiwali się z natężeniem, czytanym w głos obwieszczeniom objawia- jącym, że Prusacy opuszczając Warszawę, powierzyli ko- mendę miasta, księciu Józefowi Poniatowskiemu i że ten Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 23 chwilowy rządca wzywał mieszkańców do spokojnego zachowywania 8i§ i dopełnienia służby straży wewnętrz- nej miasta, pod Jego zwierzchnictwem a komendą setni- ków i dziesiętników z pomiędzy obywateli miejscowych, wybranych. Po pierwszej chwili odurzenia nastąpiła radość po- wszechna, ale cicha, bez okrzyków i ruchów burzliwych, tak iż zdawało się, jakoby wszyscy pozostawali jeszcze pod wpływem przemocy tych , którzy nas opuścili, a prze- czuciem uległości tym, którzy przybydż mieli. Był ruch niezwykły i ogólny, ale spokojny, podobny do roju mró- wek, kiedy kto ich mrowisko poruszy. Udzielano sobie wzajemnie mniej więcej zmyślone nowiny; rozprawiano o nadziejach i więcej okazywano pociechy z tego co bę- dzie, niż nienawiści kutemu co było. W ten sposób stra- wiono dzień cały, na podobnym ruchu bez celu i tłumnem gromadzenia się, w których nie było ani żadnej myśli ani żadnego zamiaru; nikt bowiem nieśmiał ani radzić, ani działać, w oczekiwaniu tych, którzy za nas działać i roz- kazywać nam mieli; zdawało się zatem, żeśmy poczyty- wali się za bezwłasnowolnych lub małoletnich, nieumłeją- cych cośkolwiek przedsiębrać w nieobecności wyszłych i oczekiwanych opiekunów. Oczekiwanie to było nie długie, gdyż jeszcze tego sa- mego dnia wieczorem ukazali się oni i wtedy dopiero rozległy się po ulicach okrzyki radości i całe miasto, a głów- nie Krakowskie przedmieście, .zajaśniało światłem po wszystkich oknach roztawionem. Pierwszy ten oddział jazdy francuzkiej był wówczas dla olśnionych mieszkańców zastępem aniołów zbawienia, poprzedzającym owego pomazańca Boskiego, który miał zwiastować Polsce odrodzenie , wolność, potęgę i szczęście. Te okrzyki , te uniesienia radości ponowiły się silniej jeszcze dnia następnego, gdy przednia straż wielkiej armii, pod dowództwem Murata weszła do Warszawy, a to tern bardziej, że wodzowi francuzkiemu towarzyszył w uroczy s- Digitized by VjOOQ IC 24 PAMIĘTNIKI tym pochodzie, ksiąię Józef Poniatowski , przybrany w da* wny mandar Jenerała Polski ego, bo w nim upatrywano reprezentanta narodowości polskiej. Od tej chwili) całe obywatelstwo ziemi naszej, prze- jęte było ciągłym szałem uniesienia i poświęcenia bez gra- nic , dla Wielkiego Napoleona, o którym tak w pismach i mowach urzędowych , jako i w rozmowach potocznych , inaczej niewspominano, jak z dodawaniem tego przymiot- nika. Był to rodzaj jakiegoś bałwochwalczego ubóstwia- nia, które nadludzkie jestestwo w nim upatrywać kazało, a które niedozwalało rozeznawać rzeczywistości od złudze- nia, wtedy nawet, gdy same fakta powinny były już zni- weczyć tę ułudę nasz%. W parę tygodni po zajęciu Warszawy przez Francu- zów, niczem więcej się niezajmowano jak wyprawianiem młodzieży do wojska i dostarczaniem szeregowych branych z pomiędzy ludu wiejskiego. Eaidy syn obywatelski, lub sam dziedzic dóbr, w wieku zdolnym do służby wojsko- wej znajdujący się, występował uzbrojony swoim kosztem na własnym koniu, i jednego lub więcej szeregowców umundurowanych i uzbrojonych za sobą prowadził. Bez- dzietni, starcy i wdowy, musieli dawać zastępców, branych koniecznie z pośród drobnej szlachty, najmowanej za wy-* sokiem wynadgrodzeniem do służby wojskowej. Skutkiem tego, co też podówczas rozmaitych mundurów widziano w Warszawie! Każdy przybierał kolory swego wojewódz- twa, lubziemstwa, a wszyscy występowali konno w czwo- rograniastej kolorowej czapce na głowie i przy jakiej ta- kiej szabli, z czasów dawnej Rzeczypospolitej przecho-* wanćj. Czas ten pełen zapału i nadziei był bardz^o przykrym dla wszystkich mieszkańców kraju, jużto z powodu rozli- cznych ofiar i dostaw, które pomimo braku dochodów czy- nić trzeba było: jużto głównie z przyczyny, niesłychanych wymagań żołnierzy francuzkich, zajmujących codziennie kwatery po wsiach i miastach, w przechodzić swoim za Digitized by VjOOQ IC PU. nu. SKAUBK^. 25 Wisłę i dalej , na pola bitew pamiętnych w bistoryi. Fran- cuzi do większych wygód, a mianowicie do wina i bia- łego chleba przyzwyczajeni, domagali się tego wszystkiego od biednych chłopów polskich, którzy im tylko, czarny chleb, wodę i prostą wódkę, oraz słomę na posłanie do- starczeó mogli, i- prześladowali srogo za to mieszkańców naszych, że w ubóstwie swojćm niemieii nawet wyobra- żenia o potrzebach, jakich zaspokojenia przybysze z za- chodu od nich domagali się. Nawet zamożniejsi obywatele po wsiach i miastach, niemogli podołać ich wymaganiom, zwłaszcza, iż nie tylko żołnierze, ale i oficerowie, niewy- łączając wyższych dowodzców, postępowali w tej mierze z niewyrozumiałą bezwzględnością i z takiem prześlado- waniem, jakby wkraczali do kraju nieprzyjacielskiego podbitego, a nie do narodu z calćm poświęceniem sobie przychylnego. Wtedy to, czuć się dał nieznośny ciężar kwa- terunku na całym trakcie wojennym, a mianowicie też w Warszawie, gdzie nietylko właściciele domów, ale na- wet i lokatorowie, ponosić musieli ciągły kwaterunek, z obowiązkiem dostarczania żywności i wszelkich wygód natrętnym gościom swoim. Był to pierwszy zawód w oczekiwaniach i wyobra- żeniach naszych; do owej chwili bowiem, wystawiano so- bie Francuza jako człowieka, wyżej wykształconego, zaw- sze grzecznego i uprzejmego, a przekonano się za pierw- szym ich wstępem na gościnną ziemię naszą, że to byli ludzie zdziczali w rzemiośle wojennem, bezwzględni w wy- maganiach swoich i równie dalecy od ogłady i obowiąz* ków towarzyskich, gdy szło o dogodzenie ich żądaniom jak żołnierze prostacy, z krajów, gdzie cywilizacya żad- nych jeszcze nieuczyniła postępów. Pierwsi Francuzi, których Warszawa widziała, należeli do wyborowych pułków jazdy, odznaczających się piękną powierzchownością ludzi i mundurów, ale gdy w końcu Listopada, weszła pierwsza piechota liniowa do stolicy na- szej, podziwiali wszyscy niejuż piękność wojska francuz- Digitized by VjOOQ IC 26 % PAMIĘTNIKI skiego, lecz to: że żołnierze tak niepozorni, tak niskiego wzrostu i tak nędznie przybrani, mogli bydż zwycięz.cami tak olbrzymich i doborowych Prusaków, których od lat tylu widywano na paradach i wartach w mieście. Liniowa piechota Francuzka składała się wówczas z żołnierzy, po- wtarzam, małego wzrostu, w popielatych opiętych płaszczach i w rogatych kapeluszach z łyżką blaszanną, zamiast prom- pona w nich zatkniętą, postępujących bez szyku, niedbale i bez żadnej chęci zrobienia wrażenia na widzach, lecz natomiast jedynie o tóm myślących, jak sobie zapewnić wszelkie wygody na kwaterach. Lecz przyznać należy, że ci tak niepozorni i zaniedbani żołnierze, przybrali cał- kiem inną postać i przywrócili wiarę w bitnoso i męztwo swoje, skoro za przybyciem Nepoleona do Warszawy, wy- stąpili przed ubóstwianym wodzem swoim w paradzie w ogrodzie Saskim, gdzie Cesarz odbył ich przegląd. Pamiętam, jak na tę paradę wjechał on do tego ogrodu, na małym siwym koniu, w historycznym popiela- tym surduciku i małym rogatym kapeluszu; jak powitany powszechnym okrzykiem żołnierzy, zesiadłszy z konia, przed wszystkiemi szeregami przechodził i z pojedynczemi żoł- nierzami rozmawiał i jednemu z nich, który zaprezento- wawszy broń do niego przemówił, własny krzyż legii ho- norowej przypiął. Na to wystąpienie przed Cesarza przybrało się wojsko w granatowe mundury z białemi wy- łogami szeroko na piersiach rozpiętemi, a postawa żoł- nierzy, ich ruchy przy zwrotach i marszach, wreszcie wy- raz ich twarzy, kazały w nich uznawać wojowników z wojną oswojonych i do zwycięztwa przyzwyczajonych. Jeszcze przed przybyciem do Warszawy Napoleona, ustanowił był Murat książę Bergu i Ellewii, tytułując się Namiestnikiem cesarskim, pierwszy rząd krajowy pod nazwą Izby najwyższej wojennej i administracyjnej. Wkrótce potem, ustanowił Napoleon komissyę rządzącą dla kraju, później w Księztwo Warszawskie zamienionego, Digitized by VjOOQ IC FR. HU. SS.AUBKA. 27 która składała się z siedmiu osób pod przewodDictwem powszechnie poważanego Stanisława Małacliowskiego. Na- leżeli do niej: Gutakowski, Stanisław Potocki, Działyński, Wybicki, Bieliński i Sobolewski, oraz Łuszczewski, jako sprawujący obowiązki sekretarza rady. Nazywano ich siedmioma królami i zwykłym trybem rzęczy ludzkich, po- zwalano sobie w publiczności szerzyć niezasłużone szyderstwa o tych, którzy osobiście na żadne zarzuty nie zasługiwali, lecz razem wzięci i ciało polityczne przedstawiający, nie mogli wzbudzać poszanowania, jako rząd silny i samo- dzielny, bo wszystkim wiadomem było, że ci tak zwani królowie, żadnej władzy nie posiadali. W owym czasie, zdarzyła mi się sposobność przemó- wienia do całej rady rządowej i poświęcenia jej nędznych moich wierszy studenckich. Cirządzcy, łudząc się tą na- dzieją, że i później będą składać rząd kraju, zaczęli wszy- stko urządzać i zwiedzali in corpore wszystkie magistra- tury i zakłady publiczne, odzywając się w nich w duchu patryotycznym o przyszłym losie kraju i o obowiązkach obywatelskich. Między innymi, przybyli oni w całym kom- plecie do Liceum, zasiedli na wywyższonóm miejscu w wielkiej sali egzaminacyjnej, w której zgromadzono wszystkich uczniów, jakoby na popis, ą raczej na uroczy- stość narodową. Z wyboru władzy szkolnej, dostał mi się zaszczyt witania tych heptarków imieniem współuczni mo- ich i wypowiedzenia wierszy, które na cześć ich przygo- towałem. Na powitanie to, odpowiedział najprzód Stani- sław Potocki, jako zawiadujący wydziałem oświecenia, a następnie długą miał mowę Wybicki, który przemówił do dzieci językiem zapalonego patryoty, nienawiścią ku Prusakom przejętego. To wystąpienie moje, powinno było wzbudzić wemnie zarozumiałość, skoro z polecenia przełożonych, dozwolono mi wygłosić na uroczystości publicznej wiersze moje na cześć ówczesnego rządu; ale ten zaszczyt spotkał mnie Digitized by VjOOQ IC 28 PAMIĘTNIKI tylko z powoda nadzwyczajnego pobłażania, z jakiem przyj- mowano tego czasu najpospolitsze rymowania, w których zarodu nawet natchnień poetycznych znaleźć nie można było. IV. Rok pobytu na wsi. Podróż do Paryża. Za rządu pruskiego, dopóki było powszechne przeko- nanie: ie na zawsze pod tern panowaniem zostaniemy, zamierzała matka moja, po przebyciu szkół, wysłać mnie do jednej z akademii niemieckich, mianowicie do Ge- tyngi, dla dokończenia tamże nauk moich. Nieszło jej bo- wiem o to, abym się usposobił na urzędnika, lecz uzna- wała, że znajomość prawa i języka niemieckiego, była po- trzebną każdemu obywatelowi polskiemu, będącemu podda- nym pruskim, ażeby załatwiać mógł stosunki z władzami i zjednać sobie u nich pomoc przy prowadzeniu własnych interesów niezbędną. Wszystkie te względy ustały, od czasu zajęcia kraju przez Francuzów, natomiast nastało takie lekceważenie i pogardzanie tern wszystkiem, co było nicmieckiem, że nietylko nikt nie myślał o kształceniu młodzieży na wszechnicach niemieckich, ale że opinia publiczna potę- piała rodziców, którzyby taki zamiar powzięli. Do takiego upodobania we francuzczyznie, w towa- rzyskićm pożyciu, przyłączyło się ogólne mniemanie , że tylko we Francyi dobre ukształcenie naukowe jest mo- żliwe, a to tem bardziej, że kodeks Napoleona był pra- wem obowiązującem w Księstwie i że mieszkańcy kraju, pod władzą Francyi zostającego, będą mieli zawsze sto- sunki z urzędnikami i wojskami tej narodowości. Wszyscy więc uznawali potrzebę odbywania nauk w Paryżu, sądząc że tam tylko można było nabrać ogłady i dobrego tonu towarzyskiego, oraz zaczerpnąć wiadomości koniecznych do obeznania się z prawodawstwem i administracyą fran- cuzką. Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 29 Ale podrób do Paryża i utrzymanie młodzieńca tamże, były podówczas rzeczą tale trudną i kosztowną, że nawet mało było rodziców, letórzyby w opłakanym stanie ma- jątliów swoicb, mogli się odważyć na takie przedsięwzię- cie. Majątek matki mojej, obciążony dawnemi długami, zaledwie wystarczał na opędzenie pierwszych potrzeb życia i z powodu braku gotowych dochodów, musiała ona wyprowadzić się z Warszawy i wrócić na wieś do Żela- zowejwoli pod Sochaczew. Dla tej samej przyczyny nie mogła myśleć o tern, aby mnie zaraz po wyjściu ze szkół wyprawić za granicę i musiała odłożyć spełnienie zamiaru tego do chwili, w której zdoła uzbierać fundusz na podróż i utrzymanie moje w Paryżu. Ta okoliczność zatem spo- wodowała powrót mój także do ulubionego ustronia, w^któ- rdm rok cały spędziłem. O ! jakże drogą mi jest pamięć roku tego, najczyst- szych i najżywszych uczuć młodzieńczych! Miałem lat wtedy 17cie, głowa i serce były w ciągłćm uniesienia, a żywa wyobraźnia otaczała swobodą i powabem wszystko, co około mnie było. Co piesn Schillera o ideałach mło- dego wieku opiewa, tego doświadczyłem w ciągu owego roku. Jakże wzniosłem, jak pełnem natchnień i rozkoszy było dla mnie całe przyrodzenie, począwszy od pierwszego brzasku słońca do ostatniego połysku księżyca; od uma- jającej się kwiatem wiosny, do lśniącej się śniegiem zimy; od głośnego łoskotu grzmotów, do tkliwego kwilenia pta- sząt, wszystko mnie zachwycało I Czułem się szczęśliwym w samotności i pędziłem w cichości całe godziny, patrząc się na niebo, na przezrocze wody i używając chłodu pod cieniem drzew. Marzyłem wiele, rymowałem nieustannie, a jakkolwiek wiersze moje z owego czasu nie mają ża- dnej a żadnej wartości, czuję to wszakże dzisiaj, że wtedy byłem poetą, lubo nie umiałem oblec natchnień wyobraźni nioj^jj w szatę prawdziwej poezyi. Do tego wyegzaltowanego stanu duszy mojej, przy- czyniło się niemało czyste uczucie miłości, jaką dla jednej Digitized by VjOOQ[jC 30 PAMIĘTNIKI Z sióstr moich stryjecznych przejęty byłem ; uczucie tćm silniejsze, że ani zslehęcane, ani żadną nadzieją poparte nie było. Kuzynka ta bowiem moja, była i starszą odemnie i zbyt bliskiem pokrewieństwem ze mną złączoną, a przy- tóm skutkićm niepowodzeń familijnych, tak podówczas ubogą, że matka z dwiema córkami swemi, dla braku utrzymania w domu naszym bawić musiała. Ale ileż aniel- skiej dobroci i innych jeszcze przymiotów miała ta nie- szczęśliwa osoba, która w parę lat później umarła, niemogąc znieść cierpień duszy, z powodu nieszczęść rodziny swo- jej. Nigdy nie wyjdzie z pamięci mojej, ten wzór po- święcenia i cnoty i zawsze błogosławić będę czystą mi- łość, jaką we mnie wzbudzić potrafiła, bo miłość ta ochro* niła mnie, w najniebezpieczniejszych latach młodości mojej od błędów i zboczeń, jakim zwykle młodzież ulega. Kiedy wspomnę sobie na ten rok marzeń i złudzeń na wsi spędzony, dziwię się samemu sobie, że z mło- dzieńca tak wyegzaltowanego, tak wrażeniom zbyt żywej wyobraźni poddanego, mógł wyrobić się człowiek spo- kojny i praktyczny, którego uniesienia i ekscentryczne po- budki, nigdy ze zwyczajnej kolei pożycia nie strąciły? Lecz to tłumaczy się zawodem, jakiego doznałem we wszystkich marzeniach i życzeniach moich, gdy rzeczywistość, miejsce złudzeń zajęła i na tóm co mi dawała, poprzestać zmu- siła. Dla tego nieraz powtarzam sobie z Schillerem : „Wie gross war diese Welt gestaltet, So lang die Knospe sie noch barg. Wie wenig, ach! bat sich entfaltet, Diess wenige, wie klein und karg.^ Kiedyśmy pędzili spokojne życie w miłem wiejskićm ustroniu naszćm i gdy nikt z nas nie spodziewał się przer- wania tej błogiej spokojności, dnia jednego w wiośnie 1809 roku, usłyszeliśmy nagle buk dział, który w znacz- nem oddaleniu grzmiał przez dzień cały. Była to pa- miętna bitwa pod Raszynem, ów mężny opór kilku tysięcy Polaków, trzy razy większej armii austryackiej stawiony, Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 31 który dozwolił słabszej stronie, przepisać mocniejszej, wa- runki poddania bezbronnego miasta i przejść jej za Wisłę aby tam wojnę odporną w zaczepną zamienić i o niemal drugie tyle ziemi polskiej, do Księztwa Warszawskiego przyłączyć. Nie zdołali bowiem Austryacy w żadnym punkcie przeprawić się przez tę rzekę w dostatecznej sile aby powstrzymać pochód wojska Polskiego do Galicyi, i aby oba brzegi Wisły opanować; ale za to zalegli z całą siłą swoją Warszawę i założyli wielki obóz w okolicy So- chaczewa, o pół mili od wsi naszej odległego. Odtąd pobyt na wsi stał się nieznośnym i niebez- piecznym nawet, bo lubo wojsko austryackie trzymane było przez arcyksięcia Ferdynanda w surowej i przykład- nej karności, to jednak przechody pojedynczych oddzia- łów i odwiedziny oficerów niemi komenderujących z jed- nej, a włóczenie się maruderów z drugiej strony, były źródłem przykrości i trwogi, trudnych do zniesienia. Trzeba było ciągle bydż na straży i bronić się od napaści, a na- wet potykać się z wojsko wemi włóczęgami, co było ła- twem, gdyż zwykle nachodzili oni wsie bez broni i to pod wielkim strachem, jużto kary dowódzców swoich, jużto zuchwałości włościan naszych. Stoczyłem niejedną podobną potyczkę z takimi maruderami, która się zawsze ich ucieczką kończyła, skoro się tylko chłopi za zwykłą bron swoją, to jest koły od płotów chwycili. Skutkiem częstych walk podobnych nabrałem pewnej odwagi, ale ta razu jednego, na wielkie niebezpieczeństwo mnie na- raziła. Było to w lipcu, w chwili, w której się już szala niepowodzenia na stronę Austryaków przechylała; pożar okazał się w lesie naszym ; domyślając się że ogień musiał być wznieconym przez włóczęgów żołnierskich, skradzione bydło po lasach piec zwykłych, wsiadłem na konia i w to- warzystwie jednego tylko człowieka, udałem się do miejsca w którem pożar wybuchł. Zwyczajem ówczesnym, ubrany byłem w granatową kurtkę i białą czapkę na głowie, Digitized by VjOOQ IC 32 PAMIĘTNIKI skatkiem czego miałem powierzchowność napół wojskową. Przejechawszy przez cały las, gdyśmy się na wielki trakt do Warszawy wiodący, dostali, dostrzegliśmy znaczny oddział wojska ku temu miatu dążący, i służący mój , na* gle przelękniony zawołał na mnie, „Panie I uciekajmy, bo żołnierze idą.*^ Zaledwie na to ostrzeżenie zwrócił konia z zamiarem schronienia się do lasu, aliści usłyszałem krzyk i tentent koni po za sobą i ujrzałem kilkunastu huzarów pędzących z wymierzonemi ku mnie karabinami i pewno nie byłbym uszedł ich strzałów, gdybym nie miał przy- tomności zatrzymania konia mego w miejscu. W oka mgnieniu, zostaliśmy oba ze służącym otoczonymi i cały sztab wyższych oficerów sunął ku ^nie jakoby po jaką wielką zdobycz. „Kerl, was macJU er hier^ zeig er seine pa^ piere!^^ krzyknął groźnie pułkownik, poczytując mnie praw- dopodobnie albo za wojskowego polskiego, albo za zbiega* Jednocześnie z tern, zbliżył się do mnie, jakiś cywilny, dla którego wszyscy uszanowanie okazywali; zdaje się że to był sam arcy książę, bo ulitowawszy się nademną, roz- kazał nie brać mnie do niewoli, jak to inni radzili, lecz pozwolić mi powrócić tą samą drogą którą przybyłem, co natychmiast spełnionćm zostało, z oświadczeniem wszakże owego pułkownika huzarów: iż jeżeli się raz jeszcze wojsku austryackiemu pokażę, to natychmiast roztrzylanem zo- stanę. Cały ten sztab i pułk huzarów pomaszerował w wo- jennym szyku ku Warszawie tak, jakby hufce polskich powstańców w lesie miały bydż ukryte; ale bo też rzeczy- wiście już było się skończyło panowanie Austryaków u nas i od tej chwili widzieliśmy tylko pojedyncze oddziały tylnej straży, uchodzącej przed powstaniem wielkopolskićm. Pamiętam, jak ostatni patrol 5ciu huzarów węgierskich, na dzielnych koniach , w wiosce naszej, na pół godziny uprzedził przybycie doń czterech braci szlachty do zwyż rzeczonego powstania należących, którzy pomimo lichych swych chłopskich szkapek i uzbrojenia tylko w dzidy i po Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 33 jednym pistolecie na temblaku, puścili sią w pogoń za te- mii huzarami i w drugiej sąsiedniej wiosce, wszystkich ciężko ranionych, do niewoli wzięli, głównie skutkiem tego, iż oni uciekając przed nacierającemi, na polu wżycie się zaplątali. Ale co to była za radość, gdy pierwszy po- rządnie uzbrojony pułk Krakusów przez wieś naszą ku Warszawie przechodził, przy odgłosie śpiewek narodowych z całą swobodą wolnych piersi śpiewanych! Trzeba prze- żyć taką chwilę przejścia od zwątpialości , do najpięk- niejszej otuchy, aby można pojąć jakie uniesienie wzbu- dza i jakie wrażenie na całe życie pozostawia. Gdy po zawarciu pokoju w roku 1809 wróciła spo- kojność do kraju, zaczęła matka moja myśleć o podaniu mi sposobności kończenia nauk moich, bo ani ona, ani ja nie chcieliśmy poprzestać na dotychczasowym wykształ- cenia, jakie w Liceum Warszawskiem otrzymałem. Rząd chcąc przysposobić dla szkół publicznych nauczycieli ro- daków, postanowił wysłać do Paryża trzech młodych lu- dzi pragnących się temu zawodowi poświęcić ; otóż matka moja korzystając z tego, porozumiała się z rodzicami tych kandydatów na professorów, aby mnie pod ich dozorem do stolicy Francyi wyprawić. Jakoż w jesieni tego sa- mego jeszcze roku wyjechało nas razem siedmiu: (Bro- dowski Antoni, Hujsson i Szubert, jako stypendyści rzą- dowi, Ciechomski Józef, dwaj bracia Tymowscy i ja, jako prywatni uczniowie) do Paryża, uważanego podówczas jako jedynego ogniska światła. Smutno wspomnieć, że z tych siedmiu młodych ludzi, dwóch nie ujrzało już ziemi oj- czystej i na obcej żywot swój zakończyło, a temi byli Hujsson i Antoni Tymowski. Dzisiaj osobliwym by się wydawał sposób, w jakiśmy odbywali podróż naszą do Paryża: raz ze względu czasu któryśmy na nią potrzebowali, powtóre środków jakicheśmy na to używali. Strawiliśmy bowiem przeszło dwa tygodnie na dostanie się do granicy francuzkiej, jadąc wynajętemi w Warszawie dwoma żydowskiemi furmańskiemi brykami PaAttteUd Fryd. hr. Skarbka. 3 Digitized by VjOOQ IC 34 PAMIĘTNIKI i końmi, mieszcząc oa nich prócz siebie; lokaja, tłomoki, pościel i odbywając codziennie długie popasy i noclegi. Przy tym rodzaju podróżowania, zdarzać się musiały różne epizody, jużto śmieszne, jużto nieprzyjemne. I tak: to trzeba było zdobywać wstępnym bojem, lub podstępem, miejsca na noclegi w karczmach polskich, zajmowanych przez przeciągające oddziały wojska i jeńców austryac- kich, wracających po dopiero co skończonej kampanii 1809 roku; to uchodzić w Niemczech, bądź za wędrownych aktorów, bądź za żydów polskich i znosić niewygody i nieprzychylne przyjęcia po hotelach, w skutku poczyty- wania nas za ludzi niemogących dobrze płacić za po- mieszczenie ; to nakoniec znaleźć się w potrzebie rozłącze- nia się, gdy furmani uasi dalej jechać z nami odmówili, co się przytrafiło w Moguncyi, gdzie dla braku miejsca na ośm osób w dyliżansie, musieliśmy się rozdzielić i szukać ró- żnych sposobów dostania się do Paryża. Ja z Brodowskim zabrałem się malle-postą, to jest kuryerem wiozącym listową pocztę i jadącym dzień i noc dużym kabryoletem na dwóch kołach w parę koni, na jednym z których siedział pocztylion. Tego rodzaju podróży znieść nie mogłem i za- raz pierwszej nocy tak zachorowałem, iż musiałem po- zostać sam jeden na pobocznej stacyi pocztowej w Al- zacyi, położonej na trakcie, po którym dyliżanse nie kur- sowały, tylko powyższe malle-posty z listami dla bliższej drogi chodziły. Stacya ta leżała w wąwozie między gó- rami i zawiadywaną była przez poczthaltera niemca, który wraz z żoną prawdziwie* po rodzicieJsku zajął się delikat- nym i słabym chłopcem, daleko od kraju swego, pomiędzy obcemi pozostawionym. Wypocząwszy tam dzień cały, potrzeba mi było gonić za towarzyszami memi podróży, którzy innym traktem do Kayserslautern zmierzali. Można sobie łatwo wyobrazić obawę moje, kiedy z całem mie- niem mojóm w dukatach holenderskich w trzosie skórza- nym zachowanem, musiałem jechać konno d flanc śtri&Ty za pocztylionem poprzedzającym i przeprowadzającym mnie Digitized by VjOOQIC PR. HR. SKARBKA. 35 do zwyż wspomnionego miasta, przez lasy i wąwozy, w których złapie mnie i nawet zabić, wszelka znajdowała się sposobność. Szczęściem mojem, że towarzysze moi najęli byli w Moguncyi tak zwaną wówczas pałasze, to jest pojazd dwukołowy najniewygodniejszy, przez jednego tylko konia co dwie mile przeprzęganego ciągniony, który noga za nogą postępował i później odemnie do Kayserslautem przybył. Tu nowy kłopot, bo w pałaszy już dla mnie miejsca nie było ; aby zatem módz się zabrać z kolegami memi, musiałem przepłacić woźnicę i lokaja, by ci na przemian piechotą podróż odbywali, z czego wyobrazić sobie można, jak szybką była jazda nasza. Zdarzało się często, żeśmy wszyscy wysiadać i iść piechotą musieli, a przytem popychać pałasze, gdy koń wciąganiu jej pod góry podołać nie mógł. Niech więc ci, co dziś swobodnie kolejami żelaznemi jeżdżą ocenią, jakie to było podróżo- wanie przed kilkudziesiąt laty, nawet po krajach naj- ucywilizowańszych. Po trzech dniach tej tak utrudzającój podróży, nareszcie szczęśliwie stanęliśmy w Paryżu, gdzie przedewszystkiem zachodziła potrzeba myśleć o tóm, w jaki sposób nie najwygodniej, ale najtaniój umieścić by się można. Pobyt mój w Paryżu. Pobyt nasz w Paryżu, różnił się zupełnie od zwyczaj- nego sposobu życia młodych ziomków, którzy w zamiarze bawienia się i obeznania się ze światem do stolicy tej pi;zybywali. Zamiast zamieszkiwania wtój części miasta, która była i jest zawsze siedliskiem uciech i zbytku, umie* ściliśmy się w tak zwanym pays latin, na przedmieściu St. Jacąues, naprzeciw szkoły prawa i Panteonu, w nader skromnych studenckich mieszkaniach en gami, po dwóch w jednym pokoiku z alkową, mających widok na brudne podwórka, gdzie się zwykle codziennie odbywały egze« 3* Digitized by VjOOQ IC 36 * PAMIĘTNIKI kucye biednych królików, poświęcanych na tak zwane giheloły, wcale niesmaczne potrawy francuzkich studentów. Mieszkaliśmy blisko Collage de France, szkół medycznej i prawnej, oraz ogrodu botanicznego; wszystko zakładów naukom poświęconym, ale/ bardzo daleko od eleganckich bulwarów i innego rodzaju zakładów, w których i dosko* nale bawić się i dobrze jeść można było. Zatrudnienia naukowe nasze z jednej, a szczupłość posiadanych fun- duszów z drugiej strony, nie pozwalały nam uczęszczać na przeciwległy drugi brzeg Sekwany i bardzo rzadko pozwalaliśmy sobie przechodzić mosty w zamiarze użycia za zbyt kosztownych przyjemności. Lecz za to z należytą pilnością oddawaliśmy się róż- nym studyom i uczęszczaliśmy najregularniej na rozliczne prelekcye przez znakomitych professorów w sąsiedztwie naszćm wykładane. W owym czasie nie było w Paryżu uniwersytetu, lecz natomiast dwie speeyalne szkoły, to jest, prawa i medycyny, obie z zapisem obowiązującym studentów, z egzaminami cało-kursowerai rocznemi i z udzie- laniem stopni akademickich. Ponieważ nie było zamiarem moim kształcić się na prawnika, atem mniej na doktora, przeto nie zapisałem się jako student, lecz chodziłem do Collćge de France na kursą języków starożytnych, prawa karnego i literatury francuzkiej; słuchałem w ogrodzie botanicznym wykładów chemii, mineralogii i ogrodnictwa, wreszcie uczęszczałem do biblioteki Cesarskiej po tamtej stronie Sekwany położonój, na prelekcye starożytności greckich i rzymskich, miewane przy okazywaniu medali przez uczonego Millin konserwatora zbioru tychże. W College de France miałem sposobność poznania sławnego podówczas poety Delilla, którego poemata za życia jego tak wysoko były cenione a później niezasła- żenię zapomniane zostały. Był on niewidomym i przybył do tej szkoły, dla otwarcia kursu literatury, której był tytularnym professorem ; lecz nie wstąpił na katedrę, tylko zasiadłszy między nader Hc^pie^gi^omadzoną publicznością,, Digitized by VjOOQIC Mitob FR. HR. SKARBKA. 37 wypowiedział z pamięci kilka ustępów z ostatniego dzieła swego: Les Conver3aiions. Po nim objął katedrę professor Lemaire i wykładał Eneidę Wirgiliusza z wielką wymową i talentem* tak iż z upodobaniem przez dwa lata na tych prelekcyach by- wałem. Nadto sam jeden z ziomków moich uczęszczałem na wykłady języka greckiego , prof essora Gail , z którym się bliżej poznałem, bo nas kilku tylko miał za słuchaczy; skutkiem tego użył on mnie do pracy literackiej , to jest do koUacyonowania tekstów Tucydydesa, którego tłuma- czenie drukiem ogłosił; lecz ta robota była tak nudną, żem się nie mógł długo jej poświęcać, podobnież jak i syn Gaila, który uciekł z domu ojca , gdy go ten z greckiemi książkami zamykać zaczął. Dalej między professorami w Coltóge de France, szczególniej zajmowały mnie prelekcye łiistoryi' prawa kryminalnego, nader wymownie wykładane przez senatora hrabiego Pastoret. Uczony ten, wpłynął stanowczo na dalsze powołanie moje, widząc bowiem katedrę nauczy- cielską zajmowaną przez tak wysokiego dygnitarza i czło- wieka wysokiego urodzenia , a przytem świadkiem _będąc wziętości jaką zjednał sobie u licznych słuchaczy i po- klasków jakie od nich odbierał, powstało we mnie prze- konanie o piękności i wyższości powołania nauczyciel- skiego, które mnie później do tego skłoniło, żem się temuż powołaniu w Uniwersytecie Warszawskim poświęcił. Prócz tych kursów słuchałem jeszcze fizyki pod Le- fevre Junneau, mineralogii pod Delametherie, geologii pod Faujas de St. Fond, chemii pod Vauquelin i w ostatnim roku chodziłem na prywatny wykład tej ostatniej nauki professora Ghevreuilla, nadto letnią porą o 6-ej z rana biegałem do ogrodu botanicznego na kurs ogrodnictwa Thouaina. Lecz wszystkie powyższe prelekcye były tylko dla mnie pomocniczemi naukami, bo głównym przedmiotem, któremu chciałem się poświęcić była ekonomia polityczna Digitized by VjOOQ IC 38 PAMIĘTNIKI i nauki administracyjne , a ponieważ podówczas nauki te publicznie w Paryżu wykładanemi nie były, przeto mu- siałem z kolegami memi wziąść doń nauczyciela prywat- nego, l^tórego z trudnością i to za drogą opłatą, bo po 15 franków za godzinę zaledwie wynaleźć potrafiliśmy. Był nim niejaki Saint-Aubin, ekstrybun ludu za czasów rzeczypospolitej , współredaktor Gazety Roederera, czło- wiek uczony, ale zupełnie ubogi, bo źle wówczas od rządu widziany. Wykładał on teoryę Adama Smitha i dawał nam do wypracowywania praktyczne zadania admini- stracyjne, do których nam akta biurowe przynosił. Był on śmiesznej powierzchowności, bo noszący dawny strój, to jest frak z duźemi guzikami, spodnie krótkie, pończochy niebieskie , trzewiki z wielkiemi sprzączkami i wreszcie kapelusz stosowany na pudrowanej z harcapem z tyłu głowie. Bozprawiał nam wiele o oszczędności, jako za- sadzie bogactwa i powstawał przeciwko loteryi, jako przy- czynie demoralizacyi, a pomimo tego zawsze brał naprzód za lekcye pieniądze, które po większej części w tę loteryę przygrywał. Obok tego płatnego nauczyciela ekonomii politycznej, do wykształcenia mego w tym zawodzie, przyłożył się nie ms^o, zupełnie bezinteresownie ziomek Piotr Maleszewski, który służył niegdyś jako ordonator armii francuzkiej pod Bemadottem, a następnie osiadł w Paryżu. Był to czło- wiek prawdziwie uczony i bardzo prawy, który ciągle zaj- mował się rodakami swemi na nauki do Paryża przy- byłymi. On^także należał do rzędu ludzi, którzy prze- ważny wpływ na przyszłe powołanie moje wywarli; sza- nowałem w nim nietylko nauczyciela, bez żadnych osobi- stych widoków udzielającego mi nauki i rady, ale i czło- wieka pełnego zasług, z prawdziwie ojcowską troskliwością zajmującego się wykształceniem mojem. Pomimo tych wszystkich zajęć moich naukowych, pę- dziłem wieczory na nieszczęśliwem rymowaniu, które było jsłabością moją; kułem ciągle tysiące wierszy, wszystko Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 39 żadnćj co się zowie wartości nie mającycTi, z których je- dynie odnosiłem tę korzyść, że umysł mój zajmował się wznioślejszemi myślami i rozwijał wyobraźnią, żądając od niej codziennego poniekąd myślenia. Są w papieracłi moicłi yolumina wierszy w owym czasie kleconych, które dowodzą przynajmniej z przedmiotu i myśli, że z poczci- wego i nieskażonego pochodziły serca; jest także i dzien- nik w ciągu dwóch lat, to jest 1810 i 1811 najskrupulat- niój co wieczór spisywany, a mieszczący w sobie spostrze- żenia nad sobą samym robione i wrażenia w każdym dniu doznane, nadto nawet wyrzuty sumienia nieraz sobie czy- nione. Do utrzymywania podobnego dziennika, skłoniło mnie dzieło p. Julien: Sur V emploi du teinps i pisałem go podług wzoru w nićm wskazanego. Eto mnie znał później, ten nie domyślał się nawet tego, że byłem w Paryżu osobliwego rodzaju melomanem grywając na najniewdzięczniejszym instrumencie, to jest klarynecie i że tą nieszczęśliwą muzyką moją wielce do^ kuczałem uszom współmieszkającym ze mną w hotelu Ta- ranne, do którego późniój się przeniosłem. Wyjątkiem tego był jedynie jakiś kardynał hiszpański, który jako jeniec wojenny, wywieziony z kraju, trzymanym był w Pa- ryżu; bo ten zajmując pierwsze piętro nademną, często przysłuchiwał się widocznie z upodobaniem z okna swego melodyom ojczystym swoim, jakie przypadkowo wygry- wałem. Przez całe życie moje darować sobie tego nie mogłem, żem tak niepotrzebnie czas i pieniądze marnował na lekcyach instrumentu, który za powrotom do kraju zu- pełnie porzuciłem. Nie tak się stało z drugim talentem, któremu się w ostatnim roku pobytu mego w Paryżu poświęciłem , to jest malarstwu krajobrazów, bo w tem do późnego wieku mego kształciłem się i z zamiłowaniem niem się zajmowałem. Liczne moje malowidła, lubo nie mają rzeczywisto) arty- stycznej wartości, stanowią przecież miłe dla dzieci moich pamiątki, bo przedstawiają po większej części widoki Digitized by VjOOQ IC 40 PAMIĘTNIKI miejsc, w których jużto sam, jużto wraz z niemi zamiesz- kiwałem, lub w podróżach moich przebywałem. Do środ- ków użytecznego zajęcia czasu policzyć także muszę to, co zarazem najprzyjemniejszą rozrywkę dla mnie stanowiło, a tóm było uczęszczanie na teatra Paryzkie. Lubo epoka Napoleona I nie odznaczała się wielością i rozmaitością nowych dzieł dramatycznych, to wszelakoż wzorowe przed- stawianie tragedyi ikomedyi dawnych klassyków francuz- kich, przez znakomitych artystów, zajmowało umysł i wy- rabiało upodobanie i gust publiczności ówczesnćj, nie ubie- gftjącćj się, podobnie jak to dziś ma miejsce, w szukaniu w przedstawieniach teatralnych coraz nowych, a silnych i gorących wrażeń. Tym, którzy pragnęli wyrobić w sobie poczucie este- tyczne dobrego smaku i pojęcie piękna w dziełach sztuki, ówczesny Paryż wszelką ku temu nastręczał sposobność, bo skutkiem zdobyczy wojennych nagromadzono tam liczne posągi i obrazy dawnych mistrzów, jakie poprzednio w naj- odleglejszych od siebie punktach porozmieszczane były. Grabież ta, jakkolwiek bardzo dotkliwa dla muzeów, ko- ściołów i gmachów cudzoziemskich, była nieocenioną ko- rzyścią tak dla Francuzów jak i obcych artystów, bo mieli razom zebrane arcydzieła starożytndj i średniowiecz- nej sztuki, na których kształcić się i brać z nich wzory mogli. Apollin Belwederski, Wenus Medycyjska, Laokoon i inne najznakomitsze posągi najodleglejszej sięgające epoki, zdobiły dolne galerye Luwru; dzieła zaś Rafaela, Tycyana i innych włoskich mistrzów w połączeniu z dzie- łami Kubensa, Yandyka i najcelniejszych flamandzkich malarzy, zajmowały obszerne sale pierwszego piętra tegoż gmachu. Luksemburg, później siedlisko senatu, mieścił w sobie obrazy malarzy dawnój francuzkiej szkoły, tudzież prace spółczesnych artystów, dla których w roku 1810 przeznaczono oddzielne sale w Luwrze, skoro Napoleon powziął i wykonał szczęśliwą myśl zebrania w jednój wy- stawie, najcelniejszych dzieł artystów francuzkich, pod Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 41 panowaniem jego w ciągu lat 10 wykonanych, przezna- czywszy znakomitą nagrodę dla dzieła za najlepsze uzna- nego. Jakkolwiek podówczas przemagała szkoła Dawida, który naśladując ślepo wzory Grecyi i Rzymu, wprowa- dził doń smak surowy i zimny; znaleźli się przecież po- między artystami francnzkimi produkującymi się z pra- cami swemi na >vspomnianej wystawie tacy, którzy się wybili z pod despotyzmu tejże szkoły. Do rzędu tych na- leżał Gros w obrazie przedstawiającym Napoleona w szpi- talu zapowietrzonych w Jaffie, oraz Girodet w scenie wzię- tćj z potopu, tudzież w Atalii. Tego ostatniego uznawali ówcześni znawcy za zasługującego na pierwszą nagrodę, lecz tej, ani jemu, ani nigdy nikomu nie udzielono. Zwiedzanie muzeów, uczęszczanie do teatru i wszech- stronne spccery, były zwykłemi rozrywkami mojemi, bo nie miałem ani czasu, ani funduszów na to, aby puścić się w wir wyższych towarzystw francuzkich. Za to spę- dz^em wraz z kolegami memi bardzo miłe wieczory w kilku domach polskich, stale wówczas w Paryżu osiedlonych, a mia- nowicie: u księżnej Stanisławowej Jabłonowskiój i u wo- jewodziny Działyńskićj , której najmłodsza córka miała taki talent do tańca, że sławny Yestris ubolewał ciągle nad tem, że była córką senatora i baletowi poświęcić się nie mogła. . W piórwszym z tych zacnych domów, miałem spo- sobność poznania osobiście Kościuszkę i widzieć go tań- czącego w piórwszej parze, znanego pod nazwiskiem jego poloneza. Była to nader pamiętna dla mnie chwila, która jako niby poetę, natchnęła mnie do napisania na cześć jego wiersza, który poważyłem się mu doręczyć, za co mnie miły podówczas starzec serdecznie uściskid, mówiąc z. właściwą sobie skromnością, że nie zasłużył na po- chwały w wierszach moich wyrażone, Uściśnienie tego wielkiego męża pozostało na zawsze w pamięci mojćj jako drogie wspomnienie rzadkiej w życiu chwili. Kościu- Digitized by VjOOQ IC 42 PAMIĘTNIKI szko mieszkał w owym czasie w Belleville pod Parjżem i rzadko tylko doń przyjeżdżała ale każdym razem gdy się w nim pojawił, mieszkanie jego stawało się poniekąd cudownem miejscem, do którego wszyscy w stolicy Francyi bawiący Polacy ciągłe pielgrzymki odbywali. Bywałem także u pani Walewskiej, owej ślicznej Maryi, z którą jak to wyżej już wspomniałem, znałem się jako 12-to letni chłopiec w domu jej matkr. W owym czasie, miała ona wielkie znaczenie jako przyjaciółka Napoleona, mogła była dumą wynosić się nad znajomemi i ziomkami swemi, lub intrygaitni dworskiemi wyrobić sobie jakieś polityczne stanowisko, ale taka dążność nie zgadzała się ani z jej skromnością, ani z dobrocią serca jakiemi się od- znaczała. Czyniła dobrze komu tylko mogła, nikomu nie szkodziła, dlatego też powszechnie lubioną i kochaną była. Mieszkała latem w pięknym pałacyku w miasteczku Bon- logne pod Saint-Glond, dokąd do niej, jako z lat dziecin- iiych jej znajomy, chodziłem czasem na dzień cały. Tam nieraz kołysałem i woziłem w wózku po ogrodzie , jako niemowlę, owego hraBiego Walewskiego, przyjaciela i mi- nistra Napoleona III-go. Do ożywienia towarzystwa polskiego w Paryżu, przy- czyniali się nie mało oficerowie rodacy, gwardyi polskiej cesarza, tak zwani Chevaux legers de la Gardę, którzy pod dowództwem Wincentego Krasińskiego stali w Chantilli, o kilka mil od Paryża i z tamtąd przybywali gościć w do- mach ziomków swoich. Piękność powierzchowna tego pułku ułanów polskich, dobór przystojnych ludzi, uprzej- mość i dobre wychowanie dowódzców, jednały im przy- chylność Francuzów, a w rodakach którzy ich bliżej znidi, zostawiały niezatarte wrażenie dzielnych wojowników, któ- rych pamięć wąwóz Samosierry potomności przekazał. Cały ten czas dwuletniego przeszło pobytu mego w Pa- ryżu, był świetną epoką dla tej stolicy, z powodu uro- czystości jakie się wniój odbywały: najprzód po zawarciu pokoju wiedeński^o, następnie podczas zaślubin Napo- Digitized by VjOOQI<^ FR. HR. SKARBKA. 43 leona z Maryą Ludwiką i w końcu z powodu urodzin króla rzymskiego. Lud paryzki brał udział w tych uroczy- stościach dlań wyprawionych, z uciechą jaką każde igrzy- ska sprawiają ; lecz bez objawu przychylności i uniesienia, jakie tylko przywiązanie do kraju i monarchy rozbudzić mogą. Z rozłączenia się Napoleona z Józefiną czyniono dla cesarza złowróżbne wnioski i wszyscy okazywali więcej przychylności tej, która z tronu zchodziła, niż tej która nań wstępowała. Francuzi, którzy przy każdej podobno j okoliczności w dopcikach i dwuznacznikach zdanie opinii publicznej objawiać zwykli, mówili wówczas, czyniąc alu- zyę do upodobania Napoleona w polowaniu: LEmpermr aime Vlmperatrice et la chasse. O Maryi Ludwice- zaś po zawarciu ślubu cywilnego: Jamais Archiduchesae d'Atdriche n'a fait un mariage civiL Szydzili także z Napoleona z po- wodu że podczas wesela swego, wystąpił w stroju hiszpań- skim, to jest w zielonym aksamitnym płaszczyku, w birecie ze strusiemi piórami na głowie ; widziałem go w tym stroju w chwili gdy okazał się zgromadzonemu ludowi wśród illuminacyi na ganku pałacu Tuilleries od strony ogrodu. Ze wszystkich pomienionych uroczystości, najwięcej współudziału ludu wzbudził obchód urodzin syna Napo- leona w dniu 20. marca 1811 roku. Zapowiedziane było, że działa z Inwalidów ogłoszą przez 101 wystrzałów jeżeli będzie syn, a przez 25 jeżeliby się miała urodzić córka. Gdy pierwszy usłyszano wystrzał, otworzyły się nagle wszystkie okna w całym Paryżu, zwłaszcza że najpięk- niejszy poranek wiosenny zachęcał do tego i we wszyst- kich tych oknach ukazały się osoby rachujące wystrzały. Po 25tym wystrzale, zrobili artylerzyści czy umyślnie, czy przypadkiem dłuższą pauzę ; rozgłos niechęci powszechnej rozległ się po ulicach i wszystkie okna jakby na komendę zatrzaśniętemi zostały; lecz wkrótce rozwarły się na nowo z okrzykiem ogóbiźjradości: Cest ungarcon, gdy 26-y wy- Digitized by VjOOQ IC 44 PAMIĘTNIKI strzał nastąpił po poprzednich i tem samem zwiastował że cesarz ma syna. Skończywszy zamierzone nauki, opuściłem Paryż w lipcu 1811 roku bez żalu, lecz pełen otuchy o szczęściu, jakie mnie na rodzinnej ziemi i w familijnem kole czekać miało, nie domyślając się nawet tego, że przebyłem w stolicy Francyi oniemal najszczęśliwsze chwile życia mego, bo nie doznałem w nich żadnych dolegliwości , żadnych zgryzot i żadnych wyrzutów sumienia. Tam przeżyłem czas złu- dzeń nad przyszłością moją, wstępując w rzeczywistość która tak nielitościwie wszelkie marzenia obala. Lubo teraz gdy jestem blizkim końca zawodu mego na tej ziemi, dziękuję Bogu że przy różnych zmianach powodzenia, dał mi usposobienie, iż zawsze z losu mego byłem zadowolony, zataić wszakże tego nie mogę, że wspomnienie dwóch lat nauki w Paryżu spędzonych , do najmilszych wrażeń moich zaliczam. VI. Powrót do kraju. — Pierwsze moje urzędowanie. Powszechnym jest to błędem naszym, zwłaszcza pier- wszych lat młodości, że nie umiemy cenić wartości obecnćj chwili- ani przyjemności, jakie ona nam sprawia, i że zbyt łatwowiernie sięgamy uprzedzoną myślą do nieznanćj nam przyszłości, ciesząc się tą otuchą, że nam lepiej będzie. Podobnego zawodu w oczekiwaniach i nadziejach moich doznałem bardzo wcześnie i widziałem jak nikła prze- demną ułuda, którą w młodocianym wieku się pieściłem. W końcu lipca 1811 roku wróciłem do kraju i rodzin- nego domu, w którym spodziewałem się zastać wszystkie owe warunki domowego szczęścia, o jakich marzyłem. Zamiast tego, zastałem matkę moje zakłopotaną coraz więcćj upadającym stanem majątku naszego. Ciężary publiczne, dostawy dla wojska i mnogie podatki, obok bezcenności produktów, wyczerpywały nietylko szczupłe Digitized by VjOOQ IC B= FR. HR. SKARBKA. 45 dochody z dóbr, lecz i wszelkie dawne zasoby. Długi hipoteczne, z taką łatwością za czasów praskich zaciągnione^ obarczały wielu właścicieli ziemi ciężarem, którego inaczej z siebie zrzupić nie mogli, jak przez wyzucie się z wła- sności dóbr, nie przynoszących intrat nawet na zaspoko- jenie procentów potrzebnych. Kraj cały tóm dolegliwszej ulegał niedoli, im większej przed kilku laty używał po- myślności; a niedostatek dokuczał nie tak dalece tej klassie, w której się rodzą ubodzy, ile raczej tej, która po przodkach zamożność i bogactwo nawet dziedziczyła. Zamiast przeto używać przyjemności spokojnego domo- wego pożycia, wulubionem ustroniu wiejskiem, zdawało się, że na to tylko powróciłem do niego, aby dzielić z matką trudy niepomyślnego gospodarstwa i naprzykrzania się natrętnych wierzycieli, których zaspokoić nie było środka. Istniał w owym czasie osobny rodzaj dolegliwości, pocho- dzącej z owej nieszczęśliwej łatwości zaciągania długów na dobra, która upadek tylu z nich za sobą pociągnęła. Depozyty bowiem sądowe z gotowych funduszów złożone, rozpożyczone zostały na majętności ziemskie, a gdy na- stępnie wierzyciele lub małoletni doszli do pełnoletności, upominali się o swoje należności u władzy : ta dawała im przekazy do właścicieli, podobne depozytowe pożyczki mających, tak właśnie jakby oni byli kapitalistami mo- gącymi w każdej chwili płacić okazicielom weksle na nich wystawione. Owe przekazy na drobne summy doręczane były przez władzę rządową każdemu z osobna z wierzycieli z poruczeniem im samym dopominania się i ściągania sobie drogą prawną pojedynczych cząstek całej pożyczki hipo- tecznej, jaką taż władza była powinna w całości odzyskać i dopiero co komu należało rozpłacić. Tym sposobem właściciele dóbr znacznym długiem obciążeni, w miejsce jednego wierzyciela, jakim był rząd udzielający im tej pożyczki, mieli ich kilkudziesięciu czasem, z których każdy oddzielnie pieniał ich, a w dodatku nie mogąc doczekać się odbioru swej należności, osobiście do nich przybywał, Digitized by VjOOQ IC 46 PAMIĘTNIKI dopominając się już to procentów, już to kapitałów, któ- rych żadnym sposobem zapłacić nie było można. W takiem to przykrem położeniu znajdowała się matka moja i dom jej był niejako łiotelem, do którego zajeżdżali ciągle nieproszeni goście, których trzeba było uprzejmie przyjmować i ugaszczać, otrzymując od nich, jako wyna- grodzenie trudów i kosztów podejmowanych, dotkliwe wy- rzuty z powodu niespełnienia natarczywych ich żądań. W tym stanie rzeczy, niechcąc ta poczciwa matka, abym był świadkiem jój kłopotów i marnie na nich czas mój trwonił, zażądała, abym się postarał w Warszawie o umiesz- czenie w służbie publicznej, do której czułem największe powołanie. Pierwsze w tej mierze kroki moje, zwróciłem do mi- nistra spraw wewnętrznych Łuszczewskiego, który przej- rzawszy papiery moje naukowe, przyjął mnie bardzo grzecznie, ale objawił swe postanowienie użycia mnie, bez względu na usposobienie moje, w kancelaryi swej tylko do przepisywania ekspedycyi rządowych. Ponieważ nigdy nie należałem do rzędu kaligrafów i pragnąłem coś lepszego robić niż przepisywać, nadto gdy przekonałem się, że mam się dostać pod zwierzchnictwo dawnych ko- legów moich szkolnych, którzy po wyjściu z liceum nigdzie naukowo nie kształcili się i przez ten czas kiedym ja się uczył, oni przepisując, dwuletnie starszeństwo nademną osiągnęli; dla tych przeto powodów, nie przyjąłem ofia- rowanego mi miejsca bezpłatnego kancelisty i zniechęcony powróciłem na wieś, podawszy wszakże poprzednio prośbę o umieszczenie, do ministra skarbu. Był nim podówczas Tadeusz Matusewicz, mąż znakomity, należący do puław- skiego towarzystwa i do przyjaciół księcia Czartoryskiego generała ziem podolskich, który przez wysokie wykształ- cenie i zdolność swą powołanym został na to wysokie stanowisko w sprawach krajowych. Tym razem szczę- śliwie trafiłem, bo znalazłem w Matusewiczu tę opiekę i życzliwość, jakich potrzebowałem, aby się zupełnie nie Digitized by VjOOQIC BSS= FR. Hll. SKARBKA. 47 odstręczyc od służby publicznej. Umieścił on mnie od razu w jednym z wydziałów ministeryum swego, polecając zajmować mnie nie przepisywaniem, lecz wypracowywa- niem robót, które pozwolił mi osobiście wnosić na posie- dzenia pod swą prezydencyą odbywane. Ta tak silna zachęta dodała mi bodźca do pracy i byłbym dłużej po- został na tem urzędowaniu, gdyby mój protektor nie był opuścił sam ministeryum skarbu, aby się poświęcić wyż- szemu politycznemu zawodowi, jaki mu się otwierał w skutek wypadków 1812 roku, niemniej stosunków z Na- poleonem i jego ambassadorem Pradtem w Warszawie utrzymywanych. Pozbawiony przeto wyższej opieki Ma- tusewicza policzonym tylko zostałem do zwykłych pracow- ników biurowych i z upragnieniem oczekiwałem chwili, której będę mógł znowu dostać się pod zwierzchnictwa tego znakomitego męża. W tem miejscu nawiasem wspomnieć muszę, jakie to było położenie ówczesnej młodzieży poświęcającój się służbie rządowej, do której wprawdzie przyjmowano ją w miarę usposobienia i zdolności, lecz pod wyraźnym warunkiem: aby się nie spodziewała jakiejkolwiekbądż płacy, albo- wiem starzy urzędnicy ulegali dywidendzie, to jest: część tylko oznaczonych im pensyi pobierali, a o nowych kan- dydatach nikt nie myślał i zostawiano ich własnemu prze- mysłowi. Ubóstwo skarbowe było wtedy tak powszech- nie znane, że żaden z nas nie łudził się nawet nadzieją, aby kiedykolwiek mógł otrzymać jaką płacę; a że ro- dzice nasi niebyli wstanie bardzo nas zasilać, przeto, jak to poprostu mówią, byliśmy tak goli, żeśmy zaledwo mieli o czem nader skromne prowadzić życie. Pamiętam śmieszny wypadek, jaki najlepiej scharakteryzować może ówczesną zamożność młodzieży warszawskiej, nawet do najmajęt- niejszych rodzin należącej. Eazu pewnego zebrało się nas kilkunastu w zamiarze odbycia spaceru popołudniowego, pieszo za rogatki do ogrodu publicznego w Powązkacłi położonego, gdzie pozwoliliśmy sobie zbytku kolacyi Digitized by VjOOQ IC 48 PAMIĘTNIKI z kilku kurcząt i tyluż tylko butelek piwa złożonej. Gdy przyszło do zapłaty, okazało się, żeśmy razem wszyscy nie mieli dwunastu złotych przypadających za ten wybryk wydatkowy i że dwóch z nas pozostać musiało w zakła- kładzie u gospodarza do chwili wykupu ze strony ko- legów. Go do mnie w szczególności, dopóki pozostawałćm w ministeryum skarbu, mówiono, że bardzo właściwe zaj- mowałóm stanowisko, bo, z powodu nazwiska mego, by- łóm istnym reprezentantem skarbu Księztwa Warszaw- skiego. Nareszcie, tyle upragniona przemnie sposobność, przej- ścia do innój służby, nastręczyła się w wiośnie 1812 roku; po wypowiedzeniu bowiem wojny Rossyi, zawiązała się była w Warszawie z rozkazu Napoleona konfederacya ge- neralna polska, dziwny utwór polityczny, bez władzy i zna- czenia, a mimo tego z wielkim rozgłosem Europie oznaj- miony, który objawił się jako sejm koniederacyjny pod laską księcia Czartoryskiego, generała ziem podolskich, za- łożony i po krótkiem trwaniu w radę generalną konfedera- cyjną zamieniony. Przy tej radzie utworzono osobne bióro tłumaczów, złożone z młodzieży dostatecznie obeznanej z ję- zykiem fraucuzkim, na który przekładano tam z polskiego to wszystko, co taż rada ogłaszała. Otóż do tego to biura powołanym zostałem przez Matusewicza i w nióm prze- trwałem do czasu nieszczęśliwego spełznięcia wszelkich nadziei, jakie rok 1812 w kraju obudził. Zajmowałem się tam wraz z kilkunastu kolegami tłumaczeniem z Dzien- nika Konfederacyjnego akcesów tak obywateli jako i władz do konfederacyi ; pism jedno i toż samo zawierających, a odznaczających się jednaką przesadą w objawianiu go- towości do wszelkiego poświęcenia się, do jakiego nigdy nie przyszło. Tłumaczenia te były zawsze tak pilne i z ta- kim pośpiechem dopełniane, aby każdy kuryer do obozu Napoleona wysyłany, mógł doń zawieźć owe poprostu brednie polityczne, których tam nikt nie czytał. Przypo- minam sobie, jak raz wywołano nas kilku z balu przez Digitized by Google FR. HR. SKARBKA. 49 prefekta warszawskiego dla Pradta dawanego^ aby i^esztę nocy spędzić na przekładzie podobnych kilka pism, nić ciekawego i zajmującego w sobie nie zawierających. Pamiętną mi dobrze z tej epoki jest pierwsza sessya sejmu koofederacyjnego, która się odbyła w zamku w sali senatorskiej. Była to naprzód ułożona scena polityczno- dramatyczna, która niespodziewanym objawćm miała za-^ chwycić licznie zebraną publiczność. Ganek sali zajętym został przez damy należące do koteryi puławskiej ; księżna Czartoryska matka siediała wraz z córką swą ordyna- tową Zamoyską, otoczone damami do jej towarzystwa na- leżącemi, wszystko jednostajnie^ to jest w suknie szafie rowe z obszyciem karmazynowem ubranemi. Książę wo- jewoda, piastując łaskę marszałkowską, zagaił posiedzenie i dał głos Matusewiczowi, mającemu objawić tak zamiary rządu, jako i nadzieje narodu. Z niecierpliwością pełną szczęśliwego przeczucia, oczekiwano tego objawu politycz- nego, znanego z góry głównym aktorom tego przedsta- wienia, oraz nawet kilku komparsom, do liczby których i ja jako podwładny Matusewicza należałem, a którzy rozstawieni byli w sali sejmowój, tak, aby we właściwych chwilach dać popęd do oznak radości. Jakoż, gdy po wyliczeniu wielkich zamiarów Napoleona przy rozpoczętój na Północy wojnie powziętych, zapewnił Matusewicz, że władzca Europy przywrócił Polskę i gdy wyrzekł te słowa: „będzie Polska, co mówię jest Polska," kilku z nas upoważnionych do tego wydało okrzyk: „niech żyje Pol- ska ! *^ a ten z zapałem przez wszystkich obecnych powta- rzany, przeniesionym został z sali, do ludu tłumnie zamek otaczającego. Hastała dłUga przerwa i zgiełk sali, po- czóm damy wyrzuciły z galery! na dół mnóstwo przepasek z kokardami konfederacyjnemi szafirowo-^karmazynowemi, któremi wszyscy obecni lewe ramię przewiązali, idąc za przewodem tych, którzy naprzód porozumieli się, do czego one służyć midy* Pamiętniki Fr hr. Skarbka^ 4 Digitized by VjOOQIC 50 PAMIĘTNIKI W owćj chwili, pomiędzy damami, siedziska na ganka jedna postać duchowna ze złowróżbnym wejrzenienićm i ironicznym uśmiechem na twarzy, która zdawała się po- wtarzać sobie po cichu: vulgus vuU decipi, decipiatur ergo ... a tą postawą Mefistofelesoską był rezydent i amba- sador cesarza Napoleona w Warszawie, arcybiskup Me- cUiński de Pradt, urągający temu powszechnemu oma- mieniu Polaków, wiedząc dobrze o tern, że cała ta uro- czystość narodowa była tylko komedyą, bez pewnego roz- wiązania przed Europą odegraną. Wyżej przywiedzione wyrazy Matnsewicza szybko, echćm rozradowanych serc, po całóm rozniosły sie mieście. Tłumy ciekawych gromadziły się po wszystkich ulicach i przyglądały się z zadziwieniem wychodzącym z zamka z owemi dotąd nie znanemi kokardami na ramieniu. Ogród Saski niebawem zapełnił się publicznością zwabioną wi- dokióm licznego grona pierwszych dam stolicy, wszystko w suknie kolorów konfederackich przybranych, które po środkowój alei szeregami długo się przechadzały. Kado- wano się przeto powszechnie, wzajemnie udzielając sobie powziętą wiadomość o przywróceniu Polski i ulegano z dzie- cinną łatwowiernością temu nowemu złudzeniu, które, po- dobnie jak wszystkie inne tego rodzaju, nigdy ziścić się nie miało. Nastide wypadki w końcu roku 1812 zniweczyły na- dzieje przed kilku miesiącami tak świetnie w całym krają ocucone, lubo znajdowało się jeszcze wielu takich, którzy nawet po klęsce pod Berezyną i po tajemniczym prze- jeździe Napoleona i kilkogodzinnym pobycie jego w Ho- telu Angielskim w Warszawie, wierzyć nie chcieli, ażeby ten, tak dotąd szczęśliwy bohater, mógł być pokonanym. Słyszałem sam mówiących wtedy, że on spieszy z powro- tom do Francyi, ażeby tam nowe silne hufce zorganizo- wać i z nimi przybyć nazad dla dokoficzenia rozpoczętego dzieła przywrócenia Polski. Dj^d by Google Pu. HR. SKARBKA. 51 Lecz te pojedyncze złudzenia zastąpiła niezadłago żu^ pełna zwiątpiałość i Warszawa przybrała wkrótce postać smutną i trwogi pełne; wszędzie panowała żałoba potem, co szło do grobu i wzrastała obawa tego, co nastąpić miało. Najsmutniejszą podówczas była ta chwila, w któ- rój Austryacy, zawsze wątpliwi sprzymierzeńcy Napo- leona, jako otwarci nieprzyjaciele jego, Warszawę zajęli i skntkiem tego przerwali zapóźne usiłowania sformowa- nia powstania narodowego ; o któróm tyle tylko wiedziano^ że jest naznaczonych kilku regimentarzy, mających do- wodzić niepowołanem jeszcze pospolitym ruszeniom. Po- wtarzano sobie nazwiska tych komendantów wybranych, jak na urągowisko, ź pomiędzy takich, którzy poprzednio nigdy w wojsku nie służyli. Wielu ze znakomitych ludzi opuściło stolicę i rada ministrów rządziła jeszcze w imie- niu króla saskiego czas niejaki, ale bez siły i władzy; wesołe zaś nasze bióro tłumaczeń, rozpierzchło się na różne strony tak, iż sam jeden zostałem przy kancelaryi rady ministrów jako tłumacz francuzki aż do wiosny 1813 roku, w którym to czasie nie mając już żadnych widoków przed sobą a nie pobierając żadnej płacy, wróciłem na wieś, by nie być dłużój ciężaróm matce mojej, którój trudno było dostarczać mi choć szczupłych funduszów na utrzymanie moje. Przed wyjazdem moim z Warszawy, oddalóm był dy- rekcyi teatru pierwszą moje sztukę trzy aktową pod ty- tyłóm „Modna Panna," która żadnćj nie miała wartości dramatycznej i dyrektor teatru byłby mi wyświadczył prawdziwą przysługę nie przyjmując tój ramoty poczyna- jącego pisarza^ Szczęściem dla mnie, że pierwsze jej przedstawienie przypadło w czasie, w którym powszechny smutek z powodu zajęcia Warszawy przez nieprzyjaciel- skie wojska, odstręczał każdego od wszelkich zabaw, a tóm samem i od uczęszczania na widowiska sceniczne. Na to pierwsze przedstawienie nędznój mój komedyi przybyłem umyślnie ze wsi tylko na to, aby doznać niemiłych wra- 4* Digitized by VjOOQ IC 52 PAMIĘTNIKI żeń, jakie każde niepowodzenie na poczynającym aatorze czynić masi. Na ostatnim sejmiku powiatu Sochaczewskiego , za Księztwa odbytym, obranym zostałćm radzcą powiatowym i jako taki spełniać musiałćm nader przykre czynności: ściągania dostaw dla wojsk, sposobćm rekwizycyi, od oby- wateli ziemskich wymaganych. Pamiętam, że jedne m z pierwszych podobnych na tćm polu zajęć moich był objazd z drugim radzcą powiatu, wszystkich spichrzów oby- watelskich w powiecie i spisywanie zapasów zboża, jakie się w nich znajdowały, a to celem by władza zwierzcłmia ocenić mogła, ile jeszcze z nich na potrzeby wojska da się zabrać, bez zupełnego ogłodzenia mieszkańców miej- scowych. Zostałem także delegowanym do Zakroczymia do generała rossyjskiego dowodzącego wojskami Modlin oblegającemi, a to dla wyjednania od niego zmniejszenia rekwizycyi zboża i furażu, jaką był na powiat Sochaczew- ski nałożjł. Tym dowodzącym był generał Paszkiewicz, ten sam, który w 18 lat póżniój, jako książę warszawski, sprawował rządy królestwa. Przyjął on mnie bardzo upzejmie, zatrzymał u siebie na obiedzie i na prośby moje przychylił się do odstąpienia od zbyt uciążliwych żądań swoich. W lat 30 po tej missyi mojej, gdy byłem z księ- ciem w większój zażyłości, przypominałem mu, iż znajo- mość nasza odleglejszej sięga epoki. Lecz najtrudniejszą z czynności, jakie z tytułu radzcy powiatowego na mnie spadły, było zastępowanie chorego podprefekta Sochaczewskiego i dziś nie bez zadziwienia wspominam sobie na to: jak można było powierzyć nie- spełna 221etniemu młodzieńcowi, jakim podówczas byłem, obowiązki tak trudne i mozolne, rządy całego powiatu i to w czasach wojennych do tego, przy nieustających Przechodach wojska, którego potrzebom, oraz samowol- nym wymaganiom zadość czynić wypadido. Lubo do- znałem wielu wtedy nieprzyjemności, zwłaszcza że strony wojskowych, to przecież szczęśliwie wyszedłem z tak trud- Digitized by VjOOQ IC FR. nu. SKARBKA. 53 nego położenia i nawet gdybym był tego zapragnął, to miałom sposobność dostania się na wyższe urzędowanie. Zdarzyło się bowiem, że wtedy przybył do Sochaczewa i zanocował w mieszkaniu podprefekta, które czasowo zaj- mowałem, senator Łanskoj, prezes rady najwyższej tym- czasowej Księstwa Warszawskiego: Ten czcigodny mąż stanu, przepędziwszy ze mną wieczór cały na uprzejmej rozmowie, zaproponował mi, abym niezwłocznie przybył do Warszawy, gdzie mi da stanowisko urzędowe, usposo- bieniu memu odpowiednie. Lecz to był czas, w którym nikt jeszcze przewidzieć nie mógł, jaki los czeka Księztwo Warszawskie i nikt nie spodziewał się, aby kraj nasz miał zachować jakie znamiona narodowości, ale rozumiał, że będzie wcielonym i podzielonym na gubernie cesar- stwa. Z tąd, przy ówczasowóm wzburzeniu umysłów, każde zbyt skwapliwe przyjęcie służby rządowej, mogło być po- czy tanom za szukanie osobistych korzyści z poświęceniem czci i wiary narodowej sprawie przynależnej, dla tego bez namysłu wymówiłóm się od przyjęcia ofiarowanej mi po- sady, czego przyznać muszę senator Łanskoj wcale mi za złe nie wziął, skoro otwarcie wyznałóra mu pobudki, ja- kie mnie do tego kroku skłaniały. Pozostałem więc na wsi pełniąc dalój obywatelskie posługi do powołania radzcy powiatowego przywiązane i trudząc się niewdzięcznym go- spodarstwem rolnem, szukałem jedynie pociechy w pi- śmiennictwie, które odtąd przez całe życie moje osładzało mi wszelkie chwile przeciwieństw i zawodów, jakich tyle- kroć doznawałem. Rok 1814 ocucił niespodzianie przytłumione nadzieje Polaków, gdy się dowiedziano o liberalnych zamiarach cesarza Aleksandra. Powtarzano wszędzie przemowę jego do generałów Polskich miana, gdy powróciwszy wolność wszystkim jeńcom z wojska Księstwa Warszawskiego, szczątki onego do kzaju odprowadzić dozwolił. Udzielano sobie kopię korrespondencyi cesarza z Kościuszką i po- dziwiano, jak ten wspaniałomyślny monarcha szanował Digitized by VjOOQ IC 64 PAMIĘTNIKI uczucie narodowości, skoro udzielił pozwolenie na odby- wanie w całym kraju nabożeństw żałobnych za duszę księcia Józefa Poniatowskiego, oraz na sprowadzenie zwłok jego na ziemię ojczystą, co w sierpniu 1814 roku nastą- piło. Okoliczność ta nader ważną dla mnie stanowi epokę bo nastręczyła mi sposobność mówienia publicznie po raz pierwszy w życiu i doznania z tego powodu nie małój zachęty. Generał Sokolnicki otrzymawszy polecenie udania się do Lipska po zwłoki księcia, zebrał tym celem hufiec z kilkudziesiąt oficerów wojska polskiego złożony, mający .pełnić służbę prostych żołnierzy, przy honorowym kon- woju szczątek zmarłego. Po przebyciu nieprzyjaznych nam I7iemiec, gdzie z urągliwóm politowanićm poglądano na tę garstkę wojowników; gdy orszak pogrzebowy sta- nął na granicy Elsięstwa, od tój chwili rozpoczął się nie* przerwany szereg obchodów żałobnych i mów z tój oka- zyi, nietylko w każdem mieście, lecz nawet i w każdćj parafii, przez które przechodził, odbywanych i wygła- szanych. Ale też, bo było czóm wzruszać i do ciężkiego żalu pubudzać umysły, gdy się patrzało na ten wóz grobowym kirem okryty, mieszczący martwe ciało synowca ostatniego króla Polskiego, który osobistą walecznością dobił się prawa do sławy i wdzięczności narodu, prawa, którego po stryju swoim nie odziedziczył, i gdy obok tego, poglą- dało się na ten szlachetny hufiec, który przez lat kilka prowadził żołnierzy do boju, a dziś za nieb straż przy zwłokach naczelnego wodza trzyma w tóm smutnćm mnie- maniu, że z niemi razem nadzieje ojczyzny do grobu złożył Ponieważ w Warszawie nie były jeszcze ukończone w kościele Śgo. Krzyża przygotowania do tej wielkiój uro- czystości żałobnój, przeto postanowiono tymczasowo za- trzymać pochód w Łowiczu i przysłano do tego miasta pidkownika Chodkiewicza wraz z urzędnikiem prefekta- riftlnym celem przyjęcia i złożenia czasowego zwłok księcia Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 55 W kościele miejscowej koUegiaty. Delegowani ci, na gra- nicy powiatu Sochaczewskiego, przyjmowali orszak ża- łobny, a mnie dostał się zaszczyt powitania go przy wej- ściu do samego miasta za mostom, gdzie do licznie zebra- nego tłumu wszech stanu osób oraz zgromadzonych władz przemówiłem w te słowa: „Przezacne rycerstwo! Jeden żal, jeden święty obo- wiązek, rozliczne tłumy rodaków na Twe przybycie gro- madzi. Nie wita Was okrzyk radości, ani głos uwielbie- nia walecznemi czyny wywołany, lecz czuła i niczóm nie- utulona ł>oIeść serca przyjmuje świetny wasz orszak, któ- remu w chlubnym dostało się udziale, wrócić ojczystćj ziemi, drogie jej szczątki nieśmiertelnego bohatera. „Mniemaliśmy dawnićj, słodką uniesieni nadzieją, iż po drogach kwiatami usłanych, iść będhiemy witać wodza na czele mężnych hufców swoich; widzieliśmy w ułudze- niu naszem odwrócone od nas nieszczęsne wróżby, a przy zjawieniu się upragnionej swobody, tak lubego syna oj- czyzny odbierającego hołd wdzięczności od współbraci swoich, los zawisny, który niweczy od dawna wszelkie Polaków dobre zamiary i chęci i tój nam nie dozwolił po- ciechy. Dziś tylko żałość całej rodowitój krainy, czułe łzy na cześć zimnych popiołów roni. „Niewymuszone to narzekania, nieobłudne strapienia, ani wreszcie blask okazałości, lecz głuchy na ukojenie smutek, wszystkie umysły jednoczy. Czujący wielkość straty, lud cały, w posępnóm milczeniu, na zbliżający się orszak żałobny pogląda, nie wiedząc jeszcze czy głośnemi jęki, czyli też cichem żalu westchnieniem, najdroższe ma przyjąć zwłoki. „Ten chołd czułości, tak bliski rozpaczy, najszczersza tylko wdzięczność usprawiedliwić i oddać może; wdzięcz- ność tak tkliwa i tak powszechna, że pomiątka jej po- tomkom przekazana, wielkość straty naszej udowodniać będzie. Każdy kochający ojczyznę Polak, jakoby prze- widując opatrzne przeznaczenie, lękał się nieustraszonego Digitized by VjOOQ IC 56 PAMIĘTNIKI męztwa bohatera, którego skon dziś opłakujemy. Każdy śledził troskliwości wzrokiem, wszystkie waleczności jego SMiwody, drżał widząc go narażającego się na niebezpie- czeństwa i gotów był nieść mu natenczas życie swoje w obronie, lecz gdy ujrzał, pogrążony w głębokim smutku spełnione obawy swój przeczucie, zdumiał się wtedy do- piero nad wielkością skonu księcia i uznał, że dla sławy swojej inaczój zginąć nie mógł!^ „Nie ten bowiem umysł jest wielkim, który dla nie- pewnćj szczęścia nadziei, chwile niedoli znieść potrafi, lecz ten prawdziwie wielką obdarzony jest duszą, który wi- dząc ważące się wyroki przeznaczenia, gardzi choć pewną nadzieją i najsroższemu poddaje się losowi, w przekona* niu, że jednym krokiem z chlubnej nie zejdzie drogi. Ta- kim się pokazał nieśmiertelny książę, tem większym, że płilubnie zginąć potrafił. „Płaczcie waleczni rycerze tego, który was walczyć i ginąć nauczył, płaczcie go młodzi, którym nie dostało się w udziale pod jego służyć dowództwem, płaczcie go matki, bo on był wzorem i przewodnikiem osieroconych dzieci waszych; płaczcie go na ostatek obywatele, bo on umiał duch wojenny z obywatelskim pogodzić duchem. Męztwo i ludzkość, nieustraszony zapał wojenny i dobro- czynność, wreszcie cnoty rycerza i obywatela, żalu i uwiel- bienia od was żądają. „Wy zaś przezacni mężowie, których pieczy ten drogi skarb jest poruczonym, zanieście go do przybytku chwały i oddajcie go ojczystój ziemi; niechaj każdy żołnierz na grobowcu wiekopomnego męża poprzysięgnie tak walczyć i umierać, jak on walczył i umarł. ^ To przemówienie moje zostało bardzo dobrze przyjęte Itak przez generała Sokolnickiego, który na nie odpowie- dział, jako i przez wszystkich obecnych i jednało mi jawną u współobywateli wziętość, w skutku której póż- nieej do służby obywatelskiej z ich wyboru powołany zo- ptatem. Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 57 Odtąd czas długi przebywałćin na wsi, w majętności własnej Orły, ulubionem zaciszu mojem, tak przyległóm mieszkaniu matki auojej w Żelazowej woli, że oddzielnego nie potrzebowałem prowadzić domu i że tak jak dawniej do rodzinnego należałem kółka, w niźm żyjąc i zajmując się wciąż, prócz gospodarstwa rolnego, pracami literackiemi/ W owym to czasie dokończyłem od dawna rozpoczęte tłumaczenie, z tekstu greckiego, pieśni Anakreonta^ które w oczach osób naukowo wykształconych, zajmujących się literaturą stażożytną, za posiadające niejaką wartość pod- ówczas uznanera było, dziś zaś zdaje się, że zupełnemu ule- gło zapomnieniu. Rozumiem wszakże że wykonałem do- syć trudne zadanie, przepolszczając wiernie te pieśni wier- szem, w którym prozodya greckiego poety ściśle zacho- waną była i do którego dla odpowiedzenia wymaganiom literatury naszej i rymy dołączyłem. Praca ta wielką mi sprawiała przyjemność, bo Anakreont był ulubionym poetą moim; nosiłem go zawsze z sobą w przechadzkach moich samotnych i przekładem jakiejciś pieśni zajmowałem, do- póki całego dziełka nie wykończyłem, które, we dwa lata dopiero później w Warszawie, drukiem ogłosiłem. Jednocześnia wtedy, zajęty także byłem dosyć nie- wdzięczną pracą, to jest tłumaczeniem dwutomowego dzieła Ganilha „O dochodzie publicznym" nie z własnego pomysłu, lecz z natchnienia ordynata Zamoyskiego podjętem, które żadnego praktycznego użytku dla kraju naszego nie miała. Dawszy słowo, wykończyłem ten mozolny i nudny prze- kład, ale gdy przyszło do zajęcia się drukiem jego, nie dawano mi przyobiecanego na ten cel zasiłku, skutkiem czego, musiałem sam ogłosić prenumeratę i oddać cały z nićj przychód, bez żadnej dla siebie korzyści, drukarzowi Dąbrowskiemu, któremu się ledwo nakład wydania tego powrócił. Przy takich zatrudnieniach na wsi, mało się zajmo- w^em sprawami publicznemi i rzadko kiedy bywałem Digitized by VjOOQ IC 58 PAMIĘTNIKI W stolicy, z samotności mojej dowiadując się tylko o ocu- cenia się życia politycznego i literackiego w Warszawie, w pierwszych chwilach nowego zawodu narodowego, VII. Pierwsze la)[a Królestwa Polskiego. Po coraz niepomyślniejszych dla Polski wiadomościach, w pierwszych miesiącach 1815 roku z Wiednia do niój docho- dzących , nadeszło nareszcie z tamtąd pismo cesarza Ale- ksandra do prezesa senatu Ostrowskiego wystosowane, które nagle przywróciło otuchę w obywatelach kraju, zwiastując im utworzenie Królestwa Polskiego z tej części Księstwa Warszawskiego, jaka pod berło tegoż monarchy przeszła. Jakoż w dniu 20. czerwca tegoż roku, odbył się w War- szawie uroczysty obchód ogłoszenia rzeczonego Królestwa i odebrania od jego mieszkańców przysięgi, od której po- przednio król saski był ich już zwolnił. Kok 1815 był czasem gorączkowego oczekiwania tego co będzie, pobudzanego przez szybko po sobie następujące wypadki, które to wzmagały dawne złudzenia o pomocy z zachodu otrzymać się mogącej, to kazały polegać na szlachetnych zamiarach Aleksandra. Skłonność ku temu ostatniemu zdaniu, popartą została, przez przyjęcie, jakiego doznała od cesarza, deputacya polska, do Paryża doń wy- słana, której oświadczył: „że jednem tylko prawidłem po- „woduje się względem narodu polskiego, to jest utrzyma- „niem jego narodowości." Dodawały także otuchy publi- czności Warszawskiej uroczystości narodowe w niój od- byte, a mianowicie obchód żałobny za Księcia Józefa w kościele św. Krzyża i rozdanie chorągwi pułkom pol- skim, które się odbyły ze swobodnem objawieniom uczuć patryotycznych. W miesiącu listopadzie zapowiedziano przybycie ce- sarza do kraju, skutkiem czego przedsięwzięto w nim różne ku temu przygotowania, a między innemi, postano- Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 59 ivioDO urządzić w tych powiatach, przez które z Berlina miał przejeżdżać, gwardyą honorową, złożoną z młodych obywateli, mającą w mundurach obywatelskich, od stacyi do fitaeyi konno konwojować pojazd monarchy. Lecz ce- sarz* poleciwszy za tę posługę podziękować , nie przyjął takowćj, przez co wielu bardzo, a w szczególności i mnie, pozbawił przyjemności popisywania się w tej kalwakacie na wpół rycerskiej; ale za to, nie mógł uniknąć wygła- szanych do niego na granicach każdego powiatu, oraz po miastach rozlicznych mów, których z cierpliwością słuchał, i uprzejmemi wyrazy na nie odpowiadał, co pewno o wielu nudniejszem nie było, niż dopuszczenie młodzieży do ga- lopowania przy powozie jego, W ten sposób odbywając popróż 11. listopada, stanął cesarz w Nieborowie i tam w domu właścicieli tćj majęt- ności, księstwa Badziwiłłów, noc spędził, nazajutrz zaś konno, w mundurze generała wojsk polskich, ze wstęgą Orła Białego na sobie, odbył uroczysty wjazd do stolicy przez Aleję Ujazdowską i plac Trzech Krzyżów, na którym w wystawionćj bramie tryumfalnćj, witanym był przez wła- dze miasta i tłum zgromadzonćj publiczności. Z tamtąd, udał się najprzód na- plac Saski do zebranego na nim wojska, a następnie do zamku, gdzie go przyjmowały naj- wyższe władze krajowe, przez prezesa senatu Ostrowskiego przedstawiane. Przyjęcie monarchy w Warszawie było bardzo świetne i serdeczne nawet, bo sama ujmująca powierzchowność jego i przybranie się w kolory narodowe wzbudzały uniesienie i przychylność, nietylko w ludzie zapełniającym ulice, ale i w obywatelach 9 silniejszćmi pobudkami do okazania tój przychylności wiedzionych. Oświetlenie miasta odznaczs^o się według ówczesnego zwyczaju mnóstwem różnorodnych przezroczów, mniej więcej trafne napisy w językach pol- skim i łacińskim opatrzonych. Szczególnićj też powszecłmą uwagę zwrócił cały dom na Nowyna Świecie, pałacem Olie- rów zwany, przez zamieszkającego w nim generiUa Sokol- Digitized by VjOOQ IC 60 PAMIĘTNIKI nickiego w gorejącą allegoryą, zamieniony. W 9ciu oknach domu tego znajdowało się w każdem , po jednój literze, wyraz „Alexander'^ składających; na dwóch zaś gankach, umieszczono piramidy, na których na jednej był jakoby skon Polski przedstawiający, widok spustoszonej okolicy, wktórój jećTno tylko drzewko laurowe pozostało, a na niem napis: Własną cnotą iyje, a na drugiój ręka z obłoków wystająca podnosząca niewiastę z napisem: I my z Piastów i Jagiellonów rodu, • Zamieszczam ten szczegółowy opis, jako dowód ówczesnego gustu, ale wstrzymuję się od przy- taczania różnych wierszy, jakiemi wtedy wychodzące ga- zety były zapełnione, bo one jeszcze mniej o wartości poezyi owej epoki świadczą. Przez cały czas pobytu swego w Warszawie, zadziwiał i zajmował cesarz wszystkich łaskawością i uprzejmością swoją. Przy wejściu do zamku, gdy mu prezydent miasta Węgrzecki, podał klucze, rzekł do niego: „Nie przyjmuję tych kluczy, bo nie przybywam jako zdobywca, ale jako opiekun, przyjaciel wasz, pragnąc widzieć wszystkich szczę- śliwymi j" przyjął zaś chleb i sól, jakie mu dawnym oby- czajem prezes rady municypalnej ofiarował. Nazajutrz po przybyciu swojem, dawał cesarz wielki obiad, następnie zaś sam przyjmował zaproszenia na obiady i bale u prywatnych osób, jakoto generała Wincentego Krasińskiego, księcia Sułkowskiego, księcia Czartoryskiego i Stanisława Potockiego. Był on niezmordowanym w udzie- laniu posłuchań władzom i korporacyom, a razu pewnego, kazał sobie przedstawić 164 jeńców polskich z Kaukazu po- wróconych, do których po ojcowsku się odezwał. Towa- rzystwo Przyjaciół Nauk doznało nader uprzejmego przy- jęcia i nawet kahał Warszawski dostąpił zaszczytu od- dzielnego przedstawinnia się. Wreszcie po dwudziestu dniach pobytu swego, odjechał cesarz do Petersburga po- zostawiając wszystkich ujętych nadzwyczajną dobrocią i łaskawością swoją, a damy zachwycone osobą i grzecz- nością jego. Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 61 Jeżeli pobyt monarchy w jednćj ze stolic państwa zawsze dostarcza wielkiego zajęcia dla ciekawości pu- blicznej, to ciekawość ta zwiększa się jeszcze po odjeździe jego, bo wtedy dopiero urzeczywistniają się lub nikną różne pogłoski i domysły o tern co dla kraju zrobić za- myśla. Tak się stało i wtedy, gdyż dopiero po wyjeździe z Warszawy cesarza Alexandra, dowiedziano się o na- daniu Królestwu polskiemu konstytucyi i o mianowaniu generała Zajączka namiestnikiem królewskim. Przy zu- pełnóm uznaniu: że konstytucya ta była daleko liberał- niejszą niż tego oczekiwać można było, dziwiono się temu, iż na stanowisko namiestnika nie powołanym tsostał książę Czartoryski, który był osobistym przyjacielem monarchy i główną sprężyną wszystkich działań jego tyczących si$ Polski, lecz generał Zajączek, pomimo że ani jego zdol- ności, ani zasługi, ani wreszcie wziętość u ziomków^ żadnego mu prawa do tego niedawały. Konstytucyi nie- dowierzano, a wybór Zajączka powszechnie się niepodobał, bo wiedziano, że dlatego tylko został on na to stanowisko powołanym; aby bydż biernem narzędziem rządu i ule- głym sługą WKsięcia Konstantego. W samą wigilią Bożego Narodzenia nastąpiło ogło- szenie tak konstytucyi jako i nominacyi Zajączka, który zaraz wykonał na ten urząd przepisaną przysięgę i po zainstallowaniu się w dniu 27. grudnia, objął władzę w kraju po rządzie tymczasowym, który mu takową od- dał, zamieściwszy w pismach publicznych pożegnanie swe z krajem. W dniu zaś 1. stycznia 1816 roku, czytano już w tychże pismach, pierwszą odezwę do narodu nowego nemiestnika; można zatem powiedzieć, że z dniem ostatnim ubiegłego 1815 roku, skończyła się trzechletnia epoka przejścia i tymczasowości, po której ster kraju przeszedł w ręce rządu konstytucyjnego powstałego Królestwa. W tym krótkim przeciągu czasu, zaszła wielka zmiana w sposobie i myślenia i w dążnościach obywateli polskich; z upadkiem bowiem Napoleona i ustaniem przemocy Frań- Digitized by VjOOQ IC 62 PAMIĘTNIKI cuzów, objawił się w nich duch więcej samoistny. Prze- stano ufać tym poprzednio za zbawców uważanym cudzo- ziemcom i wierzyć ślepo wszechwładnemu ich wodzowi, a nieśmiano jeszcze pokładać ufności w zamiarach cesarza Alexandra, ani cljciano ulegać wpływowi narodu, który nie mógł sobie przywłaszczać przewagi oświaty nad nami. Podczas kongressu Wiedeńskiego ubolewali nad tem patryoci Polscy, ie na tćm zebraniu pełnomocników wszyst- kich mocarstw Europejskich żadnego reprezentanta swego nie mieli. Byli nawet tacy w Warszawie, którzy czynili próżne starania aby zwrócić uwagę kongressu na sprawę Polską, i w tym celu napisali i wydrukowali tutaj odezwę w łacińskim języku do Monarchów w Wiedniu zgroma- dzonych, zawierającą przytoczenie praw narodu Polskiego i prośbę o przywrócenie jego niepodległości. Niemasz siadu co się stało z tą odezwą i czy została urzędownie złożoną wkongressie? Ani o tem czy się nią ktokolwiek zajmował. Wiem to tylko, że pomimo iż wtenczas nie było jeszcze Cenzury, pismo powyższe było potajemnie odbite w małej liczbie eiemplarzy, skutkiem czego dziś do wielkich rzadkości należy. Eto był autorem tego me- moryału i kto wpływał do jego redakcyi oraz przesłania go gdzie należało? to zostało tajemnicą. Pomimo najoczywistszych dowodów upadku Napo- leona, znajdowali się jeszcze długo u nas, zwłaszcza po- między wojskowymi tacy, którzy dopóki pozostawał on na wyspie Elbie, nie wierzyli w ustanie jego potęgi i którzy, zwłaszcza w chwili wylądowania jego na brzegi Francyi, najzarozumialsze szerzyli przepowiednie, tem samom od- pychając od siebie wszelką myśl zbliżenia się przychylnym uczuciem do nowo uorganizowanego rządu. Obywatele wiejscy, odznaczający się zwykle większą niezależnością od tych, którzy pod wpływem jaki dostojeństwa, urzędy i dworszczyzna wywierają, żyli podówczas w stolicy, nie- wierzyli już w Napoleona, złorzeczyli mu nawet skutkiem zawiedzienia ich nadziei i zniszczenia przez wojny i rząd Digitized by VjOOQIC FE. HR. SKARBKA. 63 E&ięstwa majątków swoich ale niedowierzali takie dobrot* liwym chęciom nowego pana, ani okazywanej przez niego chęci szanowania narodowości naszej. Przestali oni kochać tych, którzy zawiedli ich nadzieje, ale niemogli jeszcze znaleźć pobudek do przychylności dla tego, który za wiele obiecywał, aby wierzyć można było że obietnic swoich dotrzyma. W Warszawie zaś, mianowicie w wyższym towarzystwie do koteryi Puławskiej należącem, której przewodniczył książę Czartoryski syn, lepiej znano i ceniono dążności cesarza Alexandra, a tem samem szczerzej mu przychylne uczucia okazywano ; lecz koteryi tój opinia publiczna wcale nie sprzyjała i bardzo niesłusznie dotykała ją obmową i krzywdzącemi nawet wyrzutami. Na dowód tego przy- wiodę tę okoliczność, że lubo wybór Zajączka na namiest- nika, jak to już wyżej wspomniałem, niechętnie był wi- dzianym, to wszelakoż byli tacy, którzy cieszyli się z tego, że godność ta w udziale księciu Czartoryskiemu się niedo- stała i puścili wówczas pomiędzy publiczność następujący epigram przez wszystkich powtarzany, a najlepiej sposób ich myślenia wystawiający: . „Siedzi stary Zając pod miedzą, A Puławy o nim nie wiedzą." Obok zajęcia się sprawami pospolitemi, objawił się w roku 1815 ogólny ruch w czynnościach tyczących się dobra kraju i literatury jego. W owym to czasie, nadała Ordynatowa Zamoyska właściwego bodźca miłosierdziu publicznemu, przez zaprowadzenia w Warszawie Towa- rzystwa Dobroczynności. Przewodnicząc wyższemu towa- rzystwu stolicy, do którego jój rodzina i pokrewnione z nią znakomite domy należały, potrafiła^ ona pomiędzy niemi, zebrać znaczne składki, a przy tem zachęcić całą pabliczność Warszawską do przyczynienia się darami do- broczynnemi do uzbierania zakładowego kapitału dla tój tyle użytecznój instytucyi. Należało to wówczas do do- brego tonu, składać ofiarę swą na ołtarzu cierpiącćj ludz- Digitized by VjOOQ IC 64 PAMIĘTNIKI kości, i gazety zamieszczały wciąi nazwiska osób; które bądżto jednorazowym datkiem, bądźto rocznemi stałemi składkami, przyczyniały się do osiągania zamiarów Towa- rzystwa dobroczynności. Na cześć jego Kazimierz Bro- dziński napisał wiersz drukowany w gazetach, który skwa- pliwie był czytany; w rzędzie ofiarodawców ogłoszonym został W. Książe Konstanty, który na ten cel dp. 2000 nadesłał. Wtedy również zajmowano się bardzo teatrem naro- dowym i kilku z literatów, a między niemi Franciszek Mo- rawski, zawiązało było spółkę literacką przeznaczoną głów- nie na ocenę przedstawianych dzieł dramatycznych oraz krytykę gry artystów. Spółka ta znaną była pod nazwą Jx6w, a to z powodu, iż wszystkie artykuły przezeń ogła- szane, podznaczane były literą X. Zajęcie się to sceną narodową wywołało zaprowadzenie szkoły dramatycznej, której otwarcie odbyło się uroczyście pod powagą władz rządowych, pomimo, że teatr był wówczas przedsiebier- stwem prywatnem pod dyrekcyą Ludwika Osińskiego, który objął to stanowisko po tyle zasłużonym w zawodzie dramatycznym Bogusławskim, teściu swoim. W marcu 1815 r. miała miejsce osobliwa w swoim rodzaju uroczystość literacka, to jest uczta, dana przez członków Towarzystwa Przyjaciół Nauk, dla rektora Liceum Warszawskiego Lindego, z powodu ukończenia przez niego druku Słownika Polskiego. Obiad ten miał być czysto narodowy, to jest, z dań i napojów samych tylko polskich złożony; jedynie do miodu i piwa dołączono i wino wę- gierskie, któremu nadano indygenat z tytułu, że się zwy- kle w Polsce wychowuje, co zapewne niemałą dla gosz- czących było pwyjemnością. W pośrodku jadalnego stołu w miejsce tortów i cukrów, ustawiono wszystkie tomy słownika, uwieńczone laurem uwitym z gałązek uciętych w Willanowie z drzewa laurowego, niegdyś przez króla Sobieskiego tamże zasadzonego. Po różnych mowach i toastach na tej uczcie wygłoszonych, gospodarz jój Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 65 Niemcewicz wniósł zdrowie Lindego, a Staszic, prezes \ Towarzystwa Przyjaciół Nauk, korzystając z dobrego uspo- sobienia biesiadujących, zachęcił obecnych i zebrał od nich 9000 zip., które były pierwszym zawiązkiem składki na pomnik Kopernika przezuaczonój. Podobne zajmowanie się zakładami pożytecznemi dla kraju, oraz literaturą ojczystą, było dowodem pewnego uspokojenia tęsknot krajowych i nastania czasu, w^którym można już było myśleć o czem innem, jak o wyprawach wojennych i o poświęcaniu wszelkich zasobów na po- trzeby wojska; dowodziło słowom, że nadeszły spokoj- niejsze i pomyślniejsze chwile, od tych, jakie za czasów Księstwa w niedostatku i ciągłych rekwizycyach wojsko- wych spędzać trzeba było. W epoce tej Julian Ursyn Niemcewicz, położył wielką zasługę przez ogłoszenie drukiem swoich śpiewów histo- rycznych, wypielęgnowanych w wyższem towarzystwie dam polskich i przyozdobione wykonanemi przez nie rysunkami i utwoifami muzycznemi. Dzieło to poniekąd stanowi naj- ważniejszą pracę Niemcewicza, bo lubo je nie odznacza wyższy duch poetyczny, to przecież pieśni w nidm zawarte niewątpliwie zaszczepiły pomiędzy niewiastami polskiemi upodobanie do powieści ojczystych rymowym językiem opowiadanych, tudzież dostarczyły eleganckiemu ówczes^ nemu światu, nieznającemu dostatecznie dziejów narodu, pierwsze w tym przedmiocie cenne wiadomości. Pomimo tylolicznych pobudek do natchnień rymo- twórczych, z powodu wypraw wojennych, uroczystości na-^ rodowych i nadzwyczajnych zdarzeń, nie pojawił się żaden współczesny poeta, któryby się odważył te bohaterskie czyny opiewać. Zamieszczano wprawdzie w pismach pu- blicznych poezye Franciszka Wężyka, Kantorberego Ty^ mowskiego. Góreckiego i innych, ale te pomimo niejakich zalet niemogą być poczytywąnemi za tradycye pieśni lu- dowych i żołnierskich owej epoki, w pamięci przyszłych pokoleń przechowywać się mające* Pamiętniki Fryd. hr. Skarbka. 5 Digitized by VjOOQ IC 66 PAMIĘTNIKI Literatura dramatyczna Bkierowaną bjła główflie do dziel tragicznych, z których: Jadwigę, Ludgardę, Barbarę Radziwiłłównę przedstawiano w owym czasie w teatrze Warszawskim. Utrzymywała się także jeszcze wziętośó tragedyi francuzkich, przez Ludwika Osińskiego tłuma- czonych, i w ogóle upodobanie do przekładu wszelkich poezyi irancuzkich, na dowód czego przytoczę, że ów znakomity minister Matusewicz, przepolszczył wtedy poe- mat Delila „o Imaginacyi" i czytał go na posiedzenia Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Ale ówczesna poezya nie mogła otrząsnąć się z dawnych nawyknień do przesady, z używania metafor i odwoływania się do muz, oraz bóstw Olimpu. Zawsze gdy wspominać miano o krajach i lu- dziach, to wyszukiwano im nazwy greckie lub łacińskie i zdawano się unikać w wyrażeniach prostoty i prawdy, skutkiem czego, poetyczne te utwory, dalekie jeszcze były od owej samoistności i owego natchnienia duchem sławiań- skim, jakiemi się następnie rymotwórcy polscy tak wysoko odznaczali. Do epoki tej, należy pojawienie się pierwszego nie- mal romansu polskiego, o którym przed ukazaniem się jeszcze jego, dużo mówiono, naprzód chwalić kazano, a krytykować wcale nie śmiano. Była nim powieść: „Mal- wina czyli domyślność serca" pióra księżnej Wirtemberg- skiej, do rodziny i koteryi puławskiej należącej, która jako kobieta-autorka, z wyższem wykształceniem, jakiem się jej dzieło odznaczało, zasługiwała rzeczywiście na względy publiczności bez okazywania dążności koteryjnej wychwalania i bronienia jój pracy. Ale wtenczas nie było niepodległości w krytyce i dzieła nawet bardzo mierne ulubieńców wyższego towarzystwa, mogły być pewne, je» żeli nie pobłażliwego sądu, to przynajmniej zupełnego milczenia tejże krytyki. Przykładem tego była komedya Niemcewicza p. t. „Jan Kochanowski." Gdy bowiem ktoś odważył się nadesłać do gazety jej ocenę, to nietylko ta- kowćj nie przyjęto, ale zamieszczono prosto ogłoszenie Digitized by VjOOQ IC FK. HR. SKARBKA. 67 W słowach: „wyszła nowa komedya ze śpiewami p. Juliana Ursyna Niemcewicza p. t: „Jan Kochanowski/ jakoby przestrogę, że o takim antorze inaczej jak z pochwałą, mówić nie jest wolno. Jako ciekawość czyli osobliwość literacką w swoim rodzaju, w czasach zajęcia się ogólnego dobroczynnemi zamiarami cesarza Alexandra, przytoczę drukowaną w War- szawie w języku francuzkim broszurę pułkownika Neu- mana pod tytułem: „Plan de regeneration de la nation Polonaise" w której autor proponuje założenie w całym kraju pensyonatów dla młodzieży, a to celem wykształ- cenia jój w nich do razu na ludzi ucywilizowanych a na- wet uczonych. Na to pismo ekscentryczne przygotowałem i również drukiem ogłosiłem maleńką sarkastyczną od- powiedź zatytułowawszy ją: „Serre chaude poIitique ou moyen seul et unique de transformer les sauyageons de la population polonaise en plantes exotiques"*). W roku 1816 wydałem wyżej już wspomniony prze- kład dzieła Ganilha „o dochodzie publicznym^, niemniój prawie jednocześnie podobnyż przekład raportu hrabiego Capo dlstria o Instytucie Fellenberga w Hofwylu, który do tłumaczenia z sekretaryatn stanu został mi nadesłanym, z poleceniem złożenia obu tych prac u stóp tronu, co też dopełniłem i za co otrzymałem przy liście pochwalnym kosztowny pierścień od monarchy, W ogłoszeniu o tej nagrodzie, powiedziano w gazetach, że mi udzieloną zo- stała za Ganilha, kiedy rzeczywiście ta zaszczytna oznaka spotkała mnie za przepolszczenie wzmiankowanego ra- portu. Cesarz Alexander bowióm zajmując się troskliwie wszystkiem, cokolwiek do pomyślności i oświaty ludu za- mierzało, upatrzywszy szczególne zalety i wielką użytecz^ ność instytutu wychowawczego Fellenberga w Szwajcaryi, wysłał był ministra swego hr. Capo dlstria, dla zwiedzenia *) Cieplarnia polityczna czyli jedyny sposdb hodowania dzicz- ków ludności polskićj i uszlachetniania ich w rośliny egzotyczni; Digitized by VjOOQ IC 68 PAMIĘTNIKI zakładu tego i kazał raport z tej missyi złożony, drukiem ogłosić, a następnie za małoznaczącą pracę moją przy tłumaczeniu raportu tego podjęta, hojnie mnie wyna- grodził. Od roku 1815 obj^ł był Feliks Bentkowski redakcy^ Pamiętnika Warszawskiego, poprzednio jeszcze za czasów pruskich, przez Dmochowskiego, tłumacza Iliady wyda- wanego i zmienił dążność pisma tego na bardziej samo- istną i swojską, zamieszczając w niem mniej cudzoziem- skich przekładów, a więcej krajowych pism, spraw oj- czystych dotyczących. Do Pamiętnika przeto tego, z wiej- skiego ustronia mego, przesyłałem różne artykuły treści politycznej i ekonomicznej, niemniej niektóre poezye moje- Między innemi pracami mojemi, w Pamiętniku drukowa- nemi, znajdowało się kilka korrespondencyi, pod pseudo- nimem „Agapita Lisiewicza'' ogłoszonych, z okazyi wy- chodzącego wtedy satyrycznego pisma: „Świstek kry- tyczny** pod zasłoną tajemniczości, przez Stanisława Po- tockiego bezimiennie wydawanego. Nieznanemi mi były . zamiary autora i nie wiedziałem nawet ktoby nim był, pi- sałem jedynie te korrespondencye, znalazłszy upodobanie w satyrycznych dowcipach „Świstka," walczącego przeciwko obskurantyzmowi, który za Burbonów groził przeniesieniem się do Polski pomiędzy zwolenników żarliwego pietyzmu* W owym czasie zostawałem pod wpływem dwóch pisarzy zagranicznych: jednego bardzo dawnego, to jest Anglika Sterna, drugiego spółczesnego Niemca Bucholza, który wydawał w Berlinie dziennik polityczny : Journal fUr Deutschland, historisciien und politischen Inhalts. Dziennik ten nietylko mnie, ale i innych pisarzy naszych zajmował, bo był zręcznie z dążnością niby liberalną, a w duchu rządowym redagowanym. Częste z niego wyjątki zamiesz- czane były w Pamiętniku Warszawskim. Mnie zaś w szcze- gólności rozprawy jego były wzorem i przewodnikiem w ówczesnych pismach moich treści politycznej i nie mało wpłynęły na umiarkowanie popędu ultraliberalnego. Stern Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 69 także był ulubionym autorćm moim, jego „Trystram Schandy " dał mi myśl do napisania powieści humorystycznej „Pan Antoni/^ a druga powieść moja tego rodzaju „Fodrói bez celu^^ była naśladowaniem jego tak słynnej „Podróży sen- tymentalnej." W końcu roku 1817, kraj cały zajętym był wybo- rami politycznemi takiposłów i deputowanych, jako i człon- ków rad obywatelskich na sejmikach powiatowych i zgro- madzeniach gminnych odbywanemi. To nastręczyło mi sposobność do przyjęcia czynniejszego udziału w służbie obywatelskiej, do której bez żadnych zabiegów z mej strony, bądź to przez rząd, bądź też przez współobywateli powołanym zostałem. Czy to dla tego, że powiat Socha- czewski, w którym mieszkałem, ubogim był w obywateli do służby publicznój uzdolnionych, czy też dlatego, że już dałem się poznać przy spełnianiu poprzednio poruczonych mi obowiązków; dosyć, że w 25 roku życia mego, dosłało mi się dostojeństwo, zwykle dla starszych i zasłużeńszych przeznaczone, to jest zanominowanym zostałem przez rząd marszałkiem sejmiku powiatu mego, sejmiku pierwszego, jaki pod rządom konstytucyjnym miał się odbyć. Skut- kićm tego nastręczyła mi się po raz drugi sposobność mó- wienia publicznie, tak przy zagajeniu jako i zamknięciu rzeczonego sejmiku, na którym nie mogąc ubiegać się o zaszczytne stanowisko posła dla braku prawom przepi- sanego wieku, obranym zostałem członkióm rady obywa- telskiój województwa mazowieckiego. W skutek wyboru tego, wszedłszy do rady wspom- nionćj, rozpocząłem zupełnie nowy dla siebie zawód służby tćm trudniejszy, że poświęcony był instytucyi świeżo w ży- cie wprowadzonej, którćj prawa i obowiązki zbyt ogółowo tylko w konstytucyi określonemi zostały i w samej prak- tyce dopiero rozwijać się miały. Na pierwszej zaraz sessyi tejże rady, wybrano mnie na pióro-trzymającego, to jest na radzcę protokóły posiedzeń prowadzić i wszystkie pra- wie interesa ogólne przedstawiać obowiązanego; a że Digitized by VjOOQ IC 70 PAMIĘTNIKI prezydujący w radzie był najstarszy wiekiśra obywatel, jak się to zwykle przytrafia mniśj już zdolny do zajmo* wania podobnego stanowiska i nieobznaj miony z formami urzędowego postępowania, przeto poszło za tern: że lubo najmłodszy ze wszystkich radzców, musiałem pomimowol- nie i potrafiłem przy usilności zapewnić sobie przemaga^ jacy wpływ w czynnościach rady. Nie było to wcale rzeczą łatwą utrzymywać porządek i zachowywać właściwe formy w zgromadzeniu z kilkudziesiąt osób złożonem, w po- czet których wchodziło kilku obywateli pamiętających Rzecz- pospolitą polską, a tem samem przejętych dawnemi wyobra- żeniami sWobody politycznej i chwytających lada sposob- ność do popisywania się ze swoją polityfakundyą ; dalej obok tych, byli nowi liberaliści, zwolennicy nowego kon- stytucyonalizmu francuzkiego ; wreszcie należało jeszcze do grona obradujących kilkunastu kupców i fabrykantów, nieokazujących żadnej spólnej dążności z poprzedzającemi i mających potrzeby i interessa zupełnie od obywateli ziemskich odmienne. Przy takim składzie rady obywatel- skiej, nadto przy wpływie miłości własnój pojedynczych jej członków, oraz przy ogólnej dążności przywłaszczenia fiobie większej powagi i znaczenia nad te, jakie prawo nadawało; łatwo pojąć czem było to zgromadzenie poli- tyczne i że takowe raczój za rodzaj sejmiku, na którym wiele bardzo rozprawiano i wetowano, na to tylko, by nader niało:&naczący skutek osiągnąć, uważać należało. W szcze- gólności co mnie osobiście dotyczy, śmiało powiedzieć mogę: żem poświęcił więcej czasu i trudu, niż to warto było na tych posługach obywatelskich, bo nietylko przez dwie czteroletnie kadencye prowadziłem protokół wspom- nionej rady i zawiadywałem jój kancelaryą, lec» obok tego należałem do delegacyi z grona jćj wyznaczonej, do ukończenia rachunków po byłej radzie departamentowój za Księztwa pozostałych; pracy mozolnój, którą przez bjisko lat sześć piastowałem, nie otrzymawszy od pikogo Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 71 tak za nią, jako i w ogóle urzędowania moje, rozumie się zupełnie bezpłatne, żadnego nawet podziękowania. Obok znamion rozpoczętego życia politycznego, na- stępowały jedne po drugich publiczne objawy podsycające duch narodowy i rokujące dobre nadzieje dla kraju* W roku 1817 przeprowadzono uroczyście do Krakowa zwłoki księcia Józefa Poniatowskiego, po odbytem solen- nem nabożeństwie w kościele św. Krzyża. Książe Adam Czartoryski i jenerał Mokronowski otrzymali od rządu pozwolenie zbieranie składek na pomnik dla tegoż księcia i ogłosili odezwę do narodu w tym celu. Ledwo że prze- brzmiały dzwony żałobne przy obchodach w całym kraju za wodza tego odbywanych, aliści w tych samych miastach i w tym samym kościele św. Krzyża odprawiono żałobne nabożeństwo za Kościuszkę, zmarłego w Solurze w dniu 15. października 1817 roku i wszędzie z największą wol- nością miewano mowy patryotyczne na cześć Naczelnika dawnej rewolucyi Polskićj. Między innemi Niemcewicz godząc dawne uczucia z ówczesnemi względami, po wspom- nieniu o wypadkach 1794 roku, wyrzekł następujące słowa: „Uciśniona ojczyzna chwyciła miecz i oddała go w ręce „Kościuszki związki , które nas łączą z ludem po- „bratnim, wspólność Pana i wdzięczność dla Alexandra, „nie każą się rozciągać nad tą pamiętną wojną. ^ Z kolei odbyło się także w Łowiczu nabożeństwo ża- łobne za Kościuszkę, na którem miano trzy mowy: jedną ksiądz miejscowy z ambony w duchu religijnym, drugą kapitan jazdy polskiej w imieniu wojskowych, wreszcie trzecią ja jako hołd obywatelstwa wszystkie zwolnem wynurzeniem uczuć patryotycznych. Za czasów Księztwa, jedynemi przedmiotami zajęcia ogólnego, były wojna i wojskowość, jako środki przy- wrócenia krajowi bytu jego politycznego; po zaprowa- wadzeniu zaś Królestwa i nabraniu pewności o ustaniu wojny, głównie każdego obchodzić zaczęła polityka we- wnętrzna, a mianowicie nowo nadane swobody konstytu- Digitized by VjOOQ IC "■^^^^ 72 PAMIĘTNIKI cyjue. W tych pierwszych latach zmiany formy rządu, piśmiennictwo krajowe wyłącznie poświęcone było roz- biorom zasad nowego nkladu naszego politycznego, jużto w oddzielnie drukowanych tym celem rozprawach, jużto w ar- tykułach pomieszczanych w ówczesnych pismach peryodycz- nych. Do rzędu pism tych, należał dziennik z dążnością spe- cyalnie polityczną, p, t. „Orzeł biały," przez Brunona Ki- cińskiego wydawany ze współpracownictwem kilku mło- dych ludzi, do których i ja zawezwany zostałem*). Szcze- gólniej zajęły publiczność przez ciąg kilku numerów pisma tego, bezimiennie ogłaszane „Myśli polaka konstytucyjnego, ** których autora długo odgadnąć nie mogła, a był nim Al- bert Grzymała, głośny z późniejszych czasów ; myśli, czer- pane z dzieł Benjamina Constant , oraz z Minerwy f ran- cuzkićj, zręcznie do położenia naszego stosowane były, z dążnością wszakże przyswojenia i upowszechnienia w kraju naszym zasad doktrynerskich ówczasowego liberalizmu fran- cuzkiego, tak niezgodnych ztradycyami i potrzebami na- szemi. To też nie długo trwały te usiłowania młodej szkoły doktrynerów polskich, którzy sami wynieśli się na nauczycieli rządu i narodu, nieprzewidując tego, że władza nie jest tak uległą, aby miała słuchać tam, gdzie rozka- zywać może. Czego dowodem, iż wtedy blacha bardzo okoliczność, to jest karmelek w ustach aktorki francuzkiej, z którym na scenę wystąpiła i przez to zajście dwóch przeciwnych sobie obozów, to jest jednych gwiżdżących polaków, a drugich klaskających rossyan, sprowadziła, dała powód do zakazu policyjnego, przez plakaty ogłoszo- nego, objawiania wszelkich oznak niezadowolenia w teatrze. Gdy bowiem zakaz ten wywołał nader ostry artykuł Ga- zety Codziennej, przez redakcyę Orła białego wydawanej, przeciw temu rozporządzeniu władzy, taż z tytułu tego Artykuły moje podznaczałem literą T i ważniej szemi z nicli były: słowo o wyborach (w Nr. 4), Pan Ignacy (w Nr, 9), Cnot- liwy urzędnik (w Nr. 12) i o Radach obywatelskich (w Nr. 5) wszystko w Tomie I-ym zawarte. Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 73 pierwszą znalazła pobudkę, do ustanowienia cenzury rzą- dowej na gazety i wszelkie pisma peryodyczne. Od tćj chwili ustała rozumie się wszelka polemika prassy z rządem, i Oraeł biały przymuszony stosować się . do czynionych ograniczeń, straciwszy całą wartość swoją, przestał zupełnie wychodzić. Pomimo tego, przyznać na- leży, że ówczesna Cenzura nie była zbyt surową, bo lubo nie przepuszczała pism wyraźnym duchem opozycyi tchną- cych i krytykujących postępowanie rządu, to wszelakoż dozwalała rozprawiać^ z umiarkowaniem o sprawach kra- jowych, oraz drukować utwory podnoszące dawne tradycye, a nawet niekiedy znosiła przymówki i allnzye tegoczesnych okoliczności dotyczące. Między pismami peryodycznemi owej epoki, które pod żartobliwą pokrywką ogłaszały podobne alluzye, od- znaczał się szczególnićj „Momus," przez Alojzego Żółkow- skiego, ulubionego komika sceny warszawskićj, i bardzo w swoim rodzaju dowcipnego człowieka wydawany. Żół- kowski należy do tych osobistości miejsca i czasu, o któ- rycłi wspomnieć się godzi, dla uznania rzeczywistej umy- słowej wartości, lubo pod dosyć pospolitą powierzchow- nością objawiającej się. Jako artysta dramatyczny, nie należał on wprawdzie do rzędu wyższych komików słyn- nych po innych europejskich teatrach , ale miał w osobie swej te szczególne znamiona śmieszności i wesołości, że za samem ukazaniem się jego na scenie, całą publiczność do śmiechu pobudzić potrafił. Obok tego, posiadał niezaprze- czony dowcip i bystrość naturalną dostrzeżeń i żartów, które mu i za sceną powszechną jednały wziętość, nieściągając przytóm niczyjój niechęci, bo rozmowy i pisma jego zaj- mowały każdego trafnością i śmiesznością, ale nigdy do- kuczliwą złośliwością nacechowanemi nie były. Na po- parcie tego, przytoczę dwa z lepszych konceptów Żółkow- skiego, lubo te wielu osobom znanemi być muszą. Za Esięztwa Warszawskiego i w pierwszych latach Królestwa, żył w Warszawie zegarmistrz Gugenmus, ojciec Digitized by VjÓOQ IC 74 PAMIĘTNIKI znakomitego oficera polskiego, oryginalny ze swego atroja, ale wielki patryota, który codziennie uwijał się po mieście za nowinami i roznosił je następnie do znajomycli swoich. .Znali go zaś wszyscy prawie , skutkiem zachowania da- wnego ubioru francuzkiego y przez nikogo już podówczas nieużywanego, a mianowicie wypudrowan^j głowy i trój- kątnego kapelusika Chapeau bas zwanego, jaki zwykle miał pod pachą. Otóż gdy ktoś razu pewnego będąc razem z Żółkowskim na obiedzie w traktyerni, zokazyi wejścia do niej francuza w kapeluszu na głowie, powsta- wał przeciwko zwyczajowi temu, w ogóle w miejscach pu- blicznych przez nich wprowadzonemu, co każdego razić musiało, wtedy Żółkowski rzekł do towarzysza swego: „Chcesz, to każę zdjąć kapelusz temu francuzowi, który sam jeden pomiędzy nami z nakrytą głową siedzi,^ i po tych słowach odezwał się głośno do kolegi swego, artysty dramatycznego Dmuszewskiego, na drugim końcu sali sie- dzącego: „Panie Ludwiku, jak się nazywa ten kapelusz, który Gugenmus zawsze pod pachą nosi?** — „Chapeau la^^ wrzasnął zagadniony, niedomyślając się niczego, a francuz zdjął spiesznie kapelusz, ale groźnie spojrzał się na Dmuszewskiego, który coprędzćj wyniósł się z sali, gdy mu Żółkowski powód zapytania swego objaśnił. Za pierwszćj bytności cesarza Alexandra w Warszawie, nieświadomy przepisów etykiety dworskiej, astronom Armiński uznał za właściwe udać się poprostu do zamku, aby sam przedstawić Monarsze zażalenie z powodu zupeł- nego zapomnienia o nim przez władzę i tym celem dostał się na pokoje w zwyczajnym ubiorze, pomiędzy licznych dygnitarzy w paradne mundury przyodzianych i gwiazdami orderowemi pokrytych, skutkiem czego niebawem z tego przybytku wielkości i świetności wyproszonym został. Opo- wiadającemu to zdarzenie, odrzekł Żółkowski: „nie dziw że astronom stracił głowę, spostrzegłszy tyle gwiazd nie na swojem miąjscu.** Digitized by VjOOQ IC FK. HR. SKARBKA. 75 Po zwinięciu Białego orla, powzię^ł Kiciński myśl wy- dawania natomiast codziennego pisemka, które nazwał „Kuryerem Warszawskim," przeznaczonego na ogłaszanie brukowych wiadomości i mniej więcej prawdziwych no- win, z zamiarem przynęcenia wszystkich klass ludności do czytania wiadomości tych, w sposób prosty i dla każdego przystępny opowiadanych. Pismo to znalazio od razu łatwy i wielki odbyt. Drukowane z początku na jednej tylko ćwiartce małego formatu, było tanie i pożądane przez wszystkich, nawet słabo czytać umiejących, skutkiem czego stało się poniekąd duchową potrzebą całego miasta. Ale to nie Kiciński, pierwszy założyciel tego Kurjera, lecz na- stępny Jego redaktor Ludwik Dmnszewski, nadał dopiero pisma temu tę oryginalną cechę naiwnej prostoty, jakiej żadne tak krajowe jako i zagraniczne nie miało, i potrafił z wydawnictwa tego osiągnąć zyski takie, do jakich żadne inne dowcipne lub poważne dojść nie mogło. Bez żadnćj pretensyi do uczoności i dowcipu, z wyrażnem nawet lekce- ważeniem warunków od redakcyi pism publicznych wy- maganych, nietroszcząc się bynajmniej o poprawność styla ani o dokładną znajomość rzeczy, o jakich pisał, umiał redaktor Kurjera Warszawskiego wszystkiem, a niczćmi tak mocno zajmować ówczesną publiczność, że się stał codzienną a niezbędną strawą umysłową; że mu wierzono chociaż się często z prawdą mijał, że mu przebaczano, choć i fałsze drukował, wreszcie że go prenumerowano, 1 czytano, chociaż ciągłych żartów zwykle był przedmiotem. Powstrzymane w usiłowaniach swych o uprawianie pola polityki, poważne organa peryodyczne przyjąć mu- siały dążność więcćj naukową, nie bez tego, aby przy podanój sposobności nie ogłaszały zdań i myśli do krze- wienia i wzmocnienia ducha narodowego zmierzających. Gdy z końcem r. 1821 zaprzestał wychodzić pod re- dakcyą Feliksa Bentkowskiego „Pamiętnik Warszawski,** o którym wyżej już wspomniidem, przeto chcąc utrzymać to pismo na poważanie ogółu zasłogąjące, jako tradycyę Digitized by VjOOQ IC 76 PAMIĘTNIKI i spuściznę pierwszych usiłowań literatów polskich o za- chowanie pod rządem niemieckim języka i piśmiennictwa krajowego łożonych, powzięło nas trzech Członków Towa- rzystwa Przyjaciół Nauk, t. j. Brodziński, Skrodzki i ja, postanowienie wydawania nadal rzeczonego Pamiętnika, pod tym samym tytułem i tą samą czysto-naukową dąż- nością. Tym celem, mając prócz prac własnych i nad- syłanych nam przez postronnych, mnogie i obfite materyały zbierane na posiedzeniach tygodniowych wzmiankowanego Towiarzystwa, z wielką łatwością przyszło nam ten zamiar do skutku doprowadzić. . Lecz ponieważ Pamiętnik nasz nieodpowiadał ówczesnemu zajęciu umysłów, bo nie mieścił w sobie przedmiotów politycznych, przeto nie miał takiej wziętości, aby o własnych siłach mógł się utrzy* mać, i po dwóch latach, t. j. 1822 i 1823 wychodzenia, zwiniętym być musiał. Po nim nastąpił Pamiętnik Umie- jętności Sztuki i Nauk, zawierający rozprawy z nauk ścisłych i przyrodzonych, tudzież artykuły niektóre histo- rycznej treści; lecz i ten ukazawszy się po razu jednym wciągu dwóch lat następnych 1824 i 1825 niepowrotuie zniknął. Za to odrodził się wr. 1829 Pamiętnik War- szawski, który trwał do końca 1830 r. Wzmiankuję o tych kilku po sobie idących Pamięt- nikach Warszawskich, bo je można poczytać za ciągły wątek, jaki w ostatnich czasach „Biblioteka Warszawska^ ujęła, by snuć dalćj pasmo piśmiennictwa, przez przód-- ków rozpoczęte, a tćm samom utrzymać nieprzerwaną kolćj prac naukowych kilku pokoleń pisarzy polskich, którzy przez lat siedmdziesiąt usiłowali wszelkiemi środ- kami zachować samoistność literatury ojczystój. vni. Wejście moje do Uniwersytetu warszawsiciego. Do roku 1818 pędziłem czas na wsi między gospo- darstwem, a piśmiennictwem* i niemyśląc już wcale o po- Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 77 wrocie do stałego urzędowania, zamierzałem poprzestać na bezinteresownych uslugacti obywatelskich, jakie wtedy w Radzie Mazowieckiej pełniłem. Osiadłszy przeto na wsi, postanowiłem ustalić los mój przez ożenienie, byłem bowiem w takićm położenia majątkowem, że musiałem upatrywać w małżeństwie , obok dogodzenia natchnieniom serca mego, tyle skłonnego do żywych i tkliwych uczuć, i sposób podżwignienia się z grożącego mi upadku. Nieznany na wielkim warszawskim świecie, zrzekłem się szukania tamże bądź piękności, bądź posagu dla siebie; lecz idąc w ślad postępowania ówczesnej młodzieży wiej- skiej,, wybrałem się w karnawale 1817 roku, na reduty do Kujaw, gniazda rodziny mojej, by w tej okolicy upa- trzeć sot)ie wśród zabaw, przedmiot jaki do małżeńskich zamysłów moich. Zamiast wszakże udania się do Izbicy, owego miasteczka niegdy do ojca mego należącego, gdzie na wspomnione reduty, zjechać miało kilka posażnych panien, wciągnięty natomiast zostałem, do nader miłego towarzystwa, dawnych znajomych moich, które we Wło- cławku zamknięte i jak je zwano arystokratyczne, bawią- cych się zawiązało koło, a wktórem znajdowały się bar- dzo przyjemne kobiety ale ani jednej panny na wydaniu nie było. Napróżno przeto, zeszła mi najwłaściwsza kon- kurencyi chwila, skutkiem czego ściągnąłem na siebie wyrzuty tych, którzy mnie koniecznie ożenić chcieli i pod- dać się musiałem ich wymaganiom, naprawienia w ciągu lata następnego, tego, com podczas ubiegłego karnawału zaniedbał. Jakoż stało się zadosyć temu, bo w lipcu 1817 roku zacząłem się starać o rękę Praksedy Gzowskiej, której ojciec, zażyły niegdy z rodzicami memi, znaczne w Kujawach posiadał dobra i w nich, mianowicie w Osię- cinach zamieszkiwał. Przy tćj konkurencyi musiałem przejść przez zwykłe koleje pretendentów do matrymonialnych związków; lubo z okazyi tej napisałćm do sztambuchu, podówczas w modzie będącego, przyszłój mojój, poniżój zamieszczoną satyrę, to wszelakoż ta nie uwalniała mnie Digitized by VjOOQ IC 78 PAMIĘTNIKI od ewentualności W nićj wzmiankowanych a mianowicie potrzeby zbyt kosztownego wyekwipowania się. Konkurent. Przyszła już kreska na mnie, chcę poszukać żony; Chcę jechać, lecz sam jeszcze nie wiem w które strony: Puszczę pióro, zobaczę zkąd mi wiatr zawieje, Czyli mi na pogodę, mój kogut zapieje, A jeśli wszystkie smutne poodwracam wrogi, Opuszczę pustelnicze chatki mojój progi. Lecz niestety, gdy spojrzę na mój domek cichy^ Na małego pachołka, na mój pojazd lichy; Na te dobre, choć małe koniki w zaprzędze, Na mego poczciwego woźnicę w siermiędze: Słabieje we mnie szczęścia dalszego otucha, Głos jakiś nieustannie, szepce mi do ucha: „Chceszli być konkurentem, to zaciągnij długi, Mićj złocistą libery% i angielskie cugi; Mniejsza o to, że będziesz szczątkiem mienia gonił, Byś tylko świetną szatą, twą biedę osłonił.^ Mamże być owym modnym, choć gołym paniczem, Którego szczęście, stangret popędza swym biczem; Co wsadziwszy nadzieję, do drogićj karety, Na koniach, na lokajach, przypiął swe zalety; Co wczoraj komornika ułagodził datkiem, A wsiadłszy do pojazdu, z majątku ostatkiem, Szczęsny, póki choć słaby fortuny blask świeci, Z potrzaskiem, dzielną piątką w otchłań nędzy leci! Bo gdy z posagiem, pięknćj odmówią dziewicy, Gdy z kartami, natrętni przychodzą dłużnicy, Zniknie urok wielkości; przyjdą żale, troski, I nowy pan, dziedziczne opanuje wioski. Nie jeden stracił krocie i żony nie dostał. Panem był wśród zalotów, potom graczem został. Czyliż za tego pana, świetnym pójdę wzorem Co ^ię nie z cnotą panny, lecz żeni z honorem? Który wysoko sięga, gdy czołgać powinien, W uniesieniu nie baczy, komu życie winien; Ojciec zrobił majątek, krając skiby pługiem, On go trwoni po pańsku i niszczy go długiem. Mitra, lub krzesło w głowie, a pustki w kieszeni, Ten się tylko s hrabianką lub księżniczką żeni; Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 79 A gdy los zaspokoi magnetyzmu żądze I da mu wielkie imię^ a małe pieniądze, Ton pański wkrótce szczupłe dochody pocliłonie, Mąż stroskany, nieszczęście przypisze swój żonie; Złe obejście, rozwodu stanie się przyczyną: Tak majątki, zaszczyty, tak rodziny giną. Daleki więc odemnie pozór okazały, Dobry mój skromny pojazd, dobry konik mały; Zajadę nim gdzie zechcę, a z szczerą prostotą Wyznam, że nadewszystko lubię miernoóó złotą; Że tam, gdzie dla powozu miałbym byó wzgardzony. Tam nie będę żałował posagu, ni żony: A jeśli bóg skrzydlaty, mym woźnicą będzie, Bez piątki, bez potrzasków, zajadę z nim wszędzie; Jeśli się z dobrom sercem w podróży nie zminę. Do ciebie chatko moja, wprowadzę drużynę. W dniu 18. lipca 1818 roku pojąłem żonę i wprowa- driłem ją do bardzo skromnego domku, który jak mogłem, urządziłem wulubionem mojem ustroniu, do którego napi- sałem w wyżej już wspomnionym sztambuchu narzeczonej mojej, wierszyk następujący: Domku! coś był niedawno bujną słomą kryty, W okazalszćj postaci wznosisz dziś twe szczyty; Jak panna, w dzień wesela, nową strojny szatą. Przybrałeś pozór dworka, przestałeś byó chatą Ta zmiana wiele znaczy wżycia mego kresie I słodkie mi przyszłego szczęścia, wróżby niesie! Dobry był twój zrąb prosty, dobiy dach słomiany; Pókim sam spędzał w tobie wiek mój młodociany; Lecz gdy znajmilszój wżyciu dla człeka kolei Ma miłość podać wieniec słodkiój mój nadziei; Gdy mi serca natchnienie podszepnęło skrycie, Że mam kim przyozdobić i dzielić z kim życie: Tyś się domku przystroił, abyś wmiłćj dobie. Mógł przyjąć nową panią i mieścić ją w sobie. Gdybym był w czarnoksięzki uzbrojony prątek, Dotkn^bym najskrytszy twych siedzib zakątek; Kreśliłbym liczne koła, zakląłbym złe wrogi, Aby się nieważyły stąpić za twe progi; Hi^rzebyte przed tobą usypałbym szańce, ▲by nigdy nie znali smtttku twe mieszkance; Digitized by VjOOQ IC 80 PAMIĘTNIKI By posępna zgryzota, troski, niechęć, żale, Pod tw^ spokojną strzechą, nie postały wcale. Lecz gdy na taką próżno pokuszaó się władzę; Skromną cnotę do twoich przedsionków wprowadzę, Miłość jćj wskaże drogę, ufnoóć byt ustali, Wzajemne ulegania, zgryzoty oddali; A gdy spokojne szczęście z nami mieszkać będzie^ Gdy gościnność, wesołość w tych progach osiędzie, Zachowaj domku luby, skromną twoje postać, I mierny, nie chcićj nigdy groźnym gmachem zostać. iDomek ten byłby zupełnie dla nas wystarczał, gdyby teść mój, zaraz po slabie do nas przybyły, nie był się mocno tem obraził, żeśmy mieszkali, jak mówił, w szla- checkim dworka i utrzymywał, że gospodarstwo nasze nie zapewni nam dostatecznych środków utrzymania. Skut- kiem czego, na usilne jego żądanie, musiałem dokupić do małćj fortuny mojej kilka sąsiednich wiosek, czego koszt lubo nie całkowicie wyłożony, oraz pokrycie zaciągnio- nych na konkurency^^ dhigów, wyczerpał w zupełności go- towy posag, stu tysięcy złotych, w sam dzień ślubu, jak to mówią, pod poduszkę dany i musiałem rozpocząć go- spodarowanie bez żadnych zaso^bów w większym majątku długami obciążonym. W tym właśnie czasie gdym zwiątpialem okióm w przy- szłość moje zazierał, otrzymałem od Feliksa Bentkowskiego list, z polecenia wyższego napisany, z propozycyą objęcia katedry ekonomii politycznój w Uniwersytecie Warszaw- skim, opóźnionej po Dominiku Krysińskim, który mniemając że nikt inny zastąpić go nie może, znacznego zażądał pod-> wyższenia płacy, a w razie przeciwnym uwolnienia go od tych obowiązków, na co się natychmiast zgodzono i udzie- lono dymisyą. Wezwanie to tyle dla mnie zaszczytne, odpowiadało w zupełności usposobieniu mojemu ; czułem bowiem praw- dziwe powołanie do wyższego nauczycielskiego stanu, przy- pominając sobie wrażenie, jakie na mnie uczynił hrabia Pastoret, wykładający z katedry w szkole Paryzkiej; nie Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 81 zawahałem się przeto ani chwili, w przyjęciu podanój mi sposobności słażenia krajowi w naukowym zawodzie i na- tychmiast wraz z żoną pojechałem do Warszawy, celem porozumienia się w tym przedmiocie z kim należało. Udał się tam także za nami ojciec mojej żony, mocno tem oburzony, że miałem zamiar poniżyć się do tego stopnia, aby przyjąć posadę bakałarską, jak ją nazywał, i tyle się srożył, że aż zaczął namawiać córkę swą, aby mnie porzuciła. Takie to były podówczas przesądy wielu ze staro- świeckich Polaków, iż poczytywali za ubliżenie godności szlacheckićj, poświęcanie się pracom nauczycielskim ; gdy- bym przeto nie był wytrwał w postanowieniu mojćm, gdyby żona moja nie miała odwagi oprzeć się wymaga- niom swego ojca, i narazić się przez to na niechęć jego, byłbym tem samom odwrócił się od świetnego zawodu, jaki następnie nadał użyteczny kierunek życiu memu i na- prowadził mnie na drogę, po której do zasługi i do po- ważania trafiłem. Wtem miejscu wspomnieć winienem, że po powrocie moim z Paryża, jeszcze w roku 1812 mieszkając wtenczas w Warszawie, jako honorowy urzędnik w ministerstwie skarbu, podałem był do ówczesnój władzy edukacyjnej propozycyą wykładania bezpłatnie nauk ekonomicznych; na co otrzymałem nader uprzejmą odpowiedź dyrektora edukacyi narodowej, Stanisława Potockiego, pochwalają- cego bardzo zamiar mój, lecz zarazem żałującego że nie może na teraz korzystać z dobrych chęci moich, „do któ- rych jednak później, będzie się można odwołać." Wątpię wszakże, aby ta okoliczność prawdopodobnie zapomniana, w lat sześć później, miała wpłynąć na powyższe powołanie mnie na profesora uniwersytetu. Ponieważ nie miałem żadnego stopnia akademickiego a ustawa uniwersytetu naszego wymagała od profesorów stopnia doktora bądź prawa, bądź filozofii, przeto zwierz- chność uniwersytecka załatwiła za mnie tę przeszkodę PamlęŁnilci Fr hr. Skarl>k8. 6 Digitized by VjOOQ IC S2 PAMIĘTNIKI i przez korrespondencyą w Wszechnicą krakowską uzyskała dla mnie doplym doktora filozofii, a to za prostćm tylko złożeniem rozprawy poprzednio przezemnie napisanćj. Był to zaszczyt, którym się nigdy nie chlubiłem, bo mógł on uchodzić raczćj za rodzaj ubliżenia udzielonćj mi godności, z powodu łatwości, z jaką osiągnąć ją można było. 23ożywszy w uniwersytecie program mój, tak kursu ekonomii politycznej, ułożony według dzieła Krauzego, profesora z Królewca, komentatora Adama Smitha, jakoteż kursu policyi według wskazówek Jakóba i wypracowawszy na początek kilka prelekcyi, rozpocząłem, przyznać to muszę z niejaką zarozumiałością a zarazem odwagą, trudny zawód nauczycielski w miesiącu październiku 1818 r. Pierwsze ukazanie się moje na katedrze uniwersy- teckiej było niewątpliwie rodzajem literackiego tryumfu, który nigdy z pamięci moj^j nie wyjdzie. Liczyłem wów- czas lat 26 żj^^cia i z powierzchowności mniej jeszcze wiek ten okazywałem; wobec więc tego i zasług innych pro- fesorów , wystąpienie moje publiczne w szkole Glównój mogło niejednemu zdawać się zuchwałością i wzbudzać w nim wątpliwość, azali podołam temu ciężkiemu zadania i czy potrafię wytrwać w tak mozolnej pracy. Sala, w któ- rej miałem debiutować, natłoczoną była jużto uczniami, jużto ciekawymi, jużto przyjaciółmi mymi, którzy to ostatni, nie bez trwogi, oczekiwali na przybycie moje. Jakkolwiek trudność nowego powołania mego i licznie zebrani słu- chacze, w gronie których znajdowało się wielu uczonych, powinny były wzniecić we mnie łatwą do pojęcia obawę, to wszelakoż mniój ją uczułem wstępując po raz pierwszy na katedrę i z taką pewnością w głosie i w wykładzie od- czytałem wstępną prelekcyą, że dorazu w słuchaczach zjednać sobie zdołałem widoczne zadowolenie, objawione tern chętnićj, iż młodość moja za mną przemawiała, oraz że wszyscy akademicy wysoko cenili to, że wbrew da- wnych przesądów, jako obywatel ziemski z tytułem rodo- Digitized by VjOOQ IC FR. HK. SKARBKA. 83 wym , nie wahałem się poświęcić zawodowi nauczyciel- skiemu. W pierwszym roku takowego, nadzwyczajną obarczony byłem pracą, bo wypadało na trzy godziny w tygodniu, wygotowywać prelekcye w nauce, o której żadnego pol- skiego nie było podówczas dzieła, a tóm samem należało tworzyć język techniczy i starać się o to, aby być zrozu- mianym przez uczni, do nowego dla siebie przystępujących przedmiotu. Pomimo tej pracy, znalazłem jeszcze czas do napisa^ nia w języku francuzkim konkursowój rozprawy, na za- danie przez Towarzystwo naukowe holenderskie, w Harlem ogłoszone a mianowicie: ,yLa grandę quardU4 de pauwes qui pese sur les etats de V Europę, doit dle etre cUtribu^, a un manque de moyens de subsistance, en raison des besoins d'une population łoujours croissarUe?*^ Kwesty a ta tak mocno mnie zajęła, ie wciąga dni kilku przygotowałem żądaną rozprawę przeczącą wnioskowaniu powyższemu, i prze- słałem ją na konkurs, ani przypuszczając nawet, abym za tę tak pospiesznie napisaną broszurę mógł otrzymać ożna* czoną nagrodę. Nadspodziewanie przeto o wiele póżniój, przez pośrednictwo ziomka jeżdżącego do Holandyi, do- wiedziałem się, że rozprawie tój mojój przyznano medal srebrny i że ją wydrukowano w tłumaczeniu na język ho- lenderski, wrocznikack rzeczonego Towarzystwa; sam zaś medal i jeden egzemplarz drukowanój rozprawy mojój, do- piero w lat 10 po jój napisaniu otrzymałem. W tóm miejscu czuję sobie za najmilszy obowiązek zamieścić obszerniejszą o Uniwersytecie warszawskim wzmiankę i wznowić z prawdziwą duszy mojej pociechą wspomnienie lat 12 w tym zakładzie naukowym, w towa- rzystwie uczonych ziomków spędzonych. Minister sprawiedliwości Księstwa Warszawskiego, Feliks Łubieński, niezaprzeczenie, pomiędzy innymi położył tę ważną bardzo w kraju zasługę, że ugruntował pierwszy kamień węgielny wyższój szkoły, na którym następnie 6* Digitized by VjOOQ IC 84 PAMIĘTNIKI wzuiosła się budowa uniwersytetu ojczystego; jeszcze bo- wiem w roku 1808 otworzył on szkołę prawa, w którźj prawo rzymskie, prawo dawne polskie i kodeks Napo- leona wykładali jużto Wincenty Bandtkie nczony prawo- znawca, juito inni zdolni profesorowie, którzy podjąwszy się nauczania wtćj szkole prawa, sami uczyć się dopiero musieli wykładanego przedmiotu^ mianowicie nowo wpro- wadzonego kodeksu francuzkiego. W roku zaś 1809, w dalszym ciągu, otworzyła Ko- misya oświecenia publicznego, wydział czyli szkolę lekar- ską^ w którćj wykładów nauk właściwych podjęli się naj- bieglejsi ówcześni lekarze. Zt^ch przeto pierwszycłi za- wiązków naukowych zakładów utworzył Cesarz Aleksander Uniwersytet królewsko-warszawski i w Najwyższym dyplo- mie pod dniem 19. listopada 1816 roku dlań wy dany m, mieści się następujące pochlebne dla kraju wyrażenie: ^Lubo znaleźliśmy w Królestwie Polskiem rozszerzone światło nauk przez zaprowadzane wniem rozmaite szkoły i instytuta uczone ; jednak w troskliwości statecznój o dobro poddanych naszych, chcąc do najwyższego naukowego stopnia, doprowadzić oświecenie narodowe, przedsięwzię- liśmy ustanowić Szkolę Główną, w której młodzież naby- wając wiadomości w szczególnych umiejętnościach, sto- sownie do swych zdolności i przyszłego poważania, uspa- sabiałaby się na pożytecznych krajowi sług i obywateli.** Uroczysta inauguracya uniwersytetu odbyła się w ko- ściele Św. Krzyża w dniu 14. maja 1818 roku, w obec władz najwyższych, lubo kursą we wszystkich wydziałach jego już w roku 1817 otworzone były. Uwagi godnóm jest to : że do 35 katedr od razu usta- nowionych, niesprowadzono ani jednego profesora z zagra- nicy, lecz^ obsadzono je bądź krajowcami, bądź cudzo* ziemcami, od dawna w nim osiadłymi, którzy wszyscy dali się poznać ze zdolności swoich w zawodzie nauczycielskim, jużto w seminaryach, jużto w skołach prawnój i lekarskiej, o jakich wyżej wzmiankowałem, jużto wreszcie w innych Digitized by Google r FR. HR. SKARBKA. 85 nakładach naukowych kraju. Zaznaczyć takie i to należy : će w późniejszych nawet czasachi pomimo rozszerzenia za- kresu wykładanych w uniwersytecie nauk, mało bardzo po- siłkowano się uczonymi zagranicznymi, bo ich tylko trzech do języków starożytnych i wschodnich sprowadzono, a ubytek jaki przez śmierć lub oddalenie się profesorów następował, zapełniano zawsze krajowymi uczonymi, w końcu Eaś uczniami przez sam uniwersytet już wykształconymi. Nie wiele było wszechnic, nawet między niemieckiemi, któreby miały tak obszerny zakres we wszystkich gałęziach nauk i umiejętności jak uniwersytet Warszawski. Składał się on bowiem z pięciu wydziałów, to jest: teologicznego, prawno-administracyjnego, lekarskiego, filozoficznego i nauk oraz sztuk pięknych. Nauczało zaś w nim 48 profesorów, spomiędzy których, kilku, różne przedmioty wykładali, a tem samom więcej jak jedne katedrę zajmowali. Lecz nietylko dla tego, że nastręczał młodzieży taką sposobność do doskonalenia się we wszeclistronnej wiedzy, był uniwersytet Warszawski jednóm z największych dobro- dziejstw, jakióm Cesarz Aleksander I. obdarzył Królestwo Polskie; lecz głównie dla tego, że wyrwał zbawienny wpływ na postęp oświecenia krajowego. Może bowiem młodzież i w zagranicznych akademiach kończyć studya swoje i następnie przyczyniać się indywidualnie do sze- rzenia nabytych przez siebie wiadomości, ale kraj cały^ bez porównania większe odnosi korzyści i pewniejsze czy- nić może postępy w oświeceniu, gdy posiada wyższy za- kład, w którym specyalni uczeni, pracując każdy we wła- ściwym sobie zawodzie, przykładają się wszyscy do wznie- cenia jednego centralnego przyby&u nauk i umiejętności, spotykających się i ścierających się tam z sobą , oraz dopo- magających sobie wzajemnie, by z czasem za pośredni- ctwem uczniów i dzieł swoich, utworzyć to, co zowią oświatą narodową. Jakkolwiek nie wszyscy profesorowie uniwersytetu Warszawskiego jednaką pochlubić się mogli wziętością Digitized by VjOOQ IC 86 PAMIĘTNIKI U uczniów, to wszelakoź nie było powodów do uskarżania fiię na postępowanie tych ostatnich w stosunkach z nauczy- cielami swymi i mało zdarzyło się przykładów nieuległości, a żaden prawie przypadek zmowy i wystąpienia przeciw nim podczas wyldadu nauk. Eaz tylko miało to miejsce w wydziale teologicznym, przeciwko profesorowi, który nie z własnego popędu lecz z polecenia władzy, ze względów politycznych potępił zasady zawarte w dziele do wykładu przeznaczonem ; co było rodzajem nieoględności, należało bowiem starannie unikać wszystkiego tego, coby było wprost przeciwnem panującym wówczas zasadom liberal- nym; coby poczytać się dało za ubliżenie lub lekceważenie powołania akademika i coby trąciło postępowaniem w niż- szych szkołach praktykować się mogącćm. Profesorowie mało się mieszali do postępowania uczniów po za murami uniwersyteckiemi, również i rektor oraz dziekani, do których podobny nadzór należał, po- nieważ do wykonywania onego odpowiednich nie mieli środków; gdy zatem dążność polityczna zamieszała po- rządek szkolny i spokojność pomiędzy uczniami, wtedy ustanowiono osobną władzę kuratoryą zwaną, której po- wierzono nietylko policyą szkolną, ale i dozorowanie uczniów. Władza ta składała się z kuratora generalnego, będącego zarazem członkiem Komisyi oświecenia i z dwóch głównych inspektorów oraz z kilku podinspektorów, którzy mieli obowiązek uczęszczania na wszystkie prelekcye, jużto dla utrzymywania spokojności pomiędzy słuchaczami, jużto przytem dla kontrolowania samych profesorów pod względem tego, co i jak wykładali. Źe ci stróżowie bez- pieczeństwa nie na wiele się przydali, dowiedzioną to było rzeczą i nie było prawie przykładu , aby pośrednictwo ich stało się użytecznem; bo jeżeli sam profesor nie miał ani dość powagi, ani właściwego poważania u uczniów swoich, aby mógł utrzymać cichość i porządek podczas prelekcyi, to wdanie się inspektora niecierpianego przez Digitized by VjOOQIC FR. HR. SKARBKA. 87 nich, nietylko mu nic nie pomogło, ale przeciwnie utrudniło dopięcie celu. W ciągu całkowitego, to jest dwunastoletniego sprawo- wania obowiązków profesora, nie wiałem ani jednego nie miłego zajścia z uczniami mymi i nie doświadczyłem nigdy rozmyślnego przerwania wykładu bądź przez rozmowy, bądź jak to zwano przez szurganie nogami.*) W razie jakiegokolwiekbądź przeszkodzenia preJekcyi, dosyć mi było przerwać na chwilę wykład i zwrócić oko w miejsce, zkąd hałas pochodził, aby wszyscy obecni przez sykanie, przerywającego do porządku nieznaglili i aby pożądana «pokojność niebawem przywróconą nie została. Akademicy składali egzamina roczne i całokursowe. Pierwsze odbywali profesorowie przed wakacyami we własnych mieszkaniach swoich, powołując na zebrania te po kilku lub kilkunastu uczniów, dla przekonania się przez ustne badania, jak dalece pojęli oni wykłady i usposobili się do dalszego ich słuchania; poczóm przesyłali dzie- kanom listy egzaminowanych, wymieniając każdego z nich, z jakim postępem czy celującym, czy dostatecznym, czy też miernym egzamin swój odbył. Uczniowie, którzy ten ostatni tylko stopień w głównych przedmiotach otrzymy- wali, byli wyłączani od zapisu na rok następny. Całokursowe egzamina składane były przez uczniów trzy i czteroletnich w zamiarze zyskania stopnia magistra nauki właściwój ; odbywały się one w końcu każdego roku szkolnego, publicznie, w głównej sali posiedzeń uniwer- syteckich, zwłaszcza uczniów wydziału prawa i admini- stracyi. Tym celem w godzinach popołudniowych zasiadali *) Udowodnić to mogę dziennikami każdorocznie prawo- dzonemi, jakie na pamiątkę zachowuję , a w ktdrych mając listy wszystkich uczniów moich, jak najściślej znaczyłem uczęszczanie przez nich i zachowywanie się ich na prelekcyach, okazywane zdolności, czynione postępy i t. p., co mi wszystko ułatwiało nadawanie właściwych a sprawiedliwych stopni słuchającym kur, &<5w moich. Digitized by VjOOQ IC 88 PAMIĘTNIKI wszyscy profesorowie wydziała w togach i słuchali czterech do pięciu studentów całokursowych ^ i po kilkogodzinnem badaniu ich, przyznawali im lub odmawiali, po głosowania zaraz na miejscu odbytem, zwyi wspomniany stopień, jużto z postępem celującym, jużto dostatecznym; kto zaś otrzy- mał większość zdań miernych, ten magistrem zostać nie mógł. Ten porządek rzeczy miał miejsce i w innych wy- działach, z tą jedynie zmianą, £e egzamina ich odbywały się we właściwych tychże wydziałów lokalach , oraz z tą różnicą, że dla uzyskania stopnia magistra medycyny, trzeba było odbyć kurs pięcioletni, tudzież praktykę le- karską w klinice uniwersyteckiej. Powyższe magistrowskie egzamina, były dla uczniów wielkim bodźcem do nauki, bo niepomyślnie odbyty ucho- dził za wielkie poniżenie; skutkiem czego, ci, którzy w ciągu całorocznego kursu mniej pilnymi byli, w ostatnim roku dokładali wszelkich starań, aby tę ostatnią próbę szczęśliwie przebyć i niewystawić się na zawstydzenie przed kolegami, w przytomności których egzamin składali, a przytem w razie otrzymania stopnia celującego, zasłużyć aby być przez nich z pewnym rodzajem tryumfu z sali wyprowadzanymi. Prócz tego, do współubiegania się o chwałę naukową pobudzało akademików także ustanowienie zadań konkur- sowych, przez wszystkie wydziały uniwersytetu corocznie ogłaszanych, a rozwiązywać się mogących przez wszyst- kich zapisanych uczniów, bez różnicy wydziału, do któ- rego należeli, z czego nieraz wynikło i zdarzyło się, że student prawa otrzymał nagrodę za rozprawę lekarską i wzajemnie. Nagród zaś tych było trzy, to jest medal złoty, medal srebrny i pochwała, które rozdawano na pu- blicznych posiedzeniach uniwersytetu. Było to prawdziwie święto akademickie, najmilszy może w życiu objaw uzna- nia dla autora uwieńczonej rozprawy; wielka zachęta do poświęcania się naukom, a zarazem pożądana pociecha Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 89 dla nauczycieli, którzy w postępach uczni swoich dobrze zasłużoną dla siebie upatrywali nagrodę. Publicznych posiedzeń odbywał zwykle uniwersytet dwa do roku, to jest: jedno przed rozpoczęciem nowego kursu nauic, w rocznicę założenia swego, drugie w końcu roku szkolnego, na uczczenie pamiątki uczonych rodaków, na którym czytano życiorysy tych mężów, nekrologi zmar- łych profesorów uniwersytetu, oraz inne naukowe roz- prawy; poczóm ogłaszano zdania wydziałów o konkurso- wych wyżej wzmiankowanych rozprawach i wreszcie, jak to już wspomniałem, rozdawano nagrody za nie prze- znaczone. Uniwersytet miał swoje oddzielne prawa, któremi się rządził za pośrednictwem jużto rektora i pięciu dziekanów składających radę uniwersytecką, jużto rad wydziałowych złożonych z dziekanów i profesorów w nim wykładających. W nadzwyczajnych zaś, lecz rzadkich wypadkach, jakoto przy wyborze rektora, oraz gdy szło o przeprowadzenie jakiój nowej ustawy dla uniwersytetu i t. p., zbierało się wtedy ogólne posiedzenie, na które zapraszano wszystkich profesorów radnych i stałych, obradować mających pod przewodnictwem rektora. Podobnych posiedzeń pamiętam dwa: to jest jedno po upływie czteroletniego urzędowania rektora księdza Szwejkowskiego, który na dalszy czas na nowo obranym został; drugie w przedmiocie emerytury dla stanu nauczy- cielskiego; trzecie zaś tego rodzaju zebranie, lubo ogło- szone, nie przyszło do skutku, z rozporządzenia zwierzch- niej władzy, która w miejsce odbycia wyboru nowego rek- tora, dawnego, to jest księdza Szwejkowskiego, na tóm stanowisku utrzymać uznała właściwóm, a to z powodu iż nie życzyła sobie, abym ja nim został. Dowiedziidem się o tóm z pośmiertnych notatek Tymoteusza Lipińskiego, byłego urzędnika kommisyi oświecenia, który w nich wy- raźnie nadmienia „iż obawiano się, aby nie obrano rekto- rem Fryderyka Skarbka profesora nauk administracyjnych Digitized by VjOOQ IC 90 PAMIĘTNIKI zbyt młodego, a uchodzącego za liberalistę, człowieka, który miał za sobą znaczną partyą." Między przywilejami uniwersytetu był i ten, ie miał on prawo własnej cenzury dzieł przez profesorów swoicłi wydawanych, czego sam doświadczyłem ogłaszając dru- kiem pierwszą edycyą dzieła mego: Ogólne zasady nauki gospodarstwa narodowego, na którem na odwrotnej stronie tytułu wydrukowano tylko wyrazy „z wiedzą i wolą uni- wersytetu" i dopiero drugie wydanie w r. 1859 otrzymało sankcyą cenzury rządowój. Gdyby nie okoliczności ówczesne, a zwłaszcza też panująca w całćj Europie choroba towarzystw tajnych, to byłby uniwersytet Warszawski mógł się był rządzić włas- nemi prawami i utrzymywać sam karność szkolną pomiędzy uczniami swymi; ale ponieważ akademicy nasi ulegająe dwoistemu szkodliwemu wpływowi, jużto raz tradycyl z aka- demii niemieckich przeniesionych, jużto drugi raz objawowi krajowego ducha publicznego, roznamiętniali skutkiem nich, młode pojęcia swoje, tćm samom popchnięci zostali w za- męt politycznych wypadków, które upadek swobód naszych przywiodły. Z razu te stowarzyszenia akademików były zupełnie niewinnemi, a niektóre z nich nawet śmiesznemi. I tak, pewna liczba uczniów niższego pochodzenia, po większo) części do wydziału lekarskiego należąca, zbierała się na Starem-Mieście i formowała jawne poniekąd zgromadzenie z nazwiskami i obrzędami z hierarchii kościelnój wziętemi, które nie miało żadnego innego celu, oprócz odbywania uroczystych ingresów nowych adeptów, zasilania się ciągle piwem i spędzania wśród tych libacyi na rozmowach i za- bawach nocy całych, po których za otworzeniem kościo- łów udawano się zbiorowo do Fary ń tam przez kilka godzin san)^ pieśni nabożne śpiewano. W pierwszych latach otwarcia uniwersytetu, zaczęli akademicy używać odróżniającego ich stroju, to jest ka- mizelek kolorowych naśladujących żupany przodków na- Digitized by VjOOQ IC FK. HH. SKARBKA. 91 szychy wołoszek z potrzebami i czapek polskich ; lecz przy- branie to, do którego znaczenie polityczne przywiązywano, nie mogło się podobać władzy, zakazano go przeto i na- tomiast zaprowadzono oddzielny mundur akademicki, który z początku z musu tylko noszony, stał się później upodo- banym godłem akademickiem. Istnienie uniwersytetu naszego otwor/.yło dla ludzi nabytej już wiedzy, a chciwych rozwoju takowej, obszerne stosunki towarzyskie. Profesorowie jego mieli sposobno&ó zbierania się i udzielania sobie wzajemnie kaidy z wła- ściwego zawodu swego, wiadomości naukowych jużto w samym uniwersytecie, jużto w Towarzystwie Przyjaciół Kauk, do którego wszysczy prawie należeli, jużto w ma- łych kółkach wieczornych schadzek kolejno w mieszka- niach swych odbywanych. To ciągłe oł)cowanie z sobą, ludzi specyalnym umiejętnościom oddanych, wpływało nie mało na gruntowne ich wykształcenie przy obznajmiania się z przedmiotami im obcemi i przyczyniało się do sze- rzenia wszechstronnego oświaty. Obok tych stosunków koleżeńskich samych profesorów, zawiązywały się i po- stronne z osobami, do tak zwanego wielkiego świata na- leżącemi, skutkiem ogólnego poważania, jakiem otaczana w pierwszych domach stolicy ówczesnych uczonych; eo znowu korzystnie oddziaływało na ogładę naukowych lu- dzi, którzy nie zawsze ze zwyczajami wyższego towarzy- stwa są oswojeni. Uniwersytet Warszawski nie stanowił zbiorowego ciała naukowego, nie odbywał jako takie żadnych zebrań, nie ogłaszał pism w swojóm imieniu 1 nie wydawał sądu o obcych dziełach w zawodzie umiejętności i literatury. Czasem tylko na wezwanie rządu, właściwe wydzisdy udzie- lały mu zdania swe w przedmiotach prawodawczych i tech- nicznych, Jedynemi pracami naukowemi, dokonanemi z udzia- łem i wpływem Uniwersytetu, były rozprawy i żywoty uczonych rodaków, które czytano na dorocznych publicz- nych posiedzeniach i drukowano takowe w oddzielnych Digitized by VjOOQ IC 92 PAMIĘTNIKI poszytach podtytułem: ^Posiedzenia publiczne Królewsko - Warszawskiego Uniwersytetu^, które wszakże bardzo mało pomiędzy publiczność rozchodziły się. IX. Udział mój w Towarzystwie Przyjaciół Nauk. W krotce po wejściu mojóm do Uniwersytetu War- szawskiego wybrany zostałem na członka Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Zaszczyt ten winien byłem częścią ob- jęciu katedry ekonomii politycznej, częścią ogłoszeniu dru- kiom pieśni Aiwkreona, oraz innych tłumaczeń i artyku- łów w pismach publicznych zamieszczanych, o których wyżej już wspomniałem. Na publieznćm posiedzeniu rzeczonego Towarzystwa, w dniu 30. kwietnia 1821 roku odbytom, stosownie do przyjętego zwyczaju, tak w imieniu własnóm, jako i ra- zem ze mną powołanych nowych członków, miałem mowę dziękczynną za wybór ten. Przemówienie to znamionuje się ówczesną dążnością liberalną, a ponieważ wszelkie polityczne rozprawy wyłączone były z przedmiotów, ja- kiemi się Towarzystwo zajmowdo , przeto założyłem sobie mówić o idealnym utworze rzeczypospolitćj nauk, aby pod zasłoną allegoryi, oddać cześć zasadom, któremi wtedy wszystkie umysły były owładnięte i w te słowa się ode- zwałem: „Szanowne Przyjaciół Nauk grono! „Powołani zaszczytnym wyborem do uczestnictwa w pracach Waszych, nowo przybrani członkowie Towa- rzystwa, składają Wam uroczyste dzięki swoje, za ten chlubny dowód położonej w nich ufności. Wstąpienie do grona Waszego, zjednywa im życzliwych przyjaciół i bez- stronnych sędziów prac własnych, otacza ich po części tóm poważaniem, które świat uczony całemu Towarzy- stwu przyznał i wkłada na nich trudny obowiązek oka- zanęa s iigodnymi wyboru i nadziei Waszych. Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 93 „Wchodząc do Towarzystwa Przyjaciół Nauk, stali fiię oni członkami jednój osady tej wielkiej rzeczypospo- litej, którój kardynalną ustawą jest oświata ludzkości; prawidłami rządu wewnętrznego prawdy w naukacli i umie- jętnościacłi docieczone; a przewodniczącą władzą, rozum umiejący odróżnić tę prawdę od błędu. Osiągnąwszy wy- soki zaszczyt obywatelstwa tój rzeczypospolitój^ niechaj mi wolno będzie cieszyć się widokiem tego pięknego pań- stwa i wspomnieć o obowiązkach, jakie to prawo obywa- telstwa na nas wkłada. „Nieścieśniona w blizkich granicach, w których cu- dzoziemszczyzna z całym uciskiem zakazów i ograniczeń stoi, rozciąga się rzeczpospolita nauk po całej kuli ziemskiej, gdzie tylko się człowiek władz duszy nie wyparł i używać ich umie ; gdzie choć tylko pewna liczba wybranych, święty ogień nauk przed zalewem ciemnoty chroni. Nie dumna potęgą światową, ani chciwa władzy i przemocy, szerzy ona rządy swoje tam jedynie, gdzie potrzeba oświaty jej opieki żąda; gdzie oświecona ludność dobrowolnie jej władzę uznaje, opierając całą siłę i potęgę swą na mi- łości i zaufaniu poddanych. Uczestniczka chwały, a obca słabościom rodu ludzkiego, zbogacona doświadczeniem wie- ków, przyspasabia zwolna całą ludzkość do przyjęcia tego światła, które ścisły związek między pomyślnością ludów, a udoskolaniem nauk ukaże i uwielbić pozwoli. „Jakiż to wielki prawodawca, państwa tego ugrun- tował podstawy? Zkąd czerpał tej wysokiej mądrości prawidła, któremi się ona od tylu wieków rządzi? Na czem oparł silne rękojmie stałości, porządku i jednomyśl- ności wszystkich tego państwa obywateli? „Wyższa nad poziome domysły władza była prawo- dawcą wielkiej rzeczypospolitej nauk; ta sama niepojęta potęga, która człowiekowi czuć i myśleć dozwoliła, za- szczepiła w sercu jego zdolność i chęć udoskonalenia istoty swojej, a czyste światło, które sprzyja tej dążności, obu- dzą w umyśle uczucie wyższego powołania człowieka. Digitized by VjOOQIC 94 PAMIĘTNIKI wpaja zamiłowanie naak i wspiera usiłowania o postęp oświaty. Nie w osobnym zbiorze ustaw piętnem niedo- skonałości ludzkiej oznaczonych, nie w pamięci pokoleń, ani w najtrwalszych rę^i ludzkiej pomnikach ; lecz w sercu człowieka zachowane są te kardynalne ustawy, któremi się naukowa społeczność rządzi. Odwieczny jdj prawo* dawca nie poruczył osobom zwierzchniej władzy tego pań- stwa, lecz oddał pod sąd własnego przekonania i opinii publicznćj, wszelkie postępki jego członków; a ukrywając przed ich słabym wzrokiem ostateczny stopień doskona- łości, rzucił promień światła na drogę, która do niego prowadzi i jeden cel usilnćj dąiności wszystkich naznaczył. „Ktokolwiek poważył się kiedy unieść myśl śmiałą po za granice zmysłowego świata, kogo szlachetny zapał do nauk porywa, komu oświata ludzkości jest drogą, ten zna zapewne obowiązki, jakie naukowa ojczyzna na niego wkłada. Jeżeli zatćm zechce badać dzieje światowćj po- lityki, ileżto w nićj ważnych znajdzie dla siebie przestróg, które mu wskażą, czego się najbardziej w umysłowym za- wodzie wystrzegać powinien. „Jeżeli zadziwia pojęcie harmonii^ układ całego przy* rodzenia, w któróm wszystko odwiecznym prawidłom po- rządku podlega, a nic dowolności zostawione nie jest, jakże smutnóm dla przyjaciela ludzkości jest to dostrze- żenie, że ludzie w układzie politycznym narodów tego cu- downego wzoru naśladować nie umieją. Ukryte są jesz- cze w doświadczeniu przyszłych wieków i przyciśnione brzemieniem doznać się mających nieszczęść te zasady, na których się niezmienność towarzyskiego układu i po- myślność narodów opierać mają. „Dowolność, to konieczne słabości ludzkiej następ^ stwo, obala pierwsze społecznego porządku podstawy i pięt- nom niedoskonałości, zamiary działania i same ustawy to-^ warzyskie naznacza. Lecz tam, gdzie panuje wbidza wyższa nad przymioty i słabości ludzkie, gdzie rozum wo- dze rządu trzyma, tam dowolność, ani praw stanowić, ani Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 95 uległości zDaleść nie potrafi. Ukształcony umysł człowieka, sięgnął do tajników przyrodzenia, odkrył wszędzie nie- wzruszony porządek i harmonijne sił działanie, a zamie- niając dostrzeżenia swoje w prawdy naukowe, oznaczył nieomylną drogę, którą do udoskonalenia dążyć należy. Odtąd znikła dowolność z przybytku nauki i przekonano się: że osiągnienie wyższego stopnia doskonałości umy- słowej od najtrafniejszego naśladowania natury zależy. Dziś, wyższy nawet geniusz, który naukę do tej mety zbliżyć usiłuje, nie może w śmiałym polocie swoim, na- ruszać odwiecznych prawideł porządku. „Poglądając na rozliczne ludy na kuli ziemskićj osiadłe, jestże między nimi taki, w którymby albo zupełna bez- władność albo rozdwojenie interesów i brak jednomyśl- ności nie panowały ? Rozdzieleni na stronnictwa synowie jednój ojczyzny wiodą ze sobą spór zacięty o przewagę w sprawach pospolitych o prawomocność zdania, czasem tylko przez namiętności popieranego, a którakolwiek strona zwycięzko z tej walki wychodzi, zawsze pomnik jej try- umfu na grobowcu zgody, jednomyślności i ducha naro- dowego wznosić się masi. Nie tak się dzieje w świecie naukowym. Są w nim wprawdzie stronnictwa, różne zda- nia i systemata, są walki na polu nauki, o wyższość jed- nej teoryi nad drugą, ale te starcia różnych zdań, dopro- wadzają ostatecznie do lepszego wyjaśnienia prawdy i nigdy klęsk na ludzkość nie ściągają. Jeżeli kiedy powstawał spór o wyższość jednej nad dragą nauki, dowodem tego było, że ci co go wiedli, byli jeszcze cudzoziemcami w krai- nie myśli i rozumu, lecz prawdziwy tego kraju obywatel odda cześć w czemkolwiekbądż, celującemu geniuszowi, a znając ścisły związek między wszystkiemi naukami za- chodzący, poświęci całą gorliwość tej, która główny przed- miot pracy jego stanowi, a cieszyć się będzie z rychlej- szego postępu tej, która się więcćj do kresu udoskonale- nia zbliża. Digitized by VjOOQ IC 96 PAMIĘTNIKI Jeżeli przyjaciel ludzkości smutnem pogląda okiem na granice tych krain, które jedne tylko rodzaju ludzkiego kształcićby powinny ojczyznę, jeśli widzi w jednych, ty- siące ludzi w nędzy pogrążonych, dlatego; ie im pod inną strefą żyznej ziemi zyskownego nie wolno szukać zatrud- nienia; a u drugich, spostrzega rozproszone po dzikich jeszcze polach, nieliczne i nieoświecone plemiona dla tego; że do nich obcy przemysł i obca oświata trafić nie może; jakże się umysł jego pocieszy, gdy myśl swoje ku tej zwróci strefie, dla której ani przemoc, ani niedołężność, nieodzownej nie naznaczyła granicy; w której geniusz nowe objawiający prawdy, podobny do promienia pogodny dzień zwiastującego , zbogaca pojęcia , obala przesądy, tworzy nowe wyobrażenia i niesie pochodnię światła między ludzi bez różnicy narodu, wyznania i języka! O! trzykroć szczęśliwy ten, kto myśl wolną nad po- ziom wynieść potrafił i dostrzegłszy harmonijne wszystkich nauk dążenia, im swoje najgorliwsze chęci i wszelkie zdol- ności poświęcił! Jemu droższą się jeszcze stanie ojczyzna, której Icpiój dług obywatelstwa wypłacić zdoła; on szcze- rzej zamiłuje bliźnich, których oświecać potrafi; dla niego lżejszym będzie ciężar przeciwieństw i przygód pożycia, bo je mężnićj zniesie, bo latwićj w sobie samym pociechę w utrapieniu znajdzie. Jego blask dumy nie uludzi, jego wielkość znikomego zaszczytu nie oślepi, bo ani tej nie pozazdrości nikomu, ani przed tamtą nie uderzy czołem. Mierząc rozległość zawodu, jaki ma przed sobą i oceniając słabość sił własnych, przyjmie skromność za godło czyn- nego życia, a jeśli kiedykolwiek podda posłuszne swe skronie pod bluszcz, którym przyjacielska uwieńczy go ręka, wtedy z trwogą od tej chwili myśleć będzie, czy mu takowego sprawiedliwa nie odbierze potomność. W roku 1822 na drugiem z kolei publicznćm posie- dzeniu Towarzystwa czytałem rzecz: O poprawie moralnej winowajcóio w więzieniach, przedmiot który następnie tak mocno mnie zajmował, a w którym długoletnie doświad- Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 97 czenie przekonało mnie: że to, com wtenczas ogłaszał, było tylko marzeniem, dalekićm od wjrpadków rzeczy wisty ełi< W roku zaś 1823 czytałem znowu rozprawę: o kasacli zasiłku i oszczędności, cbcąc wzbudzić przeświadczenie o użyteczności i potrzebie podobnych zakładów, które dopiero we dwadzieścia lat późniój, udało mi się w życie wprowadzić. W następnym i^okii , w którym Towarzystwo mogło już odbywać posiedzenia swe w gmachu własnym , jaki dlań szczodrobliwość Staszica przysposobiła, powziąłem z kolebami mymi myśl oddania publicznego hołdu czci i poważania temu znakomitemu przyjacielowi ludzkością a to w sposób , aby nie wiedział wcale o tem , że Czy- tać się miana na publicznem posiedzeniu rozprawa, je- dynie jemu poświęconą będzie. Tę rozprawę przeto na- pisałem pod ogółowym tytułem: „O dobroczynnym za- Uądzie dla rolników^ i w nićj opisałem zakład Hrubie- szowski dla mieszkańców dóbr tych Staszica, przez niego założony. Eozprawa ta przeszła wedle przyjętego zwy- czaju, przez właściwy wydział, ale bez udziału PrezesaŁ, który nie wiedząc, co w sobie zawiera, w zagajeniu posie- dzenia w ogólnych wyrazach tylko wzmiankę o niej uczy- niŁ Gdym z kolei zabrał głos i gdym po wstępie przy- stąpił do opisu wzmiankowanej instytucyi, niemało zdziwił się zacny jój założyciel, i widocznie rozczulony, oparł się na stole, zakrył twarz rękami i wtój pozycyi przez cały czas mowy mojej siedziała chcąc ukryć przed publicznością wzruszenie swoje. Przemowę moją zakończyłem następu- jącem wynurzeniem powszechnego uwielbienia, które na- stępnie w ogólną oznakę wdzięczności i poważania zaniie- niło się i przez wszystkich obecnych tak członków Towa- rzystwa jako i obcych głośno objawionóm zostało: „Oto jest zbiór zasad, które służą za podstawę To- warzystwu rolniczemu, przez dobroczynność jednego męża zawiązanemu; oto obraz szczęścia i swobody kilkuset rodzinom na wieki zapewnionych; oto ten wzór rzadkiej Pamiętniki Fryd. hr. Sk&rbka. 7 Digitized by VjOOQ IC 98 PAMIĘTNIKI cnoty i prawdziwie ludzkiej instytucyi, jaki zchinbą ob- cym do naśladowania podać możemy.... Mamże jeszcze wymienić nazwisko tej osady, i jej czcigodnego założy- ciela? Skromność jego nakazuje milczenie, lecz wdzięcz- ność tylu uszczęśliwionych rodzin i uwielbienie narodu, zbyt głośno same przemawiają, bym ciebie zacny prze- wodniku prac naszych, czułem nazwiskiem ojca błogosła- wiących cię, Hrubieszowskich pokoleń mianować potrze- bował. Uszło baczności twej to pisemko moje; nie wie- działeś i na chwilę przed zebraniem przezemnie głosu, że o twoim wiekopomnym czynie mówić zamyślam; cierpi niewątpliwie szlachetna skromność twoja na wyrazach czci i uwielbienia, jakie ci poświęcam. Ale pomnij, że tylko niezasłużona chwała uwieńczonego czoła podnosićby nie- powinna; że prawdziwa zasługa w obec całego świata^ równo śmiało jak przed własnem sumieniem, z pomnikiem własnych czynów wystąpić może. Pomnij i na to: że te wyrazy, są zarazem hołdem wdzięczności Towarzystwa, które ci tyle już winno, i dzisiaj jeszcze nowy dług, za dane mu schronienie, względem ciebie zaciąga; tłumacz uczuć kolegów moich, chciałem ci wynurzyć tę wdzięcz- ność i to uwielbienie jakiemi dla ciebie są przejęci... Mógłżem lepiej odpowiedzieć zamiarowi, jak kreśląc wierny obraz jednego z najpiękniejszych dzieł twoich? Możeź; wdzięczność tkliwszym przemówić językiem, skoro dobro- czyńcy swemu za to cześć składa, co on dla innych uczynił? Nie niosę ci pochlebnych a czczych wyrazów w ofierze, lecz wieniec zasługi, jaki koledzy twoi, dziś na sędziwych twoich skroniach złożyć pragną; uwity on jest z kwiatów przez ciebie samego na polu cnoty zebranych. Żadna za- wiść, żadna złość ludzka, ani ci go wydrzeć ani zwięd- nienia onego dopuścić nie może." „Niechaj ta myśl pocieszająca, niechaj ten swobodny głos^ wewnętrznego przekonania, nadgrodą twoją będzie; a jeżeli kiedy zapuścisz spokojnie oko twe w daleki zawód przyszłości, ujrzysz tam obok Hrubieszowskich pokoleń, Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 99 następnych członków Towarzystwa naszego, na jednym ołtarzu hołd wdzięczności składających tobie." Posiedzenie, na którćm miałem powyższą mowę, stało się z powodu tego poniekąd uroczystym obchodem objęcia w posiadanie gmachu dla Towarzystwa przez Staszica wzniesionego. Po skończeniu posiedzenia tego, nastąpiło osobiste wynurzenie uczuć Prezesowi ze strony wszystkich obecnych członków, za które rozrzewniony Staszic, ser* decznie każdemu dziękował, a mnie w szczególności uści^ skał za oddanie mu hołdu powszechnego. Publiczność zaś zwolna rozchodząc się, brała udział w tych szczerych objawach, wszyscy bowiem przejęci byli czcią dla Staszica i widzieli w nim przedmiot poważania dla całego narodu. Uczucia te, nie były zmyślone, ale powiedziałbym wymuszone na każdym i na całej opinii publicznej, przez wpływ jaki wywierać musiał na umysłach rzadki przykład człowieka, który nic nie robił dla siebie, a wszystko po* święcał dla dobra ludzkości i ojczyzny swojej. Mówię że były wymuszone, bo Staszic nie należał do rzędu ludzi, którzy słodyczą charakteru i uprzejmością w obejściu, przyciągają do siebie i jednają sobie przychylność. Pod względem zasad politycznych, nie dzielił on wcale zdań ultraliberalnych , lecz powstając przeciwko despotyzmowi i marząc o usamowolnieniu ludów, był nieraz sam despo- tycznym w urzędowania swojem i z tego powodu licznych miał przeciwników. Powierzchowność jego, wprawdzie miła i poważna, była nieraz przedmiotem żartów, w skutku niedbałości o siebie samego, pod względem jużto ubiorO) jużto mieszkania i ekwipażu, słowem całego sposobu życia. Gruntownie uczony i opiekun tak nauk, jako też tych, którzy im się poświęcali, był rzec śmiało można dziwacz- nym pisarzem, kiedy go porywała poetycka wena opie- wania niemiarowym i nierymowym wierszem „Eodu ludz- kiego** językiem prawie dla nikogo z ziomków niezrozu* miałym. Pomimo tego wszystkiego , przez niezachwianą prawość i moc charakteru, przez sposób użycia majątku 7* Digitized by VjOOQ IC 100 PAMIĘTNIKI swego i przez wyrzeczenie się wszelkich względów osobi- stych dla dobra kraju, zjednał sobie wreszcie takie pow- szechne poważanie, jakiego nie osiągnął żaden inny poje- dynczy obywatel, który stanowczo na los kraju nie wpływał- Staszic umarł dnia 20. stycznia 1826 roku, przemógłszy szlachetną dążnnścią swoją nad wszystko , co się w nim współczesnym nie podobało, tak dalece, że zgon jego wzbu- dził nietylko żal powszechny, ale i taki szał uwielbienia, jaki się rzadko gdzie i kiedy bez pobudek politycznych przy pogrzebie znakomitego męża objawia. Pogrzeb ten stał się niespodzianie obchodem narodo- wym przez nikogo naprzód niezapowiadanym , z niczyjój strony nietamowanym, a pomimo tego tak świetnym, i z tak jednomyślnem uznaniem czci i uwielbienia odbywanym, iżby rozumieć można było ; że istniała jakaś zmowa mię- dzy całą ludnością Warszawy, celem wyniesienia zmarłego nad wszystkie znakomitości krajowe, wówczas przy życiu zostające. Było to tern ważniejszem, że Staszic, jak to już nadmieniłem, nie używał politycznej popularności; że był wysoko ceniony przez władze, a w szczególności na- miestnika, że słowem nie był tym koryfeem opinii pu- blicznój, którego okrzykami witają i na rękach noszą. A jednak cała ta ludność stolicy poniosła go do grobu i to o milę drogi, bo od gmachu Towarzystwa Przyjaciół Nauk do. kościoła księży. Kamedułów na Bielaniach, przy którym chciał być pochowanym, i dosłownie poniosła go na rękach swoich; bo naprzód członkowie Towarzystwa, wynieśli z przedsionku gmachowego ubogą trumnę zawie- rającą tak drogie im szczątki, i następnie oddali ją aka- demikom, którzy jój nie popuścili aż do samego miejsca wiecznego spoczynku. Za nimi zaś szło kilkadziesiąt ty- sięcy ludzi przez miasto, wktórem wszystkie sklepy były zamknięte; wszyscy pieszo, po śniegu, w dzień mroźny, jakby na dowód , że żal narodowy tę pielgrzymkę ogółowi nakazał. Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 101 Dzień ten liczyć mogę do najpamiętniejszych wżycia mojem, bo nigdy jako mówca nie miałem równego powo- dzenia, jak wtedy, gdy mi pożegnanie zwłok Staszica w imieniu Towarzystwa Przyjaciół Nauk przy pogrzebaniu icli w kościele Bielańskim , w zaszczytnym dostało się udziale. Ale do tego przeważnie dwie przyczyniły się okoliczności, to jest: raz, uniesienie, jakiem wszyscy uczestnicy w tym obchodzie przejęci byli; powtóre, zapał i miłość uczniów Uniwersytetu, którzy takowemu prze- wodniczyli. Oni to widząc, że się wtłoczyć nie zdołam do kościoła, porwali mnie na ręce i ponieśli po nad gło- wami wszystkich aż do katafalku ; oni również w ten sam sposób po skończonój mowie, wynieśli mnie z kościoła, z tym jeszcze dodatkiem: że podając sobie mnie nawzajem, każdy odbierający uściskał mnie i następnemu do uściska- nia oddawał, a to aż do chwili, w której, z rąk do rąk przerzucany, postawiony zostałem nareszcie na ziemi, przed wykopanym Staszica grobem, do którego wpuszczono trumnę ze wszystkiego obdartą, bo akademicy rozerwali pomiędzy siebie i całun i blachy i antaby tój trumny. Oto jest ta mowa: „Darujcie jeszcze jedne chwilę rozstającym się z uwiel- bionym mężem 1 darujcie mi tę chwilę żałości ! pobłażajcie rozrzewnionej wdzięczności, któraby wątpić jeszcze chciała, że przyjaciel ludzi, po nagrodę na łono Boga się przeniósł. Za chwilę spuścimy do grobu, do znikome znamię czło- wieka; usłyszymy przerażające uderzenie ściętych brył ziemi o ostatnie schronienie, ręką ludzką dlań zbudowane ; za chwilę, ujrzymy mogiłę, którą łzy wdzięczności użyźniać będą. Tak jest: łzy przyjaźni i wdzięczności, jużto nas przyjaciół Staszica, jużto wszystkich prawych obywateli, którzy wielkość straty narodu cenić umieją. Ileżby możny bogacz dał za jedne łzę taką, którćj całem bogactwem 8wem okupić nie zdoła? „Niestety ! przerzadza się coraz bardziej ten nie wielki szereg mężów, którzy ocalali zokropnój powodzi narodo- Digitized by VjOOQ IC 102 PAMIĘTNIKI wość uaszę w otchłań zapomnienia unoszoną; którzy na ojcowskiem łonie, pierwszą nadzieje odrodzenia narodu wypielęgnowali, i z równie wiernem sercem, z równem zawsze poświęceniem, dzieło wiekopomnego Wskrzesiciela Polski wspierali. „Oto macie przed sobą zwłoki takiego wzorowego syna ojczyzny! Zapytajcie się starszych braci waszych, wy, którzy tak daleko nie zasięgacie pamięcią, jakim był Staszic w ostatnich chwilach gasnącej ojczyzny? Dzieje i pamięć narodu, w rzędzie prawych i wiernych jój synów, imię jego umieszczą. Pod obcym rządem, gdy pokój i handel, bogactwa zbierać i trwonić je lekkomyślnie do- zwalały, on znaczne dochody swe, zaoszczędzać umiał w nadziei; że one kiedyś w usłudze kraju, będzie mógł poświęcić. Jedna myśl tylko wówczas umysł jego zaj- mowała; wymierzonym był cios śmiertelny na zagładę ostatnich narodowości znamion, trzeba było ocalić język i historyą krajową, Staszic więc był jednym z założycieli Towarzystwa, które się temu szczególniej oddało. Widzie- liśmy go później, jak z całą siłą doświadczeniem uzbrojo- nego umysłu, gdy pierwsza, powstania ojczyzny zajaśniała gwiazda, nad przywróceniem narodu pracował. Ów mąż nauki i pokoju wtenczas tylko o wojsku i zbrojnych szy- kach myślał, gdy wiedział, że jedynie krwią i wojennym znojem, łudzące nas nadzieje ustalić i w rzeczywistość zamienić można było. Gdy więc wielki dawca pokoju Europie i kraj, który wskrzesił, darami takowego obda- rzył, uznał wtedy Staszic; że szczęście narodu wymagało, aby obywatele jego, krzewieniem oświaty i dźwignią upa- dłego przemysłu, gorliwie się zajęli. Z niezrównanem za- tem poświęceniem, w urzędowaniu swojóm do tego uprag- nionego zmierzał celu, a to ztem we wszystkich czyn- nościach publicznych umiarkowaniem, jakie prawego oby- watela i wiernego poddanego znamionują. Z wytrwałością przeto w raz przejętych przez siebie zasadach, przebiegł on zawód publiczny, zyskał ufność Monarchy, miłość i sza- Digitized by VjOOQ IC FR. HK. SKARBKA. ]03 cunek współobywateli i rzadki wzór do naśladowania na- stępcom swoim zostawił. „Najwyższycłi dostojeństw w kraju, szczytnych zna- mion zasługi publicznej, wreszcie obfitych dostatków, wszystkiego tego dostąpił Staszic w ciągu czynnego życia swego; lecz się nigdy dumą nad innych nie wynosił i ni- czem się z pozoru od pospolitego człowieka nie różnił. Mocno przejęty tą prawdą: że wartość każdego leży w cnocie, a nie w powierzchownym zaszczycie, nie jaśniał nigdy zewnętrznym blaskiem, ale jaśniał zawsze wielkiemi duszy przymiotami. ^Skromny, odzieżą niemal ubóstwa odziany, żadnćj wyszukanój potrzeby nieznający i wszelkich przyjemność^ życia odmawiający sobie, był on bogatym człowiekiem; ale w jakimże celu oszczędzał? w jakim zbierał mienie, gdy sam z niego nie korzystał? Pomniki sławy narodowej, przez niego wzniesione, węzłem przyjaźni skojarzone muzy polskie, wspaniałym przybytkiem od niego uposażone ; kil- kaset rodzin rozlicznych, do rzędu właścicieli ziemi wynie- sionych; tysiące ubogich wspartych; krocie sierot i kaleka najpóźniejszych pokoleń przytułkiem obdarzonych, oto są dzieła jego bogactwa: dla nich on zbierał i oszczędzał dostatki, dla nich się wyrzekł tego co doczesne szczęście ludzi stanowi. „Miały już starożytne wieki mężów, którzy ze szczytu potęgi i władzy, ubogimi do grobu wstępowali; liczyła już ludzkość wielu takich dobroczyńców, którzy spędziwszy życie wswobodnem dostatków używaniu, wielkie majątki swe, wsparciu cierpiących bliźnich, lub dobru publicznemu poświęcali; lecz mało nader w dziejach świata, znajdzie przykładów takich, którzyby z uszczerbkiem własnych po- trzeb i przyjemności pożycia, na to tylko zgromadzili ma- jątek, by go potem jako źródło dobra pospolitego na kraj własny przelać, wtedy gdy już wszelka pochwała i głos wdzięczności narodu obcemi dlań będą. Szczyćcie się przeto rodacy, bo wy śmiało wyzwać możecie inne na- Digitized by VjOOQ IC J04 PAMIĘTNIKI rody, aby wam podobny stawiły przykład I bo życie tego zgasłego ziomka waszego , piękną kartę w dziejach ladz- kości zapełni! ^Szczędząc pozostawionego na niytek publiczny mie- pia swego ^ żądał Staszic w objawie ostatnićj swćj woli, aby pogrzeb jego nie różnił się w niczem od pogrzebu ubogiego clirześcianina; a skromność nie dozwalała mu przypuszczać, że pogrzeb ten, będzie tak świetnym i pa- miętnym z tytułu hołdu i czci ostatnićj, przez tylu ziom- ków, zasłudze jego oddawanego, „Żądał złożenia zwłok swoich, wśród tego cichego tn ustronia, wprost w ziemi pod zielo9ą murawą, a nie pod okazałym głazem, któregoby napisy światowe znaczenia jego ogłaszały. Lecz ta skromna mogiła, jaką dziś uwiel- bianemu nsypaę mamy, nie wyjdzie nigdy z pamięci wdzięcznych rodaków. Gdy wiosna swieżemi okryje ją kwiaty, odbędziemy do niój pobożną pielgrzymkę, ocie» nimy ją drżewy i często nawiedzać ją będziemy, a późne syny nasze przyjdą nieraz spocząć pod nią, powtarzając 4zieciom swoim: „tu spoczywa przyjaciel ludzi." „My, cośmy nieśli drogie szczątki, zawcześnie zmar- łego; miejmy dozgonnie dzień ten pamięci naszój. Jeżeliby kiedykolwiek, poduszczenie lub namiętność, do niegodnego prawych obywateli czynu podniecać nas miały, niechaj nam wtedy głos sumienia przypomni: tyś dźwigał zwłoki Staszipa! a odgłos ten wewnętrznego poczucia, niechaj nas cł^roni od tego, aby kiedy o nas pie powiedziano: żeśmy ostatniego obywatela do grobu ponieśli!" Ponieważ mowy tój, osobiście mi nieprzychylny Sza- piawski, ówczasowy dozieracz prasy, drukować nie dor* zwolił, przeto dogadzając życzeniu ogólnemu, znalazłem się w konieczności odwołania się od decyzyi wprost do namiestnika, który po oświadczeniu: że mąż tak znakomity i urzędnik tak zasłużony, godzien jest czci jaką mu cała ludność Warszawy oddała, udzielił rzeczone pozwolenie, pbjawione mi przez sekretarza stanu w słowach następu- Digitized by VjOOQ IC FB. HR. SKARBKA. 105 jących: „Książe JM. Natniestnik-królewski, poleciwszy od- czytać sobie zakomunikowany mu głos WPana, miany na Bielanach przy zwłokach ś. p. ministra Staszica, rozkazał mi oświadczyć: że nieznalazłszy w nim nic takiego, coby wzbraniało ogłoszenie go drukiem, zlecił mi zarazem za- wezwać J W. radzcę stanu Szaniawskiego, iż jeżelibyś WPan ^ głos swój chciał udzielić publiczności, przez pisma publiczne^ aby mu to wzbronionćm nie było. Był to może jedyny przykład podobnego odwołania się do władzy najwyższdj pomyślnym uwieóozony skutkiem, z którego korzystając, zbyt śmiało może poważyłem się napisać do Szaniawskiego, że na mocy reskryptu JW. Radzcy sekretarza stanu, życzę sobie, aby mowa moja miana na Bielaniach przy pogrzebie ś. p. Staszica, w pi- smach publicznych ogłoszoną była. Jakoż dozwolono mi ją drukować nietylko w gazetach ale i w oddzielnej od- bitce, która dwukrotnego dostąpiła wydania. Dodać jeszcze winienem jedne okoliczność, tyczącą Bię pochowania Staszica. Wiadomo , że w młodym wieku do stanu duchownego przeznaczony, wyświęconym został na księdza, lecz nie czując ku temu powołania, bez wy- stąpienia z niego, zaniechał po niejakim czasie sprawo- wanie właściwych obowiązków i nosił tylko ubiór du- chowny, ale mnićj u nas używany, to jest na sposób tak zwanych abbes francuzkich. Za życia jego, nieprzedsiębrano żadnych środków, do zwrócenia go na drogę obranego pier- wiastkowo stanu, bo wysokie stanowisko jakie zajmował w rządzie, przytem znana niepodległość jego, kazały prze- widywać z jego strony opór, jakiego bez oburzenia opinii publicznój nie byłoby się dało pokonać. Milczała przeto najwyższa władza duchowna i dopiero po śmierci Staszica, z polecenia ówczesnego arcybiskupa Skarszewskiego ubrano zmarłego do trumny w ornat i wszelkie insignia kapłańskie; ale to rozporządzenie spowodowało wielkie niezadowolenie namiestnika 4 obawiającego się prawdopodobnie, aby wy- stawienie ciała w stroju duchownym, jakiego nieboszczyk Digitized by VjOOQ IC 106 PAMIĘTNIKI nie używał, nie wywołało ze strony wiela niechętnie na to patrzących, rodzaju manifestacyi publicznej. Skutkiem tego, rozkazał książę Zajączek zabić trumnę i przenieść ją do gmachu Towarzystwa Przyjaciół Nauk, a tym spo- sobem, cała publiczność stolicy, a mianowicie uboższa jej klasa, pozbawioną została spełnienia tkliwego obowiązku odwiedzania zwłok i westchnienia przy nich do Boga za duszę tego, którego za dobroczyńcę swego uważała. Nie dożył Staszic chwili oddania krajowi w posiada- nie pomnika Kopernika, którego wzniesieniu, tyle usiłowań i pieniędzy poświęcał. Powiedział on jeszcze w r. 1814 na publicznóm posiedzeniu: „Czuje Towarzystwo, iż zależy na obowiązkach narodu i na sławie jego, aby jedyny i w powszechnym sądzie potomności największy dotąd za- szczyt Polaków, Kopernik, odebrał w kraju naszym tę winną mu cześć, jaką podobnym u siebie geniuszom od- dały narody Francyi, Anglii i Szwajcaryi. W tym za- miarze przedsięwzięto zamysł zbierania ofiar na wysta- wienie mu pomnika. Uczyniono odezwy do narodu, lecz dotychczas z departamentów odebraliśmy tylko 1600 złp.. Towarzystwo składa 2000 złp., ogółem jest więc summa 3600 złp.; widzimy więc, że zbiór ten jeszcze od celu swego daleki, gdyż koszt dzieła do 36,000 złp. wynosi. ** Jakkolwiek niedostatecznym był ten fundusz, zamó- wionym przecież został u Thordwaldsena posąg, który po wielu latach z gipsu wykonany i do Warszawy odesłany, tam ze spiżu odlany, w roku 1829 wzniesionym został na Krakowskiem Przedmieściu przed gmachom Towarzystwa Przyjaciół Nauk, Przez cały przeciąg czasu, od chwili powzięcia pierwszej myśli wystawienia rzeczonego pom- nika, aż do dnia odkrycia go, wiedziano tylko : że Staszic nieustaje w staraniach o dokonanie dzieła tego, ale nie słyszano wcale, aby jakie składki na ten cel do kasy To- warzystwa wpływały ; pomimo tego, domyślano się, że za oparkanienióm okaląjącem plac przed gmachem jego, musi się wznosić zapowiedziany pomnik, dzieło tak wielkiego Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARUKA. 107 mistrza rzeźbiarza, jak i wielkiego obywatela, przed kilku laty przy świetnym okazie czci publicznej do grobu zło- żonego. Gdy kryjące posąg wspomniony rusztowanie rozebrano, gdy tylko płócienna osłona na nim pozostała, zgromadziła się jednego posępnego poranku, tłumnie ludność Warszawy przed Kościół Świętego Krzyża, w którym odbywało się dziękczynne nabożeństwo za szczęśliwe dokonanie od tak dawna oczekiwanego dzieła, przez Towarzystwo Przy- jaciół Nauk zarządzone. Gdy ze stopni świątyni zeszli liczni przyjmujący udział członkowie i na przygotowaną dla nicli przed pomnikiem wstąpili estradę, gdy Niemce- wicz ówczesny prezes, po wzniosłej przemowie dał znak opuszczenia zasłony, w tej samej chwili ponure dotąd niebo nagle rozjaśniło się i^błyszczący promień przedzierającego się przez obłoki słońca, padł wprost na pokazujący się posąg Kopernika. Zdawało się przeto, jakby to niebo chciało razem z nami obchodzić święto wiekopmnego męża, który niegdy szlaki jego mierzył i jak gdyby promiennem świa- tłem na postać uwieńczonego rzuconem, chciało objawić, że myślą i dziełem naszem na błogosławieństwo Opatrz- ności zasłużyliśmy. Gdy dzisiaj Towarzystwo Przyjaciół Nauk należy tylko do chlubnych wspomnień usiłowań w zamiarze utrzy- mania znamion narodowości naszej czynionych, godzi się wspomnieć o założeniu uczonego zgromaezenia tego, o jego dążności i czynnym przyktadaniu się do wzrostu oświaty krajowój. Gdy rząd Pruski w dzielnicy swej rozepranój Polski, tak wyraźnie objawił zamiar swój zagładzenia .narodowo- ści naszej i gdy wprowadził język niemiecki do wszyst- kich urzędowych czynności, wtedy powstała obawa, aby język polski do potocznój tylko mowy i jako narzecze ludu używany, niezostał zupełnie zaniedbanym w świecie uczonym i w pożyciu wyższego towarzystwa polskiego naj- więcej po francuzku podówczas mówiącego. Digitized by VjOOQ IC 108 PAMIĘTNIKI Pod wpływem tej obawy, powzięli w pierwszym roku weku naszego uczeni, lub wspierający nauki polacy myśl zawiązania w Warszawie towarzystwa pod skromną na- zwą: Zgromadzenia Przyjaciół Nauk, mającego na celu; „utrzymanie narodowego języka tudzież zachowanie i roz- szerzenie nauk.** Stanisław Soltyk, który w domu swoim przyjmował tylko towarzystwo czysto polskie, przeciwne dążności ele- ganckiego świata, zbierającego się pod wpływem francuz- kim pod Blachą, wraz z uczonemi u niego goszczącemi, dał popęd założeniu wzmiankowanego dopiero towarzystwa. W dniu 1. listopada 1800 roku odbyło się w domu jego pierwsze zebranie, na którem ułożono listę ziomków, którzy bądź to drukowanemi dziełami swemi, bądź też zamiłowaniem nauk, lub nauczaniem w szkołacłi nabyli prawa należenia do zawiązującego się towarzystwa. Do listy tej wpisanymi zostali: książę Albertrandi, Gzacki, Chreptowicz, książę Czartoryski, Dmochowski, ks. Kamień- ski, Karpiński, Ignacy Krasicki, Linde, Matusewicz, Mo- słowski, Ossoliński, ks. Osiński, Józef Piramowicz, ks. Po- czobut, Potoccy Ignacy i Stanisław, książę Sapieha, Ale- zander, Sniadecki Jan, Sobolewski Walenty, Sołtyk Sta- nisław, Staszic, Trembecki, ks. Woronicz i kilku innych mniój znanych, których powołano albo dla tego, że dla majątku i stanowiska swego, mogli wspierać towarzystwo, albo, że dla dobrych chęci swoich, zapowiadali nadal pra- cowników na polu literatury krajowej. Po ułożeniu listy powyższej pierwszych uczestników stowarzyszenia i przyjęciu ogólnych zasad i przepisów po- stępowania, odbyli obecni w Warszawie członkowie pierw- sze posiedzenie w dniu 23. listopada 1800 r. w bibliotece księży Pijarów, na którem obrali prezesem ks. Alber- trandego biskupa Zenopolitańskiego, zdaje się z powodu, że tenże przewyższał wszystkich innych głęboką eruducyą i uchodził za uczonego z powołania, w ówczesnem zna- czeniu tego wyrazu. Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 109 W mowie mianej po obraniu go prezesem oznajmił Albertrandy: że celem zachęcania ludzi naukom i piśmien- nictwu oddanych, do krzewienia i upowszechniania wia- domości użytecznych w języku narodowym, dla ochronie- nia języka tego od zagłady i coraz większego doskonale- nia go, zawięzujące się towarzystwo winno zająć się wy- szukaniem i wydawnictwem dawnych zabytków piśmien- nictwa polskiego, w części zapomnianych, w części ukry- tych w księgozbiorach krajowych i zagranicznych, miano- wicie w Szwecyi. Zamiar ten wszakże do skutku do- prowadzonym nie został, natomiast ogłoszono pięć zadań konkursowych, w przedmiotach tyczących się ; nauk wy- zwolonych, wymowy, historyi, matematyki i historyi natu- ralnej, wszystko do podań i potrzeb krajowych zastoso- wanych. Na jedno z tych zadań: o zasiągach Kopernika, odpowiedział Jan Sniadecki w rozprawie uwieńczonej przez towarzystwo i w drugim tomie roczników jego wydruko- wanej. Na następnera posiedzeniu towarzystwa, w roku 1802 dopiero odbytem, wylicz}! już prezes prace naukowe w skutku powyższego zachęcenia przez członków dokonane a mianowicie: Naukę ohyczajoioą dla ludu, ks. Piramowi- cza; O miara^^h i wagach polskich, księcia Sapiehy; Gra- matykę polską, k8.KB.mieńs]iiGgo\ Stoumik, Lindego; Ohser- wacye astronomiczne, Śniadeckiego ; nadto uczynił wzmiankę o rozpoczętych pracach naukowych przez innych członków towarzystwa. Dla zjednania sobie opieki rządu, zebrano powyższe pierwsze uczone pisma i korzystając z bytności króla Pru- skiego w roku 1802 w Warszawie, przedstawiono takowe temuż monarsze, z proźbą udzielenia towarzystwu najwyż- szego upoważnienia do zajmowania się naukowemi pra- cami. Na memoryał ten król w liście datowanym z Po- znania dnia 1. lipca 1802 r. rozkazał oświadczeć co następuje : ^Król JMC. Pruski, bardzo mile przyjął deputacyę i mowy, które Towarzystwo Przyjaciół Naids w Warsza- Digitized by VjOOQ IC 110 PAMIĘTNIKI wie złożyło Mu przez prezesa swego Albertrandego, Bi- skupa Zenopolitańskiego, pod datą 25. zeszłego miesiąea. Daje więc poznać wspomnionemu towarzystwu, zupełne potwierdzenie, a będąc przeświadczony, iż nieustanie w chęci zasługiwania się na Jego protekcyę, z ukontentowanićm zapewnia je o nićj i przytóm prosi Boga, aby je miał w świętej i godnej opiece.** To pismo własnoręcznie przez króla podpisane, jest pierwszym urzędowym patentem Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Musiało ono być w języku niemieckim i w tłoma- czeniu dosłownem tylko, jak je wyżej zamieściłem ogło- szonem. Prócz tego udzielił król pozwolenie towarzystwu przejrzenia sekretnego archiwum mistrzów Krzyżackich w Królewcu i poczynienia z takowego odpisów , jakie za stosowne uzna, wreszcie przyrzekł zażądać drogą dyplo- matyczną od Szwecyi zwrotu znajdującego się tamże ar- chiwum polskiego, co wszakże do skutku nieprzyszło. Skoro rząd tak wyraźnie nieprzychylny polskiej dzie- dzinie pod berłem pruskiem zostającój, okazał tyle względ- ności dla towarzystwa wyłącznie naukowemi pracami za- jętego, zdawało się, że ono pewnem bydż mogło najżycz- liwszego poparcia ze strony następnych rządów narodo- wych, które w niem środek podniesienia oświaty krajo- wej upatrywać były powinny. Jakoż podobna opiekuńcza dążność objawiła się w dwóch monarszych dekretach, które rzeczywiście byt i pomyśl- ność towarzystwa ustaliły, a mianowicie w pierwszym króla saskiego księcia Warszawskiego z dnia 30. kwietnia 1808 r. i drugim Cesarza Aleiandra I., jako króla Polskiego. Ten ostatni nietylko zatwierdził Ustawę i prawa Towarzystwa, ale nadto dozwolił mu używania w pismach, patentach i zaświadczeniach, oraz w pieczęciach swoich, tytułu To- warzystwa Królewsko- Warszawskiego Przyjaciół Nauk. W pierwszych latach istnienia swego, nie miało towa- rzystwo własnego schronienia, i zbierało się tylko w bi- bliotece księży Pijarów. Brakov^i temu zaradził Staszic Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. Ul jeszcze za prezesostwa Albertrandego, przez ofiarowanie własnego domu na kanoniach, obok bramy zamkowśj po- łożonego, w którym swoim kosztem urządził wielką salę do posiedzeń publicznych, oraz mniejsze na sessye tygo- godniowe i pomieszczenie zawięzujących się zbiorów i bi- blioteki towarzystwa. W lokalu tym, pozostawało ono dosyć długi przeciąg czasu, dopóki tenże sam Staszic, który rzeczywiście darami swemi zabezpieczył istnienie towarzystwa, niewystawił dlań wspaniałego gmachu na Krakowskiem predmieściu, w którym mogło już przybrać postać samoistnego zgromadzenia. Z chwilą przybrania przez Warszawskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk znamienia instytucyi, ustalonej powagą znakomitych mężów, jacy ono składali, tudzież upoważ- nieniem rządowem, obudziła się w kraju powszechna chęć wspierania jego zamiarów, licznemi ofiarami dobrowolnie składanemi, z których z postępem czasu powstały cenne jego Icsięgozbiory , oraz muzea pamiątek historycznych i okazów kopalnych. Pierwszy zakład biblioteki towarzystwa był darem księcia Alexandra Sapiehy, który ofiarował całkowity własny księgozbiór i zapisał na starostwie Preny w byłem województwie Augustowskiem 100,000 złotych, od których procent miał bydż corocznie obracany na dokupno ksią- żek. Stopniowo, zwiększała się biblioleka towarzystwa innemi ciągłemi prawie darami, jużto całkowitych pry- watnych księgozbiorów, jużto pojedynczych dzieł, tak, iż w końcu trzy wielkie sale w nowym gmachu towarzystwa zajmowała. . Gabinet mineralogiczny , zawierający osobisty zbiór Staszica i pomnożony następnemi ofiarami, niebył ani zna- komitym, ani odpowiadającym wymaganiom nauki, lecz na- tomiast towarzystwo posiadało nader ciekawy zbiór najroz- maitszych pamiątek, autografów ł predmiotów odnoszących się do historyi i starożytności krajowych, które ze wszystkich ziem polskich przeselano mu w darze w nadziei: że się tam Digitized by VjOOQ IC 112 PAMIĘTNIKI pewniej zachowają pod postacią muzeum narodowego, niż w rękach prywatnych. Najznakomitszym tego rodzaju darem był zbiór ryn- sztunków, dawnych zbroi i broni, tudzież rękopismów, planów i rysunków wojskowych, które Generał Henryk Dąbrowski towarzystu zapisał (zajmowały one oddzielną salę. Dąbrowskiego zwaną), z tem zastrzeżeniem : „aby każ- demu polakowi wolno było rzeczy te w miejsca zachowa- nia oglądać i czytać, tudzież aby nie były nigdy ani roz- dzielane ani alienowane." Czemże było dla kraju Towarzystwo Przyjaciół Nauk? jakie położyło w nim zasługi ? czy się przyłożyło do roz- winięcia i do wzrostu nauk w Polsce? Słyszałem niestety utrzymujących lekkomyślnie: że towarzystwo to nic nie- zrobiło i że jeżeli uczestnicy jego, pracami swemi rzeczy- wiste położyli zasługi w piśmiennictwie krajowem, to im pojedynczo, a nie towarzystwu zbiorowo nważanemUj wdzięczność należy za to. Użyteczność i zasługa każdego zgromadzenia uczonego, polega zawsze więcej na wpływie, jaki wywiera na lite- raturę czasu swego, niż na pismach jakie samo pod po^ wagą swą ogłasza. Wpływ ten, objawia się przez kie-^ . runek nadany zamiarom i pracom ludzi naukowych ; przez zachęty jakie im daje, oceniając i ogłaszając ich dzieło, oraz udzielając im za te prace nadgrody ; przez inicyaty wę jaką bierze podając wnioski swoje względem tego, co by dla dobra nauki przedsięwziąść należało ; i nakouiec, przez sąd swój w zadaniach i przedmiotach naukowych, w któ- rych się do zdania jego, bądź rząd, bądź publiczność my^ śląca odwołuje. Pod wszystkiemi temi względami. Wywiązało się Towarzystwo nasze z obowiązków względem narodu i jego literatury zaciągnionych. Kierunek dany zamiarom i pracom ziomków, nie mógł zrazu odpowiadać rzeczywistym po- trzebom piśmiennictwa krajowego, a raczej nie był z razu takij'jakiegobyśmo według dzisiajszych wyobrażeń życzyli Digitized by VjOOQ IC FR. AR. SKARBKA. 113 bo ani pojedynczy uczeni, ani zgromadzenia naukowe nie- mogą działać winnym duchu, jak ten, który w każdym czasie w dziedzinie nauk panuje; bo niemożna uprzedzać postępów oświaty, ani odgadywać dążności, jaka się pó- źniój skutkiem tych postępów objawi. Wpierwszysh latach zawiązania swego, towarzystwo przyjaciół nauk postępowało nie śmiałym krokiem, wątpiąc poniekąd o sile i samoistności swojej i trzymało się dzieł starożytnych, i cudzoziemskich, jakoby pasków, bez po- mocy których pierwszych kroków czynić niepodobna. Z tąd erudycya zagłębianie się w dziełach i pomnikach staro- żytnych za główne znamię uczoności brane; z tąd tłoma- czenia dzieł cudzoziemskich, za główny sposób podniesienia literatury i wykształcenia języka ojczystego poczytane; z tąd wreszcie, nie śmiało obchodzenie się z pierwiastkiem narodowym, z dziejów i obyczajów naszych czerpać się dającym. Ta pierwsza epoka dążności towarzystwa, kończy się ze śmiercią pierwszego jego prezesa Albertrandego poli- histora, głównie klassyczną literaturą i archeologią zajętego. Staszic, jego następca, który zapatrywał się na nauki pod względem ich wpływu na stosunki towarzyskie i na uży- teczność praktyczną w sztukach i rzemiosłach, mniej już cenił erudycyę jak dobre pojęcie potrzeb obecnych po- koleń i stosowanie do nich usiłowań naszych naukowych. Za czasów jego przewodnictwa, skierowały się przeto usiłowania towarzystwa pod względem przeszłości, do hi- storyi narodu polskiego i do znajomości ziemi krajowej, pod względem zaś obecności i przyszłości do udoskonalenia języka ; a obok tego, do wspierania postępów w naukach przyrodzonych i technicznych. Od chwili gdy Uniwersytet Warszawski zespolił się poniekąd z towarzystwem przy- jaciół nauk; ogólny postęp oświaty, przytóm nowe życie w naukach i sztukach pięknych, wreszcie czynność na polu piśmiennictwa; mniej przebnemi czyniły wpływ i kierunek towarzystwa na powszechną działalność umysłową w kraju ; Pamiętniki Fr hr. Skarbka. 8 Digitized by VjOOQ IC 114 PAMIĘTNIKI skutkiem czego zgromadzenie to, było raczćj punktem zbie- rania się różnorodnych inteligencyi udzielających sobie na wzajem wiadomości o stanie nauk, niż władzą moralną kierującą dążnością tych inteligencyi. W dwóch wydziałach towarzystwa, jednym nauk, dru- gim umiejętności, zbierali się kolejno co dwa tygodnie członkowie jego, przenosząc bądżto zdania sprawy z czyn- ności przez właściwy wydział poruczonych, bądź też do- niesienia o nowych dziełach i wynalazkach obcych, bądź naostatek własne spostrzeżenia i prace w dziedzinie nauk- Tym sposobem obznajamiali się wzajemnie mężowie nauki z przedmiotami wiedzy ludzkiój, które były dlań obce, skoro nie należały do specyalności jaką się każdy z nich zajmował. Te skromne i bez żadnego widoku chwały li- terackiej odbywane posiedzenia, były rzeczywistą szkołą dla uczonych ; szkołą , w którźj każdy biegły jedynie we właściwym sobie fachu, dowiadywał się o tóm, co się winnym zawodzie naukowym działo i nabierał ogólnych wyobrażeń o wiadomościach, któreby były na zawsze dlań obcemi zostały gdyby się o nich od kolegi nie dowiedział. Na tych posiedzeniach, czytano zdania sprawy o pracach członków towarzystwa pod sąd jego oddanych i o przed- miotach, w których się władze rządowe, lub osoby pry- watne do zdania towarzystwa odwoływały. Skoro zgromadzenie uczonych nabierze takiój powagi, iż zdanie jego ma wiarę i znaczenie w powszechności, wówczas każdy przychylny sąd o wartość uczonój pracy przez toż zgromadzenie wydany, jest już zachętą i nad- grodą. Towarzystwo przyjaciół nauk, miało kilkorakie spo- soby do podobnego zachęcania i nagradzania prac i war- tości naukowych ; odbywało bowiem corocznie posiedzenia publiczne, na których zdając sprawę z czynności swoich, wymieniało pisma i czynności naukowe, bądź to własnych członków, bądź też obcych osób pod sąd swój oddane, którym należało się przyznać użyteczność i zasługę. Samo Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 116 ogłoszanie takiego zdania na posiedzeniu ^ wobec zawsze licznie zbierającej się publiczności było dla autorów za- chętą i nagrodą. DaMj, na mowy przywilejów swoich, ogłaszało towa- rzystwo zadania konkursowe, za których szczęśliwe roz- wiązanie, przyznawało medale złote i srebrne. Do tego rodzaju zadań, wybierane były zawsze przedmioty z dzie- jów lub rzeczy krajowych, dla powiększania zaś funduszu na te nagrody, w roku 1829 wyznaczył był cesarz Mikołaj złp. 8000 corocznie do dyspozycyi towarzystwa. Lecz jakkolwiek nie można odmówić trafności i uży- teczności powyższym zadaniom konkursowym, to przecież nie mogło towarzystwo poszczycić się tóm: aby za po- mocą tego środka zachęty, znamienity skutek osiągnąć miało. Wciągu blisko lat 30-tu przyznało towarzystwo wszystkiego pięć tylko nagród o jakich mowa, a miano- wicie: Sniadeckiemu, za rozprawę o Koperniku, — Lor- netowi doktorowi z Wilna, za pismo o morowój zarazie, — Fijałkowskiemu doktorowi, za hygienę ludową, — księdzu Fałkowskiemu, za założenie instytutu głuchoniemych i wre- szcie Cyprysińskiemu Antoniemu, ówczasowemu uczniowi uniwersytetu; za opis statystyczny obwodu Sandomier- skiego. Na wszystkie zaś inne zadania w przedmiotach historycznych i literatury, albo niewydano wcale decyzyi, albo pominięto je zupełnie, z powodu iż niezasługiwały na rozbiór. Kilkakrotnie wznawiany konkurs o medal ty- siąca złotych wartości za najlepszą tragedyą, oraz po- dobnaż nagroda ofiarowana przez Ludwika Dmuszewskiego, za najlepszą komedyę, nieosiągnęły żadnego skutku. Najważniejszym przedsięwzięciem naukowem towa- rzystwa, było napisanie obszernego dzieła historyi narodu Polskiego, które miało bydż dokonane, za pomocą roz- dania pojedynczym członkom oddzielnych panowań kró- lów polskich do wypracowania. Gdyby wszyscy ci, co się podjęli rzeczonój pracy, byli mogli i chcieli dopełnić zobowiązań swoich: gdyby 8* Digitized by VjOOQ IC 116 PAMIĘTNIKI towarzystwo było się doczekało zebrania wszystkich po- wyższych opisów historycznych jako wainych materyałów do dziejów narodu naszego, wtedy niewątpliwie, byłby się znalazł jeden dziejopisarz, któryby z tych pism pracowicie zebranych, był ułożył wielkie dzieło historyczne wyma- ganiom wieku odpowiadające. Lecz takiego dzieła, nie dało się wykończyć nawet wciągu lat 20- tu, bo nie było środka uproszenia lub znaglenia pojedynczych pisarzy, do przyspieszenia podjętych prac ; te zaś , . które zostały zło- żone towarzystwu, nie mogły bydż ogłoszone drukiem z powodu przeszkód ze strony ówczasowój cenzury rzą- dowój stawianych. Wiemy tylko, ze sprawozdań publicz- nych posiedzeń towaraystwa: że ksiądz Czajkowski w roku 1815 wypracował obszerne pismo o początku sławian i po- laków — że do roku 1817 wygotowane były w części pa- nowania Zygmunta starego, Henryka Waleziusza, dwóch Augustów i Stanisława Augusta — że Krajewski złożył całe panowanie Jana Kazimierza — że Niemcewicz wy- kończył i wydał panowanie Zygmunta III. — że Gołę- biowski przedstawił towarzystwu naprzód panowanie Wła- dysława Warneńczyka, a następnie takież Władysława Ja- giełły, wreszcie że Kwiatkowski napisał i ogłosił drukiem panowanie Władysława IV., z poprawkami (jak powie- dziano w zagajeniu posiedzenia towarzystwa) przez cenzurę wprowadzonemi. Przy usprawiedliwieniu zwłoki dopuszczonej w ogła- szaniu powyższych prac historycznych, objawił Niemcewicz wr. 1828 na posiedzeniu publicznem towarzystwa nastę- pujące wyrazy: „są czasy gdzie dzieła podobne, jak ekzo- „tyczne rośliny, w ostrej zimy slotach , w ciepłem schro- „nieniu chować należy, aż pogodniejsze zajaśnieją nieba." Pomimo doznawania tylu przeszkód, wydało jednak towarzystwo swoim kosztem pierwszy tom historyi polskiej Naruszewicza, którego autor sam niebył drukiem ogłosił, a to podług dwóch rękopismów, to jest: jednego znale- zionego w bibliotece puławskiój, oraz drugiego będącego Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 117 W posiadaniu Józefa Sierakowskiego, któremu go Naru- szewicz byl powierzył. Oddzielna deputacya towarzystwa zajmowała się wydawnictwem powyższego dzieła i zadanie to w roku 1824 starannie spełniła. Podobnież inna oddzielna deputacya, a w niój głównie Jan Bandtkie, zatrudniała się porównywaniem kilku tek- stów kroniki Marcina Galla i ułożeniem z nich jednego po- prawnego najwierniój to starożytne dzieło przedstawiającego* Drngiem zbiorowem dziełem, jakiem się towarzystwo z mniejszem jeszcze powodzeniem zajmowało, było spisanie prawideł dla wszystkich rodzajów piśmiennictwa, a to na wzór Laharpa i innych pisarzy cudzoziemskich. O za- miarze tym oznajmił Staszic na publicznem posiedzeniu w roku 1814 w następujących słowach: „Towarzystwo „przedsięwzięło zebrać w każdym rodzaju nauk pięknych, „najdokładniejsze w narodowym języku wzory, przyłączec „oraz prawidła i porównania z wzorami tegoż rodzaju „w obcych językach. Takową pracę, rozebrali między się „członki wydziału nauk. O literaturze polskiój w ogól- „ności, tudzież o wymowie, o guście i o krytyce w szcze- „gólności, wypracował Stanisław Potocki — część drama- „tyczną wziął na siebie Wężyk — Rzeczą o odach i o na- „rodowych pieśniach zatrudnił się Koźmiań — O bajce „napisał Niemcewicz — O sielance Lipiński — O poema- „tach Woronicz, wreszcie o elegii i satyrze Brodziński." Tym sposobem wykonane zostały niektóre części wiel- kiego dzieła o literaturze, które nie mogło bydź skończone z powodu, że czas a z nim pojęcie o poezyi przywiodły taką zmianę w duchu i dążności piśmiennictwa, że ustała po- trzeba prawodawstwa literackiego i szukanie wzorów klassycznój przeszłości, jakich nikt już naśladować nie chciał. Naostatek, trzeciem ważnem przedsięwzięciem, jakie uczone zgromadzenie powagę w kraju mające , najlepiej wykonać może, a któreby towarzystwo nasze było wyko- Digitized by VjOOQ IC 118 PAMIĘTNIKI nało gdyby dłużej było istniało , było : Ustalenie pisowni języka polskiego. Jeszcze w roku 1814, zapowiedział był Staszic w cztero- letniem sprawozdaniu towarzystwa: iż ono zajmuje się usta- leniem pisowni polskidj i zganiwszy nowości przez poje- dyńczycli pisarzy w tej mierze wprowadzane , podał nie- które z tych zasad, jakoby już przez towarzystwo uchwa- lone, a które rzeczywiście były tylko urywkowemi wnio- skami żadnej całości niestanowiącemi i za stałe prawidła uchodzić niemogącemi. Dopiero w roku 1827 wybrało to- warzystwo z grona swego, oddzielną deputacyę do zapro- jektowania zasad pisowni polskiej. Do deputacyi tej po- wołano: ks. Szwejkowskiego rektora Uniwersytetu — Bro- dzińskiego — Bentkowskiego — Kruszczyóskiego — Osiń- skiego i pułkownika Mrozińskiego. Tego ostatniego, nie wy- mienił imiennie prezes w zagajeniu swojem, lecz wzmianko- wał tylko: że do powyżój wyszczególnionych osób, dodano jeszcze biegłego w gruntownej znajomości języka, nowo przybranego członka towarzystwa. Zatajenie to nazwiska nastąpiło dlatego : aby nie szkodzić pułkownikowi w oczach WKsięcia Konstantego, który nie cierpiał uczonych ludzi. Na posiedzeniu pnblicznóm w roku 1829 czytał ks. Szwejkowski uchwalone przez powyższą deputacyę zasady pisowni polskiej, a Ludwik Osiński rozprawę o literach h j> y> lubo sam był długo przeciwnym w prowadzenia joty do pisowni naszej. O pracy w tym przedmiocie de- putacyi, powiedział prezes w zagajeniu posiedzenia wzmian* kowanego, poniższe słowa: „Rzut myśli o pisowni polskiej, tym celem ogłasza się „drukiem, aby każdy miał sposobność, zastanowienia się „nad nim, podał swoje uwagi, pewny iż towarzystwo „wprzód za nim pierwsze myśli swe w stałą zamieni „ustawę, z wdzięcznością z uwag tych korzystać nie omieszka. " Każdy bez wątpienia przyzna: że to był najwłaściwszy sposób postępowania w tym przedmiocie i nikt pewnie to- Digitized by VjOOQ IC FR. HB. SKARBKA. 119 warzystwa przyjaciół nauk o to winić nie będzie, ie tego ważnego dla piśmiennictwa naszego dzieła nie dokończyło. Przez 30-ci lat trwania towarzystwa, wyszło 21 tomów roczników jego zawierających, sprawozdanie z czynności tego zgromadzenia; zagajenia posiedzeń publicznych; roz- prawy na takowych czytane, pochwały i życiorysy umar- łych członków i innych znakomitych rodaków; obszer- niejsze pisma członków (zwłaszcza w pierwszych tomach); wreszcie zdania o pismach lub przedmiotach pod sąd to- warzystwa oddanych. Roczniki te, są ważnym materyałem do historyi pi- śmiennictwa i nauk w Polsce , lubo dzisiaj straciły już wartość swoją pod względem naukowym i estetycznym, w skutku postępów uczynionych w naukach, zwłaszcza przyrodzonych, tudzież z powodu zmiany zaszłej w pojmo- waniu ducha i smaku nauk pięknych, a mianowicie w poezyi. Prócz wielu uczonych pism archeologicznych i histo- rycznych, oraz badań nad językami polskim, litewskim i ru- skim, zawierają wspomnione roczniki ważne materyały do biografii polskićj, w pochwałach i życiorysach tak człon- ków towarzystwa jako i znakomitych polaków, których jest przeszło piędziesiąt, a między niemi: Albertrandego — Bohusza Chreptowicza — Czackiego — Dmochowskiego — Kopczyńskiego — Krasickiego — Matuszewica — Po- tockiego Ignacego — księcia Czartoryskiego, jenerała ziem podolskich i t. d. Te ostatnią pochwałę jedną z ostatnich czytałem ja na posiedzeniu publicznem i doznałem przychylnego przy- jęcia mowy mojej przez publiczność, a mianowicie nastę- pującego ustępu na w stępie jej wypowiedzianego : „Ten, w którego umyśle, raz zajaśniał czysty promień chwały, kto umie iść zawsze za wskazówką obowiązków, jako nieomylne przewodniki na drodze życia porozstawianych; ten wie o tem dobrze: że na niego spółcześni patrzą i że o nim potomność sądzić będzie; ten wierzy w to: że naród Digitized by VjOOQ IC 120 PAMIĘTNIKI ma pamięć, w której na wieczne czasy, każdy postępek jego zachowa." „Pamięci Narodu! drogi przedmiocie towarzystwa ludzkiego, którego żadna siła wydrzeć i zniszczyć nie może; jedyny mścicielu niewinnych, których przemoc, lub potwarz zgnębiła; jedyny sędzio występnych, którzy mie- dzianem czołem, między prawami błyszczą : Ciebie wezwać wi- nienem, gdy mam wspomnieć o mężu, który okryty wień- cem zasługi i chwały, wieczny u Ciebie znalazł przytułek;, do Ciebie się odwołać, abyś świadczyła: jakim był ś. p. ks. Adam Czartoryski, przez wiek prawie cały, świetności, upadku i nadziei ojczyznej naszćj!" Od czasu zajęcia gmachu swego przez towarzystwo przyjaciół nauk , zajmowałem w nim jeden z lokalów wy- najmowanych na korzyść zgromadzenia i sprawowałem przez lat ośm, obowiązki konserwatora biblioteki i mu- zeów towarzystwa ; co nie mało przykładało się do uprzy- jemnienia życia mego wśród zakładów i ludzi naukowych pędzonego. W chwilach wolnych od właściwych zatrudnień, układałem katalog biblioteki, który wszakże nie mógł bydż wykończonym przed tą nieszczęśliwą epoką, w której to- warzystwo nasze, z powodu niesłusznego podejrzenia o udział wrewolucyi, rozwiązane i wszelkich własności swoich po- zbawione zostało. Ostatnie publiczne posiedzenie odbyło towarzystwo w roku 1830 na obchód trzydziestoletniój rocznicy ustano- wienia swego, na którem prezes Niemcewicz, czytał rzecz o walkach romantyków i klassyków, a książę Czartoryski pochwałę prymasa Woronicza, która oklaskami przez ze- braną publiczność pokrytą została. Oba ci czcigodni mówcy nie mają na ojczystej ziemi pomników, któreby ich zasługi potomności przypominały; bydż może, że ona zapomni nawet kiedyś, co mieścił w sobie gmach po towarzystwie przyjaciół nauk pozostały? Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 121 X. Wspomnienia Warszawskie przed epoką rewolucyjną. Wspomnienia moje o Uniwersytecie Warszawskim i towarzystwie przyjaciół nauk, przerwały chronologiczny porządek mego pamiętnika, zwrócić się przeto winienem do lat poprzednich, aby przytoczyć niektóre wypadki miejscowe i spostrzeżenia nad ówczesnem życiem towa- rżyskiem w Warszawie. Towarzystwo Warszawskie, dlatego głównie zachowało polskie obyczaje i nieprzejęło zwyczajów rossyjskich: że WKsiąże lionstanty nie trzymał dworu książęcego; źe nie przyjmował dam w domu swoim , a to z powodu iż nieżył z żoną swoją i że miał przy sobie towarzyszkę Francuzkę, którą łączył z nim węzeł macierzyństwa syna księcia, bardzo przez niego kochanego i wychowującego się jawnie przy nim. Kobieta ta, nienadużywała położenia swego, ani łask WKsięcia; nienarzucała się żadnej osobie z towarzystwa polskiego; niezajmowała się ani plotkami, ani intrygami i nieprotegowała nikogo; co nietylko przypisać należało jćj rosądkowi, lecz raczej temu: że wiedziała dobrze iż WKsiąże nieulegał wpływom kobiecym i niedopuszczał tego, aby miano korzystać ze słabości jego dla wzmian- kowanej towarzyszki. Wyżsi jenerałowie i urzędnicy rossyjscy powiększej części nietrzymali domów otwartych dla towarzystwa pol- * skiego, bo albo byli bezżenni, albo nie żyli z żonami swemi i nie mieli tóm samom gospodyń domu, któreby mogły przyjmować damy polskie, tak wymagające pod względem przyzwoitości i sposobu myślenia gospodarzów domu. No- wosilców także bezżenny, prowadził życie niedostępne dla ludzi czystych obyczajów i szlachetnego postępowania. Nie było więc ścisłych stosunków między towarzystwami obu narodowości, a jeżeli zalotność zawięzywała, niekiedy nie trwałe związki między polkami, a wojskowemi rossyj- skiemi, to je musiano ukrywać przed sądem opinii pu- Digitized by VjOOQ IC 122 PAMIĘTNIKI blicznej. Tćm mniej godzono się na małżeńskie związki między temi narodowościami zawierane, które w wyższych sferach, rzadko kiedy się kojarzyły. Dopiero co wspomniona opinia publiczna nie łatwo przebaczyła Mostowskiemu wy- danie córki za Barona Morenbejma, naczelnika bióra dy- plomatycznego WKsięcia, pomimo że on nie był rossyani- nem, że się odznaczał eleganeyą pomiędzy wszystkiemi ludźmi salonowemi i był typem dobrego tonu i wzorem dla młodych ludzi ówczesnego wielkiego świata.. Duch, jaki panował w ówczasowem towarzystwie pol- akiem, rozciągał wpływ swój na wszystkich i na tych nawet, którzy jako podwładni WKsięcia, nawykli byli stosować się we wszystkiem do woli jego. Jenerał Bożniecki zapewne z wyższego natchnienia, przygotował był do podpisu jenerałów polskich prośbę o zmianę baftu mundurów tychże jenerałów, tak aby na kołnierzach zamiast zwinięty w stęgi, zaprowadzono wieniec laurowy na mundurach rossyjskich używany. Prośba ta, przedstawiona zebranym jenerałom polskim, zostało bezwa- runkowo podpisaną tylko przez Haukego i Rautenstraucha. Staś Potocki, wprost odmówił podpisu : Morawski oświad- czył: że jako wojskowy, będzie posłuszny gdy każą, ale nie widzi potrzeby prosić o to, Krukowiecki tak zwykle uległy woli WKsięcia, wyraził się dyplomatycznie: że haft jenerałów rossyjskich, jest wieniec laurowy, oznaka zwy- cięztwa, która nieprzystoi podbitym. Kurnatowski uważał przeciwnie: „iż jakiekolwiek są dziś nasze hafty, to one są drogą dla nas pamiątką, bośmy pod niemi zwycię- żali," Blumer oświadczył otwarcie: że zanadto wysoko ceni wszystko co jest narodowem, aby przy dawnych znakach nieobstawał. Słowem, projekt zamiany haftów nie przyszedł do skutku, a gdy doniesiono Cesarzowii jakie w tej mierze zdanie wynurzyli jenerałowie polscy, dał on następującą odpowiedź: „Zanadto cenię polaków, abym im chciał przykrość sprawić; widać że im są miłe te pamiątki, niech więc przy nich pozostaną." Digitized by Google FR. flU. SKARBKA. 123 Tego ducha narodowego w towarzystwie warszawskiem podtrzymywał szczególniej Niemcewicz, który złośliwym dowcipem karcił wszystkich, co śmieli zbaczać z drogi obywatelskich powinności ; gromił jawnych stronników rossyjskiej dążności i piastował moralną władzę nad całem towarzystwem , będąc poniekąd despotą jego. Nawykły do ciągłych hołdów, zepsuty przez kobiety jak pieszczone dziecko, wzbudzał powszechne poważanie i taką uległość, iż co on uchwalił, to było przez wszystkich uchwalone; co on ganił, to było potępiane ; a kogo on dotknął uszczy- pliwym wyrazem, ten uchodził za potępionego, lub śmiesz- ności stawał się ofiarą. Wpływ Niemcewicza, przyczyniał się nie mało do- żywienia nienawiści pomiędzy polakami a rossyanami, a między temi ostatniemi dosięgał głównie przycinkami swemi Nowosilcowa, jego służalców i stronników, dla któ- rych oddzielne przydomki wymyślił. Każde imieniny Niemcewicza były uroczyście obcho- dzone z kolei w jednym z pierwszych domów w stolicy, w których był ukochanym i poufałym gościem. I tak wojewodzina Stanisławowa Potocka, wyprawiła na cześć jego wspaniałą ucztę, która jakkolwiekbądż została już opisaną przez kilku kronikarzy, to wszelakoż, choć po- bieżną o niej uczynić tu wzmiankę uważam właściwem. Otóż było to wierne naśladowanie obiadu odbytego u króla Zygmunta Augusta, tak jak go opisą} Niemcewicz w dziele swćm „Jan z Tęczyna." Gdy solenizant zaproszony na zwyczajny obiad do wojewodziny, przybył na takowy, niczego nadzwyczajnego nie spodziewając się, otworzyły się podwoje głównej sali i weszło niemi kilka dam w starożytnych strojach polsMch a za nimi królowa Bona z Barbarą Badziwiłłówną po pra- wej, i królową Izabellą z synem po lewćj stronie. Następnie otworzyły się przeciwległe drzwi i temi wszedł do sali król Zygmunt August poprzedzony licznym pocztem dworzan z marszałkiem dworu na czele, który donośnym głosem Digitized by VjOOQ IC 124 PAMIĘTNIKI zawołał: „Król Jegomość.** Na te słowa zabrzmiały trąby i kotły, król przystąpił do Bony i oddał jćj pokłon usza- nowania, poczem podkomorzy koronny oznajmił, że dano do stołu. Wtedy dwu dworzan zbliżyło się, jeden ze złotą miednicą, drugi z haftowanym ręcznikiem do króla, który umywszy ręce i odebrawszy od dworzan zdjęte z nich pierwój pierścienie, podał rękę Bonie i powiódł ją do sali jadalnej, gdzie przy dwu zastawionych stołach, zasiadła u jednego z nich rodzina królewska, a pomiędzy nią, so- lenizant, u drugiego zaś, osoby składające orszak bie- siadny. Po zajęciu w ten sposób miejsc, rozpoczęła się roz- mowa dosłownie z powieści wyjęta, do którój jedynie w końcu dodano zastosowany do okoliczności ustęp na- stępujący: Król rzekł do Reja z Nagłowic, którego przedstawiał Ludwik Osiński: „Mości panie z Nagłowic, powinnibyście wezwać ApoUina swego i coś pięknego nam powiedzieć, zwłaszcza iż dzisiaj jest to także i święto jednego zna- komitego kolegi waszego.^ Zagadnięty w ten sposób Rej, odpowiedziawszy, że Apollo przychodzi do niego z Ba- chusem, prosił króla o pozwolenie wniesienia zdrowia kró- lowej a następnie odezwał się w te słowa do Jana Ko- chanowskiego: „Waszmość zapomni w dniu dzisiajszym trenów, a śpiewaj raczej wesołe piosnki." Na to Ko- chanowski odrzekł: „Ja już za stary na to, ale znajduje się pomiędzy nami taki, który piękniejszym od mojego rymem tego dokaże, że dzieje nasze śpiewane będą i w nich może o nas samych wspomni. Tego więc następcy na- szego spełnijmy zdrowie. Niech żyje ten, co dzieje nasze poda do dalszój potomności!" Po tych wyrazach tak król, jako i wszyscy obecni, odwiecznemi pucharami spełnili wniesione zdrowie, a Osiński odczytał piękny wiersz swój, na tę uroczystość napisany. Niemcewicz dotąd milczący l€cz mocno wzruszony, rozpłakał się rzewnie i pełnemi Digitized by VjOOQ IC J FB. HR. SKARBKA. 125 czułości słowy, wynurzywszy wszystlsim należną podziękę, wzniósł zdrowie Osińskiego. W całćj tej uczcie, wszystko miało starodawną oj- czystą postać, stoły zastawione były bogatemi staroświec- kiemi srebrami zWillanowa sprowadzonemi ; potrawy po- dawano tylko same polskie, służba cała przybrana w kon- tusze lub po tatarsku: słowem cała uroczystość odznaczała się rzadkim przepychem i okazałością, dla podziwiania których po obiedzie mnóstwo zjechało gości na wieczór zaproszonych. Mówiąc o społecznych stosunkach Niemcewicza, wy- pada mi także dotknąć prywatnych, osoby i życia jego dotyczącj^ch. I tak: w przekonaniu, że resztę dni swoich przepędzi w Warszawie, zapragnął on posiadłości wiej- skiój w pobliżu jej położonej, wktórejby mógł latem prze- mieszkiwać. Tym celem kupił sobie w sąsiedztwie Willa- nowa osadę poprzednio Rozkoszą zwaną, którą od przy- domku swego nazwał Ursynowem, a którą okoliczni wła- ściciele mianowali Rusinowem, co wielce drażniło jej po- siadacza i o mało nie skłoniło go do przechrzcenia na nowo lej siedziby swojej. W niej to corocznie bawił on od wio- sny do zimy, swobodny i cichy obyczajem przodków, wio- dąc żywot. Wstawał o piątój rano i wychodził na prze- chadzkę w starego kroju kapocie i wielkim słomiannym kapeluszu na głowie; o pierwszój jadał obiad zwykle w gronie przyjaciół, codziennie prawie licznie odwiedza- jących go , po tym skromnym posiłku, zasiadał z niemi przed dworkiem i paląc fajkę, przy prowadzeniu rozmowy, którą ożywiać umiał, rzucał ziarna dla gromadzącego się około niego domowego ptastwa. Domek mieszkalny Ur- synowski był ozdobnym, ale całkiem po starodawnemu urządzonym ; na Ijramie jego, oraz obok istniejącej stu- dni, były Niedźwiadki, jako godło herbu Niemcewiczów, a w jadalnój salce, morę mitiguo zegar z kukułką, pobu- dzający tak gospodarza jako i domowników jego do re- gularnego i jednostajnego życia. Digitized by VjOOQ IC 126 PAMIĘTNIKI Trzy były główne domy, otwarte dla polskiego towa- rzystwa, to jest dom Zamoyskich, do którego przyłączył się później dom księcia Adama Czartoryskiego, gdy tenże poślubił córkę księinój Sapieiyny siostry Ordynata Za- moyskiego; dalój dom generałowej Mokronowskićj, wre- szcie dom kasztelanowej Połanieckiej. Oba domy do Pa- ławskićj należące rodziny, były wzorami dobrego tonii| narodowćj dążności i ścisłego zachowania godności to- warzyskiej. W zamiarze zbliżania z sobą ładzi nauki z ludźmi światowemi, przyjmowano w gościnnych tych pro- gach, wszystkich odznaczających się zasługami w litera- turze i sztukach pięknych, niemniej obdarzonych wyższemi talentami, choćby jednym i drugim zbywało na tej ogła- dzie, jakiej elegancya światowa dopominać się zwykła. Prócz zebrań w podobnych kółkach odbywanych, miewały tam miejsce przy wydarzonych okolicznościach i uroczy- stościach publicznych, zwłaszcza za bytności w stolicy ce- sarza, lub książąt z rodziny jego, wielkie na pół urzędowe bale, na których towarzystwo było z różnych żywiołów złożone, lecz zawsze za usilnem staraniem gospodyni domu w takiej równowadze względów i uprzejmości utrzymane, że trudno było dostrzedz, którzy z gości byli dlań pożądań- szemi. Dom Mokronowskiej był o wiele więcój licznie i co- dziennie prawie uczęszczanym, ale nie odznaczał się ani rygoryzmem w doborze towarzystwa, ani jakąbądź dąż- nością. Był on miejscem zbierania się wszystkich pra- gnących wesoło i bez żadnego wymuszenia spędzać czas na zabawach. Bardziej tam zajmowano się miastem, niż krajem, więcój ludźmi towarzyskiemi, niż politycznymi, przeważniej kroniką zdarzeń domowych, oraz zalotnych powodzeń lub niepowodzeń, niż wypadl^ami ogólnie spo- łeczeństwo obchodzącemi. Gospodyni domu przyjmowała gości swoich uprzejmie, wymagała mało, pobłażała wiele zwłaszcza gdy w podeszłym jej wieku, przez zamężcie z młodszym od siebie wojskowym, zmieniła nazwisko i prze- Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 127 stała nosić zaszczytne imię generała, I^tóry tak piękną w dziejach z czasów Eościuszkowskicli zapełnił kartę, czała wtedy bowiem dobTze, że się także do pobłażania ludzi odwoływać powinna. Dom kasztelanowej Połanieckićj był poniekąd pom- nikiem na cześć dawnych przodków naszych obyczajów, wśród nowoczesnój stolicy, poświęconym. Wszystko w nim było staroświeckiem, szczerość i gościnność w przyjaźni, szanowanie odwiecznych tradycyi i podeszłego wieku, pro- stota i serdeczność w obejściu, służba, sprzęty i meble, jakich, używano, język którym mówiono, uczucia które ob- jawiano, sądy o ludziach i wypadkach jakie wygłaszano, wszystko to było czysto rodzinne, czysto polskie. Codzień otworem stały podwoje komnat kasztelanowej i codzień bywało u niej pełno gości, a pomiędzy nimi nawet ta- kich, którzy szli z przekonaniem, że się tam nudzić będą, każdy bowiem czuł, że istnieje jakiś rodzaj moralnego ucisku na całe towarzystwo Warszawskie nałożony, ko- niecznego uczęszczania do tego starodawnego doniu, który był terra incognita dla rossyan. Prócz trzech powyżej wzmiankowanych domów, był jeszcze jeden, który lubo nie miał znaczenia pierwszo- rzędnego dostąpił przecież onego skutkiem uczestniczenia doń WKsięcia Konstantego. Był to dom marszałka dworu Brońca» w całem znaczenia tego wyrazu dworaka, który przez próżność i życie nad stan, straciwszy osobisty swój majątek, jedynie z łaski monarszój się utrzymywał i w zamka królewskim mieszkał. Małżonka jego, pierwszego ślubu Grudzińska, miała nader zajmujące i powszechnie lubione córki, pomiędzy któremi odznaczała się Joanna, jużto po- wabem powierzchownych wdzięków, jużto wyższem wy- kształceniem, jużto wreszcie szczególną słodyczą charakteru i niewymowną uprzejmością w obejściu, do czego łączyła wielką pobożność i nieudaną skromność, które nawet cienia zalotności rzucić na nią nie dozwalały. Otóż tą, tyle zalet posiadującą osobą, zajął się żywo Wielki Książę i uczucia Digitized by VjOOQ IC 128 PAMIĘTNIKI najczystszej miłości jój poświęcił, a to do tego stopnia, że dla niej wyrzekł się tronu i osobistych związków swo- ich i połączył się z nią węzłem małżeńskim, aby, jak to sam utrzymywał, zapewnić sobie spokojne szczęście do- mowe, jakiego jedynie pragnął, a do tój pory jeszcze nie znał. Przedwcześnie długo mówiono o zamiarach WEsięcia ale nigdy nie podejrzywano Joanny Grudzińskiój, o jaką- kolwiek zalotność; następnie dziwiono się nadzwyczajnie, gdy zapowiadane małżeństwo przyszło do skutku i ubole- wano nad smutnćm położeniem zaślubionćj której nie wró- żono pomyślnego losu. Tymczasem te przepowiednie wcale się nie sprawdziły, bo WKsiążę w całem pożyciu z mał- żonką swą, dawał jej ciągłe dowody najtkliwszego przy- wiązania i ów pan samowładny, tak popędliwy i srogi, był wzorowym i najlepszym mężem, uległym nawet wy- branój przez siebie towarzyszce życia, a to przez uznawa- nie rzadkich przymiotów jej duszy, i przez wdzięczność za to, że mu nastręczała możność używania szczęścia do którego sam nie czuł się być powołanym. Jakiemi WKsiąże przejętym był uczuciami dla księżnój ' Łowickiej, najlepiej to da poznać następująca rozmowa jego z Niemcewiczem, którą tenże spissJ; i przyjaciołom swoim udzielił. Było to na ostatnióm posiedzeniu połączonych obu izb, w końcu sejmu w roku 1825 odbytego. WKsiąże rzekł po polsku do Niemcewicza: — Sejm pięknie się odbył i dobrze się kończy. — Ale jak WKMość dobrze mówisz po polsku — od- powiedział zagadnięty. — Nic dziwnego , tak długo już z wami jestem , po- winienem był nauczyć się waszego języka ; zresztą wszakże jeszcze cesarz Paweł kazał mnie uczyć po polsku. Ale wy macie różne dyalekta. Jednych rozumiem, a drudzy są tacy, których wcale zrozumieć nie mogę. Ty, co prawda dobrze i wyraźnie mówisz. Digitized by VjOOQIC FB. HB. SKARBKA. 129 — Choćbyś WKMość kogoś nie zrozumiał, to masz przy sobie tak dobrego tłumacza, który mu wszystko do- kładnie wyłoży. — Kto taki? — Małżonka WKMości, księżna Łowicka. — Prawdę mówisz — odrzekł WKsiążę widocznie wzruszony, klepiąc po ramieniu Niemcewicza — co to za nieoszacowana kobieta i jakżem szczęśliwy żem ją dostał za żonę. — To jest anioł dobroci — odrzekł Niemcewicz. — Dobrze mówisz, rzeczywiście, tak, anioł dobroci! ale czego żałuję; to tego, że się po łacinie nie uczyłem. — To powiedziawszy oddalił się WKsiążę od Niemcewicza, zostawiając go w zadumaniu nad tem, co za związek mógł zachodzić między łaciną a księżną Łowicką? Pomimo tego niepozwalał jednak WKsiążę żonie swój mieszać się do spraw publicznych, ani wstawiać się za osobami potrzebującemi jego łaski lub obawiającemi się jego srogości. Przejęta najżyczliwszemi uczuciami dla kraju i ziomków, musiała ona ciągle ukrywać żal swój z powodu iż nie mogła powstrzymywać męża swego od postępków rażących jej tkliwe serce. Raz tylko powta- rzano wyrazy, wyrzeczone przez księżnę, które odkrywały bolesne jój dotknięcie sprawami krajowemi, a było to podczas aresztowań i śledztw zobwinionemi politycznemi, w skutku czego wszelkie zabawy zawieszone zostały w War- szawie. „Trudno myśleć o zabawach, rzekła: kiedy niema „domu, któryby nie był dotkniętym i nie ubolewał nad „losem krewnego lub przyjaciela." Od końca roku 1825 zmieniła się powierzchowna po- stać Warszawskiego towarzystwa. Zjednój strony śmierć cesarza Alexandra, z drugiój wykrycie stosunków między towarzystwem patryotycznem polskiem a spiskowemi ros- gyjskiemi, wprowadziły urzędową i obywatelską żałobę do stolicy naszej. Zgon cesarza wzbudzał żal powszechny, bo panowało w kraju jakieś przeczucie klęsk i niepowo- Pamiętniki Fryd. hr. Skarbka. 9 Digitized by VjOOQ IC 130 PAMIĘTNIKI dzeń narodu, które wielce niepokoiło umysły, do tego sto- pnia: ie dawna wesołość zupełnie znikła w przyjacielskich zgromadzeniach naszych. Nad śmiercią monarchy, czyniono róine wnioski i przy- puszczenia i rozpowiadano sobie o szczególnym trafie, skut- kiem którego dwóch feldjegrów zTaganrogu wysłanych, umarło w drodze. Jeden przed chorobą cesarza, wiozący list do cesarzowój, tknięty został apopleiyą, a w liście tym znajdowały się następujące słowa : J^ecris peu, par ce courrier, car le je 8uivrai de pris, drugi wiozący już wia- domość o śmierci cesarza WKsięcin, takoż niedojachawszy do Warszawy, życie zakończył. Głoszono także, że na dni kilka przed zgonem brata, WKsiąże miał mieć smutne przeczucia, z któremi się zwie- rzył księżnie Łowickiej, mówiąc do niój i stukając palcem po stole : „le coeur me fait coinme celaJ' Gdy zaś otrzymał okropną wiadomość, zemdlał, potem rzewnie płakał i zam- knął sfę w swoich pokojach, niechcąc ani odebrać depeszy z Petersburga do siebie jako cesarza adressowanej , ani przyjąć oberprokuratora senatu z tej stolicy doń przysłanego. Wreszcie udzielano sobie wypis z listu cesarzowej wdowy do cesarzowej matki, pisany następującej osnowy: j,Maman, notre ange est au ciel! je vćgśte encore — qui aurait jamais pense, qui moi faible, malade, je pour- rais lui suryiyre! Maman! ne m'abandonnez pas^ car je suis absolument seule sur cette terre de douleur!^ Jakoż nie mogła przeżyć ciężkiego ciosu jakim zo- stała dotkniętą i zmarła w Maju 1826 r. Żałoba, śmiało rzec można, była ogólną i poniekąd szczerą po domach polskich, między innemi — noszono pierścienie z czarną emalją, zawierającą datę zgonu Ale- xandra; żałoba ta, przedłużyła się nad czas programem dworu przepisany, bo pod jej pozorem, ubierano się długo czarno jako znak żałoby za obwinionych pod sądem bę- dących. Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 131 W Kwietniu 1826 roku, obchodzono uroczyście po- grzeb cesarza processyami przez całe duchowieństwo sto- licy, przez całą młodzież szkolną i przez wszystkie władze w assystencyi cechów rzemieślniczych odbywanemi. Rek- tor i profesorowie uniwersytetu, wystąpili wtedy w to- gach i biretach swoich, a ponieważ publiczność uliczna nie widziała nigdy podobnego stroju, brano ich przeto za ka- chał reprezentujący żydów Warszawskich. W owym czasie przybyło do Warszawy dwóch An- glików, jedynie w celu przyjrzenia się temu osobliwemu księciu, który niechciał przyjąć berła i korony potężnego imperium, co sami wyznawali WKsięciu, gdy im się przed sobą stawić rozkazał. Wiecie 1826 roku umarł namiestnik książę Zajączek, w 74 roku życia swego. Nie będąc nigdy pobożnym, za- niedbywał on pełnienie obowiązków religijnych i odmawiał w chorobie ostatniej, przygotowania się na drogę wiecz- ności. Dowiedziawszy się o tóm księżna Łowicka, we- zwała z Sandomierza tamecznego biskupa Burzyńskiego, który był dawniej jego towarzyszem broni i osobistym przyjacielem, celem pojednania umierającego z Bogiem ; ale księżna Zajączkowa odmówiła zrazu dopuszczenia biskupa do męża, skutkiem czego powstała walka pomiędzy obu księżnami, pomyślne na rzecz powódki skończona, bo na- miestnik czując się blizkim końca, kazał sam przywołać Burzyńskiego i z rąk jego po wydysponowaniu się nale- żytćm, ostatnie przyjął namaszczenie. Po zgonie jego, nie było żadnego żalu i publiczność mały nader przyjęła udział w odprowadzeniu zwłok zmarłego do rogatek miasta, zkąd do dóbr jego Opatówka, gdzie za życia grób fami- lijny przygotować sobie kazał, odwiezionemi zostały. Drugiego września tegoż samego roku, ogłoszonym zost^ wielki jubileusz, który przez sześć miesięcy, miał się w całym kraju odbywać. Obchodzono go z wielką żar- liwością i rodzajem nawet nacisku na urzędników, zwłaszcza tych, którzy władzy kommissyi oświecenia podlegali; wszyst- 9* Digitized by VjOOQ IC 132 PAMIĘTNIKI kie szkoły męzkie i żeńskie oraz uczniowie uniwersytetu pod przewodnictwem nauczycieli i profesorów swoich, przyj- mowali udział w tym obchodzie, uczęszczając we wszyst- kich procesy ach po ulicach, tudzież nabożeństwach po kościołach odprawianych. Główną promotorką tak gorliwego obchodzenia rze- czonego jubileuszu była księżna Łowicka, która sama z siebie dawała wtem przykład skruchy i pokory chrze- ściańskiej. Po wyśledzeniu przez Nowosilcowa, wolnomularstwa narodowego, które się rozkrzewiło pomiędzy oficerami pol- skiemi i po wznowieniu przez Umińskiego towarzystwa patryotycznego ; zatrwożyły Warszawę, częste aresztowania i śledztwa przez wyjątkowe wojskowe-policyjne władze, pod zasłoną tajemnicy prowadzone. Klasztor 00. Karmelitów na Lesznie, zamieniony w polityczne więzienie zapełniony był zawsze osobami, które niespodzianie znikały tak w samej stolicy, jako i innych okolicach kraju. Publiczność nie w tajemniczona w powody tego srogiego postępowania, ubolewała nad losem uwięzionych i poczytywała wspom- niony klasztor za straszny przybytek niedoli i cierpień, na równi stawiany z lochami św. Inkwizycyi. Ale mnóstwo osób jeszcze na wolności będących, którzy należeli do to- warzystw tajnych, żyło w ciągłej trwodze, przewidując co chwila powołanie siebie przed kommissye śledcze. Naj- smutniejsze wieści krążyły po mieście o osobach areszto- wanych; tworzono różne baśnie o okrutnym sposobie ob- chodzenia się z niemi i długo trwała niepewność co si§ z niemi stanie. Następnie dopiero mianowanie centralnój kommissyi śledczój, z najwyższych urzędników w kraju i z jenerałów i urzędników rossyjskich złożonej; dozwoliło przewidzieć, że rząd zamierza wytoczyć więźniom poli- tycznym proces, który wyprowadzi przed kratki sądowe, ludzi dotąd tak długo w ukrytem zamknięciu trzymanych. Kilka miesięcy trwały tajemnicą pokryte czynności powyższej kommissyi śledczej; powoływano przed nią Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. ]33 nietylko obwinionych pod zamknięciem trzymanych, ale i wielu bardzo ludzi na wolności będących, b§dż przez tamtych powoływanych, bądź w skutku denuncyacyi i do- niesień policyi podejrzanych o należenie do tajnego towa- rzystwa. Jakim sposobem można było należeć do liczby takich podejrzanych, jak się odbywało sławiennictwo przed kom- missyą śledcza? na to mogę odpowiedzieć z własnego do- świadczenia. Lubo nigdy nie należałem do zagorzalców i z prze- konania byłem przeciwnym wszelkim tajnym towarzystwom, nie mogłem jednak uniknąć tego, abym nie powziął wia- domość o knujących się spiskach i nie popadł przez to zarzutowi, żem winny, nie doniesiona władzy o tem com wiedział. Pod pozorem potrzeby ustalenia i szerzenia ducha narodowego, skłonił mnie jeden z moich przyjaciół, który już kilkakrotnie był aresztowanym , abym z nim poszedł na jedno zebranie dobrych znajomych, na którem zajmo- wano się sposobem osiągnienia powyższego celu. Jakoż udaliśmy się nie wieczorem, ale wśród dnia; nie do żadnego ukrytego miejsca, lecz na krakowskiem przed- mieście, na pierwsze piętro od ulicy położone; gdzie za- staliśmy tam w mieszkaniu wspólnego przyjaciela naszego, kilkanaście znanych nam osób, rozmawiających głośno o położeniu i wypadkach ówczesnych ; niezajmujących się prócz tego, niczem innem i nie mających przed sobą, ani żadnych papierów, ani przedmiotów używanych zwykle przy naradach i posiedzeniach jakiegobądż rodzaju. Po pewnój chwili, zjawił się pomiędzy nami jeden starszy od nas wszystkich obywatel, uchodzący za gorącego patryotę i stanąwszy jakby od niechcenia przed stołem, za którym kilku z nas siedziało , prawie mimo chodem , jakby mu pilne było pójść gdzie indziej, zatrzymał się na chwilę, wydobył z kieszeni nie wielkiój objętości papier i odezwał się w te słowa: Digitized by VjOOQ IC 134 PAMIĘTNIKI Ponieważ pomiędzy panami są dwie osoby, pragnące naleieć do naszego stowarzyszenia, które wiedzą zapewnie o co nam chodzi, nie będę im przeto powtarzał, jakie są zamiary i zasady nasze i odczytam im tylko rotę przy- sięgi? j^^ msLJii wykonać, a to nie głośno, nie na piśmie, lecz z cicha, w obec własnego sumienia i honoru, przed tym o to wizerunkiem Kościuszki, którego im okazuję, nie wątpiąc: ie tę przysięgę zawsze ściśle zachowają, pewni będąc: że w razie przeciwnym, czeka ich kara zdrajcom kraju przeznaczona. Po tem przemówieniu, stawający odczytał wspomnioną przez siebie przysięgę; następnie wezwawszy nowo przy- jętych członków stowarzyszenia o wnoszenie miesięcznój składki na ręce wskazanćj przez siebie osoby, spiesznie się oddalił, a za nim wszyscy zebrani i na tem skończył się obrzęd przyjęcia o jakim mowa. Od owćj chwili, nie byłem więcej ani razu na źadnem podobnem lub innem zebraniu członków towarzystwa pa- tryotycznego ; nie dowiedziałem się wcale: ani o organi- zacyi jego, ani o nazwiskach głównych jego przy wodzców ; wreszcie nie dałem żadnej składki, a pomimo tego wszyst- kiego, nie uszedłem bacznćj uwagi tajnćj policyi i zostałem przez nią podany władzy śledczćj, jako należący do wzmian- kowanego towarzystwa. Że byłem śledzony przez szpie- gów, przekonałem się póżnićj o tćm po rewolucyi, bowiem zakomunikowano mi kartkę wynalezioną w papierach^taj- nój policyi, na którąj pismem i ortografią prawdziwie lo- kajską napisany był raport szpiegowski; u kogo byłem w ciągu dnia pewnego, zakończony krótką likwidacyą pod- jętych trudów, następującą: „należy mi się złotych dwa." Naraz, gdym się niczego podobnego spodziewać nie mógł, zjawił się domnie jakiś po cywilnemu ubrany po- sługacz policyjny i doręczywszy mi pismo zapieczętowane, natychmiast się oddalił. Było to wezwanie od vicepre- zydenta miasta, abym bezwłocznie do niego przybył; czemu, zadosyć uczyniwszy, dowiedziałem się: że zostałem Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 135 powołany do stawienia się przed kommissyą śledczą na- sąjutrz o godzinie 4-ćj z poładnia. Objawiając mi ten rozkaz yiceprezydent , widocznie dla zaspokojenia mnie, dodał: „Kto takim sposobem jak pan jest wzywany, ten nie ma czego się obawiać.^ W dnia i godzinie oznaczonćj, ndałem się do pałacu Briihlowskiego , w którym owa kommissya śledcza posie- dzenia sweg:o odbywała i zameldowawszy się majorowi placu Axamitowskiemu, słynnemu wówczas ze swej gor- liwości policyjnej, otrzymałem od niego polecenie ocze- Idwania na wezwanie w głównej wielkiej sali. Całe dwie godziny pozostawałem tam w gorączkowem usposo- bienia, układając sobie myśli, sposób tłumaczenia się mego i przypatrywałem się drugiemu powołanemu, który zdawał się bydż niespokojniejszym odemnie ; lecz nierozmawiałem z nim wcale z obawy: czy to przypadkiem nie jest jaki towarzysz dodany mi, aby mnie na słówko wyciągnąć. W końcu pojawił się wreszcie Axamitowski, a skinąwszy namnie, przeprowadził przez trzy widne pokoje (było to w lipcu) i następnie kazał wejść do zupełnie ciemnój sali, w którćj okna szczelnie były zasłonione i lampy oraz świece pozapalane. W Komnacie tej, około wielkiego owalnego stołu, sie- dzieli: w pośrodku ordynat Zamoyski, jako prezydujący; na prawo przy nim Nowosilców i jenerałowie Krywcow i Eołzakow, na lewo zaś wojewoda i minister Grabowscy i inni, a na przeciw prezydującego jenerał Rautenstraucłi pióro trzymający w kommissyi, który kazał mi usiąść przy sobie. Gdym zajął miejsce, usłyszałem jak Nowosilców z cicha odezwał się do sąsiednich sobie jenerałów: „Wot, Skarbek^ — poczem prezes, niezadawszy mi żadnego co się zowie pytania, przemówił do mnie w te słowa: „Mamy wiadomość: że pan miałeś daleki udział w taj nem towa- rzystwie, który jednak nieściąga na pana żadnej odpowie- dzialności ; przyjenmie mi jest, oświadczyć panu : że ba- danie z nim uważamy za skończone.^ bigitized by VjOOQ IC ] 136 PAMIĘTNIKI Zdziwiony tym obrotem rzeczy, gdym zaraz nie ruszył się z miejsca, Rautenstranch « który wiadomem było: ie nigdy niechciał szkodzić badanym, przewidując, że Nowo- silców mógłby mi zadać jakie pytanie ; widocznie z roz- drażnieniem rzekł do mie: „I czegóż pan czekaż jeszcze? możesz się oddalić. '^ — Rozumie się, żem natychmiast bardzo skwapliwie spełnił dane mi polecenie, unosząc z sobą zamiast zatrważającego , dziwne , powiem nawet śmieszne wrażenie: najprzód ciemnicy, wktórój zasiadała wśród białego dnia owa kommissyi, jakoby jaki podziemny sąd tajny; następnie, szczególniejszego powołania przed trybuni swój człowieka, którego nie miała o co pytać. Rok 1827 był najsmutniejszą epoką królestwa, z po- wodu ciągłych aresztowań śledztw i sądzenia obwinionych o polityczne knowanie, przyczem spełniały się różne dro- bne prześladowania częstokroć pośmiewiska godne: Itak: Nowosilców zakazał używanie w szkołach śpiewów hi- storycznych Niemcewicza, jako obudzających patryotyczne wspomnienia w narodzie. WKsiąże polecił zabrać z biblioteki towarzystwa przy- jaciół nauk całe wydanie dzieło Staszica, pod tytułem „Ród ludzki,^ z powodu upatrzenia wniem dążności de- mokratycznych, przez co rzeczywistą wyświadczył przy- sługę temu znakomitemu, pod tylu innemi względami mę- żowi, ponieważ dzieło to, dziwacznym językiem i wierszem napisane, było poniekąd obłędem wyobraźni autora; przy- tem tak sprzecznćm z formami i prawidłami piśmiennictwa, iż tylko urągowisko nań ściągało. Mówiono : że WKsiąże, palił na swoim kominku wielkie tomy in quarto rzeczo- nego dzieła, które dziś do wielkich rzadkości należy, gdyż ja jedynie ocaliłem od zagłady przed zaborem kilka eksemplarzy, przepędziwszy noc całą w bibliotece towa- rzystwa na wyprówaniu z pojedynczych tomów, po kilka kartek^ z których następnie trzy kompletne yolumina dzieła ułożyłem* Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 137 Dmuszewski, redaktor kuryera warszawskiego, dostał się do kozy za to! że umieścił w piśmie swojem donie- sienie fabrykanta guzików, iż u niego dostać można gu- zikóio wojskowych i liheryjnych. Inny zaś redaktor, stawić się musiał przed WKsięciem i tłomaczeć się z wielkim strachem z tego : że wypisał z gazety Berlińskiej wspom- nienie: iż w Norymberdze odbyła się koronacya nie cesarza ani króla, lecz aktora przez aktorkę. Pociągano do odpowiedzialności każdego, noszącego biały kapelusz i WEsiąże rozciągnął ten zakaz nawet do Okołowa prezesa izby najwyższój obrachunkowej , żarli- wego sługi rządu, który wcale nie przez patryotyzm, lecz jedynie dla osobistój wygody, przebrawszy się po polsku, nosił duży kapelusz biały. Karnawał schodził zupełnie głucho; policya kazała resursie kupieckićj dać bal na św. Sylwestra, ale na ta- kowy nikt się nie stawił. Wszystkie domy polskie były zamknięte i przyjmowały jedynie przyjaciół i poufnych gości niedopuszczając, aby ciż tańcami zabawiać się mieli* Zdarzyło się raz, że towarzystwo rossyjskie urządziło n siebie podobną zabawę, na którćj kilka dam polskich, a między niemi żona jednego z uwięzionych i pod sądem zostających, odważyła się pokazać. Zokazyi tćj przeto, napisano i rozrzucono po całem mieście następujące wiersze : „Pląsajcie wwesołein kole, Panny, wdowy, mężatki! Niech radość na waszćm czole, Szumne zwiastuje ostatki. Może ostatni z polaków. Męczeńskiej pastwy czekają, Niech więc tłum skocznych orszakdw, Zoprawczą łączy się zgrają. Ciesz się płci piękna i tkliwa, Wszak wyrok rozstrzygnie sprawę. Mniejsza co przyszłość ukrywa. Nowość przyniesie zabawę. Nigdy na zmianie nie traci Wyższe nad przesądy serce, Digitized by VjOOQ IC 138 PAMIĘTNIKI Lepićj od naszych współbraci, Walcują swobód wydzierce. Lecz cnoty Rzymu zwycięża, Twój przykład szacowna żona, Co w czasie niewoli męża Bawisz jenerałów grono. Ty, jak wyższój mody dama, Masz się smucić w łez potrzebie? Ty za wszystkich baw się sama, Bo wszyscy cierpią za ciebie. Zacnych matek wychowanki. By twojój wyrównać sławie. Dowiodą nowe spartanki. Że nie masz polek w Warszawie.^ Wyrok sądu sejmowego^ pod naciskiem rozdrainionej opinii publicznćj wydany, podbudził niechęć rządu i wy- wołał różnego rodzaju prześladowania. Rocznica ogło- szenia konstytucyi, dotąd uroczyście po kościołacli i w obozie obchodzona, zeszła prawie niepostrzeżenie w roku 1828 WKsiąię nie kazał odbyć zwykłej parady wojskowej, a wielu \ dygnitarzy polskich, nie śmiido nawet pójść do katedry na Te Deum. Wojskowym nie wolno było z obozu przybywać do miasta, ani mieszkańcom jego odwiedzać rzeczonego obozu. WEsiąże nakazał, aby wojskowi zgłaszali się wprost do niego o pozwolenie udania się do miasta. Skutkiem czego przez dni kilka, żaden jenerał polski, ani rossyjski nawet nie zażądał podobnego pozwolenia, uważając je za ubli- żające dla siebie. Gdy kobiety pospolite, nie mogły się oprzeć pokusie odwiedzania obozu, kazał WEsiążę po- chwytać je, a między niemi i bardzo porządnie ubrane, pogolić im głowy i tak oszpecone odprowadzić do miasta. Za wyrok sądu sejmowego przez siebie ferowany, musieli senatorowie pokutować w Warszawie, nakazano im bowiem pozostać w niój do czasu ogłoszenia w tćj mierze ostatecznćj decyzyi cesarskiej , która dopiero w marcu 1829 roku wydaną zostsda. Digitized by VjOOQ IC FR. HK. SKARBKA. 139 W czasie tego ogólnego podrażnienia umysłów, zjed- nćj strony prześladowaniem ^ a z drugićj podburzaniem; przypadła śmierć wojewody Bielińskiego; prezesa sądu sejmowego y którego ówczesna opinia publiczna wyniosła do rządu najodważniejszycłi i najznakomitszych patryotów; niedziw więc, źe pogrzeb jego dał powód do wielkićj ma- nifestacyi pditycznój. Pomimo ostrej pory roku, okna wszystkich domów położonych na ulicach, przez które przechodził orszak żałobny, były otwarte i napełnione wszech stanu publicznością. Widziano Nowosilcowa prze- chadzającego się po tych ulicach przed obrzędem i przy- glądającego się zpogardliwem urąganiem tłumom groma- dzącym się na takowy, oraz oknom żałobnie przystrojonym i najętym przeważnie przez kobiety czarno ubrane. Ucznio- wie uniwersytetu utrzymywali całkowity porządek na tym obchodzie pogrzebowym, tak przy ezportacyi jako i na- zajutrz podczas nabożeństwa w kościele Św. Krzyża, gdzie pospychali ze schodów policyantów i wcale ich do świą- tyni nie w puścili. Władza nieprzeszkadzała wcale tój nianifestacyi i następnie nikogo za nią nie mnićj spra- wione niejakie nieporządki do odpowiedzialności nie po- ciągnęła. Zwolna ucichło wszystko, właśnie z powodu, ie rząd nie używał gwałtownych środków do przytłumiania i pow- strzymywania objawów publicznych różnego rodzaju. Usti^y z jednej strony prześladowania, a zdrugiój podburzania polityczne o jakich wyżój wspomniałem, bo się zbliżała chwila wielkiego aktu , który miał pojednać naród z kró- lem; chcę mówić o koronacyi, którćj ogłoszenie tćm bar- dziój zajęło ogólnie umysły, że nie było spodziewane. Przyjazd cesarza Mikołaja z cesarzową i z WEsięciem następcą tronu, zapowiedziano na dzień 17. maja 1829 r. Dla przeprowadzenia monarchów przez większą część miasta i szersze ulice, pobudowano oddzielny most od Pragi na drugi brzeg Wisły, w stronie dzisiajszej cytadeli, aby wjazd uroczysty mógł nastąpić ulicami Zakroczyską, Digitized by VjOOQ IC 140 PAMIĘTNIKI Długą, Miodową, Senatorską i Krakowskiem przedmieściem do Zamku. Cesarzowa przesiadła się za rogatkami Pragskiemi z podróżnego pojazdu do galowej dworskiej karety, z trzech stron oszklonej i przez ośm koni ciągnionej. Cesarz aaś przybrany w mundur jenerała polskiego , w siadłszy na konia, u tycłiże rogatek przyjął chleb i sól podane mu przez prezydenta miasta, następnie przeżegnawszy się, zmówił cichy pacierz i postąpił naprzód w paradzie ka mostowi w towarzystwie Wielkich Książąt przybranych takoż w mundury polskie, z wyjątkiem WKsięcia Konstan- tego, który nigdy nie zmieniał munduru jenerała rossyj- skiego. WKsiąże, następca tronu, miał na sobie mundur 1. pułku strzelców konnych, do którego był zaliczony. Wielki mistrz obrzędów i szambelani, powołani do orszaku koronacyjnego, czekali konno na przybycie mo- narch; i mieli go poprzedzać w uroczystym pochodzie, ale na nieszczęście dla nich dano wpobliskości ognia zdział, skutkiem czego nieostrzelane konie postrachały się i dwóch szambelanów legło na ziemi, nie mogąc się utrzymać na siodłach przy konieczności piastowania długich lasek mi- strzów obrzędów. Wypadek ten, wielce rozśmieszył publiczność i przer- wał na chwilę cały pochód, który po przywróceniu po- rządku niebawem ruszył dalej przez most ku miastu i gdy przechodził Zakroczymską ulicą, został zatrzymanym przed kościołem 00. Franciszkanów przez arcybiskupa Woronicza, otoczonego C£J:em wyższem duchowieństwem, który wtem miejscu podał cesarzowi i następcy tronu krzyż do uca- łowania. Uważano wśród okazałości tej parady dwie nie już skromne ale zupełnie zaniedbane karety ministrów, księcia Lubelskiego i Mosłowskiego, którzy zbyt filozoficznie rzeczy biorąc, nie uznali potrzeby podniesienia godności swej, świetnością ekwipażów, jaką za to odznaczył się minister oświecenia Grabowski; skutkiem czego, wystąpienie rząd- Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 141 ców kraju, było tym razym w odwrotnym stosunku ich zdolności ministeryalnej. Nad wszystkiemi wszakże ce- lował Nowosilców wspaniałym czterokonnym angielskim powozem, tu znowu blask zewnętrzny miał uderzać w oczy, aby one nie zważały na skalaną osobistość^ która wnętrze karety zajmowała. Okna i ganki domów mało gdzie były przystrojonej na ciasnych ulicach nie wiele było ludu, bo uszykowane po obu bokach wojska, całkiem prawie je zajmowały; niezbyt także wiele było okrzyków bo i w tem zastępo- wało go wojsko, głośnemi hurra na komendę wydawanemi. Za przybyciem monarchów do Zamku, przyjmowała ich przy wejściu na schody, księżna Łowicka , w towa- rzystwie dwóch dam honorowych, to jest: księżnój Zającz- kowej i ordynatowej Zamoyskiej. Lubo powierzchowność cesarza Mikołaja nie odzna- czała się tym wyrazem słodyczy jaki znamienował Ale- xandra, to wszakże czynił on mocne wrażenie na każdym, który mógł się doń zbliżać i z nim rozmawiać i zniewalał poniekąd do oddania mu czci monarszej, którą całą po- stawą swą wzbudzał. . Przez cały czas bytności swojój w Warszawie, przed i po koronacyi, przybrał cesarz wszelkie pozory łaskawości, popularności i przychylności ku polakom. Chodził wśród ludu po ulicach, zakazał policyi bronić komubąć przystępu do siebie, a tem bardziój rozpędzać pospólstwo groma- dzące się, jak się to zwykle praktykowało. Przy prezen- tacyach dworskich, rozmawiał uprzejmie ze znakomitościami krajowemi, lubo o ich dla siebie przychylności nie mógł bydź przekonanym: Do Niemcewicza odezwał się: „ii y a longtemps que je Vous connais de reputation." Następca tronu podobnież mówił z Niemcewiczem, i to po polsku, okazywał znajomość historyi polskiej, i mię- dzy innemi oświadczył: życzenia zwiedzenia w Wilanowie mieszkania „Wielkiego Króla i widzenia drzew, które tam Jan III. własną ręką zasadził.^ Digitized by VjOOQ IC 142 PAMIĘTNIKI W dniu 21. maja 1829 r. odbyło się uroczyste ogło- szenie po ulicach Warszawy koronacyi cesarza Mikołaja na króla Polskiego. Ciekawe to było widowisko dla ludu, ten orszak urzędników w rozmaite stroje przybra- nych, przebiegający z assystencyą wojskową wszystkie główniejsze części miasta, a mianowicie: Dwaj heroldowie młodzi urzędnicy zkancellaryi rady stanu, ubrani po hi- szpańsku zbiretami ze strusiem! piórami na głowach i wiel- kiemi blachami herbowemi na piersiach i plecach, poprze- dzali na białych koniach, szambelanów w bogatszych ów- czesnych mundurach z laskami mistrzów obrzędów w rę- kach. Za temi, jechali również konno, sekretarze senatu, ci jui w skromnych obywatelskich mundurach, przepasani jedynie szarfami kolorów narodowych. Dalój postępowały dwa szwadrony strzelców konnych gwardyi , a w końcu sześciu marsztalerzy dworskich, w sutój liberyi, prowa- dzących tyleż koni wierzchowych bogatemi kapami po- krytych. Orszak ten, zgromadził się najprzód na saskim placu^ pod przewodnictwem jenerała jazdy Wincentego Krasiń- skiego i następnie z tamtąd, udał się na plac zamkowy, zkąd zaczęło się ogłaszanie koronacyi. Heroldowie wzy- wali lud do odkrycia głów, a sekretarze czytali następu- jące obwieszczenie: „Nasz najdostojniejszy, najwyższy, najpotężniejszy pan, Mikołaj I., Cesarz Wszech Bossyi i Król Polski, ra- czył rozkazać : aby koronacya Jego jako Króla Polskiego, z pomocą Wszechmocnego Boga, nastąpiła w dniu 24. maja, dając udział w tym królewskim obrzędzie, swojej dostojnój Małżonce, Najjaśniejszój Cesarzowej i Królowej Jejmości. Akt ten uroczysty, ogłasza się wszystkim wiernym pod- danym, aby w dniu tym szczęśliwym z podwójną żarliwością błagali króla królów o zlanie wszechmocności swojój, łask i błogosławieństw swych na panowanie Jego Królewskiój Mości i o utrzymanie w ciągu tegoż panowania pokoju Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 143 i spokojność na chwałę Jego świętego imienia i nieza- chwianą pomyślność Królestwa.^ Po odczytaniu tego ogłoszenia przed zamkiem, roz- rzucili heroldowie drukowane eiemplarze takowego pomię- dzy zgromadzonych, poczem orszak podzielił się na dwa oddziały i kaidy z nich powtarzał podobne obwieszczenia po wszystkich placach publicznych Warszawy i Pragi. W samym dniu koronacyi, najpiękniejsza pogoda sprzyjała temu wspaniałemu obrzędowi; niezliczone tłumy ludu zapełniały plac zamkowy, ale mała tylko liczba ludzi, mogła się pomieścić na św. Jańskićj ulicy, którą po obu bokach uszykowane wojsko zajmowało i do której przy- stęp tćm był trudniejszym, iż WKsiąie Konstanty oso- biście się zajmował utrzymaniem porządku na tćj ulicy i wszystkich od szukania na niój pomieszczenia dla siebie odstraszał. Od kościoła św. Jana do Zamku, położony był po- most czerwonym suknem pokryty, po którym orszak ko- ronacyjny miał przechodzić. Pomiędzy tym pomostem zaś, a kolumną Zygmunta wystawiony był amfiteatr, za- jęty od samego rana pięciutysiącami kobiet postrojonych i za biletami wpuszczonych, które rozpiąwszy pod słońce kilkotysięczny zbiór różno kolorowych parasolek, przed- stawiały zdała malowniczy widok jakoby ogromnego kląbu kwiatów. Nietylko wszystkie okna placu i przyległych ulic, ale i wszystkie dachy, na których w częściach zdjęto pokrycia zapełnione były widzami, pomiędzy któremi i na tych niebezpiecznych wyżynach widziano także parasoliki kobiece. Najprzód zajął publiczność solenny wjazd do katedry arcybiskupa Woronicza, który obznajomiony z pańskióm wystąpieniem i dworszczyzną, chciał wystąpić w całej po- wierzchownój okazałości prymasa. Wyjechał on z pałacu swego na Podwalu położonego, w poszóstnej karecie, z dwoma lokajami za nią a czterema przy kołach, w bo- gatą liberyą przybranemi. Przed nim, jechał na siwym Digitized by VjOOQ IC 144 PAMIĘTNIKI konia, ks. kanonik Kotowski , jako krucyfer, a za nim wszyscy biskupi krajowi, mający assystowaó przy obrzę- dzie koronacyi. W tym porządku zajechano przed kościół Św. Jana, gdzie u wielkich drzwi w chodowych zatrzymał się arcybiskup wraz z całem duchowieństwem dla przy- jęcia insygni koronacyjnych, jakie przez ministrów i se- natorów przy assystencyi dwóch wyższych urzędników przy każdym z nich przyniesione zostały processyonalnie do podwoi świątyni, zabrano je i umieszczono na stole kar- mazynowym axamitem ze złotemi galonami pokrytym i usta- wionym przed wielkim ołtarzem. Po odśpiewaniu przy tymże mszy do św. Ducha i poświęceniu wzmiankowanych insygni, odniesiono je na powrót do zamku, również pro- cessyonalnym pochodzie na czele arcybiskupa z ducho- wieństwem mającym, które złożył one w sali tronowój. Wkrótce potem, do tejże sali, przybył cesarz ozdo- biony orderem orła białego wraz z cesarzową, mającą już koronę na głowie, a płaszcz monarszy na ramionach i oboje zasiedli na tronie , obok którego znajdowały się insygnia koronacyjne. Za danym przez cesarza znakiem, powstali oboje panujący i wraz z całym orszakiem prze- szli do sąsiednej sali koronacyjnej, a 71 wystrzałów z dział na tarassie zamkowym ustawionych, oznajmiło lu- dowi: że obrzęd koronacyi, do którego tyle razy wspom- nione insignia niesione były przed monarchami, w tój chwili rozpoczyna się. Po zajęciu przez nich tronu w tój ostatniej sali, przy- stąpił prymas do króla, zmówił modlitwę i podał mu płaszcz królewski, który NPan przywdział na siebie, po- czem zażądał korony, jaką prezes senatu podał pryma- sowi, a ten cesarzowi, który sam włożył ją sobie na głowę. Następnie podał mu prymas łańcuch ordem orła bis^ego, który monarcha zawiesił na szyi małżonce swój, a dwie damy honorowe przypięły takowy do płaszcza. W końcu zażądał król berła i kuli ziemskiój, które dorę- czył mu prymas i wtedy głosem donośnym trzykrotnie Digitized by VjOOQ IC , -^ FR. HR. SKARBKA. 145 zawołał: „Vivat rex in aeternum." Należało wszystkim obecnym ten okrzyk powtórzeć, ale nie dopełniono tego, ponieważ w programie koronacyjnym przypomniano o tćm uczynić wzmianki. W tej ctiwili znowu ozwały się działa i 101 wystrzałów z takowych zwiastowało ludowi: że akt koronacyjny został dopełnionym. Jednocześnie król odczytał w języku fran- cuzkim modlitwę z podanej mu książki przez ministra oświecenia, a prymas wraz ze wszystkiemi zebranemi padłszy przed stojącym monarchą na kolana, zmówił z rozrzewnieniem modlitwę polską. Po uskończeniu w sposób powyższy obrzędu w Zamku^ przeszedł z niego cesarz wraz z całym orszakiem do ko- ścioła, gdzie go prymas otoczony wyższem duchowień- stwem u podwoi ze święconą wodą przyjąwszy, przepro- wadził przed wielki ołtarz. Uniesienie ludu było wielkie i radosne okrzyki ani na chwilę nie ustawały, w czasie, gdy król w koronacyjnym stroju, z królewską koroną na głowie, postępował po pomoście do katedry pod balda-^ chinem, niesionym przez 16-tu jenerałów polskich. Obok monarchy szli Wielcy Książęta Konstanty i Michał, za nim cesarzowa z dwoma szambelanami polskiemi, którzy nieśli ogon koronacyjnej szaty, naostatek księżna Łowicka, pro* wadząc za rękę WKsięcia, następcę tronu. Po odśpiewaniu Te Deum , wrócili NPaństwo w tym samym porządku do Zamku, poczem dozwolono ludowi rozebrać pomost i amfiteatr, dopiero co przez kilkatysięcy kobiet opuszczony, co tak szybko wykonano , że w nie- spełna godzinę nie było już śladu gdzie te budowy stały^ W dniu tym, był naprzód w Zamku wielki obiad na' 300 osób, na który nie zaproszono posłów i deputowanych na sejm, co ich bardzo obraziło ; następnie wspaniały bal, na którym się dosyć ochoczo bawiono, w trakcie którego tak oboje NPaństwo jako i cała rodzina cesarska, przy- glądali się oświetleniu całego miasta. Podczas tej ilumi-> nacyi, niewiadomo z jakiego powodu pospólstwo napasto* Paniętniki Fr hr. Skarbka. 10 Digitized by VjOOQ IC 146 PAMIĘTNIKI wało żydów i z powodu tego wkradły się niejakie niepo- rządki, które wszakże z łatwością niebawem przytłumiono* W cztery dni potom, miała miejsce na placu Ujazdow- skim, wielka uczta dla ludu, którą nawiedził cesarz i był radośnie przyjmowanym, ale nagła ulewa tę zabawę przer- wała. Nietylko na tej uczcie, ale i winnych miejscach publicznych okazywał się cesarz i często przechadzał się sam jeden po ulicach, prawdopodobnie, aby na przekór swoim zausznikom dać dowód: że ufa polakom. Eazu jednego, podczas tych przechadzek po dolnym ogra- dzie za Zamkiem ^ przelazł ulicznik przez sztachety, po- biegł wprost do monarchy i rzucił mu się do nóg. — „Czego chcesz?" zapytał go cesarz, „niczego" odpo- powiedział chłopak, tylko założyłem się zinnemi, że uca- łuję nogi królewskie." — Uśmiechnął się cesarz i puścił chłopaka, udarowawszy go kilku rublami. Rok 1830 zaczął się wesoło, karnawał był bardzo używiony, wyprawiano po domach prywatnych tańcujące wieczory i bale kostiumowe, chciano wyraźnie wynad- grodzić sobie dwa karnawały poprzednie. Sejm, zwołanym został przez uniwersał na dzień 28. maja i cesarz niespodzianie zjechał do Warszawy, która pomimo zapowiedzianej opozycyi sejmowój i kno- wanycłi potajemnie spisków, miała na pozór postać swo- body i powszechnego zadowolenia. Posiedzenia sejmowe nie były tak burzliwe, jak się tego obawiano. Dawano w Zamku podczas tych posie- dzeń śniadania dla senatorów i posłów, na których służba i warty były całkiem polskie. Szczególniej zajmującemi były wieczory codziennie wyprawiane przez marszałka izby poselskiój Lubowidzkiego , na które schodzili się członkowie rady stanu, za tem organa rządowe z repre- zentantami narodu, nawet do opozycyi należącemi i zacho- wywali pomiędzy sobą tak uprzejme stosunki, iż patrząc na nich, nie byłbyś myślał: że są to przeciwnicy, którzy wednie zaczętą w izbie poselskićj, staczają z sobą walkę. Digitized by VjOOQ IC PR. HR. SKARBKA. 147 Ka sejmie tym, miałem pierwszy i ostatni raz spo'* sobność występowania publicznie, jako mówca rządowy, W obronie projektu do prawa. Gdy w usiłowaniach moicli o zapobieganie żebractwu napotykałem na liczne trudności w przytrzymywaniu żebraków bez wyroków sądowych, przedstawiłem był ministrowi Mostowskiemu potrzebę wnie* sienią na sejm oddzielnego prawa o włuczągack i żebrakach* Projekt mój, przyjęty przez Radę stanu miał bydź wniesionym do izby poselskiej, prócz dwóch radzców stanu, którym poruczonem zostało wprowadzenie i popieranie wzmiankowanego projektu, otrzymałem i ja polecenie bro- nienia go, przeciwko zarzutom reprezentantów, pomimo że wówczas byłem tylko referendarzem stanu* Obrona ta tóm była trudniejszą, że mowa, którą sobie przygotowałem na piśmie na nic mi się nie przydała, gdyż wypadło odpowiadać z pamięci na zarzuty przez kilkudziesięciu posłów i depu- towanych czynione. Poczytuję za jedne z najprzyjemniej- szych chwil życia mego, to posiedzenie izby poselskiej, na którem odbyłem walkę parlamentarną z zawziętą opo- zycyą, walkę nader ciężką, z którój wyszedłem zwycięzko i szczęśliwie, bo projekt do prawa, iitwor mój przez też izbę dosyć znaczną większością głosów przyjętym został. WEsiąże Konstanty, był w najlepszym humorze przez cały przeciąg trwania sejmu i pomimo odbieranych ostrze^ żeń, nie okazywał żadnćj nieufności ani obawy. Do po- słów, którzy przybyli do niego z pożegnaniem odezwał się po polsku w te słowa: „przyjmijcie odemnie to staropolskie „przysłowie, jako dowód dobrych chęci moich: że cały jak „szeroki i dhigi na wasze usługi." — Studentów, którzy śpiewali w^ednój z kawiarń rewolucyjne francuzkie piosnki, kazał przed siebie stawić i upomniawszy ich tylko, bez żadnćj kary puścił. Tymczasem objawiały się ustawiczne złowróżbne wy- padki. I tak: w końcu września, jakiś były wojskowy^ 10* Digitized by Googk 148 PAMIĘTNIKI uderzył wśród dnia kijem prezydenta miasta na Dlugićj ulicy naprzeciw arsenału. Do kilku wyższych urzędników, a nawet do cenzora Szaniawskiego, przesłano bezimiennie listy, wzywające ich do łączenia się z ludem, „gAyi nadszedł czas odrodzenia polski." Wreszcie ukazały się w War- szawie pamiętniki Kilińskiego, potajemnie drukowane, które sobie wyrywano. W październiku panowała w całem mieście powszechna trwoga i przeczuwanie nastąpić mających rozruchów, po- dwajano patrole , a wojsko trzymano w koszarach na po- gotowiu do wystąpienia w razach alarmu. Policya ostrze- gała rektora uniwersytetu, o spiskach przez akademików knowanych, nadto do różnych władz nadchodziły z zagra- nicy listy z podobnemi przestrogami. W dniu 3. listopada, chcieli ciż akademicy zebrać się na żałobne nabożeństwo u 00. Kapucynów za braci po- ległych na Pradze w roku 1 794, a gdy im to zabronionem zostało, poszli w liczbie dwuchset na Pragę, tam w miej- scowym kościele sami ustawili katafalk i słuchali klęczący mszy żałobnój, po ukończeniu której zaśpiewali: „Reąuie- scant in pace** i rozeszli się spokojnie. Aresztowania mnożyły się codziennie, miasto przybierało postać coraz groźniejszą, ostrzegania o niebezpieczeństwie były częstsze i naglące, ale WKsiąże niechciał im dawać wiary i nic nie przedsiębrał, aby niedopuśció wybuchu rewolucyi, lub pokonać ją gdy wybuchnie. Tym sposobem nadszedł dzień 29. listopada a z nim wybicie się na chwi- lową wolność, po którój mimo nieodżałowanych poświęceń i niezrównanych dowodów męztwa wojska polskiego, na- stała coraz to sroższa niewola. XI. Prace piśmiennicze i czynności moje do roku 1830. W roku, do którego doprowadziłem dotąd niniejsze pamiętniki, przepołowiłem poniekąd życie moje, bo miałem Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 149 wtedy 88 lat wieku, i najmniej spodziewając się tego, do- szedłem do kresu, u którego miał się skończyć dotych- czasowy mój zawód, a rozpocząć nowy zupełnie odmienny, w którym miałem zyskać dużo na znaczeniu i dostojeń- stwie, ale stracić daleko więcej na spokojności i szczęściu osobistem. Tu więc winienem się zatrzymać, aby zdać sprawę z usiłowań piśmiennictwu poświęconych, zanim roz- pocznę opowiadać, przez jakie koleje przechodziłem w urzę- dowym zawodzie moim. Prace moje naukowe, troistego były rodzaju : to jest ekonomiczne, powieściowe i dramatyczne. W roku 1820, wydałem dla użytku uczniów moich prelekcye ekonomii politycznej, jakie w uniwersytecie war- szawskim wykładałem, dając im tytuł: „Elementarne za- sady gospodarstwa narodowego,^ w następnym zaś roku, przygotowałem do druku „Gospodarstwo narodowe stoso- wane, czyli naukę administracyi.^ Dwa te dzieła skła- dały jedno czterotomowe, pod ogólnym tytułem: „Gospo- darstwa Narodowego," które zakładałem sobie dopełnić wykładem finansów i nauką policyi, lecz zamiaru tego do skutku nie doprowadziłem i natomiast w miejsce obszer- nego wykładu pierwszego z tych przedmiotów, wydałem tylko w roku 1824 rys ogólny nauki finansów czyli kom- pendium tćj nauki, mające służyć uczniom moim do za- chowania w pamięci głównych zasad obszernie z katedry im wykładanych. Kres zaś nauki policyi zupełnie wy- kończony, znajduje się w rękopismach moich i pewnie pu- blikacyi nigdy nie dostąpi. Po kilku latach nauczania teoryi gospodarstwa naro- dowego, według powyżój wzmiankowanego dzieła, prze- konałem się o potrzebie przerobiania go pod względem planu i metody, zamiast przeto wprowadzenia doń odpowiednich zmian, napisałem nowy zupełnie traktat ekonomii politycz- nej i podhig niego przez następne lata wykładałem z ka- tedry tę naukę. Uznawszy zaś, że takowy jest dostęp- niejszym dla shichaczów moich, a tem samem lepszym od Digitized by VjOOQ IC 150 PAMIĘTNIKI poprzedniego, postanowiłem poddać go stanowczej próbie, to jest po wytłumaczeniu na język francuzki złożyć go pod sąd ekonomistów europejskich. Tym sposobem, toż samo dzieło, trzy razy wypracowałem, to jest najprzód* elementarne zasady będące wykładem polskim teoryi Adama Schmitha, drukowane, jak już wyżej namieniłem w r. 1820; powtóre, nowe prelekcye uniwersyteckie według własnego już planu podzielone na dwie części, a mianowicie: 1. o za- sadach bogactwa człowieka w stanie towarzyskim żyjącego i 2. o bogactwie narodów, wreszcie trzecie, to ostatnie przełożone na język francuzki pod tytułem: Theorie des richesses sociales. Sądząc, że instytut Francuzki zajmuje się ocenianiem prac w rękopismach, przez autora pod sąd jego złożonych, przesłałem do tegoż instytutu dopiero co wspomnione dzieło, lecz gdy po roku przeszło oczekiwania żadnćj nie otrzy*- małem odpowiedzi, postanowiłem przeto w roku 1828 sam udać się do Paryża, celem jużto powzięcia wiadomości co się stało z pracą moją, jużto zajęcia się ogłoszeniem jej drukiem. Ta obojętność instytutu Francuzkiego na dobre mi wyszła, bo żeby ułatwić sobie podróż do stolicy Francyi przedstawiłem ministrowi spraw wewnętrznych, pod zwierzch- nictwem którego pracowałem w wydziale więzień i zakła- dów dobroczynnych, propozycye zwiedzenia tego rodzaju instytutów europejskich i zdania o nich sprawy, w razie gdyby rząd podobną misyą zechciał mi powierzyć. Mini- ster Mostowski, który mnie bardzo cenił i wszelkie usiło- wania moje popierał, wyjednał mi upoważnienie do speł- nienia rzeczonego zlecenia, oraz zasiłek pieniężny na koszta podróży, trzy tysiące złotych wynoszący, na którym po- przestałem, jakkolwiek takowy ani w połowie nawet wy- datków na ten cel poniesionych nie pokrył, a to z uwagi iż w każdym razie w zamiarze wydawnictwa wyżej wzmian- kowanego dzieła mego, podróż tę własnym kosztem od- być byłbym musiał. Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 151 Przybywszy do Paryża, dowiedziałem się, że ręko- pism mój oddany dwóm członkom instytutu francuzkiego przez żadnego z nich przejrzanym dotąd nie został, skut- kiem czego zdanie tego uczonego zgromadzenia o pracy mojej, wydanem być nie mogło. Po długicli poszukiwa- niacłi nareszcie udało mi się wydobyć i odebrać takowe od p. Fourier, jednego z owych członków i znaleźć wy- dawcę, który za 1000 franków nabył mój rękopigm. Głów- nie w tej mierze był mi pomocnym p. Julien redaktor nau- kowego pisma, wielką wziętość w paryżu mającego, który jużto przez przychylność ogólną dla Polaków, jużto przez wdzięczność, że został policzonym do rzędu^członków War, Tow. Przyjaciół Nauk, szczerze zajął się tak dziełem, jako i osobą moją. On to pomieścił w piśmie swojem wyżój wspomnianem artykuł mój krytyczny o osadach ubogich w Holandyi, które przed przybyciem mojem do Paryża świeżo byłem zwiedził i wprowadził mnie na jedno z po- siedzeń Towarzystwa Filotecfanicznego, na którem dozwo- lono mi odczytać wstęp do drukować się mającego dzieła. Odczyt ten podobał się powszechnie i nietylko ułatwił mi rzeczone wydawnictwo, lecz nadto sprowadził: iż wzmian- kowane Towarzystwo obrało mnie członkiem swoim i na- stępnie stosowny na to patent do Warszawy mi nadesłało. Tym sposobem osiągnąwszy cel główny, jaki mnie do Paryża sprowadził i spełniwszy zarazem poruczenie Rządu zwiedzenia zakładów dla ubogich i więzień w podróży mo- jój po niektórych krajach Europy odbytej, powróciłem do Warszawy i złożyłem ministrowi Mostowskiemu zdanie sprawy z tój misyi, które później to jest roku 1830 dru- kiem ogłosiłem. W tymże samym roku w Paryżu ukazało się na świat dzieło moje wyżej wspomnione, to jest: Teorya bogactw towarzyskich, w roku poprzednim 1829 jeszcze drukowane. Wszystkie niemal uczone i niektóre polityczne pisma pa- ryzkie, zamieściły pochlebną o pracy mojój wzmiankę i w ogóle w artykułach tych podziwiano jasność wykładu, Digitized by VjOOQIC J52 PAMIĘTNIKI oraz łatwość władania językiem francazkim; co przy pi* sywano głównie temu, że wykształcenie moje Francyi i j4j uczonym zawdzięczać winienem. W piśmie włoskiem: Misce- lanea di economia publica Luigi Blanchi Neapoli 1836, znajdaje się także dłaga recenzya dzieła mego, wreszcie, w wydanym w roku 1853 w Paryżu Dykcyonarzu Eko- nomii politycznćj pp. Goquelin i Gillamin, z prawdziwą przyjemnością znalazłem nietylko liczne wyjątki a dzieła mego, lecz i pod nazwiskiem mojem szczegółową biografią życia mego. Ponieważ prelekcye moje w Uniwersytecie były zaw- sze licznie uczęszczane nietylko przez akademików, ale i przez wolnych słuchaczów i co rok wychodziło z niego po kilkudziesiąt usposobionych uczniów, kandydatów na wyższe urzędy, którzy bądź przy wejściu do służby, bądź przy posuwaniu się w niej, obowiązani byli składać egza- mina, przeto musieli się oni obznajmiać z naukami admini- stracyjnemi, a tem samem czerpać potrzebnych im wiado* mości w dziełach odpowiedniej treści, skutkiem tego, można było liczyć na odbyt tego rodzaju publikacyi. Okoliczność ta przeto spowodowała mnie do wydawnictwa Dykcyonarza Ekonomii politycznej, podług podobnego dzieła Ganilha, znacznie przezemnie pomnożonego, i takowe prowadziłem w latach 1827 i 1828, w zeszytach tygodniowych, po cenie złotego jednego za każdy zeszyt. Wydawnictwo to miało taką wziętość, że wszystkie egzemplarze z łatwością umie- ściłem, i na tem przedsięwzięciu daleko lepiej niż na in- nyx5h wyszedłem. Wspomniałem dopiero co o examinach wyższych przez urzędników składanych, otóż do słuchania onych, ustano- wioną byJa przy Radzie Stanu najwyższa Komisya Egza- minacyjna, złożona nietylko z Członków Rady, lecz i z pro- fesorów Uniwersytetu, oraz urzędników technicznych, przy- bieranych do składu Komisyi w razach egzaminów spe- cyalnych. Zostawała ona pod przewodnictwem Staszica \ Ja do rzędu stałych jćj członków należałem. Zadanie to Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 153 nio było łatwem^ gdyż wypadało egzaminować wszystkich urzędników administracyjnych pod względem usposobienia ich naukowego; a że po większej częścią starsi wiekiem ciż urzędnicy, prawie żadnego takiego usposobienia nie mieli, zachodziła przeto potrzeba nader względnego ich badania i niewymagania od nich wiadomości, jakie się tylko w młodym wieku z łatwością nabywają. Obok zajęć urzędowych, oraz prac w naukach ekono- micznych, z powołania mego nauczycielskiego wynikają- cych, pisałem powieści i komedye, które za rozrywkę w peł- nieniu wszelkiego rodzaju obowiązków moich poczytywa- łem. Literackie te prace zajmowały mi wieczory, jakich nigdy nie byłem skłonnym przepędzać w zwykłych zebra- niach tak zwanego wielkiego świata, przez co zdołałem osiągnąć wielką oszczędność na czasie, przeznaczonym dla mnie na tej ziemi i zużytkować chwile, marnie przez tylu ludzi tracone. Wziętość europejska, jaką miały podówczas dzieła wielkiego nieznajomego (Walter-Skotta), wzbudziła we mnie chęć naśladowania go w powieści historycznćj polskiój, w której równocześnie już inni pisarze polscy, a miano- wicie Bernatowicz (w Pojacie), wystąpili. Ten rodzaj wię- cój wymagał poszukiwań i pracy, niż obyczajowy, skut- kiem czego, mniój on zjednał mi przychylnego uznania (co zresztą za sprawiedliwy sąd opinii publicznej uważać muszę), niż ostatni. Pierwsza historyczna powieść moja, Tarh, wywołała ostrą krytykę, po części osobistą niechęcią ku mnie pi- szącego, powodowaną, która jednak nie przeszkodziła szyb- kiemu rozprzedaniu pierwszój edycyi i nawet uważaną była za niesprawiedliwą, skoro jeden ze znakomitych ludzi owego czasu (Bonawentura Niemojowski, znany poseł opo- zycyi), odpisał na tę zbyt tendencyjną krytykę, broniąc potępionój pracy mojej. Druga powieść historyczna moja, Ruszczyć, osnuta na krótkiój relacyi o wyprawie wojaka tegoż nazwiska do Digitized by VjOOQ IC 154 PAMIĘTNIKI obozu tureckiego pod Wiedniem, miała większe od po* przednićj powodzenie, lubo, jak się często dziać zwykło w utworach tego rodzaju, opierała się na zmyślonej skłonności księcia Jakóba Sobieskiego do bohaterki ro- mansu, co się wcale z prawdą historyczną nie zgadzało. Wiele szczegółów tej powieści, mogły się zdawać również zmyślonemi, a jednak tak nie jest; bo je wyjąłem z mało znanycłi pamiętników 0'connora, doktora króla Jana III, a mianowicie opis pobytu królowej Maryi Kazimiery u wód Szlązkich wWarmbrunn. Pierwsza z dwóch dopiero co wzmiankowanych po- wieści, to jest Tario, wytłumaczoną została na język fran- cuzki przez panią Melanię Waldor i drukowaną w Paryżu w roku 1834. Ale autorka francuzka uważsda właściwem jak się to wyraziła w przedmowie: „dodać trochę miłości do stronnictw, zbyt przesiąkłych krwią bitew i pisanych stylem zimnym i lakonicznym historyi," nadto, wypuścić w przekładzie swoim fakt rzeczywiście historyczny, o za- pomnieniu księżniczki Maryi, późniejszej królowej fran- cuzkiój, w żłobie karczemnym, przy nagłem uchodzeniu rodziny królewskiój z Warszawy, bo prawdopodobnie ten szczegół zdawał się jój być zmyślonym. Te dwie powieści historyczne przerwały szereg po- wieści moich obyczajowych, które więcój odpowiadały usposobieniu memu i większe zapewniły mi powodzenie literackie, mianowicie z ogłoszonych drukiem przed Tartą: Pan Antoni, Fodrói bez celu i Pan Starosta; ostatnia ta- kiego doznała ogólnego uznania, że niepowinienem był nigdy opuścić tego rodzaju piśmiennictwa; jako leż wró- ciłem się do niego, niezszedłszy już więcój z tej drogi. Z powieści powyższych, dwie przełożone na język nie- miecki przez Edwarda von Lossow, to jest: Die Beise ohne Ziel, aus dem Leben i Der Starost und sein Nachhar, ein Roman, wyszły w Berlinie w r. 1845, i dopiero po ogłoszeniu ich drukiem przez tłumacza osobiście mi dorę- czone zostały. Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 155 Z dalszych powieści obyczajowych , napisałem trzy mniejszego rozmiaru^ a mianowicie: Nurzuc(yna i odebranci^), Historya wielu małżeństw, Chwila wesołości. Pierwsza z nich osnntą została na prawdziwem -zdarzeniu, jakie miało miejsce w ostatnich czasach panowania Stani>ława Augasta« Wystawione w nićj osoby, to jest: Książę, wojewodzina i jźj córka i August, były wszystkim ówczesnym dobrze znane i jedynie przez poszanowanie stosunków familijnych? dotąd jeszcze istniejących, nazwisk ich nie wymieniam. Szczegóły i następstwa dramatu tego, były im opowiadane przez współczesną damę, która patrzała na to, co się w tój rodzinie działo. W Gazecie Codziennej z roku 1855, znalazłem obok wspomnienia ogólnego o pracach moich literackich, nastę- pujące zdanie o Narzuconej i odebranej: ^Jest to mała powiastka, a raczej dramat opowie- dziany, ale tyle zawiera w sobie życia i prawdy, tak zręcz- nie i trafnie zastosowaną w niej jest gra fizyognomii do uczuć i wrażeń prawdziwych czy zmysłowych, a gnież- dżących się w duszach osób w niej występujących, że pra- wie spogląda się na ich ruchy, słyszy głos, czuje łzy lub radość i przenika do dna najskrytsze tajniki serca.^ Przywodzę to zdanie, bo mi się nie zdarzyło spotkać raz drugi krytyka, któryby tak poznał i wniknął w myśl autora, bo właśnie w powiastce, o jakiej rzecz idzie, zało- żyłem sobie głownie malować na zewnątrz człowieka: w twarzy, w mowie i w ruchach, to co się w duszy jego dzieje, tudzież co on wykryć lub ukryć pragnie; zatem pożądany cel osiągnąłem, skoro usiłowania moje w tej mie- rze tak właściwie ocenionemi zostały. Ani Historya widu małżeństw, ani Chwila wesołości**)y nie mają już podobnych dążności i są tylko zwykłem! *) Dwie pierwsze dłngo leżały w manuskryptach i daleko później drukowanemi były. P. W. **) Drakowana jeszcze w roku 1S22, Digitized by VjOOQ IC 156 PAMIĘTNIKI powieściami, przedstawiającemi zwyczajne wypadki w sto- sankach przed-małieńskich, które natchnione mi były przez rzeczywiste wydarzenia, oraz chęć odwzorowania osób, pomiędzy któremi żyłem. W owych czasach, wpadł mi w ręce rękopism księdza Eitowieza: O zwyczajach i obyczajach poldcich za hróla Stanisława, pisany z wielką prostotą, bez zamiaru drako- wania tój pracy i bez żadnój krytyki, oraz zdania o fak- tach przedstawianych, stanowiący bardzo szacowny ma- teryał dia pisarzy, pragnących opisywać tę epokę, z któ- rego i ja postanowiłem korzystać w zamierzonój nowój po- wieści mojej. Założyłem sobie w takowój przedstawić człowieka nieudolnego i zupełnie głupiego, kt(jiry nic z siebie samego ani przedsięwziąść , ani nic sam dokonać nie zdoła, ale którego los ślepy i wypadki tak popychają w życiu, że dochodzi do tego, czego nigdy spodziewać się nawet nie mógł. Podług tój danój przeto, przeprowa- dziłem Ąfcie Feliksa Faustyna Dodosińskigo przez czasy i obyczaje, które rzeczony ksiądz Eitowicz tak dosadnie opisał, za czóm idzie, że powinienem był się podzielić z tym Pijarem powodzeniem, jakie miała ta praca moja. Zacząłem ją pisać przed wyjazdem moim do Petersburga w r. 1830, a skończyłem dopiero po powrocie z tćj stolicy następnego roku. Ponieważ dla niezależnych odemnie przyczyn, a głównie z powodu wysokiego stanowiska, jakie wtedy zajmować miałem, zachodziły trudności w ogłoszeniu drukiem powieści tój w Warszawie , przeto powierzyłem ją podówczas bawiącemu chynlowo w tćm mieście, czci- godnemu Edwardowi Kaczyńskiemu, który zmyśliwszy w przedmowie swój bajeczkę o niewiadomym autorze dziełka tego, wydał ono własnym kosztem we Wrocławiu 1838 roku. Następnie w r. 1844 wyszło takowe w Ber- linie w przekładzie niemieckim ^ przez Antoniego Mauri- tiusa dokonanym, p. t: Leben und Schieksale des Fdix Faustin Dodosiński von Dodoscha, ein humoristischer Bomem. Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 157 W roku 1829, niejaki Milewski powziął był myśl otworzenia drugiego teatru w Warszawie , w sali gmachu Towarzystwa Dobroczynności, z zamiarem przedstawiania w nim małych komedyi i komedyooper, do czego użył tak prowincyonalnych aktorów, jakoteż i poczynających uczniów ówczesnej Szkoły Dramatycznój Warszawskiej. Z początku uczęszczała publiczność na ten nowy teatr z dążnością wy- szydzania tych nieudolnych artystów; ale w krotce zaczęła uznawać, że są niejakie pomiędzy nimi talenta, tudzież^ że drugi teatr był potrzebnym i mógłby się utrzymać w stolicy. Skutkiem tego, Dyrekcya narodowego teatru okazała się skłonną do objęcia pod swój zarząd prywat- nego przedsiębierstwa Milewskiego, i do urządzenia w po- mienionej wyżćj salce drugiego teatru, który niewłaściwie* na wzór francuzkich Yarietesy nazwano teatrem Rozmaitości. Zamierzono bowiem otworzyć teatr ludowy, dostępny dla nizkich cen wejścia, dla mnićj zamożnych klas ludności i mający przedstawiać sztuki łatwiejsze do pojęcia każdego, a zarazem malujące obyczaje ludowe, na umoralnienie których wpłynąć chciano. Ale znowu sama lokalność nie odpowiadała zamiarowi temu, bo tego rodzaju teatr po- winien być obszernym, aby wielka liczba uczęszczających doń, pokrywała koszta przy możliwie nizkiej cenie biletów; salka Dobroczynności zaś była zbyt małą, i tylko szczupłą ilość słuchaczów mniej płacących pomieścić w sobie mogła. Dla tego ów ludowy teatr stał się rzeczywiście teatrem rozmaitości, to jest siedliskiem rozmaitćj klasy społeczeń- stwa, przeważnie wszakże wykształconój i nawet z wyż- szego towarzystwa, skoro Dyrekcya zdołała obsadzić skład artystów prawdziwemi talentami scenicznemi, oraz trzymać się stale tój zasady: aby przedstawiać same sztuki we- sołe, mające więcćj zabawę publiczności, niż wyszukany efekt dramatyczny na celu. Powstanie tego nowego teatru, wzbudziło we mnie chęć pracowania dla sceny narodowój. Stosując się do pierwotnego założenia otworzenia sceny ludowej, napisałem Digitized by VjOOQ IC 158 PAMIĘTNIKI pierwszą sztukę dla Teatru Rozmaitości z żywego obrazu, jaki miałena w jednym ze straganów, obok którego często przechodziłem, i moja Intryga w straganie, w październiku 1829 r. po raz pierwszy przedstawiona, wprowadziła na deski teatralne osoby codziennie na bruku widziane, jako to: przekupkę, szewca, dorożkarza, grajka i kucharkę, które weselej przez publiczność przyjętemi zostały, niż niejeden bohater wielkiego dramatu. Sztuczka ta, do któ- rej, po pierwszem jej przedstawieniu, dorobiłem śpiewki, miała długo wielkie powodzenie, głównie może dla gry takich artystów, jakimi byli ; Panczykowski, Majewski i Ni- wiński; ten ostatni, bardzo znakomity komik, zawcześnie dla sceny zmarły. Z powodu doznanego tego powodzenia, przypomniałem Dyrekcyi' teatru, że przed kilkoma latami, przesłałem był jej bezimiennie jednoaktową komedyą, p. t.: Popas, któ- rej do owego czasu nikt nie był jeszcze czytał, a którą zaledwo odszukano w papierach biblioteki teatralnćj. A je- dnak była to mała dramatyczna praca, która w krotce po Intrydze to straganie przedstawiona, miała nadzwyczajne powodzenie i w krótkim przeciągu czasu kilkadziesiąt razy powtórzona, prawdziwą u publiczności nowego teatru zje- dnała mi wziętość. Raz zachęcony, nie ustawałem już przez resztę życia mego na pracach dramatycznych, od których mnie, ani późniejsza nieprzychylnośc Dyrekcyi teatralnej, ani mniej sprawiedliwa krytyka, odstraszyć już nie zdołały, bo zwykle miałem za sobą przychylne uznanie publiczności, która licznie na sztuki moje uczęszczała. W ciągu lat 1829 i 1830 przedstawiona w teatrze Rozmaitości siedm małych komedyi moich, to jest: prócz dwóch już wyżój wzmian- kowanych, następujące: Biuraliści^ w której założyłem sobie wyszydzić język i pedantyzm biurowy, wielce w ów- czas, zwłaszcza po mniejszych urzędach, krzewiący się: Nieproszeni goście, napisaną wyłącznie dla Panczykow- skiego, aby uwydatnić bardziój zdolność jego w przedsta- Digitized by VjOOQIC FB. HR. SKARBKA. 159 wianiu chłopów polskich ; Piętnaście lat życia lokaja^ trzy- aktową sztukę ze śpiewkami, która była naśladowaniem wystawianych w Wielkim Teatrze: Piętnaściu lat życie szu- lera, z dążnością moralną dla klassy służących ; Co głowa to rozum, przysłowie jednoaktowe, napisane poprzednio dla teatru amatorskiego, które ustąpić musiało pierwszeń- stwa sztuczce, również w tym celu przez Niemcewicza przy- gotowanej, i nakoniec Fan domu, satyryczna komedyjka, z prawdziwego zdarzenia wzięta, która długo bawiła ów- czasową publiczność, znającą dobrze osoby, do których satyra ta się ściągała. XII. Wyjazd mój do Petersburga i pobyt w tej stolicy. Podróż, jaką z upoważnienia rządu, w roku 1828 od- byłem do Niemiec, Holandyi i Francyi, celem zwiedzenia tamecznych dobroczynnych zakładów i więzień; zdanie sprawy, jakie złożyłem z tej missyi ministrowi spraw wew- nętrznych ; wreszcie raport przedstawiony z dopełnionego przezcmnie na skutek wyjątkowego polecenia tego mi- nistra objazdu więzień krajowych; wszystko to spowo- dowało powołanie mnie na urzędnika administracyjnego, najprzód w grudniu 1828 roku jako członka ogólnej rady szpitalnej i assessora kommissyi rządowej spraw wewnę- trznych a następnie w maju 1829 roku jako referendarza zwyczajnego w radzie stanu królestwa. W Komissyi rządowej zajmowałem się wyłącznie służbą więzień i szpitali, a lubo właściwy dyrektor wydziału kie- rował z prawa tą służbą, to wszelakoż minister Mostowski upoważnił mnie do znoszenia się w prost z nim samym i do czynienia mu bezpośrednio przedstawień dotyczących tego przedmiotu. Przy takiój pomocy ministra, mogłem zaprowadzić niejakie ważne ulepszenia w powierzonej zawiadywaniu memu służbie, a mianowicie: jak to najlepićj zaświadczće Ł . Digitized by VjOOQ IC 190 PAMIĘTNIKI mogą akta komissyi spraw wewnętrznych, w ciągu pierw- szych dwóch lat urzędowania mego zdołałem w więzieniach wprowadzić czystość, zupełnie do owego czasu zaniedbaną, polepszyć żywienie i utrzymywanie więźni przez odebranie nadzorcom dostaw żywnośei, źródłem majątków dla nich będących; urządzić warsztaty i ręczne roboty, wewnątrz więzień przy początkowem ograniczeniu, a następnie zu- pełnem zniesieniu praktykowanego dotąd zwyczaju wynaj- mowania więźniów do robót po mieście, założyć szkółki dla młodych winowajców w samych zakładach, i naostatek utworzyć w komissyi spraw wewnętrznych centralną kon- trolę ruchu ludności więziennej. Co się tyczy szpitali, w tych zrazu żadnych ulepszeń w wykonanie wprowadzić niemógłem, skutkiem doznanój opozycyi ze strony przełożonych Sióstr Miłosierdzia, samowolnie zakładami temi zawiadujących i jedynie założyłem w Warszawie Dom przytułku i pracy dla włóczęgów i żebraków, przy pomocy funduszu na po* dobny dom zarobkowy przez Staszica zapisanego oraz Instytut moralnie zaniedbanych dzieci, wyłącznie z prywat- nych ofiar i składek urządzony, wreszcie przygotowałem projekt Domu Badań z odosobnionem zamknięciem dla przestępców pod inkwizycyą zostających i na wyroki spra- wiedliwości oczekujących. Powyższe skutki usiłowań moich, zwróciły uwagę ce- sarza Mikołaja, który za ostatniej bytności swojej w War- szawie, znalazłszy szpitale miejscowe w największym nie- porządku wydał polecenie wysłania mnie do Petersburga, dla zwiedzenia tamecznych zakładów dobroczynnych i dla otrzymania najwyższych rozkazów względem urządzenia szpitali Warszawskich ; jednocześnie zalecił, aby przełożone Sióstr Miłosierdzia stawiły się w Petersburgu dla przypa- trzenia się wewnętrznemu porządkowi w szpitalach tej sto- licy istniejącemu. Rozkaz ten wydany w czerwcu 1830r- dopiero w październiku tegoż roku, co do mnie wykonanym został. To opóźnienie podróży mojej stanowczy wpływ na dalszy bieg życia mego wywarło, gdybym był bowiem Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 161 W lipcu wyjechał, to byłbym najpóźniej powrócił wci wrześniu, a tem samem nie będąc przymusowo odda- lonym od kraju w czasie rewolucyi listopadowej, byłbym niezawodnie dzielił los tych ziomków, którzy przez wzięcie udziału w tój smutnej sprawie narodowój, resztę dni swoich na wygnaniu spędzili. Prócz zwiedzenia szpitali Petersburskich, niiałein jeszcze inne ważniejsze zlecenie od rządu królestwa, bo mi poruczono projekt pomnika dla cesarza Alexandraj celem przedstawienia takowego do zatwierdzenia panują- cego cesarza; projekt wyszły z iniciatywy ostatniego sejmu^ na którym izba poselska wyznaczyła jednomyślnie kilka milionów złotych na rzeczony pomnik i poleciła kommissyom rządowym przedłożenia myśli swoich względem sposobu, wjakimby naród mógł najgodniój uczcić pamięć zmarłego monarchy. Minister Mostowski, w rozwinięciu tego zadania, powziął myśl zaołżenia jakiego wielkiego zakładu dla ubogich i polecił mi przygotować i przedstawić sobie właściwy ku temu projekt. Wywięzując się z tego po- ruczenia, uznałem najodpowiedniejszem utworzenie osady poprawczej dla 1200 ubogich włóczęgów i tułaczy, połą- czonej z osadą rolniczą dla weteranów z wojska polskiego^ którzyby mając wydzielonemi sobie małe zagrody do uprawy i bezpłatnego użytkowania, mieli obowiązek trzy- mania straży i dozorowania ubogich utrzymywanych w wiel- kich koszarach , na wzór osad poprawczych w Holandyi i Belgii. Skarb miał przeznaczyć na ten cel jedne zwięk- szych dóbr rządowych, (zaprojektowano już nawet Gar- wolióskie), w których miano wystawić gmachy dla ubogich i oddzielne domki dla weteranów, oraz trzy kaplice wy- znań chrześciańskich, a pośród tych zabudowań, w miejscu najokazalszem wielki pomnik cesarzowi Alexandrowi I. poświęcony. Gdy Mostowski wyjednał zatwierdzenie przez radę administracyjnego zwyż rzeczonego projektu mego> jaki wspólnie z Andrzejem Zamoyskim wypracowałem^ postanowiono takowy za mojćm pośrednictwem przesłaó Pamiętniki Fryd. hr. Skarbka. 1 1 Digitized by VjOOQ IC 162 PĄIHIĘTNIKI ministrowi sekretarzowi staon^ celem zyskania dla& sank- cyi monarszćj. Niepotrzebuję mówić o tern, dla czego projekt ten nie przyszedł do skutku i nawet nie był roz- bieranym w Petersburgu. W początku października y otrzymałem rozkaz do wy* jazdu z zamierzonym powrotem za sześć tygodni. Na ten przeto przeciąg czasu , zawiesiłem prelekcye moje w uni- wersytecie i kiedym to uczniom moim z katedry oświad* czał, nieprzewidy wałem tego bynajmniej, abym miid na zawsze żegnać młodych przyjaciół moicb i abym ostatni raz miał schodzić z tej mównicy, która przez lat 12 była chlubnym przybytkiem, gdzie świadcząc usługi młodym ziomkom, jednałem sobie między nimi przychylnych ludzi, których życzliwość pociechą podeszłego mego wieku była. W dniu 14. października 1830 r., w towarzystwie doktora, który miał zemną zwiedzać szpitale, wyjechs^em z Warszawy. Przykre było pożegnanie moje z żoną i z sy- nem, jakbym przeczuwał, że na dłuższy czas niż to było zapowiedzianem , rozstaję się z niemi. Przy wyjeździe z kraju, pisarz komory wAlexocie ostrzegał mnie o stra- sznej a nie znanej chorobie panujęcćj w Sossyi i radził zaniechać dalszój podróży. Ostrzeżenie to, na które zwa- żać nie mogłem, uczyniło przykre na mnie wrażenie i było poniekąd złą dla mnie wróżbą. Ówczesna podróż do stolicy cesarstwa, była nużącą i przykrą zwłaszcza z powodu spóźnionej pory roku i złych dróg. Przebywać trzeba było dniem i nocą bezludne i leśne okolice, które ani widokami pięknej przyrody, ani dziełami ludzkiemi, monotonii podróży nieprzerywały. Dwa | tylko przedmioty, niespodziewane na mnie uczyniły wra- żenie, to jest: wjazd do Rygi przez most z dwóch stron okrętami zajęty, tak że się w nocy zdawsUo, iż rozpędzone konie pocztowe do morza pojazd nasz unoszą i wodospad pod Narwą, który zachwycający przedstawiał widok wśród zimy gdy woda przez lodowate prz«dzierid;a się skały. Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 163 Gdym przybył do Petersburga, nie było cesarza w sto- licy, wyjechał był bowiem do Moskwy, aby pocieszyć tameczną ludność, nadzwyczajnie strwożoną okazaniem się cholery, zupełnie do owego czasu nieznanej, o którćj tak zastraszające krążyły po kraju wieści, iż utrzymywano: że dosyć jest znajdować się w miejscu gdzie grassuje, aby paść jej ofiarą. Był to więc wielki dowód odwagi i po* święcenia cesarza Mikołaja , to ukazanie się jego w Mo- skwie, między mieszkańcami według ówczesnego mniemania nie ochybnie na śmierć skazanemi ; to też lud, za przyby- ciem monarchy do tej starodawnćj stolicy, zamiast witania go okrzykami radości, zgromadził się tłumnie na Erem- linie, aby odśpiewać hymn narodowy: „Boże Cara chroń." Dwa tygodnie spędziłem bezczynnie w Petersburgu, bo lubo wiedziano , że jestem przysłanym dla zwiedzenia szpitali stolicy, to przecież nikt nie mógł mi udzielić na to pozwolenia, jakie tylko sam cesarz bezpośrednio zwyU był udzielać. Stosownie do otrzymanego w Warszawie polecenia^ przygotowałem był raport o stanie ówczasowym szpitali tamecznych i ten za powrotem cesarza bezzwłocznie przed- stawionym mu został; na raporcie tym, poczynił on wła- snoręcznie niektóre uwagi, poczem wydał rozkaz stawienia się mego u dworu. Był to dzień pierwszego posłuchania publicznego po powrocie monarchy; mnóstwo wyższych dignitarzów zebrało się na to przedstawienie ogólne ; mnie zaś zawiadomiono: że otrzymam prywatne posłuchanie w gabinecie cesarskim, co mocno zdziwiło zgromadzonych, bo ani z urzędu , ani z orderów , za żadną znakomitość uchodzić nie mogłem, to też dnia tego stałem się przed- miotem rozmów w calem towarzystwie wyższem Peters- burgskiem. Pierwszy raz wżyciu zdarzyło mi się, nietylko bydź przedstawianym, ale co ważniejsza, sam na sam rozmawiać z monarchą; obawiałem się przeto, abym się nie zmieszał w obecności cesarza, którego sama powierzchowność, lubo 11* Digitized by VjOOQ IC 164 PAMIĘTNIKI ujmująca lecz zarazem imponująca, a obok tego łatwość wysłowienia się i zwięzły sposób wyrażania myśli wpra- wniejszego odemnie, zmieszać mogły. Nie było nikogo, ktoby mnie przedstawił monarsze, otworzono tylko drzwi z pokoju, w którym się znajdowałem do gabinetu cesarskiego wiodące i usłyszałem wyrazy: „Comte, entrez." Wszedłszy zbijącem sercem na to we- zwanie, znalazłem się o parę tylko kroków od cesarza, o. stół opartego, który szczęściem dla mnie przyjął mnie bardzo łaskawie i sam długo mówił, nim mi zadał jakie pytanie. Posłuchanie to trwało przeszło pół godziny, a przedmiotem rozmowy były tylko: zaniedbany stan szpitali warszawskich, niedbałośó urzędników tą częścią służby zajmujących się i potrzeba zaprowadzenia niezbę- dnej w tej mierze reformy. W końcu oświadczywszy mi cesarz: że pokłada we mnie zaufanie, iż z całą gorliwością o dobro ludzkości, poświęcę się t6j służbie, jaką mi po- ruczyć zamyśla, dał mi rozkaz zwiedzenia wszystkich za- kładów dobroczynnych stolicy i zdania sobie raportu o tem, 00 w nich godnego naśladowania w królestwie znajdę. Jakiejciś szczęśliwej gwiazdzie mojej, a nie wymowie i zręczności dworaka, jakiej wcale nie posiadam, przypisać muszę to: że na tem pierwszem posłuchaniu, zdołałem zjednać sobie względy, a nawet powiem przychylność ce- sarza Mikołaja, którój następnie niejednokrotnie dawał mi dowody, przy każdem przedstawianiu się lub odwoły- waniu mojem do niego. Do oprowadzania mnie po zakładach w Petersburgu i w okolicy, przeznaczonym został sekretarz stanu do tej części służby, daleko starszy rangą odemnie, który otrzymał polecenie składania cesarzowi sprawy z odbytych wizyt przez nas i z tego, com na nich zaużywał i mówił. Między innemi, zapytał się go ,raz cesarz : jakie wrażenia na mnie uczynił wspaniały Dom podrziUków i nieczekając na to odpowiedzi, sam dod^: „Non non, je sais ce qu'il en pense^ co się miało znaczyć: że ja nie uznaję użyteczności Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 165 podobnego domu. — Przy tych urzędowych wizytach, dziwnie wyglądałem w skromnym moim mundurku grana- towym z karmazynowym kołnierzem, bez haftu i jednym tylko krzyżykiem na szyi, to jest orderkiem św. Stani- sława, pomiędzy tylu dostojnikami haftami i gwiazdami okrytemi, którzy mnie bądżto oprowadzali, bądźto przyj- mowali w zakładach ze względami i oznakami poważania, jakich pewno sam nie byłbym sobie zjednał, gdyby nie rozkaz cesarza i dosyć głośna w stolicy łaskawość jego dla mnie. Wiadomości z Warszawy do tej pory, były jeszcze zaspakajające. Odkryty spisek akademików i podcho- rążych, lekceważono i do zwyczajnych sądów odesłać za- mierzono, poczytując go za konieczny skutek wpływu re- wolucyi lipcowój francuzkiej na młode umysły unoszące się zwykle za każdą nowością polityczną. Tym stanem stolicy polskiej, cieszył się bardzo cesarz i był prawie pewnym utrzymania w niej spokojności. W pierwszych dniach grudnia, ukończywszy zwie* dzanie instytutów, złożyłem o nich raport, który cesarzowi przedstawionym został. Prócz tego przygotowano w kan- cellaryi ministra sekretarza stanu, naprzód: projekt pomnika dla cesarza Alexandra przezemnie przywieziony, który przez panującego cesarza dobrze przyjęty do opinii WKsięcia Konstantego przesłać postanowiono; następnie, dwa projekta do dekretu: jeden, ustanawiający w kró- lestwie nową ogólną radę szpitali i oddający naczelną opiekę nad nimi, księżnój Łowickiój; drugi, tworzący również nowy urząd inspektora jeneralnego instytutów do- broczynnych i karnych, któremu nadano prawo odwoły- wania się wprpst do monarchy i zdawania mu bezpośrednio raportów przez ręce ministra sekretarza stanu. Oba te projekta, z których ostatni z wyraźnej woli cesarza napi- sany, zostały już przez niego przyjęte, a urząd rzeczonego inspektora mnie poruczonym, wstrzymano jedynie w ogło- Digitized by VjOOQ IC 166 PAMIĘTNIKI szeniu ich z powoda, iż cesarz polecił one wprzódy prze- słać WKsięciu Konstantemu i księżnie Łowi^^kiej. Gdy raport mój złożono cesarzowi, oświadczył on Grabowskiemu: że mam nie opuszczać Petersburga do czasu nadejścia z Warszawy planu szpitala Dzieciątka Jezus, nad którego przerobieniem, życzy sobie osobiście zemną się naradzić* Opóźnienie w nadsełce rzeczonego planu , było przyczyną przedłużenia pobytu mego w Pe- tersburga i skutkiem wybuchłej rewolucyi w Warszawie, powodem oddzielenia mnie od kraju na czas tak długi, oraz zupełnej zmiany powołania i losu mego. Nareszcie 8. grudnia, przedstawił minister ów plan przecież nadesłany i wynurzył imieniem mojóm życzenie: zwiedzenia jeszcze instytutów cesarzowój, która będąc temu obecną, odezwała się na to żartobliwie: „Gomment ii Teut voir mes etablissemens , et ii ne veut pas me voir moi? Eh bien je veux le voir demain a midi" — nie byłem bowiem przedstawiony cesarzowej dlatego, że od pierw- szój bytności mojej u dworu, nie było więcej prezentacyi. Tak więc w dniu 8. grudnia, mogłem poczytywać moje czynności za skończone, bo szło już tylko o uzy- skanie pożegnalnój audencyi u cesarza, na którój o planie i raporcie mowa bydź miała, tudzież o stawienie się nar zajutrz przed cesarzową; mogłem przeto przewidywać tyło upragniony rychły powrót do domu, ale niestety trudno mi było przewidzieć: że do tego jutra, wszystkie te na- dzieje i oczekiwania moje zniweczonemi zostaną. Dzień zwyż wspomniony spędziłem wesoło u znanego Bułharyna, który dawał dla mnie obiad i częstował nas na nim, napojem bardzo rzadkim w Petersburgu, to jest sta- rym dobrym węgrzynem, który na dobrą myśl i wesołość goszczących upływał. W nocy o godzinie 1-ój przebudzono mnie i powołano natychmiast do ministra Grabowskiego^ czćm wielce się przeraziłem, bo to tak nagłe wezwanie wzbudziło we mnie myśl, że się coś w Warszawie stać musiało. Hieinaczój przeczucie to moje w zupełności Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 167 sprawdziło się; Grabowski bowiem, zebranym u niego wraz zemną rodakom, objawił: ie cesarz o 9-ćj wieczorem odebrał przez kurjera wiadomość o wybuchnięcia rewo- lucyi w Warszawie, a mianowicie: o napadzie na Bel- weder, wygnaniu z niego WKsięcia, który stoi z wojskiem w Wierzbnie , oraz o zabicia kilku jenerałów. Więcej nadto dotąd niema relacyi i jedynie minister kommunikuje otrzymany od cesarza rozkaz, zw(rfania natychmiast wszyst- Idch polaków z królestwa w Petersburgu znajdujących się, uwiadomienia ich o powstania w Warszawie i oświadczenia im: że każdemu dozwala opuścić go i prząjść do pow- stańców, jeżeli sobie tego życzy. Żaden z nas na to odpowiedzi nie dał i dać nie mógł, nie wiedząc co się rzeczywiście stało i jak dalece pow- stanie posunięte o czćm i póżniój trudno było się dowie- dzieć, bo lubo nazajutrz przybył drugi kurjer z większemi szczegółami, to przecież z rozkazu cesarza ogłoszono tylko w gazetach: Buletyn nadzwyczajny, zwiastujący jedynie pierwsze wiadomości jakie nam minister oznajmił. Po tern publicznćm ogłoszeniu, udał się cesarz do wielkiój ujeżdżalni na Michałowskim placu, gdzie zwykle zimową porą parady wojskowe odbywały się i tam do zebranych pułków gwardyi, przemówił z tak żywem unie- sieniem, ]ż ogólny pobudził zapał; skutkiem którego wszyscy oficerowie i starsi i młodsi cisnęli się do niego, z okazywaniem poświęcenia, na klęczkach poprzysięgając zemstę wrogom. Wiadomość ta, w okamgnieniu rozniosła się po całem mieście i roznieciła powszechne oburzenie i jak największą nienawiść przeciw zbuntowanym, jak mówiono polakom. Jakkolwiek wiadomości z Warszawy otrzymane, nie były w istocie jeszcze dokładńemi, to wszelakoż cesarz nie czekająo dostateczniejszych , zaraz w dniu 9. grudnia rozkazał a^utantowi swemu, pułkownikowi Józefowi Hanke, natychmiast wybrać się w podróż do królestwa. Odjazd tOB, opóż&ił się wszakże do dnia następnego, ż poWodu Digitized by VjOOQ IC 168 PAMIĘTNIKI przygotowywania papierów jakie ten posłannik miał za* brać z sobą, a mianowicie: 1. Pełnomocnictwa nieograni-^ czonego dla WEsięcia I^onstantego ; 2. rozkazu w imienia monarchy przez ministra sekretarza staną do prezesa kom- inissyi wojewódzkich Augustowskiej, Podlaskiej^ Lubelskiej i Fłockićj, aby raporta, jakie dotąd składali władzom wyższyni w Warszawie, przesełali wprost do Petersburga; a to pod zagrożeniem im karą śmierci, wrazie niespeł^ nienia 16} wyraźnej woli cesarskiej. Pod tąż samą datą, wyszedł dekret najwyższy, mianujący pułkownika Józefa Eauke hrabią, a to w nadgrodę tak osobistych zasług jego, jakoteż w pamięć tego , iż brat jego w obronie prawego porządku, życie utracił. Nazajutrz po tćj pamiętnej dla mnie nocy, w którćj zawezwanym zostałem do ministra Grabowskiego, dla po- wzięcia tak przerażającej wiadomości, miałem audencyą prywatną u Cesarzowej, pomimo że rozumiałem iż takowa odwołaną zostanie. Cesarzowa przyjęła mnie w pokoju dzieci swoich, w którym jej młodziutkie córki siedziały na uboczu, zajęte zabawkami swemi, zdawało mi się zatem, żem wszedł do prywatnego domu i witanym w nim jestem przez dobrą matkę, poufnie z dziećmi swemi tam przeby- wającą. Przemówiła ona do mnie jako tkliwa kobieta, biorąca udzi^ w strapieniach tego, którego widzi przed sobą, przedewszystkiem bowiem, zapytała mnie o żonę i dzieci moje i czy mam od nich jaką wiadomość? Nar stępnie opowiedziała mi ze wszelkiemi szczegółami o wszyst- kiem, co dotychczas było wiadomem o wypadkach War^ ęzawskich i dodała: że Cesarz najmocnićj tem rozżalony iż zamięszanemi do nich zostały osoby, które ufnością swoją otaczał, jakoto : Książęta Lubecki i Czartoryski i że utrzymuje, iż Polacy chcą jak się zdaje rzeczypospolitej, albo podobnego króla jak Ludwik Filip. Wreszcie uł)0- lewając nad księżną Łowickąwy rzekła słowa: „Cette pauvre Jeannette, combien elle doit suffrir ! elle nous est tellement gittąchee et elle est si bonne Polonaise.^ Po półgodzinnej Digitized by VjOOQ IC Fil. HR. SKARBKA. ]69 podobnej rozmowie przywołała Cesarzowa sekretarza swego i poleciła mu oprowadzić mnie po Instytutach pod jój opieką zostających, a przy pożegnaniu zapewniła: że wspie- rać będzie moje zakłady w Polsce, skoro się rzeczy w niej uspokoją. W mieście skutkował na umysłach zapał przez Ce- sarza w paradzie wojskowej wzbudzony ; wszędzie bowiem powstawano głośno na polaków, a w teatrze żądano z groż- nemi okrzykami trzechkrotnego powtórzenia wyrazów bę- dących w sztuce przedstawiano): „niech giną zdrajcy.** W wielu domach postanowiono nieprzyjrnować wcale Po- laków i Cesarz oświadczył Grabowskiemu życzenie: aby rodacy jego unikali bywania w towarzystwach i zachowy- wania jakichkolwiek stosunków z Bossyanami, zostawiając im wszakże wolność mówienia pomiędza sobą wszystkiego co im się podoba, byleby tylko tych myśli swcnch kra- jowcom nie objawiali, a co głównie do podzielania zdań swoich, ich nieskłaniali. Jakoż wkrótce jeden młody polak został aresztowanym i wywiezionym ze stolicy, za nieroz- ważne rozmowy swe z oficerami Gwardyi. Eozkazy do wojsk na wyprawę przeciwko Polsce nie- bawem wydane zostały, a w szczególności, Gwardye otrzy- mały rozkaz wyruszenia z Petersburga pod naczelnem do- wództwem niedawno z Niemiec przybyłego Feldmarszałka Diebitscha, który nominacyę na to stanowisko miał sobie udzieloną. Powtarzano ogólnie, że prosił on Cesarza, aby mu dał 120,000 wojska z oświadczeniem, iż skoro podobną armią przed wkroczeniem do królestwa mieć będzie, w ta- kim razie, we dwa tygodnie wszystko pomyślnie zakończy. Opóźnienie przybycia delegowanych zapowiedzianych do Warszawy, stało się powodem wstrzymania wszelkich sta- nowczych kroków, wyczekiwano bowiem za dokładną wia- domością o stanie rzeczy w królestwie, jakiój do tej pory nieposiadano, a że upłynęło dwa tygodnie, za nim delegaci do Petersburga zjechali, powiększyło to przeto nieufność i podejrzy wanie wszystkich urzędników wyższych w Polsce Digitized by VjOOQ IC 170 PAMIĘTNIKI o czynny udział w rewolucyi. W szczególności Cesarz ga- nił mocno cały sposób postępowania fiady Administracyj- nój królestwa, a mianowicie: przyzwanie doń nowych członków i wydanie postanowień przecliodzacycli jej wła- dzę. Nadto dziwił się: że iaden z ministrów dotąd nie- przybył do niego, i widocznie pragnął poczytywać wszyst- kich, za upadających, jako ofiary rewolucyi, niż za ulega- jących w czemkolwiek woli powstańców, w tym duchu przeto polecił ministrowi sekretarzowi stanu wystosować pismo do prezesa Rady Administracyjnej Sobolewskiego. Głównie zarzut zdrady ściągnął na siebie minister Mostowski, skut- kiem wydania przez siebie okólnika do prezesów kom- missyi wojewódzkich z uwiadomieniem ich o zaszłych w War- szawie wypadkach i objęciu naczelnego dowództwa nad wojskiem Polskiem przez jenerała Chłopicldego, okólnika, którego jeden eiemplarz do województwa Augustowskiego przeznaezony przez kozaków przejęlym i do Petersburga odesłanym został. W kilka dni po nadejściu pierwszej wiadomości o za^^ burzeniach w Warszawie powołanym zostałem do ministra Sekretarza Stanu, celem objawienia zdania mego o sposobie wytłumaczenia na język polski manifestu, jaki Cesarz kazał ogłosić przed przybyciem jeszcze delegowanych z królestwa, a który niweczył wszelkie nadzieje uniknienia wojny^ tak zgubnój dla Polski. Przeczytawszy ten manifest oświad- czyłem otwarcie Grabowskiemu, że takowy przeciwny za- mierzonemu odniesie skutek, a mianowicie: że jednych bar- dzićj rozjątrzy jeszcze i zapali, innych do rozpaczających kroków znagli, wreszcie wszystkich nawet wbrew własnemu przekonaniu dzidających do powstania wciągnie. Zdaniem mojem uwagi te winien był Grabowski przedstawić Cesarzowi, ale tego nie dopełnił utrzymując, że rzeczony manifest bez najmniejszego^z jego strony udziału przez Diebitscha i Nesel- rodego zredagowany, własnoręcznie przez Cesarza poprawio- nym i zmienionym zo6tał, dla czego przeto pytano mnie o zda- Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 171 nie? tego rozumieć nie mogłem i wprost to Grabowskiemu objawiłem. Po ogłoszenia manifestu tego powrócił pułkownik Hauke do Petersburga i doniósł: że książę Lubecki i poseł Je- zierski Jan, jako delegowani do cesarza są już w drodze, przytem dostarczył dokładniejsze wiadomości o istotnym stania rzeczy w królestwie, wreszcie doręczył Cesarzowi odpowiedź Ghłopickiego, na list monarchy do tegoż Je- nerała pisany. Spełniwszy w ten sposób niebezpieczną swą niissyc zaniósł Hauke prożbę do Cesarza o dozwo- lenie mu powrotu do kraju i przyłączenia się do wojska polskiego, do którego należał, a tern samem winien był dzielić z niem wszelki los, jakikolwiek go spotka. Pomimo usilnego nalegania prożba ta Haukego, nieodniosła żadnego skutku bez ściągnienia wszakże nań niełaski za postępek tak śmiały a tak szlachetny. Lubecki stanąwszy w Narwie zatrzymanym został przez tamecznego gubernatora, który na to otrzymał był rozkaz z Petersburga, przysłał przeto sztaffetą do Grabow- skiego prożbę, o dozwolenie mu przyjazdu do stolicy, na eo Cesarz kazał mu odpowiedzieć: że go przyjmie, jeżeli przybędzie jako minister skarbu, wzbrania zas mu wszel* kiego do siebie przystępu, jeśli ma działać w charakterze delegowanego od rządu rewolucyjnego. Co się tyczy Je- zierskiego, temu polecił oświadczeć, że dozwala mu sta- wiennictwa przed sobą jako poiriowi sejmu przed królem fiwoim. Na skutek podobnycłi rozkazów oba wysłańcy przy- byli do Petersburga, donosząc wpierw, iż sifę stosują do objawionej im woli monarszo). I tak, Lubeeki stanął w d. 25. grudnia, zatem jai zapóźno, aby mógł cokolwiek do- brego zr&bie, był jednak w mniemaniu: że zdoła Cesarza przekonać o niewinności swojej i że potrafi go skłonić do przyjęcia projektówanyełi przes siebie środków celem nśmierzesta powstania. W obu lyeb oczekiwaniach; swoicłi zawiódł się kompletnie, otrzymał bowiem wprawdzie posłu- Digitized by VjOOQ IC 172 PAMIĘTNIKI chanie u Cesarza ale publiczue, na którem przyjętym zo- stał nietylko ozięble, ale surowo nawet, skoro odważył się oświadzczeć, iż między obywatelami królestwa jest to przekonanie, że rewołucya umyślnie podnieconą i następ- nie wstrzymaną nie została, aby rząd Rossyjski miał po- wód do odebrania Polakom swobód narodowych. Po po- wrocie z pokojów dworskich mówił mi Lubecki: że lubo był żle przyjęty to go jednak nie odstrasza, bo Cesarz musiał ma okazać niechęć swą na publicznej audencyi, ale że go później łaskawie wysłucha na jakiem prywat- nem posłuchaniu i pójdzie za jego radą. Nie słało się jednak tak, jak rozumiał, bo do dnia 18. Marca 1831 r. niemiał więcej żadnego przystępu do Cesarza i w najwi- doczniejszej zostawał niełasce. Przez całe życie moje, miałem zawsze to niepowodze- nie w sprawach politycznych, że zdania i rady moje w przedmiocie dobra ogólnego podawane albo wcale na uwagę branemi nie były, albo niemogły w czasie wła- ściwym dostać się tam, gdzieby może na rozwagę wzię- temi były. I tak, ponieważ zdawało mi się, że Lubecki, tak się tego spodziewał, zdoła dostać się do Cesarza i wpłynąć na zdanie jego, złożyłem przeto na ręce wspom- nionego ministra projekt względem tego, coby uczynić należało dla uniknienia grożącej wojny. Proponowałem w tem piśmie aby cesarz wydał powtórny manifest spowo- dowany lepszem objaśnieniem przez delegowanych polskich sobie złożonem o stanie rzeczy, i w tym manifeście oświad- czył, że niemogąc przyjmować żadnych przedsstawień od zbuntowanych poddanych postanawia zwołać sejm celem przedłożenia mu zażaleń i żądań narodu, ale nie wpierw, aż rząd tymczasowy sam ukarze winnych i wszystkiego w karby dawnego posłuszeństwa i porządku nieprzywróci, aby zaś to mógł legalnie dopełnić, upoważnionym zostanie do zwołania sejmików i zgromadzeń gminnych, •na którycłi poddanem będzie sekretnemu głosowania to proste pyta^ Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 173 nie: czy naród ma trwać w powstaniu, lub wrócić do ule- głości moBarsze? Projektowany przezemnie powyższy środek, zdawał się Lubeckiemu za powolny i zapóźny, przyjął jednak pismo moje, lecz niezrobił z takowego żadnego użytku jużto dla tego, że tego niechciał i nieśmiał, jużto dla tego, że jak wyżej wspomniałem żadnego już niemiał wpływu. Drugi delegat polski z Warszawy, to jest Jezierski, został bardzo dobrze przyjętym przez Cesarza, miał u niego dwa posłuchania prywatne, na których otwarcie i z god- nością obywatelską wynurzył myśli swoje. Nieotrzymał on żadnego urzędowego pisma od Cesarza, ani żadnych obietnic dla narodu, w imieniu którego przemawiał, lecz dozwolono mu spisać rodzaj protokółu z rozmów wiedzio- nych z Cesarzem, który to protokół został mu przedłożo- nym i własnoręcznie przez niego poprawionym i stanowił jedyny dokument, jaki Jezierski po trzechdniowym pobycie swoim w Petersburgu, jako rezultat posłannictwa swego powiózł nazad do kraju. Treść ogólna pisma tego była ta, iż Polacy powinni się bezwarunkowo zdać na łaskę króla swego i ufać jego wspaniałomyślności. Korzystająe z powrotu Jezierskiego do królestwa wy- stąpiłem z prożbą do Cesarza o dozwolenie mi wyjazdu z nim razem, a to celem, abym mógł bydż mu pomocnym w usiłowaniach, jakie czynić zamierzał, dla przywrócenia spokojności, ale lubo Jezierski przedstawił i poparł życze- nie moje, to wszelakoż Cesarz wprost odmówił żądane pozwolenie, oświadczając, iż ma jeszcze zemną czynności do załatwienia. Tyin sposobem znikła dla mnie nadzieja i sposobność rychłego połączenia się ze swojemi i nie- świadomy tego, jaki był naowczas stan umysłów w kraju ograniczyłem się na napisaniu i doręczeniu Jezierskiemu artykułu do gazet Warszawskich, w którym, jako naoczny świadek tego, co się w Eossyi działo, usiłowałem Wykazać wszystkie niebezpieczeństwa, rozpocząć się mającej tak nierównój walki, a to com wtedy napisać uważał sobie Digitized by VjOOQ IC 174 PAMIĘTNIKI za obowiązek, było natchnienieniem obywatelskiego serca przeczuwającego zagładę najdroższych nadziei ojczyzny. Wspomniałem w tym artykule o mjlnych rachubach ziomków moich, na pomoc państw obcych a mianowicie Francyi, której król po otrzymania wiadomości wybuchu powstania polskiego, przysłał natychmiast gabinetową notę do Petersburga z oświadczeniem, ie pod żadnym pozorem tej rewolucyi popierać nie będzie, nadto następnie wysłał w poselstwie do dworu Bossyjskiego z tern upewnieniom dyplomatę Mortemara. Pismo moje, o którem wspominam na nic przydać się i przez Jezierskiego użytem bydż nie* mogło, bo śmiałe z razu postępowanie Jego po powrocie do kraju, ściągnęło nań podejrzenia i krzywdzące zarzuty. Między innemi zażądano od niego usprawiedliwienia z wy- datków w Petersburgu przez niego poniesionych, przyczem sam niewiem z jakiego powodu oświadczył Jezierski, że musiał przyjść w pomoc Polakom, których zastał w tej stolicy, a między niemi i mnie, którego imiennie w obro- nie swej wymienił, chociaż pomiędzy nami nawet mowy o tem nie było, bo niepotrzebowałem wtedy funduszu na utrzymanie, posiadając takowy w dostatecznej ilości własny i w każdym razie niebyłbym nigdy przyjął żadnego wsparcia z podobnego źródła. "*) W końcu Grudnia przybjł do Petersburga adjutant jenerała Chłopickiego, Wyleżyński, ale pod eskortą i po* tajemnie, tak, że go nikt z Polaków nicwidział, ani nic o missyi jego niewiedział, wszyscy tylko dziwili się temu, *) Na posiedzenia izb sejmowych dnia 25. stycznia 1831 r. powiedział Jezierski usprawiadiiwiając się z wydatków w Peters- barga poczynionych: „ie ksiąźe Lubecki na sammę złp. 40,000 miał wydaną assygnacyą do Bankiera Billina w Petersburgu^ ale gdy rząd Rossyjski wszystkicli wypłat na rachunek Banku Pol- skiego zakazał, a Polacy w Petersburgu będący, między innemi br. Skarbek, bez funduszu zostawali, przeto mając własile fundusze przyszedł temuż w pomoc tysiącem dukatów i te miał so- bie sa assygnacyą księcia Łabęckiego zwrócone. Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 175 ię został mianowanym fligeladjutantem Cesarskim i w tćm znaczeniu po kilka dniach pobyta podobnież tajemnie i pod eskortą, napowrót do Warszawy pojechał. Okoliczność tę tłumaczono w ten sposób: że Wyleżyóski przywiózł od Gbłopickiego pismo, którego Cesarz w oryginale, urzędów- nie jako pochodzącego od naczelnego wodza powstańców przyjąć nie mógł, zrobiono przeto kopią tego listu i ta- kową Cesarzowi przedstawiono, ponieważ zad dla powyż- szej przyczyny niemożna było na niego odpisać a chciana udzielić Chłopickiemu ustną odpowiedź, jakiej nikt inny prócz fligeladjutanta Cesarskiego zanosić nie może, przeto zrobiono Wyleżyńskiego podobnym adjutantem, aby mógł zawieść wodzowi polskiemu ustną odpowiedź monarchy. Cesarz życząc sobie, aby jak najwięcój Polaków z kró- lestwa doń przybyło, polecił powołać do Petersburga se- natorów znajdujących się w ówczas w Litwie a mianowi- cie książąt Jabłonowskiego i Lubomirskiego oraz Bnin- skiego, ale ten ostatni niestawił się. Natomiast przybył Ordynat Zamoyski, który zrazu dobrze przyjęty, następnie mniój łaskawe u dworu znalazł względy; skutkiem poczy- nionych Cesarzowi uwag nad przyczynami powstania ro- daków swoich. Mniój dostojnym osobom, rozporządzał Cesarz przesełae pieniądze na koszta podróży. W dalszym ciągu, przybyli do Petersburga jenerałowie Wincenty Krasiński i Eożniecki, pierwszy z Królewca, z kąd został zawezwanym, drugi wprost od WEsięcia Konstan- tego. Krasiński bywał bardzo często u dworu i był do- brze widzianym, ale żadnego tam niemiał wpływu, Boż- niecki mniej był poważany, udzielał za pośrednietwem je- nerała Benkendorfa uwagi swoje nad raportami wojen- nemi Diebitscha i nieraz bez ogródek ganił jego plany i postępowame. Sumienie milczało w nim zupełnie i utrzy- mywał śmiało: że się nie obawia żadnych zarzutów, ani ogłoszenia pism swoich w Warszawie, ubolewał tylko nad utratą rękopismów, w których miał mieć najdoUadaiejsze Digitized by VjOOQ IC 176 PAMIĘTNIKI pamiętniki od roku 1793 oraz historyc wojska Polskiego od najdawniejszych czasów przez siebie wypracowaną. Łudzono się jeszcze czas niejaki w Petersburgu na- dzieją uspokojenia umysłów w Polsce i dopiero po zło- żeniu przez Chłopickiego dyktatury i ogłoszeniu detroni- zacyi panującego, stracono zupełnie te nadzieję i uznano: że wojna stała się nieuchronną. Cesarz przyjął już obo- jętnie wiadomość o tćm ostatnićm postanowieniu sejmu Polskiego i będąc tego wieczora u księżnój Golitzin, rzekł do niej żartobliwie, wchodząc do salonu: „Madame c'e»t un roi detrone qui vient vous faire yisite." O ile wojskowi i zapalona młodzież ruska gi^ozili zupełną zagładą Polsce i byli pewnemi spiesznego poko* nania powstańców, o tyle lud prosty Petersburga, prze- widywał w sprawie tej, same tylko klęski, mówiąc głośno: że polacy pobiją, bo nie ma Suwarowa; Diebitzsch bo- wiem nie wzbudzał żadnego w stolicy zaufania, był ogólnie nie lubionym przez ruskich, z powodu iż był niemcem i' miał skutkiem tego wielu bardzo nieprzyjaciół , którzy sobie upadku i upokorzenia jego życzyli. Wypowiadając wojnę królestwu, zamierzył cesarz zarazem i w zachodnich guberniach cessarstwa zniweczyć wszelkie w nich ślady polskich tradycyj i nadzieje połą- czenia tych zabranych prowincyj z królestwem. Skutkiem tego, zniesionym został statut Litewski, co mocno oburzyło liczną i przeważną klassę adwokatów i urzędników są- dowych. Dalej, zniesiono u mundurów obywatelskich koł- nierze z karmazynowego na pąsowy ; rozkazano marszałkom szlachty, zwać się predsiedatelami ; odłączono szkoły i do- bra edukacyjne położone w guberniach Mińskićj i Podol- skiej od Uniwersytetu Wileńskiego i zaliczone takowe do Uniwersytetu Charkowskiego; wreszcie, wywieziono na Sybir dosyć znaczną ilość obywateli w dawne sprawy wplątanych i wszystkim w ogóle broń odebrano. — Nikt z ruskich nie wątpił w Petersburgu: że Królestwo Polskie rozpadnie się na cząstkowe gubernie i wielu już rozpoczęło Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. I?? starania o posady gubernatorów w tych nowych guber- niach. Cesarz wszakże nigdy dotąd nie objawił nic ta- kiego, coby do podobnego mniemania upoważniało, lubo wnioski o zniesieniu Królestwa popierały naprzód: miano- wanie Diebitscha^ jenerał gubernatorem nie królestwa lecz ośmiu województw, w nominacyi jego wymienionych; dalej utworzenie nowych pułków, Modlińskiego, Pragskiego^ Lubelskiego i t. p., wreszcie późniejsze oświadczenie ce- sarza: że po pierwszym wystrzale armatnim, poczyta się za zupełnie zwolnionego od wszelkich zobowiązań swoich względem Polski zaciągnionych. Gdy się rozpoczęła kampanja, pierwsze raporta Diebitscha, zawierały tylko doniesienia o wierności i przy* chylności obywateli, oraz mieszkańców królestwa winiej- scach, do których wkraczał, a w których ruskie wojska jako wybawców przyjmować miano — że wojsko polskie cofa się bez boju, pozostawiając armii rossyjskiej, wielkie zapasy wojenne — że dwóch posłów, braci Ksaszewskichi opuściwszy sejm, stawiło się przed nim, ł inne tym po- dobne nieprawdopodobne wiadomości, chciwie przez wielu chwytane, ale przez niektórych znowu co do wiarogod- ności swej podejrzy wane, zwłaszcza w prostym ludzie, po- między którym, przeciwne same niepomyślne dla wojsk Cesarskich krążyły wieści. Dopiero wiadomość o bitwie pod Grochowem poskromiła zarozumiałość tych, którzy rozpoczętą wojnę lekceważyli. Byłem właśnie w Ermi- tażu z Paniami Bolesławową Potocką i Moszyńską, kiedy Bządca tegoż Muzeum Eadca Stanu Łabęcki przerwał mi przyjemność chwili w tak miłem towarzystwie spędzanej, biorąc mnie na bok i uwiadamiając, że nadeszły raporta od armii zwiastujące: że przez dni trzy bito się z niewy- mowną zaciętością i że kilka tysięcy ludzi legło z obojej strony. Łatwo pojąć ile wiadomość ta mnie przeraziła, tem mocniój, że wkrótce spostrzegliśmy jenerała Benkendorfa szybko przez sale przechodzącego i do Cesarza udającego się, który bardzo pomieszany powitawszy damy, potwler- ramiętniki Fr. hr. Skarbka. 12 Digitized by VjOOQ IC 178 PAMIĘTNIKI dził w kilku słowach udzieloną nam poprzednią wiado- mość zostawiając nas pod wrażeniem najsmutniejszych wnioskóW; jakie czynić należało. Boleśniejsze jeszcze tak dla mnie, jako i wszystkich ziomków królestwa były na- stępne chwile, gdy poczęto rozsiewać po mieście wieść, jakoby o zupełnój porażce armii i o wielkiśj liczbie po- ległych Polaków, ale wkrótce ogłoszony drukiem buletyn o bitwie tój zmienił zupełnie usposobienie i zdanie nasze, zwłaszcza gdy Bożniecki prawdziwe znaczenie rzeczonego buletynu nam wyjaśnił. Odtąd żyliśmy w zupełnem odosobnieniu nieuczęszcza- jąe wcale do domów ruskich i na zgromadzenia publiczne. Zbieraliśmy się w wieczór w mieszkaniu księcia Lubeckiego, dokąd często przybywał Eożniecki i przynosił nam naj- pewniejsze od armii wiadomości, które z całą znajomością rzeczy rozbierając i oceniając, starał się nas przekonać, że wojna ta długo przeciągnąć się musi przy dotychcza- sowym niewłaściwym sposobie prowadzenia jej przez feld- marszałka Diebitscha. Gdy przy rozjątrzenia powszech- nem przeciwko Polakom wszystkie znakomite domy ruskie zostały dla nas zamknięte i sami, jak wyżej naroieniłem, unikaliśmy onych, znalazła się jedna równie piękna jako i uprzejma dama polskiego nazwiska, urodzona wszakże Eossyanka, pani Bolesławowa Potocka, Sołtyków z domu, która nieprzyjmująe wcale prawie ziomków swoich wy- łącznie polakom gościnne swe progi otworzyła, i codzien- nie nas jużto na obiady, jużto na wieczory zapraszała i w skutek tego niezatartą pamięć odwagi, uprzejmości i wdzięków swoich w nas pozostawiła. Po kilku miesiącach w tęsknem oczekiwaniu w Peters- burgu spędzonych, gdy kilkakrotnie zanoszone prożby moje o pozwolenie powrócenia mi do kraju, a w ostatku o pozwo- lenie udania się do Prus a mianowicie do Torunia, gdzie własny dom podówczas posiadałem, pomyślnego nie od- niosły skutku, oświadczył mi poufnie minister Grabowski, że Cesarz postanowił przeznaczeć mnie na członka rządu Digitized by VjOOQ IC PB. HR. SKARBKA. 179 tymczasowego królestwa. Jakoż w dniu 1. marca zano- minowanym zostałem radcą Staną i szambelanem dwora królestwa Polskiego, a nazajutrz, to jest, w dniu 2. marca członkiem Rady tymczasowej królestwa, do którój pod prezydencyą senatora Engla, powołanemi zostali Alexander hr, Strogonów, do wydziału spraw wewnętrznych, rzeczy- wisty radzca stanu Fuhrmann, do skarbu, jenerał Kos- tecki do sprawiedliwości, a ja do wydziału oświecenia publicznego i wyznań. Nader trudnóm było wtedy położenie moje, boprzyj- .mująe ten obowiązek narażałem się nietylko na najdot- kliwsze potwarze podczas trwania obecnego stanu rzeczy w Warszawie, ale i nadal na posądzenie czystości zamia- rów moich, poczytując przyjęcie wysokiego urzędu, za ra- chubę dumy i osobistego interessu. Sumienie wszakże moje nakazywało mi narazić się na wszystkie te nieprzy- jemności, bo osiągnąwszy podobnie wysokie stanowisko w rządzie, mogłem się stać użytecznym krajowi i dowieść mu choć z czasem, iż jedynie w widokach dobra ogólnego przyjąłem tak trudne i drażliwe obowiązki. Dla wzbudzenia w narodzie swoim przekonania: że wojna z rewolucyą Polską zbliża się do końca, uznał Ce- sarz niezbędnem, ustanowienie tak wcześnie Sządu tym- czasowego w podbić się dopiero mianym kraju i wypra- wienie członków, władzę tę najwyższą składać mających, bezwłocznie do Warszawy, pomimo iż wówczas ani nawet myśleć można było o tem: aby ci przedstawiciele Rządu, na miejsce przeznaczenia swego dostać się mogli. Wyjazd nasz oznaczonym został na dzień 18. marca, a na dzień 14. tegoż miesiąca powołano mnie wraz z Kos- seckim do stawienia się przed Cesarzem. Posłuchanie na- sze miało miejsce nie razem, lecz z osobna w zimowym dworcu, pierwszy przedstawił się jenerał Kossecki a na- stępnie po kwadransie oczekiwania przyszła na mnie ko- lej. Cesarz stał tyłem oparty o stół, tak jak przy pierw- i^em posłuchaniu mojem i rzekł do mnie: „Eh bien, mon lii* Digitized by VjOOQ IC 180 PAMIĘTNIKI „cber, eombien de malheurs depais que nous ne nous sommes „Yu! Oui les malheurs sont grands, ii faut trayailler a les „reparer et c'est pour cela, que je Vous ai appele, k faire „parti du Conseil provisoir, Yous me prommettez de la „faire ?'' Na to odrzekłem może nierozważnie (bo mi tylko o Cesarzu, anie o kraju mówić należało), ale to co prze- konanie moje powiedzieć mi nakazywało: Oui, Sire, j^ai eonsacrerai tous mes moyens, au seryice de mon pays. Odpowiedź ta widocznie zdziwiła, a może nawet i obra- ziła nieco Cesarza, ale po chwili namysłu przybrał wyraz słodyczy, podał mi rękę i ściskając moją wyrzekł nastę- pujące tak pamiętne dla mnie słowa: „Oui je sais que Yous śtes bon Polonałs, et c'est precisement parceąue Yous en 6tes un, que je Yous ai choisi." To oświadczenie monarchy stało się dla mnie prze- wodnią dalszego mego postępowania. Miałem pracować nad zagładzeniem śladu nieszczęść przez kraj doznanych i w tem posłannictwie miałem tak postępować, jak pra- wemu Polakowi przystoi. Sumienie moje jest mi świad- kiem, żem niezboczył nigdy z drogi, jaką mi sam Cesarz w chwilowem wspaniałomyślnem natchnieniu wskazał i że wtenczas zaraz postanowiłem zrzec się choćby największej dostojności, jeżeJibym kiedykolwiek od tej raz przyjętej zasady odstąpić znalazł się zmuszonym. XIII. Wyjazd mój z Petersburga i pobyt na Litwie. Ostatnie nowiny z placu boju do Petersburga nade- słane zapowiadały bliski koniec wojny, mianowicie dono- szono, że delegowany od Eządu narodowego, przybył do głównśj kwatery feldmarszałka Diebitscha z propozycyami zgody i warunkowego poddania się powstańców i ogólnie mówiono: że major wojska Polskiego Engenstrom będący w Petersburgu miał z odpowiedzią Cesarską pojechać spiesz- Digitized by VjOOQ IC FB. HR. SKARBKA. 181 nie do głównej kwatery, skutkiem przeto podobnych wie- ści opuszczałem stolicę cesarską z przekonaniem, iż naj- dalej za miesiąc przybędę wprost do Warszawy. W dniu 18. marca 1831, wśród najtęższej zimy po zamarzniętem morzu wyjechaliśmy z jenerałem Kosseckim dwoma pojaz- dami na saniach zwyczajnym traktem z Petersburga do Rygi wiodącym. Smutniejsze jeszcze niż jesienią były śniegiem pokryte okolice i cała droga pomiędzy temi dwoma miastami. Nader nużącą była podróż nasza po głębokich wybo- jach i zaspach śniegowych, które przebywając przez dzień cały trzeba było nocować na stacyach pocztowych, jak- kolwiek te dla uprzywilejowanych podróżnych należycie urządzone, wszelkie wygody im nastręczały. Na pierwszym z podobnych noclegów zjechaliśmy się ze wspomnionym już wyżej przezemnie słynnym autorem Wyiygina i redak- torem pisma Pszczoła północna, Bułharynem, który najoczy- wistszy przedstawiał dowód: że powierzchowność ludzi, z pism lub z kąd inąd powszechnie znanych, niezawsze odpowiada wyobrażeniu, jakieśmy sobie o nich utworzyli. Któżby bowiem mógł dopatrzeć iskrę dowcipu i satyrycz- nej weny w opasłój i ospałej postaci, w mdłych oczach, w okrągłej twarzy i w okrąglejszym jeszcie nosie, słowem w całej ciężkiej posturze, jaką nam autor gazeciarz przed- stawiał? Alebyś się nie omylił, gdybyś w niej nie dojrzał spekulanta, bo tym był on więcej niż dowcipnym pisa- rzem. Wyiygin samozwaniec i syn Wyiygina, były to prosto wielkie spekulacye pieniężne, które się tak dobrze Bułha- rynowi powiodły, że się stał panem znacznych dóbr pod Dorpatem. Przez gazetę swoje stracił on wprawdzie dobre imię u ludzi uczciwych, płacone zaś artykuły tego dzien- nika ściągały rozliczne obelgi na jej redaktora, ale za to przyczyniły się do nabycia niejednój dziesiatyny ziemi w tej majętności, do którój jechał właśnie, by w niej spo- cząć na wawrzynach tak łatwo, a zyskownie zdobytych. Digitized by VjOOQ IC 182 PAMIĘTNIKI Mówiąc ze mną o tćm, wyjawił mi naiwnie zasady swej moralności obywatelskiej, „jestem Polakiem" powie- dział, „służyłem Polsce wojskowo, bom się bił w Hiszpanii „w legii Nadwiślańskiej, wypłaciłem się przeto z długu „mego ojczyźnie i zupełniem się z nią pokwitował. Osiad- ałem później w Kossyi, otrzymałem tu rangę, dorobiłem się „znacznych pieniędzy na redakcyi gazety i wydawnictwie „pism moich w języku ruskim, skutkiem tego stałem się „gorliwym Rossyaninem przez wdzięczność dla kraju, w któ- „rym do majątku doszedłem, ale teraz i z Bossyą już się „wy kwitowałem i mogę swobodnie odpoczywać sobie." Eozjechawszy się nazajutrz rano z Bułharynem, tegoż dnia stanęliśmy w Eydze, owem mieście letnią porą tak ożywionćm a zimą tak martwem i spokojnem, zwłaszcza że wtedy było ogołocone tak dalece z wszelkiego wojska, że mieszkańcy miejscowi uzbrojeni w pałasze na warty zaciągać musieli. Po dwudniowym wypoczynku w tćm mieście, dalsza powolna podróż nasza szczęśliwie odbyła się aż do miasta Szawle, dokąd w d. 26. marca przyby- liśmy, ale odtąd już miał się rozpocząć ciąg różnych wy- padków, które mnie w bezustannej niespokojności trzymały i powrót do kraju opóźniły. Gdyśmy zasiedli do nędznego obiadu, jaki nam zasta- wiono, zbliżył się do nas stary wysmukły bywalec, mó- wiący równie dobrze kilku językami i dał się nam po- znać jako były major wojsk Polskich, który przeszedłszy rozmaite koleje, ostatecznie był dziś biedakiem, z datków tylko przejeżdżających gości żyjącym. Ten nas ostrzegł, że dłuższe zatrzymanie się nasze w Szawlach mogłoby się stać dla nas niebezpiecznem , z powodu powstania chłopów w powiecie Eossieńskim. Ta wiadomość tak niespodziana, potwierdzoną została przez obywatela z oko- licy z tym jeszcze dodatkiem, że nietylko chłopi, ale i szlachta tegoż powiatu, do powstania należy. Do tych prawdziwych wieści dodawano jeszcze wiele innych baśnii które ogólny popłoch w Szawlach sprowadziły, tóm moc- Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 183 niej gdy ujrzano przybyłych jeszcze przy nas kilka wo- zów napełnionych urzędnikami uehodzącemi z czem mogli przed powstańcami. Niemieliśmy więc co robić w tern mieście, pełnem trwogi i ruszyliśmy ku Wilnowi podziwiając, że na trak- cie naszym w dalszej okolicy nic o niej niewiedziano, ale za to w tym ostatnim grodzie znaleźliśmy umysły podbu- rzone i do nadzwyczajnych wypadków przygotowane. Na jed- nych działała obawa, na innych chęć wzniecenia lub należe- nia do zaburzeń, wszystkich ogarniała owa niespokojność, która miesza wszelkie stosunki zwyczajnego pożycia. W wielu bardzo domach czyniono przygotowania do ucie- czki, pakowano i wysełano rzeczy, kobiety zaś i dzieci co żywo wyprawiano z miasta. Żydzi najbardziój prze- rażeni zbierali się kupami na ulicach^ udzielali sobie wza- jemnie różne nowiny i radzili nad tem, coby czynić wypa- dało. Widziano wielu niczem niezajętych ludzi snujących się nieustannie po ulicach i uczęszczających gromadnie do winiarni i szynków, aby trunkiem dodawać sobie odwagi. Wojsko ze swojój strony miało się na ciągłój baczności i od 8. godziny wieczorem przebiegały liczne patrole aresz- tając wszystkich, których po tej godzinie napotkały. Jakże w złą chwilę przybyłem do Wilna, w którem upominki dawnych czasów, naakowe zakłady nowoczesne i piękne okolice, tak wiele przedmiotów ciekawości mojój nastrę- czały, ówczesne okoliczności i przykra pora roku pozba- wiły mnie wszelkich przyjemności, jakie mi pobyt w Wil- nie mógł był sprawić i same tylko przykre wrażenia po- zostały mi w pamięci z tego pobytu. W czasie największój trwogi znajdował się w Wilnie Nowosilcow i ręczył za spokojność miasta, przywodząc, że sam mieszka w uniwersytecie między tysiącem uczni, którym zupełnie ufa. Wtedy, gdy się zdawało, że naj- bardziej wre w umysłach, widziano go samego jednego lub z Pelikanem, rektorem uniwersytetu, chodzącego po ulicach, ale dla tego nagle w nocy dnia 3. kwietnia ujechał. Digitized by VjOOQ IC 184 PAMIĘTNIKI Wtem miejscu wspomnieć winienem o jednym szcze* gole, który naprowadzać musi na różne domysły wzglę- dem rewolucyi listopadowój Warszawskiej. Na obiedzie u gubernatora Wileńskiego, na którym się znajdowałem^ opowiadał Nowosilców swoje przygody w pierwszycli dniach powstania ^ które dla ciekawości prawie dosłownie przywodzę, „Na dwa dni przed wybuchem rewolucyi,^ mówił on: „dziwił mi się WKsiąie Kostanty, ie jestem „tak spokojnym i że jak zwykle przechadzam się po mieście. „Odpowiedziałem mu na to: że niema jeszcze dla mnie „niebezpieczeństwa, ponieważ wiem dokładnie, którego „dnia i o której godzinie nastąpi wybuch rewolucyjny, „(je connais le jour et Fheure du mouyement) i że tern „samem będę miał czas do usunięcia się z widowni.^ — Czy więc z tych słów nie należy wnioskować: że Nowo- silców miał tajemny udział w zamiarach spiskowych i że chcifid rewolucyi ulicznej, lub nawet może j% wywołał, by póżniój po jój pokonaniu, módz skuteczniej pracować nad obaleniem konstytucyi królestwa i zupełną zagładą swobód narodowych? W Wilnie spędziłem smutno nasze święta Wielkanocne, po których w dniu 4. kwietnia, musieliśmy nagle opuścić to miasto, z powodu otrzymanój przez władze wiadomości : że okoliczne miasteczka powstają jedno po drugiem ; dalćj że niejaki Matuszewicz, podburzywszy mieszkańców w Tro- kach o 3 mile od Wilna odległych, oswobodził zbrodniarzy zwiezienia, zabrał wszystkie konie pocztowe oraz kassy miejscowe i stanął na czele powstania. W przeciwnej zaś stronie gubernii, wybuchło ono w Oszmianach, za czem po- szło iż wedle zdania gubernatora, należało nam przez Lidę spiesznie dążyć do Grodna, gdzie nazajutrz szczęśliwie stanęliśmy, przebywszy jak najgorszą drogę i nasłuchawszy się niemało postrachów, iż lada chwila powstańcy na nas napadną, chociaż rzeczywiście po trakcie naszym, było Jeszcze zupełnie spokojnie. WeWronowie rozpaczał tylko iyd kopie pocztowe utrzymujący, że mu, bydż może, na^ Digitized by VjOOQ IC FU. UR. SKARBKA. 185 zajatrz przeszło dwieście podobnych koni zabiorą, jak to już na dwóch ościennych stacyach nastąpić miało. Śniegi leżały jeszcze po całej drodze aż do Szczuczyna, odkąd zaczęły się znowu błota, wśród których widziałem brną* cych i ugręzających w nich chłopów, użytych do przewo- żenia skarbowego magazynu. Spotykałem wielu z tych biednych ludzi, powracających od tćj posługi z resztkami mienia swego, jeden pomiędzy innemi, pędził przed sobą ledwo już wlokącego się konia, a sam na plecach dźwi- gał nową oś, jedyną pozostałość po gruchotanym wozie! W Grodnie znaleźliśmy jaknajwiększą spokojność i dopiero po kilku dniach pobytu naszego za wichrzyło się nagle, skutkiem nadeszłej wiadomości o wybuchłem powstaniu w Mereczu, miasteczku o mil 5 odległem, do czego dodawano jeszcze zmyślone wieści o zbliżaniu się powstańców z przyległych powiatów. Wszelka komuni- kacya Wilna z Kownem była przerwaną tak dalece, że o niczem z tamtąd dowiedzieć się nie można było; to wszystko zatem podniecało w Grodnie umysły większej części mieszkańców, zwłaszcza też adwokatów i sądowych urzędników, których podburzał ukaz znoszący statut Li- tewski, o czem już wyżój byłem wspomniał. Kilka dni było takiej trwogi, dopóki batalion wojska do Merecza wysłany, nie rozpędził tamecznych powstań- ców i kilkunastu z nich powiązanych do Grodna nie przy- prowadził. Bolesny był to widok, tych ludzi uwiedzio- nych i nieznających ani zamiarów powstania, ani poło- żenia swego, sromotnie pędzonych, a mianowicie : młodego księdza wikaryusza, tudzież urzędnika z Merecza, podobnie jak chłopi skrępowanych i razem z niemi przy wiedziosych. Złożono natychmiast sąd wojenny na tych, jakoby prze- stępców politycznych, skutkiem krórego, jeden z nich szlachcic z rodu, a stolarz z professyi, został na śmierć skazany i lubo pochodził z Merecza, to przecież wyrok w Grodnie za rogatkami miasta wykonać postanowiono. Okazał on wielką odwagę idąc na śmierć, długo niechcąc Digitized by VjOOQ IC 186 PAMIĘTNIKI dać się przywiązać do slapa, przy którym zosŁid; roz- strzelanym i przez dni trzy dla postrachu, bez pogrzebania pozostawionym. Ale przykład ten, nie wiele skutkował, bo zaraz następnćj nocy uciekło z Grodna dwóch młodych ludzi do puszczy Białowiejskiej , gdzie organizowały się nowe partye powstańców. — Przykre bardzo wrażenie uczyniła na mnie powyższa ezekucya, zwłaszcza że z okna pomieszkania mego, widziałem zdała delinkwenta, którego mnóstwo ludzi, przeważnie kobiet przez dzień cały na* wiedzało. Zupełna niewiadomoić, w jakiój się znajdowaliśmy w Grodnie, o tem co się w reszcie iwiata dzieje ; nadzieja powzięcia wtćj mierze pewnych danych i chęć przedsta- wienia się WKsięciu Konstantemu, natenczas w Białym- stoku rezydiyącemn, skłoniły jenerała Kosseckiego, w końcu kwietnia do udania się tamże; ja zaś postanowiłem po- zostać w Grodnie i oczekiwać listu od niego ze w skaza- niem: co dalej czynić wypadało? Bozstanie się moje z dotychczasowemi towarzyszami podróży, w czasie gdy nikt z nas przewidywać nie mógł, czy się jeszcze kiedy połączymy z sobą i co się z nami stanie, było bardzo dotkliwe dla mnie. Stałem nad brze- giem Niemna mocno wzruszony, patrząc nad odpływający promi na którym się oni przewozili i w smutnem usposo- bienia mojem, wracając, wstąpiłem do kościoła, w którym zupełna cichość panowała, aby tam szukać pociechy w mo- dlitwie, błagającej Boga o najwyższą opiekę i wytrwałość w przeciwieństwach. Szczególniejsza opanowała mnie tę- sknota, gdym sam jeden w Grodnie pozostał i byłbym bar&o przykre w niem pędził chwile , gdyby nie uprzej- mość gubernatora Bobiałyńskiego, który prosił mnie, abym codziennie u niego jadał i następnie przez czas poobiedni z nim gościł, bo podówczas był sam tylko, gdyż młodćj żony jego nie było w domu. Ale w krotce musisdem opuścić ze wszech miar miłego gospodarza mego i po- dążeć za innemi do Białegostoku^ bo mi jenerał Eossecki Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 187 doniósł y ie to miasto przeznaczonem zostało na miejsce pobytu dla Bządu tymczasowego królestwa i ie winienem przeto natychmiast tam przybyć. Jakby umyślnie, aby mi dać uczuć różnicę pobytu wmieście, do którego przybyłem, ztem, które dopiero opuściłem, zrobiono tej samćj nocy, gdy stanąłem w Białym- stoku, równie wielki jak próżny alarm, który wybił ze snu wszystkich mieszkańców i niepotrzebnej trwogi ich nabawił. Zdawało się komendantowi miasta: że słyszy bliskie strze- lanie, skutkiem tego niesprawdziwszy przewidzenia swego dołdadnie, poruszył całą osadę. Około północy, nagle usłyszeliśmy mocny i ciągły tentent koni, kozacy przebie- gali ulice; roty piesze z armatami dążyły na plac główny, gdzie zebrawszy się, dopiero jeden drugiego pytał: po co tam przybył i gdzie było grożące niebezpieczeństwo ? gdy zaś się przekonano: że nie było żadnego powodu do trwogi, wrócili wszyscy na swe kwatery przeklinając ko- mendanta, który jakoby, skutkiem tego przekleństwa, w kilka dni potom jeden z pierwszych padł ofiarą cholery. Trzeciego dnia po przybyciu mojem do Białegostoku, miałem audencyą u WKsięcia Konstantego, który przyjął mnie bardzo uprzejmie i długo dosyć z całą otwartością rozmawiał zemną. Pamiętne mi są niektóre wyrażenia jego, przytoczę je więc w języku, w jakim były wyrze- czone: ,)Yous conyiendrez Monsieur, que le commencement „de la reyolution a etó infame. Les polonais auraient „beau gtre Yainqueurs et conquerir toute la Bussie et meme Ffiurope entióre, qu'il3 ne sauraient effacer la tache „d'infamie, que le commencement de leur reyolution leur a imprime.^ Na uwagę przezemnie uczynioną, że może jest bliski koniec tój wojny, odpowiedział WKsiąże: „Je ne me fais pas d'illusion la dessus, non seulement „que cela ne tire pas vers la fin, mais je crois mgme, que „oela ne fait que commeneer. Moi de ne me mele de rien, on Digitized by VjOOQ IC 188 PAMIĘTNIKI „ne m^a pas consulte, mais pour ma part, je o^aurais jaiuais „commence cette guerre. Je me serais porte avec mes „troupes sur les frontióres de Fempire, je n^aurais feiisse ^passer ni beoufs, ni yaches, ni ble, ni rien en un mot, „et je les aurais laisse faire, ce que j'appele: Kłótnia „polska. Mais s'ils s^etaient approches des frontióres, slls „ayaient youIu les passer, alors je leur aurais dit: Bon „jour Messieurs, un moment s'il vous plS,it. Je ne serais „pas reste inactif non plus, mais j^aurais eu des miens „la bas, qai aurait trayailles les esprits, pour les faire „yenir la, ou j'aurais youlu les yoir. Je suis un homme „impartial et je conyiens, que Ton doit k toute nation, la „eonseryation de sa nationalite. Les Hongrois ont dans „leurs yillages, deyant les maisons de leurs Schulmaysters „des gaines en fer et des menottes, que eeux-ci peuyent „faire mettre au^ habitans du yillage ; eb bien, eela ne les „reyolte pas, mais changez leur culottes bleues etyeuillez „leur donner la eulotte allemande, ils se reyolteront et ils „anront raison.^ Gdym wspomniał WKsięciu, że cesarz przeznaczył mnie na inspektora jeneralnego szpitali, mających zo- stawać pod opieką księżnej Łowickiej i gdym prosił o po- zwolenie złożenia uszanowania mego księżnie, odrzekł on: że wie o tćm, ale że dziś już o tem myśleć niemożna, oraz że księżna jest słaba i nikogo przyjmować niemoże. W końcu przypomniał sobie: że nazwisko moje odpowiada mianu przedmieścia w Bruxelli Scharbeck ł dodał: „La der- „nióre fois qui j'ai yu le roi de HoUande, ii m'a dit, qu'ayant „ete informe de Yotre tournee dans ses etats, ii ayait Tin- „tention de yous reclamer a cause de Yotre nom." Na tćm skończyła się pierwsza i ostatnia audyencya, jaką miałem u WKsięcia, bo poprzednio w Warszawie nie byłem nigdy mu przedstawianym. Niespodzie wałem się wówczas, aby tak krótko miał on pozostać na tój ziemi, gdyż był zdrów zupełnie, ale zdawał się przeczuwać co go czeka, niesłychanie obawiając się cholery, tak iż ni- Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 189 komu z miasta niewolao było się zbliżyć do pałacu, w któ- rym zamieszkiwał. Przyznam się, że pomimo wszystkiego co mówiono o WKsięciu i co istotnie dokuczliwego zrobił, miałem przecież rodzaj poważania dla niego z powodu, iż nigdy nie żądał i nie dążył do zagłady naszej narodo- wości. Pobyt nasz w Białymstoku nietylko był nieprzyjemnym ale przytem i niebezpiecznym, bo całe miasto było po- niekąd wielkim szpitalem, dwadzieścia bowiem kilka do- mów zajgto na lazarety wojskowe i w każdym nieomal podwórzu dla powstrzymania szerzącej się epidemii, pa- lono mierzwę , tak iż ciągle żyć trzeba było w najszka- radniejszej atmosferze. Postrach mieszkańców był ogólny któremu i ja pomimowolnie ulegałem , ponieważ w pos- sessyi stykającćj się z mieszkaniem naszem, urządzono szpital dla cholerycznych. Pod wpływem tój obawy, jednej nocy zasłabłem na symptomata tej choroby i lubo dzięki Bogu, przy użyciu właściwych środków, ustąpiły one szczęśliwie, to wszelakoż zostało mi na długo nie- przyjemne wrażenie z tego , co ogólnie lubiemy, to jest : śpiewu słowika, który właśnie najrozkoszniej się odzywał, gdym się uczuł dotkniętym tak grożnemi przypadłościami. Niedziw więc, żem w Białymstoku doznawał częstych chwil tęsknot trudnych do zniesienia i żem jedynie szukał pociechy i rozrywki w zajęciu umysłu pracą literacką. Tam to napisałem po francuzku, dziełko o moralności obywa- telskiej (Essai de Morale Cinąue,) które dopiero w roku 1850 przerobiłem, a w roku 1861 wBruxelli wydałem. Nieprzewidując końca smutnego położenia mego, na- pisałem do życzliwego mi Turkułła do Petersburga o radę, coby mi zrobić wypadało, a do prezesa Rady naszej Engla do Mińska, podanie o dozwolenie mi przeniesienfa się gdzie indziój. Właśnie byłem otrzymał od tego ostatniego, żą- dane pozwolenie przebywania, gdzie mi się podoba w za- chodnich guberniach cesarstwa, z warunkiem, abym go zawiadamiał o miejscach pobytu mego; gdy mało zna- Digitized by VjOOQ IC 190 PAMIĘTNIKI «zący wypadek wojenny, przyspieszył niespodzianie wy- jazd nasz z Białegostoku. Wieczorem daia 22. raaja, widać było jakiś nadzwy- czajny rucli wmieście; przyspasabiano pojazdy WKsięcia takowe pełnić potrafię i zechcę. Na pismo to nieodebrałem wprost żadnćj wiadomości, lecz Grabowski w liście prywatnym do Kosseckiego pi- sanym, polecił mi objawić, że przez przychylność dla mnie, odniesienia się mojego, nie kommunikował cesarzowi i że mam albo przyjeżdżać do Petersburga, albo nadesłać sto- sowniejsze i nie tak zuchwałe podanie. W skutku zatćm oświadczenia tego, przesłałem Graliiowskiemu prośbę o wy- jednanie mi pozwolenia pozostawania w Warszawie, jużto dla zajmowania się szpitalami i więzieniami, które w opła- kanym znajdują się stanie ; jużto dla pilnowania własnych interessów, które niezbędnie obecności mojćj wymagają. Tym razem prośba moja odniosła skutek, gdyż po zapy- taniu Paszkiewicza: czyli jestem potrzebnym w Warszawie i czy mogę w niej pozostać? i po udzieleniu przez tegoż na wniosek Strogonowa przychylnój odpowiedzi, wkrótce Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 205 otrzymałem od ministra sekretarza stanu urzędowe zawia- domienie: „ie NPan zezwolić raczył na to: abym pozostał w Warszawie dla zajmowania się zakładami karnemi i do- broczynnemiy tudzież własnemi interessami.^ Tak więc zapadła nieprzebyta zasłona pomiędzy moją przeszłością , a tćm co mnie w przyszłości czekać miało. Zawód nauczycielski, któremu się z takiem zamiłowaniem i śmiem powiedzieć z takiem powodzeniem poświęcałem, na zawsze został przedemną ""zamkniętym. Zawód urzę- dowy tak świetnie rozpoczęty, (a za którego przyjęcie przedwcześnie tak nieuzasadnione dotknęły mnie potwarze !) niespodzianie przerwany i to w sposób , ie przypuszczać trudno było, abym kiedykolwiek doszedł do podobnego wysokiego znaczenia, ile ie pierwszą zasadą życia mego było przed nikim się nie płaszczyć i żadnych starań o do- czesne dostatki z ujmą osobistej godności i negacyą dobra ogólnego nieprzedsiębrać. Pozostawały tedy dla- mnie dwa tylko zajęcia, zapewniające mi sposobność stania się użytecznym krajowi i wyrobienia sobie zasłużonego nazwiska, które skłonnościom moim odpowiadały i zawsze pociechę prawdziwą stanowiły, a temi były: filantropia i piśmiennictwo. Pierwsza w owym czasie panującem była ludzi światła i majątku upodobaniem, które i wemnie pod- czas podróży moich zagranicznych zaszczepione zostało; drugie zaś, stało się nietylko najulubieńszem zatrudnieniem ale poniekąd słabością moją od młodych lat naukom po- święconych. Ponieważ byłem kustoszem biblioteki i muzeów towa- rzystwa przyjaciół nauk, przeto obowiązki te po powrocie moim z Petersburga na nowo objąłem i z razu żadnej w ich sprawowaniu nie doznałem przeszkody. Towarzystwo zaczęło się zbierać na zwykłe posiedzenia swoje i nawet jedno centralne, pod prezydencyą biskupa Prażmowskiego, odbyło się w obecności dwóch jenerałów rossyjskich na to posiedzenie zaproszonych, którzy z widoczną ciekawością, ale udanem współuczuciem przysłuchiwali się naukowym Digitized by VjOOQ IC 206 PAMIĘTNIKI rozprawom. Nikt zatem nieprzewidywał, jaki los czekał towarzystwo ; dwa tygodnie upłynęły spokojnie , w ciąga których można było ocalić wiele cennych pamiątek naro- dowych, usuwając je tak z biblioteki jako i muzeum Dą- browskiego. Ale niczego nieprzedsięwzięto, bo się niczego złego niespodziewane; aż nagle jednego poranka lyawił się w gmachu towarzystwa wyższy urzędnik rossyjski i za- żądawszy kluczy od wszystkich lokaIóW| opieczętował ta- kowe i dokonał aktu rozwiązania towarzystwa przyjaciół nauki a to bez żadnego uprzedniego zawiadomienia i ogło- szenia; prostem jedynie użyciem samowolności i przemocy w wykonaniu rozkazu wyższej swój władzy. W skutku tego nastąpił gwałtowny zabór wszystkiego, co tylko wła- sność towarzystwa stanowiło , a mianowicie: całkowite zbiory i książki zostały zapakowane i do Petersburga ode- słane; sara gmach zaś pod zarząd skarbowy oddany, i to wszystko działo się w końcu 1831 roku, kiedy dopiero w dniu 14. marca 1833 roku ogłoszono: że w skutku naj- wyższej woli towarzystwo królewsko-warszawskie przy- jaciół nauk ma bydż uważane za nieistniejące. Bozpo- rządzenie to podpisał Strogonów, jako dyrektor główny kommissyi rządowćj spraw wewnętrznych i Linde, jeden z najdawniejszych członków towarzystwa, jako następca dyrektora wydziału tejże kommissyi. Należy mi tu na- mienić: że jenerał Rautenstrauch , jako dyrektor główny .kommissyi oświecenia, zaraz w początku 1832 roku wsta- wiał się do cesarza o pozostawienie towarzystwa przyjaciół nauk przy własności gmachu biblioteki i muzeów, lecz to odmówionem mu zostało. Edward Raczyński, który znajdował się w Warsza- wie w chwili zaboru własności towarzystwa, jako członek zagraniczny takowego protestował przeciwko temu gwałtowi i w tym celu jeździł ze mną do członków rządu tymczaso- wego, którzy wszyscy wprawdzie ubolewali nad upadkiem tak pożytecznego dla kraju stowarzyszenia, lecz objawiali zarazem, iż w tćj mierze na' zmianę najwyższego postano- Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 207 wienia wpływać niemogą, w końca nagleni przez nas, oświadczyli po prostu, ie własności Towarzystwa Przy- jaciół Nauk us^nane zostały za zdobycz wojenną (boume prise de gtierre), tak właśnie, jakby Polska była obcym krajem, a towarzystwo królewskie zbiorem rewolucyoni- stów z bronią w ręku schwytanych. Rzeczywiście zaś nie było w królestwie zgromadzenia spokojniejszego i bardziój obcego wszelkim zabiegom i ruchom politycznym, jak na- sze towarzystwo, któremu nawet zarzucano dążność zazbyt konserwatywną. Pomimo przewidywanego upadku dawnych swobód i instytucyi i mimo srogich środków repressyi i upokorze- nia przeciw Polakom używanych, przybrała Warszawa wkrótce po jej zajęciu przez Rossyan powierzchowne zna- miona wielkiego miasta zwykłym uciechom pożycia od- danego. Prześladowania i uciski ze stanu oblężenia wy- nikające, samowładna władza nowo mianowanemu księciu Warszawskiemu z pominięciem rządu tymczasowego na- dana, wreszcie dekret amnestyi, wyłączającej z pod dobro- dziejstwa takowej, tysiące ziomków i skazujących ich na tułanie się po obcych krajach; wszystko to niepowstrzy- mało wielu mieszkańców Warszawy, a mianowicie też znacznój liczby dam do wyższego towarzystwa należących od brania udziału w biesiadach i balach przez pogromców naszj^ch wyprawianych i zapraszania ich nawet na podobne zabawy do domów własnych. Gubernatorem wojennym Warszawy był od czasu jój opanowania, jenerał Witt, należący dawniój do arysto- kracyi Polskiój i współzawodnik na tem polu jenerała Polskiego Paca, podówczas wychodźca. Przy tym guber- natorze była jako bezślubna towarzyszka, piękna i zaj- mująca wyższego tonu Polka (której nazwisko przez wzgląd na zacną rodzinę tegoż samego miana, przemilczę), a która rozrzewniała się nad losem Polski, a posługiwała widokom jej nieprzyjaciół. Takie gorszące zespolenie się dwóch znakomitości, taki cynizm jako i urągowisko dawnych oby- Digitized by VjOOQ IC 208 PAMIĘTNIKI Czajów polskich, a obok tego takie pobłażanie ze strony miejscowego towarzystwa, były objawćm wszelką przy- stojność obrażającym i cbyba dla tego tylko dopuszcza- nym, ie ta szło o renegatów, a nie o jednowierców poli- tycznych. Oswojono się tak dalece z tą rozwiązłością oby- czajów, źe ją nawet naśladować zaczęto, wiadomem bo- wiem było ogólnie prawie: że jeden z wyższych ówczes- nych urzędników starał się zyskać względy tak rządu, jako i gubernatora wojennego, za wpływem wdzięków małżonki swćj, która zazdrość uprzywilejowanej towarzy- szki wzbudzała. Stosunek ten nastręczył mi myśl napi- sania komedyi w trzech aktach pod tytułem „Laura,^ którą po trzechkrotnem jćj wystawieniu w roku 1833 na scenie Warszawskiego teatru zakazano, czego powoda nietajono, skoro sam Strogonów wspominając o tćj pracy mojej wy- rzekł do mnie słowa: „Ayouez cependant, que Vous ayez mis en scśne un Witt en frac." Już 18. grudnia 1831 r. był wieczór tańcujący u je- nerał-gttbernatora, z powodu gali dworskićj, na którym występowały damy polskie i powtórzyły to wystąpienie na Sylwestrowym balu w końcu roku przez resursę ku- piecką danym. Teatr otworzono 1. stycznia 1832 roku, a w ciągu karnawału tej zimy miały już miejsce w nie- których domach Warszawskich proszone wieczory, na któ- rych krewne i spowinowacone z wychodźcami Polki z ofi- cerami Bossyjskiemi tańcowały, skutkiem czego zasmuceni klęską krajową rodacy gorzko ubolewali nad tćm tak szybkiem przeobrażeniem się dążności towarzystwa stolicy, w którem wszakże niebyło podówczas żadnej ze znako- mitych rodzin, które przed rokiem 1830 otwarte domy pro- wadziły. Najsilniej i najdotkliwiej powstawali na to ci, któ- rzy ukrywając nienawiść swoją przeciw nowemu rządowi niemogli jawnie i głośno potępiać lekkomyślności tój czę- ści ziomków swoich i zwracać ich na drogę poczucia obo- wiązków obywatelskich. Od tych zaś, którzy zmuszonymi Digitized by VjOOQ IC FR. kR. SKARBKA. 209) 2ostali opuścić ojczyznę i na obcój ziemi, pod nazwą emi- gracyi, zawiązali pewną reprezentaeyą Polską; nadcho- dziły do Warszawy piorunujące potępienia i nawet obel- żywe wyrazy dla rodaków, co się korzyli przed władzcami^ co się łączyli i bawili z niaii, co wreszcie nieumieli oprzeć się ponętom towarzyskim, niezachowając godności i smu- tku, obowiązkiem pobitych i uciemiężonych będącego^ Wprawdzie zarzut ten sl^ierowanym był jedynie do nie- bacznych mieszkańców Warszawy i niedosięgał obywateli ziemskich, którzy spokojnie ulegali przemocy i zachowując się zupełnie biernie, zdołali utrzymać godność, o jakiój wyżej mowa. Teatr przeważnie zajmował publiczność Warszawską. W wielkim^ podówczas jeszcze narodowym zwanym, z nie- małem powodzeniem występowała wtedy Leotityna Żucz- kowska, później zamężna Halpert, która z wysokim talentem łączyła w sobie powab urody i wdzięków i nie tak, jak pospolite artystki, dla tych ostatnich posiadała wziętość, lecz rzeczywistemi zdolnościami jednała sobie względy zwolenni- ków sceny. Obok niej ulubieńcami publiczności byli: Ku- dlicz, Piasecki i kilku innych zdolnych artystów. Drugi ^aś teatr, to jest , Rozmaitości, mieszczący się w sali towa- rzystwa dobroczynności, nie mniejszego doznawał powo- dzenia, zawdzięczając to szcziególniej dwom ówczasowym komikom, to jest, Panczykowskiemu i Niwińskiemu, z których ostatni z wielką stratą dla sceny narodowój w roku 1832 życie zakończył. Na tym teatrze grywano często moje małe komedye i krotochwile, jużto dawniejsze, jużto nowe, które ciągle pisywałem, głównie w celu pobudzenia ducha do rzeczy ojczystych, bez najmniejszej pretensyi, aby tym fraszkom jakąkolwiek wartość dramatyczną nadawać miano. Między innemi na dzień 1. kwietnia, to jest, tradycyjny FHmd Aprilis, przygotowałem pod tym tytułem podobną fraszka ze śpiewkami , w któriśj główiią rolę grał Panczykowskij jako golibroda z mianem Pasik. Otóż w jednój ze scen^ Pamięteiki Fr kr. Skarbka. 14 Digitized by VjOOQ IC 210 PAMIĘTNIKI gdy obecni żartują z jego nazwiska , w odpowiedzi swej oświadcza on, źe ono takie dobre, jak każde inne, bo za dodaniem kilku końcowych liter można zrobić z niego takie , jakie komu się podoba i tak bydż może : Pasieki Pasikowski, Pasikiewicz. Pisząc to, rzeczywiście nie miałem żadnego zamiaru czynienia alluzyi do wysokiego podówczas nazwiska, i publiczność niepodchwyciła jej wcale, słuchając z upodobaniem przez kilkanaście przed- stawień tej sztuki; ale zdarzyło się, że jakiś nowo przy- były do Warszawy jenerał rossyjski upatrzył w powyższej niewinnej pogadance golibrody przycinek dla namiestnika, skutkiem czego wydanym został natychmiast zakaz rze- czonćj krotochwili, szczęściem bez narażania jej autora na jakąkolwiek odpowiedzialność, która bardzo łatwo mogła go dotknąć. W owej epoce przez kilka miesięcy zajmowała pu- bliczność Warszawską żeglarka powietrzna, panna 6ar- nerin, która, zapowiedziawszy wzniesienie się balonem, jużto okazywała na saskim placu za opłatą wszelkie ku temu przyrządy aerostatyczne , już to zbierała abona- ment na to przedstawienie, ale ciągle z takowem zwlekała, aż do 16. września, w którym to dniu puściła się z saskiego ogrodu i wzniósłszy się do wysokości jakich tysiąca łokci nad poziom, odcięła łódkę, w której siedziała pod balonem, poczem ten wzniósł się pod obłoki, a ona nagle pod spa- dochronem zniżała się ku ziemi, w skutku czego powstały krzyk i trwoga pomiędzy licznie zebraną publicznością o los śmiałój żeglarki, jakoż ten nie był jej przyjaznym, bo nieszczęście mieć chciało, że sznury przyrządu wplą- tały się w gałęzie drzewa stojącego przed pałacem dy- rekcyi dróg i mostów na nowym świecie i łódka spadła iha niego, a panna Gamerin strzaskała sobie rękę. — Oka- leczona aeronautka znowu dosyć długo była przedmiotem rozmów i współczucia ogólnego, które skończyły się na tóm , że w końcu musiano robić składki na doprowadzoną Digitized by VjOOQ IC FR. HE. SKARBKA. 211 do zupełnćj nędzy cudzoziemkę, aby miała o czćm po- wrócić do kraju swego. W jesieni tegoż roku okazał się kometa, który za- bobonnie był w Warszawie, zwłaszcza przez ludność prostą przyjętym i taką powszechną wzbudził obawę, iż wprost zapowiadano i wierzono w koniec świata na dzień 26. li- stopada, a to tak dalece że w wielu bardzo domach w wi- gilią dnia tego spowiadano się i na śmierć przygotowywano, nie było wszakże tegoż końca świata, tylko tęgi mróz, w skutku którego Wisła dnia tego stanęła. XV. Zajęcie nnoje szpitalami I więzieniami. Zmieniło się więc całe powołanie moje. Nie było ani uniwersytetu, ani towarzystwa przyjaciół nauk ; dawni koledzy w tych dwóch zakładach, albo rozproszyli się po świecie jako wychodźcy, albo opuścili Warszawę, albo wreszcie pomarli. Trzeba było zawiązywać nowe stosunki, zaznajamiać się z innemi ludźmi; z nauczającego obcowania, z mężami nauki wypadało przejść do trudzącego i nieraz przykrego urzędowego życia Zamiast niepodległości w spo- sobie myślenia i zamiast zajmowania się więcej duchownem, niż materyalnem dążeniem, należało wdrożyć się w uległość urzędową i poświęcić się jedynie praktycznym czynnościom urzędnika. Miejsce książek zajęły akta, a miejsce nauko- wych rozpraw zastąpiły referaty i rapporty. Całapoezya życia, w piśmiennictwie zawarta , zamieniła się w czczą prozę biórową. Jednem słowem, z człowieka naukom od- danego przekształciłem się w rzemieślnika publicznego głównie obowiązkami służby, a ubocznie tylko piśmien- nictwem zajmującego się. Szczęściem to było dla mnie, że nieprzyjąłem ofia- rowanych mi dostojeństw w Petersburgu, gdziebym się był musiał wyrzec bezpośredniego udziału w sprawach kra- jowych, gdziebym nietylko niebył mógł nic dobrego wy- 14* Digitized by VjOOQ IC 212 PAMIĘTNIKI świadpzaó, ale gdziebym może był zmaszonym zwichnąć całą dążność, a nawet sposób myślenia, postępując nie tak, jak sumienie moje obowiązywało, lecz tak, jakby mi to nakazano; gdziebym wreszcie, albo zniewolonym był, stać się prostem narzędziem władzy, albo porzucić narzu- cone mi stanowisko, a tern samem pozbawić się raz na zawsze możności służenia ziomkom i ojczyźnie. Nowo obrany przezemnie zawód w służbie zakładów dobroczynnych i karnych odpowiadał dawnym skłon- nościom moim, a przytem odosobniał mnie zupełnie od wszelkiej styczności z czynnościami drażliwemi, ścisły związek z polityczną dążnością rządu mającemi. Miałem bowiem jedynie zajmować się temi ziomkami, których nędza, choroby i zepsucie opiece publicznej przekazywały ; a nie mogąc nic uczynić dla współobywateli, boleśnie w uczuciach swoich narodowych dotkniętych, mogłem przy- najmniej bydż pewnym, że żadnego mieć nie będę udziału w dążnościach tych, którzy ich upakarzali i prześladowali. Cała czynność moja zamknięta była w murach szpitali i więzień, a w tym ciasnym obrębie, niosąc ulgę bliźnim, poglądałem z daleka na moralne cierpienia tych, którzy godniejszemi byli politowania od tych, co się w moich mu- rach mieścili. Podróż moja w roku 1828, w zamiarze zwiedzenia in- stytutów zagranicznych odbyta, posłużyła mi do nabycia praktycznych wiadomości w tój części służby publicznój, której się poświęcałem i do zawiązania osobistych sto- sunków ze znakomitemi mężami na tej niwie pracującemi. Była to bowiem epoka powszechnego zajmowania się do- brem ludzkości i filantropią, która zakładała sobie dwa cele, to jest, jeden, zaradzać nędzy i polepszać byt ma- teryałny ubogich ludzi; drugi, czuwać troskliwie nad mo- ralną poprawą ludzi zepsutych i więźni karę odcierpia- jących. Poznałem się przeto z wieloma ówczesnemi słyn- nemi filantropami Niemiec, Francyi i Hollandyi i utrzymy- wałem z niektóremi z nich stałą korrespondencyą, a w szcze- Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 213 gólności z Dr. Jaliusem z Berlina, który dużo pracował i pisał w przedmiocie urządzenia więzień. Nadto za po- średnictwem konsula angielskiego w Warszawie wszedłem w stosunki z inspektorami więzień angielskich i przesełałem im plany podobnych nowych zakładów naszych; za co w zamian otrzymywałem od nich corocznie tak zwane nie- bieskie Jc»iąźkif parlamentowi w tej mierze składane. Tym sposobem nazwisko moje weszło w poczet Europejskich filantropów, którzy się wszyscy, bądź osobiście, bądź też z rozgłosu prac swoich znali i którzy, w razach potrzeby zasięgania wiadomości miejscowych, piśmiennie się z sobą znosili. Wszystko to, com był przed rewolucyą w kraju w sprawie w mowie będącój rozpoczął, było albo zni- szczone, albo zaniechane. I tak: dom przytułku i pracy i instytut moralnie zaniedbanych dzieci, oba za Wolskiemi rogatkami położone, zostały podczas szturmu Warszawy kompletnie zrujnowane, mianowicie gmach frontowy pierw- szego , w części spalony, a w części mocno uszkodzony ; oficyna zaś tylna, mieszcząca drugi, przedstawiała same tylko zgliszcza. Na restauracyą domu przytułku mogłem się spodziewać funduszu od rządu, ale instytut dzieci, który z dobrowolnych powstał ofiar, staraniem mojem i czcigodnego Stanisława Jachowicza, pierwszego jego dy- rektora, zebranych, nieposiadał żadnych zasobów, ile że towarzystwo ogniowe z mocy ustawy swój za pożary, skutkiem wojny wynikłe, wynadgrodzeń nieprzyznawało. Dom przytułku, zmieniony w roku 1831 na więzienie dla szpiegów, czyli na odwrotny areszt polityczny, w ja- kim osadzono tych, którzy za czasów WKsięcia Konstan- tego tyle ofiar do więzień politycznych wciągali, był przy- najmniej w części utrzymany i miał służbę swą wewnętrzną; ale po zakładzie dzieci nie pozostało zgoła nic, bo inne ważne zajęcia krajowe odwróciły uwagę opiekunów jego od zarządu instytutu, a brak funduszów zmusił ich do Digitized by VjOOQ IC 214 PAMIĘTNIKI rozpuszczenia wychowańców , następnie pożar dopełnił resztę zagłady tego pożytecznego zakładu. Szpitale były w dawnym stanie zaniedbania, pogor- szonym jeszcze z powodu natłoku chorycłi i niedochodzenia przeznaczonych na ich utrzymanie funduszów. Siostry miłosierdzia, jakkolwiek pełne dobrych chęci, pomimo zwiedzenia szpitali Petersburgskich, częścią nie mogły, częścią nie chciały korzystać z tego, czego się w tych wzorowych zakładach nauczyły i obstawały przy dawnych zwyczajach i sposobie postępowania; szpitale zaś świeckie, to jest, zawiadywano przez cywilnych intendentów, były głównie źródłem dochodów dla tych urzędników, którzy mieli czem okupywać kontrolę i nadzór nad niemi pro- wadzone. U Dzieciątka Jezus i u Marcinkanek leżało wówczas po dwóch chorych w jednem łóżku, co zwano kartami francuzTdemi, ponieważ łóżka te, mieszcząc głowę jednego chorego przy nogach drugiego, wyglądały zupeł- Die jak figury rzeczonych kart; nadto jeszcze pomiędzy łóżkami na podłodze, prosto na siennikach składano szu- kających ratunku w szpitalach, skutkiem czego powietrze w nich było zabijające, a żywienie i obchodzenie się z cho- remi, odpowiadały powierzchowności całego zakładu. Szpi- tal Św. Łazarza, prócz podobnego stanu zaniedbania i więk- szćj jeszcze nieczystości, oraz gorszego, skutkiem rodzaju chorób w nim leczonych , powietrza , przedstawiał obraz ciągłego zgorszenia, rażącego zgiełku i niekarności roz- wiozłych kobiet, a to tak dalece, że gdy kto zwiedzał ten zakład, wtedy intendent musiał iść przodem z prętem w ręku i rozdawać na lewo i prawo dotykalne razy, aby cichość i porządek choć na chwilę utrzymać. Pomimo, że cesarz wydał rozkaz, iż mam wspólnie z dyrektorem wydziału kommissyi rządowej spraw wew- nętrznych zajmować się wszystkiem, co dotyczyło szpitali i więzień; pomimo, że mi ustnie w Petersburgu nadzór nad temi zakładami powierzył, polecając, aby w tej części służby nic bez wiedzy i zgody mojej przedsiębranem nie "* Digitized by Google ^ ' ^"^ -- ^ _ m FR. HR. SKARBKA. 215 było y niechciał przecież książę Paszkiewicz oddać mi tego kierunku i w roku 1832 zamianował Józefa Lubowidzkiego, prezesa banku, prezesem nowo uorganizowanćj rady głów- nej opiekuuczój zakładów dobroczynnych w Królestwie, powołując mcie jedynie mocą postanowienia rady admini- stracyjnej na członka tejże rady. Skutkiem podobnego przejścia mego, zgodności członka rządu tymczasowego, na podwładnego urzędnika kommissyi spraw wewnętrznych, jeden z kolegów moich dowcipnie odezwał się: „że w powołaniu mojóm podobnym jestem do zakonnika, bo na przemian jestem, to gwardyanem, to furtyanem.** — To urzędowe ubliżenie bynajmniój mnie nie zraziło w spełnianiu szczytnego zawodu, jaki sobie obrałem i idąc śmiało po tćj drodze, w krotce dostrzegłem, że de facto zostawiono mi główny zarząd i nadzór nad szpitalami Warszawskiemi, obawiając się przekroczec wy- raźnego w tój mierze rozkazu Cesarskiego, o jakim wyżćj wspomniałem. Przekonałem się również, że niedopuszczenie mnie do prezydeneyi w radzie głównój pochodziło prze- ważnie skutkiem starań przełożonych nad siostrami miło- sierdzia i ich samych, które niemogły mi zrazu darować tego, żem się energicznie zabrał do usunięcia nieporząd- ków i tradycyjnych samowolności, jakie szczególniej w szpi- talu Dzieciątka Jezus praktykowały się. Na pierwszem bowiem posłuchaniu, jakie miałem u namiestnika, tenże bez ogródki oświadczył mi, iż liczne dochodzą go skargi na mnie ze strony osób dopiero co wzmiankowanych i że wypada, abym zwiększą względnością ze siostrami miło- sierdzia postępował. A jednakże we dwadzieścia kilka lat późnićj, kiedym po dwunastoletniem sprawowaniu urzędu prezesa rady głównój, (jaki następnie miałem sobie poruczonym), przechodząc na dyrektora głównego sprawiedliwości, opuszczał rzeczone stanowisko, też same siostry okazywały mi największą przychylność i objawiały żal swej ; iż dłużej pod zwierzchnictwem mojem pracować niebędą. Digitized by VjOOQ IC 216 PAMIĘTNIKI Jako członek rady glównćj przeprowadziłem a rząda projekt ustanowienia przy wszystkich zakładach dobro- czynnych , rad opiekańczych szczegółowych , złożonych z miejscowych obywateli, bezpłatnie urzędujących, którym poruczonym został wewnętrzny zarząd tych zakładów. Urządzenie to zostało wprowadzone w wykonanie naprzód W Warszawie , a w krotce potem w innych miastach na prowincyi, gdzie były lub miały bydż 2ałoione szpitale, W skutku tego objąłem sam stanowisko prezesa rad szcze^ gółowycb szpitala św. Łazarza i domu przytułku i pracy^ a prócz tego prezydowałem w komitetach budowy dopiero co wzmiankowanego szpitala, oraz podobnego starozakon^ pych, niemniój domu badań, pawiakiem w późniejszym czasie zwanego. Wreszcie, pomimo tych licznych zajęć specyalnych, prowadziłem ogólny zarząd wszystkich insty*- tutów w królestwie i objeżdżałem takowe dla dopilnowy^. wania w nich ścisłego wykonywania wydanych przepisów, Przedewszystkiem uważałem za rzecz zwłoki żadnćj piecierpiącą usunięcie z dotychczasowego ochydnego nad wszelki wyraz lokalu szpitala śgo. Łazarza i po wielo- rakich w tój mierze zabiegach, udało mi się w miesiącu piarcu 1832 przenieść tę lecznicę tak ważną dla miasta tymczasowo do wynajętego domu prywatnego na placu przed kościołem śgo. Aleksandra, gdzie wspólnie z doda- nemi mi członkami Rady starałem się wprowadzić moż- liwe warunki dobrego i czystego utrzymania, tudzież nale^ żytćj karności i oszczędnej rządności, dawniej całkiem w tym zakładzie nieznanych. Swoją drogą przedsiębrałem stosowne kroki o budowę nowego gmachu dla rzeczonego szpitala, jakoż późnić) zamiar ten do skutku doprowa- dziłem przy ulicy książęcej w dawnym ogrodzie expod^ komorzego i tym sposobem stanął szpital na wzór podob- pego miejskiego w Hamburgu, który nietylko przez kra- jowców, ale i przez lekarzy zagranicznych za wzorowy pznanym został. Digitized by VjOOQ IC :. li FR. HR. SKARBKA. 217 Obok tego, jak to już wyżej wspomniałem, wspólnie z Radą szczegółową szpitala starozakonnych, zawiadywa- łem wzniesieniem nowego gmachu dla chorych tegoż wy- znania na rogu ulic pokornej i inflanckiej, do uposażenia którego głównie przyczyniła się rodzina Epsteinów, a mia- nowicie bankier Jakób Epstein, nieszczędzący na ten cel starań, trudów i ofiar znacznych. W owej epoce również znalazł się podobny drugi do- broczyńca w osobie nieodżałowanej pamięci Doktora Wil- helma Malcza, który z niemałem poświęceniem mienia swego pobudował nowy gmach przy ulicy karmelickiej przeznaczony na szpital współwyznawców swoich, to jest, enwangelicki. I po prowincyi pomyślnie bardzo rozwijała się myśl powierzenia obywatelom ziemskim i miejskim nadzoru nad istniejącemi i starań o urządzenie nowych szpitali po powiatach. Wszędzie poczytywali oni sobie za obowiązek sumienia zajmowanie się cierpiącą ludzkością, wszędzie poświęcali temu przedmiotowi nietylko gorliwe usługi swe, ale nawet znakomite fundusze, za pomocą dobrowolnych składek, balów, teatrów amatorskich, koncertów i loteryi, oraz większych darów w kapitałach zebrane. Po kilka- nastoletnich usiłowaniach na polu dobroczynności prywat- nój czynionych, niebyło prawie powiatu, któryby własnego nieposiadał szpitala, pomimo że skarb publiczny na ich utrzymanie początkowo żadnych nieudzielał zasiłków. Lubo więc pierwsza myśl odwołania się do uczuć i dobroczyn- ności obywatelskich, celem tworzenia w kraju nowych szpitali, odemnie wychodziła i przezemnie w życie wpro- wadzoną została (co mi mniemam każdy, świadom poło- żenia rzeczy, przyznać zechce), musiałem jednakże w tym przedmiocie jako i wielu podobnych innych wyrzec: „sic vos non vobis/^ bo nietylko że wszystkie rozporządzenia dotyczące zakładów dobroczynnych wychodziły od Bady głównój, którój wówczas niebyłem prezesem, ale jeszcze znalazł się człowiek nader ograniczonych zdolności, lekarz Digitized by VjOOQ IC 218 PAMIĘTNIKI wojskowy, przez namiestnika do godności inspektora głów- nego służby zdrowia wyniesiony, nazwiskiem Czetyrkin, który śmiał sobie przypisywać całą zasługę nowego urzą- dzenia szpitali w królestwie. On to poleciwszy wydrukować ustawę szpitalną, zawierającą rozporządzenia żywcem wzięte z moich urządzeń i projektów, złożył takową doktorom ce- sarskim, którzy z monarchą do Warszawy przybywali, utrzymując czelnie, że pomyślny stan rzeczonych szpitali wyłącznie jego jest dziełem. Lecz usiłowania te nieod- niosły pożądanego skutku, bo powyżsi lekarze, znani mi po większej części z Petersburga, wiary temu niedali i sami mi o tćm^ powiedzieli, oświadczając, że Cesarz wybraw- szy mnie na wykonawcę w tej mierze woli swój, zasługę rzeczoną mnie przyznaje. Niemniej jak szpitale, zajmowały mnie i więzienia, w których założyłem sobie zaprowadzić zupełną reformę z zamiarem tak zawodnym, działania w nich na poprawę moralną winowajców. Jeszcze w roku 1829 po powrocie z podróży za gra- nicę, wyżójjuż wspomnianej, otrzymałem był od ministra spraw wewnętrznych polecenie objechania w całym kraju wszystkich więzień, zwiedzenia takowych i przedstawienia wniosków o sposobie polepszenia ich administracyi i we- wnętrznego porządku. Każący podówczas był widok tych zakładów kary i poprawy, bo kara była w nich oburza- jącą ludzkość, a pomimo tego, nieodstraszającą bynaj- mniej od ponawiania wykroczeń przez tych, którzy ją od- cierpieli, zatem o poprawie mowy nawet być niemogło. Więźnie byli obarczeni ciężkiemi nadzwyczaj kajdanami, sypiali prosto na gołej podłodze, gdy odsiadywali wię- zienie warowne; w słomie targanój bez pokrycia, gdy byli skazani na ciężkie więzienie; na siennikach zaś pod koł- drami tylko, karę więzienia poprawczego odcierpiający* Ci ostatni jedynie otrzymywali codziennie żywność zwy- kłą, a poprzedzający tylko co drugi dzień strawę ciepłą. Pomimo tój różnicy w sposobie utrzymywania każdego ro« Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 219 dzaja więŻDi, mieścili się pospołu tak zbrodniarze, jako 1 przestępcy nietylko w jednym gmachu, lecz nawet w tych samych numerach więziennych i niejednokrotnie zdarzyło mi się natrafić na taką izbę, w której leżały bądź na tar- czanach, bądź na podłodze sienniki dla poprawczych, słoma dla ciężkich i gołe deski dla warownych. Ztąd łatwo można wyobrazić sobie, jak podobne łączenie różnego stopnia win 1 przestępców, na moralność wszystkich więżni działać musiało, zwłaszcza gdy pomniemy na to, że to wspólnie- two poczynało się od pierwszćj chwili wtrącenia do wię- zienia poraź pierwszy obwinionego i trwało aż do ostatnićj godziny wyjścia z niego ukaranego winowajcy, za czem szło, iż obwiniony uczył się od starszych zbrodniarzy, jak się ma bronić w sądzie, wychodzący zaś ukarany, jak ma nadal postępować, aby mógł bezkarnie złodziejskie rze- miosło prowadzić. Z drugiej strony podobne mieszanie i mieszczenie po kilkunastu do kilkudziesiąt razem więżni było niewątpliwie wielkiem złagodzeniem dlań kary, po- nieważ zapewniało ludziom raz ze wstydu wyzutym inie- znającym wyrzutów sumienia, pewien rodzaj przyjemnego pożycia, a to tem mocniej, że dnie całe przepędzali oni poza murami więziennemi, będąc używanemi do robót publicz- nych, jużto rządowych, jużto prywatnych, i mieli przez to sposobność widywania ludzi obcych, czasem znajomych, a nawet dawnych wspólników swoich, nadto sprzedawać drobne wyroby swoje ukradkiem robione, lub wyżebrywać sobie datki od zbyt miłosiernych osób. Zdarzyło mi się napotkać więżni, którzy bądź w sposób powyższy, bądź sprzedając chleb codziennie pobierany, zdołali uzbierać sobie mały kapitalik, z którym wyszedłszy z więzienia, mogli za pomocą takowego powrócić na drogę porządnego życia, słyszałem o kilku podobnych, lecz najczęściej fun- ,dusz ten na złe użytym został. Z tego wszystkiego, co do- piero eo przywiodłem, okazuje się, że więzienia ówcza- sowe nasze pomimo oburzającej powierzchowności swej Digitized by VjOOQ IC 220 PAMIĘTNIKI niebyły środkiem odstraszenia od zbrodni, a tern mnićj poprawy moralnej winowajców doń wtrąconych. Przeświadczony należycie o tem, położyłem sobie za najpierwsze zadanie, zmienić tak smutny stan rzeczy, o ile przy (jwcsiesnem prawie kar nem wykonać to się dało. I tak poleciłem wszędzie rozklassyfikować więzni według rodzaju kary, na jaką byli skazani, i odpowiednio do tego porozmieszczać ich w oddzielnych izbach. Następnie przez pośrednictwo ministra Mostowskiego, który zawsze wszel- kie usiłowania moje w sprawie dobra instytutów popierał, wyjednałem postanowienie Eady administracyjnej obniża- jące wagę kajdan noszonych przez więżni różnych stopni, akutkiem czego ustało prawdziwe męczeństwo najsrożej karaoych, którzy po 15 funtów żelaza u nóg dźwigać mu- sieli. Obchodząc prawo, zarządziłem pokrywanie słomy, w której właściwi więźniowie sypiali, grubem płótnem, na wspólnym tarczanie, aby zapobiedz nieczystości i niepo- rządkowi, jakie wynikały z tej po prostu jak w oborach pod bydło rozrzucanej ściełki po izbach. Dalej wyjedna- łem rdwnieź stosowne postanowienie, najprzód ogranicze- nia, a po niejakim czasie całkiem zniesienia używania więżni do robót publicznych, zwłaszcza w Warszawie, gdzie tę reformę najpierw wprowadziłem, po zorganizowaniu w więzieniach fabryk sukna, drelichu, i płótna, na odzież dla więżni służyć mających. Jednocześnie wystarałem się u ministra o zakaz oddawania nadzorcom więzień entrepryz żywienia więżni za stałą dzienną od głowy opłatą, która była dla nich źródłem wzbogacania się z pokrzywdzeniem codzieonem tych, których żywić mieli. Znalazłszy w domu kary i poprawy w Warszawie kilkunastu małoletnich winowajców pomiędzy staremi zbro- dniarzami, założyłem w więzieniu tem szkółkę, do którćj jako nauczyciela użyłem byłego kassyera, za malwersacyę na długie lata skazanego, a nadzór nad nią powierzyłem księdzu kapelanowi, zakonnikowi Bernardyńskiemu, który Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 221 Z powołania swego postanowił troskliwie czuwać nad mo- ralną poprawą tych zbłąkanych owieczek. W szkółce tej miałem zdarzenie, które powszecłine obudziło w Warszawie zajęcie. Pomiędzy pierwszemi jej uczniami znajdował się piętnastoletni chłopiec wiejski, na- zwiskiem Kasper Bardelak, na dożywotnie więzienie wa- rowne za podpalenie skazany, który przez słodycz charak- teru, spokojny smutek, jako i wielką pilność zwrócił na siebie uwagę tak moją, jako i księdza. Niemogliśmy po- jąć, co przytakiem usposobieniu i w. tak młodym wieku, mogło wyprowadzić wychowańca naszego na drogę zbro- dni, jaką, wedle wyroku sądowego, miał spełnić przez zemstę ku dziedzicowi wsi, podkładając ogień do zabu- dowań folwarcznych, które w skutek tego całkowicie zgo- rzały. Badany wszechstronnie przez nas, uporczywie mil- czał i na pytania nasze co do pobudki, jaka go do tego czynu skłonić mogła, odpowiadał zawsze jednako, źe jest winnym zbrodni, za którą czuję, iż jest słusznie na całe życie do więzienia wtrącony. Po niejakim czasie zgło- sił się w chęci widzenia się z Bardelakiem jakiś wło- ścianin, mieniący się bydż posłannikiem matki jego i ma- jąc sobie to dozwolonem, spędził z nim kilka chwil, ob- znajmiając go ze wszelkiemi szczegółami, rodziny jego dotyczącerai. Po tern widzeniu Bardelak widocznie zaczął bydż weselszym i więcej mówiącym, z czego korzystając ksiądz kapelan, ponowił starania swe o dojście prawdy, jakoż wkrótce cel usiłowań jego osiągniętym został, gdyż wychowaniec nasz, naprzód jemu, a następnie mnie wy- znał, że jest zupełnie niewinnym, bo nie on, ale brat ma- tki jego, folwark spalił, że z jego to namowy zawierzyw- szy temu, że jako małoletni tak surowo karany nie bę- dzie, przyjął na siebie winę, której dotąd niezaprzeczył przez posłuszeństwo dla matki, lecz gdy obecnie wuj jego umarł, przeto niewidzi potrzeby dłużej taić się. Podziwiając moc duszy i cnotę tego młodego chłopca, zająłem się bezwłocznie jego rehabilitacyą i jeszcze przed Digitized by VjOOQ IC 222 PAMIĘTNIKI wyjazdem raoim do Petersburga wniosłem do sądu kry^ minalnego na drodze urzędowej żądanie o rozpoznanie na nowo sprawy Bardeiaka, który niewinnie za zbrodnię, przez wuja swego dokonaną, dożywotnią karę więzienną odcier- pią. Za powrotem moim blisko w rok do Warszawy, gdym najmniej spodziewał się, aby wdanie się moje powyższe jaki skutek osiągnęło, zjawia się do mnie młody wieśniak porządnie ubrany i pada mi do nóg w milczeniu doręcza- jąc mi jakiś papier. Była to kopia wyroku sądu, uzna- jącego Kaspra Bardeiaka niewinnym zbrodni podpalenia, za jaką pierwotnie na dożywotnie warowne więzienie ska- zanym został. Ale niestety fatalnośó jakaś prześladowała tego nieszczęśliwego młodzieńca, gdyż po wypuszczeniu z więzienia i złożeniu mi podziękowania za uratowanie go poszedł on wprost w Kaliskie, do rodzinnej wioski dla od- wiedzenia żyjącej jeszcze matki i krewnych. W drodze schwytany jako nieposiadający należytych świadectw i za włóczęgę poczytany, z mocy podówczas obowięzujących rozporządzeń w głąb Rossyi do skoły kantonistów zapę- dzonym został, pomimo iż dowiedziawszy się o losie jego, najusilniejsze czyniłem starania o przywrócenie mu wol- ności. Po skassowaniu robót publicznych, jako już wyżej nadmieniłem, zachodziła potrzeba zapewnienia skarbowi ja- kiegoś wynadgrodzenia za utracony dochód z wynajmu więżni dotąd pobierany, tym celem przeto skłoniłem mi- nistra Mostowskiego, iż mi dozwolił zaprowadzić po wię- zieniach roboty fabryczne, ale z tem zastrzeżeniem, aby na tóm przemysł prywatny nie cierpiał, ponieważ fabryki wię- zienne mogłyby o wiele taniej wyroby swe sprzedawać. Usuwając tę przeszkodę, postanowiłem fabrykom tym na- dać przeznaczenie wyłącznie własnej potrzeby, to jest, wy- rabiać w nich przedmioty do użytku więżni służące, tym sposobem przeto skarb miał zaoszczędzony wydatek, corocz- nie nazakup sukna, drelichu i płótna, celem konfekcyi z nich ubiorów, bielizny i pościeli więziennych ponoszony^ Digitized by Google FR. HR. SKARBKA. 223 Pierwszą fabrykę tego rodzaju założyłem w domu kary i poprawy w Warszawie, mieszczącym się wówczas w kla- sztorze Franciszkanów, którą później na większą skalę urządziłem w gmachu po arsenale, do którego rzeczony dom przeniesionym został, która dla wszystkich więzień całego kraju dostarczała drelich na sienniki i ubiory. Ponieważ wszystkie dawne domy więzienne, po więk- szej części ze suprymowanych klasztorów przerobione i na- wet osobne na ten cel przez Prusaków powznoszone, nie- odpowiadały przeznaczeniu swemu, przeto w dalszym ciągu rozwoju działań moich zająłem się bądź to ulepszeniem istniejących, bądź to przeniesieniem gorszych do stosów- niejszych lokalów, bądź wreszcie wystawieniem nowych gmachów. Zwróciwszy głównie uwagę moją na ulepszenie domów badań, przedstawiłem projekt czterech takich za- kładów dla obwinionych pod śledztwem zostających, mia- nowicie jednego w Warszawie, a trzech w Płocku, Siedl- cach i Kaliszu z odosobnionem zamknięciem w toku śledz- twa i badania. Z więzień karnych, prócz Warszawskiego, o jakiem w poprzednim ustępie była wzmianka, w Sieradzu zrobiłem próbę więzienia na wzór amerykańskiego w Au- burn, w którem we dnie pracują wszyscy razem, a nocą sypiają pojedynczo w oddzielnych celkach. Więzienie to okazało się mniej praktycznem, a w każdym razie wyma- gającem wielkiej gorliwości i dbałości ze strony służby więziennej, dla tego później już po wyjściu mojem z kom- missyi rządowój spraw wewnętrznych, Sieradzki dom kary i poprawy przerobionym został na wspólne więzienie po- dobne, jak wszystkie inne w kraju. Naostalek powracając się do Warszawskiego więzie- nia inkwizycyjnego, inspektor jeneralny więzień Wielkiej Brytanii, na kongressie penitenyarnym w Frankfurcie n. M. publicznie oświadczył: że wniesiony w Warszawie stara- niem mojem i w roku 1835 otwarty dom badań przynosi mi chlubę osobistą, jako pierwszy zakład tego rodzaju na stałym lądzie, który stał się pobudką dla rządu angiel- Digitized by VjOOQ IC 224 PAMIĘTNIKI skiego do wystawienia sławnego więzienia w Petonyille. On bowiem inspektor główny mająo sobie przesłanym plan Warszawskiego zakładu, przedstawił ministrowi, iż wstydem jest dla Anglii, ie się dala Polsce uprzedzić w zaprowadzeniu tak wzorowego domu badań, skutkiem czego dopiero zabrano się na półwyspie do wspomnionego dzieła. XVI. Warszawa za czasów księcia Paszkiewicza. Niezajmę się tutaj sprawami publicznemi, ani smut- nemi wypadkami, które tyle rodzin żałobą pokryły, uczy- nię tylko, jak wielu ówczesnych czyniło, to jest, rzucę za- słonę na ciągłe dolegliwości krajowe i odsłonię jedynie życie towarzyskie, próżności, rozrywkom i uciechom po- święcone. O ile z jednej strony książę Paszkiewicz powściągał surowo wszelkie zachcenia narodowe i przytłumiał najnie- winniejsze nawet objawy ducha Polskiego, o tyle z dru* giej wywierał szkodliwy wpływ na demoralizacyę miesz* kańców kraju, szczególniej Warszawy, przez utrzymywanie jej w nieustającym prawie odmęcie zabaw i uroczystości, niemniej przez podsycanie próżności i zmysłowych uciech, wobec których usiłował, aby zapominano o rzeczy wistem położeniu narodu. Było to odurzenie podobne do tego, jakie sprawia ciągły gwar i hałas, które niedozwalają zdać sobie sprawy z tego, co się około nas dzieje, ani słyszeć głosów, jakie się zdała ku nam o pomoc i współ - nczucie odzywają. Nigdy stolica nasza nie była w takiej sprzeczności z lóm, co nas otaczało i z tem, o czem w in- nych częściach kraju myślano, jak za czasów rządów tego namiestnika, który monarchiczną prawie piastował władzę. W murach Warszawy odgrywały się nieprzerwanie nie- omal sceny ciężkiego prześladowania i tajemniczo głoszono o ofiarach śledztw i sądów cytadelowych, jużto na ruszto- Digitized by VjOOQ IC FR. SR. SKARBfcA. 225 towanie skazanych, jużto na Syberyę wywożonych; a po- mimo tego uczęszczano skwapliwie na uroczyste zebrania^ obiady i bale w Zamku odprawiane, skutkiem czego z po- wierzchownej postaci miasta niemożna było domyślać się^ ze ten blask okazały krył po za sobą istny cmentarz i zimne groby. Gdy w roku 1 883 rozstrzelano w miesiącu listopadzie Szpeka, Getzolda i Palmerta, a przywodzcę tej wyprawy emissaryuszów, Artura Zawiszę, powieszono, przeraziła się cała Warszawa i okazała tylko strach wielki, ale obu- rzenia swego objawie nie śmiała. Gdy na dziedzińcu Kazimierowskim chłostano rózgami kilku uczniów, którzy na pamiątkę owej strasznej exekucyi poważyli się wziąsó garść ziemi z pod szubienicy Zawiszy, znalazł się tłum ciekawych, przyglądających się wymiarowi tej kary, ale nikt najmniejszej oznaki zgrozy, jaka wszystkich przejąć była powinna, wydać nie ośmielił się. Gdy jeszcze drgało w sercach dobrze myślących wra- żenie odniesione ze stracenia tylu młodych ludzi, poświę* cających się, lubo niewcześnie, dla sprawy narodowćj, wtedy ówczasowy prezes kommissyi Województwa Mazowieckiego, Franciszek hr. Potocki, posunął zaparcie się sprawy na- rodowój do tego stopnia, iż ogłosił w pismach następu- jące pamiętne obwieszczenie: „że JOKsiąże namiestnik „przyjąwszy ofiarowany mu przez obywateli województwa ^^Mazowieckiego bal, postanowić raczyła iż ponieważ w dniu „4. Maja (1834 r.) przypada pełnoletność JCKMWKsięcia „następcy tronu, przeto bal ten prywatny, do którego „i mieszkańcy miasta Warszawy przyłożyć się pragną, za- „mienionym będzie w uroczystość publiczną obchodzoną „w rzeczonym dniu, na której razem z obywatelami woje- „wództwa znajdować się mają i mieszkańcy Warszawy, „celem okazania należnego hołdu uwielbienia dla naj^ „jaśniejszych ukochanych cesarstw JCKMości i dostojnego ^ich następcy." Pamiętniki Pryd. hr. Skarbka. 15 Digitized by VjOOQ IC 226 PAMIĘTNIKI Obwieszczenie powyższe podał Potocki jakoby w imie- niu obywateli, których wcale w tej mierze niepytał i któ- rzy, rozumie się, nieźycząc sobie biesiadować i weseKc się w obec męczeństwa, jakiemu tylu współbraci ulegało, zło- żyli wymagan% od nich składkę, lecz oprócz małego wy- jątku udziału w tej tak upakarząjącój zabawie nieprzyjęli. W epoce tej istniały w kraju dwa odrębne zupełnie towarzyskie pożycia, a mianowicie jedno w Waszawie pod natchnieniem władzy, a raczej namiestnika, kosmopoli- tyczne; drugie na prowincyi pod wpływem ducha naro- dowego, czysto polskie. W stolicy były te zebrania towa- rzyskie mieszane, to jest, rossyjskie i polskie; przyjmo- wano głównie w zamku, w pałacu Briihlowskim i gmachach przez dyrektorów głównych zamieszkałych, cząstkowo zaś tylko w niektórych domach ziomków, bądź skarbiących sobie łaskę rządu, bądź zmuszonych okolicznościami do występowania, aby niepopaśó w niełaskę. Czysto polskich towarzystw w bogatych domach, publicznie i wystawnie ugoszczających, nie było żadnych, jedynie prywatne skromne i prawie ukryte zebrania natrafić się dały w domach oby- wateli ziemskich, na zimę do miasta przybyłych, którzy chronili się jak najmocniój od dawania jakiegokolwiek bądź rozgłosu niewinnym zabawom swoim i współubie- gania się z przemoźnem wyższem towarzystwem War- szawy* Rażącą była w tój stolicy uciśnionego kraju obojęt- ność kobiet światowych i lekkomyślność, z jaką uczęsz- czały one do domów rossyjskich, zawierając w nich sto- sunki przyjaźni z oboją płcią. Młodzież, ciągle w mieście zamieszkała, niedomyślała się nawet tego, że są patryo- tyczne powody powstrzymania się od uciech i zażyłości z panami naszemi; młodzież zaś z prowincyi, czasowo w nićj bawiąca, zapomniała często o tem, co na wsi w obywa- telskich domach słyszała i olśniona szałem zbytków i roz- koszy światowych, traciła czas, mienie i zdrowie, by na- stępnie w ukryciu, w domach rodzicielskich, lub u litości- Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 22t wych przyjaciół nędzny pędzić żywot. Rząd skwapliwie popierał tę zgubną dążność nierozważnej młodzieży, pra* gnąc, aby ona zatraciwszy W sobiie hart duszy, w zniewie- ściałe zamieniała je istoty. Dawniej, za czasów WKsięcia Konstantego, niebyło takiej podniety do podobnych uciech życia zwyczajom pol- skim przeciwnego, bo on nielubił zabaw, ani wystawności i gdy sam dworu nieutrzymywał, oraz gdy żadne zna-^- komitości rossyjskie otwartych domów niepro wadziły, mo* gły przeto znaczniejsze rodziny polskie stać na czele to- warzystwa jednolitego, czysto narodowego. Lecz książę Paszkiewicz, sam oddany rozkoszom zmysłowym, ciągłe prawie wyprawiał uczty, to jest, wieczory i bale, które jak- kolwiek nieodznaczały się zbytkownem, a nawet przy* zwoitem podejmowaniem, były jednak licznie uczęszczane jużto przez tych, ttórzy z obawy stracenia jego względów bywać na nich musieli, jużto przez tych, którzy za wielki zaszczyt poczytywali sobie, znajdować się w towarzystwie, do jakiego ani przez urodzenie, ani stan swój powołanemi nie byli. W każdą rocznicę dni galowych miały miejsce z rana tak nazwane pokoje w zamku, na których Namiestnik przyjmował wedle steoretypowego wyrażenia "wszystkich dygnitarzy, tak cywilnych, jako i wojskowych, wyższe duchowieństwo wszech wyznań, oraz obywateli miejskich i ziemskich w Warszawie obecnych i raczył przemawiać do niektórych; a łaknących tego zaszczytu znajdowało się wielu i prawdziwie śmiesznem było, patrzeć na po- dobne figury, nadstawiające się księciu, aby ich dostrzegł i przynajmniej łaskawem wejrzeniem w zamian ża niski ukłon obdarzył. Była to istna parodya pokojów dworskich z tą różnicą, iż tu może więcej było dumy z jednej, a po* kory z drugiej strony, niż na przyjęciach monarszych. Po tych prezent acyach na śliskich posadzkach «am* kowych następowało nabożeństwo urzędowe w cerkwi, na które musieli uczęszczać wszyscy bez wyjątku urzędnicy^ jeżeli się niechcieli narażać na prześladowania i napom« 16* Digitized by VjOOQ IC 228 PAMIĘTNIKI nienia, udzielane nieposłusznym, bez względu na to, że uczestnictwo ich w prawosławnem nabożeństwie przez ko- ściół katolicki było zakazane. Najtrudniej przycłiodziło pogodzić te przeciwne z sobą obowiązki względem rządu i względem kościoła tym zelantom, którzy zarazem zasa- dom Machiawela i Lojoli hołdowali; tacy musieli wchodzić w sltryte umowy z własnem sumieniem i z pewnemi re- strykcyami, w tajnikach myśli poczynionemi, stawiali się przed carskiemi wrotami urzędowej świątyni. Byli jed- nak tacy, którzy niechcąc rządzić się obłudą, ani wyła- mywać się z obowiązku urzędowego przyjmowania udziału w nabożeństwach dni galowych, udawali się na mszę św. i Te Deum do kościoła archikatedralnego śgo. Jana, ja- kie przed pokojami w Zamku odbywały się. Liczba prze- cież takich była nader szczupłą, skutkiem czego bardzo często akt ten religijny przed pustemi ławkami praesbi- terium odprawiał się, zwłaszcza, że nikt nie kontrolował podobnój gorliwości uczęszczających na te nabożeństwa, którzy przybywszy rzeczywiście w celu pomodlenia się, niemogli pogodzić wyobrażeń swych religijnych z odśpie- waniem Te Deum laudamus w języku polskim , tudzież z wyliczeniem na wzór liturgii prawosławnej wszystkich członków rodziny cesarskiej. Powyższe dnie galowe wkładały na księcia nieznośny dlań obowiązek dawania urzędowego obiadu dla dygnitarzy świeckich i duchownych, tudzież dla wojskowych wyż- szych stopni i urzędników, najmniej do klassy V zali- czonych. Obiadów tych nie cierpiał Paszkiewicz, (jak mi to sam kiedyś powiedział,) bo się na nich musiał nu- dzić z urzędu, siedząc zawsze pomiędzy dwoma arcybi- skupami, to jest, katolickim i prawosławnym; były one również rodzajem utrapienia dla gości z wyższego towa- rzystwa, a to z kilku przyczyn, a mianowicie , bo składały się z potraw pospolitych , nędznie przyrządzonych , które trzeba było zakrapiać równie nędznem winem, bo mu- zyka wojskowa z trąbami, bębnami i kotłami zagłuszała Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 229 obecnych i niedozwalała im prowadzić żadnej rozmowy; bo wreszcie, wypadało siedzieć kilka godzin w mundurach przy szpadach, zatóm stroju, najmniej do warunków przy- jemnej biesiady zastosowanym. Pomimo tego, jakże ochoczo na te urzędowe stypy uczęszczali nagle na wyż- sze stanowiska wyniesieni cywilni i wojskowi, którzy raz mieli sposobność chełpienia się z tego, że byłi u namiest- nika na obiedzie, powtóre, że mogli na niem objeść się wykwintnych podług nich potraw, jakich im codzienna ich kuchnia niedostarczała , tudzież obładować kieszenie swe cukierkami, ciastkami i owocami, które za powrotem do domów pomiędzy dziatwę lub innych członków rodziny swćj rozdzielali. Bale zamkowe były dziwna mieszaniną najróżno- rodniejszego towarzystwa, które obok różnicy wyznania, pochodzenia i wychowania, w tćm tylko miały znamiona jednolitości, że wszyscy mężczyźni byli w paradnych mun- durach i ^orderach i że wszystkie kobiety przesadzały się kosztownemi strojami. A jednak pod temi złotemi haftami i gwiazdami i pod temi drogiemi kamieniami i materyami kryły się istoty, niemogące ani pod względem godności i zacności, ani pod względem urodzenia i wykształcenia liczyć się do rzędu , nie mówię już wyższego , ale nawet dobrego towarzystwa. Dlatego dziwić się należało, że ówczesne damy nafeze znosiły obojętnie podobne rzeczy- wiste poniżenie, tudzież, że się bratały choć pozornie z kobietami, których do zażyłości przypuścić nie były po- winny; ztąd słusznie im zarzut uczynić wypadało , że zbyt lekkomyślnie puszczały w niepamięć narodowość, która zawsze i koniecznie poświęcenia i poszanowania od polek wymaga. Jakkolwiek damy nasze pomiędzy sobąnaigra- wały się ze swych koleżanek balowych, które tylko randze urzędowej lub pieniężnemu znaczeniu mężów swych za- wdzięczać mogły dopuszczenie swe do tak nazwanego wyż- szego towarzystwa, to wszelakoż zaniedbywały one, nie- obce powiedzieć, nie umiały, wyswobodzić się jawnie z pod Digitized by VjOOQ IC g30 PAMIĘTNIKI nacisku, jaki na nie wymagania zamkowe nakładały. Skut- kiem tego towarzystwo Warszawskie utraciło tę godność i ten charakter narodowy, jakiemi się niegdy tak świetnie odznaczało. Za tóm poszło, iż dawne domy polskie albo już nieistniały, albo niemiały tego znaczenia, jakie mieć były powinny, że w miejsce tego nowo dla różnych po* wodów wyniesione rodziny, oraz nagle do rzędu dygni* tarzy posunięci urzędnicy, otwierali tylko swe złociste sa- lony i wyprawiali w nich wieczorne zabawy, na które gromadzili się tłumnie proszeni i nieproszeni goście. Sło- wem, pobłażliwość społeczna doszła do tego stopnia, iż można było rozumieć, że to był skutek postępu ogólnej oświaty albo raczćj zniwelowania wszystkich warstw towa- rzyskich, które przyznają wyższość samej tylko godności i wartości osobistej. Prócz mniejszych wieczorów tańcujących w zamku wyprawiano tam jeszcze w każdy nowy rok według sta- rego kalendarza wielkie bale kostiumowe, na które zapra- szano, jak to mówią, całe miasto i przedmieśfia i na które rzeczywiście mnóstwo osób uczęszczało, przesadza- jąc się, rozumie się szczególniój bogatsze kobiety, ko- sztownością charakterystycznych strojów. Z publicznych zabaw największe powodzenie miały podówczas maszka- rady w salach redutowych, bo one były ulubioną rozrywką namiestnika, który prawie żadnej z nich nieopuścił i czę- stokroć widziano go zajmującego się maskami, podejrzane twarze kryjącemi. Przybycie zawołanego wirtuoza lub sławnój jakiój śpiewaczki dawało powód do prywatnego koncertu w salonach zamkowych. Naostatek, niezależnie od tych wszystkich uciech, gdy bądź pora sprzyjała, bądź jaka inauguracya dostarczała ku temu sposobność, wypra- wiał książę różnego rodzaju uczty dla swej koteryi zam- kowćj. Do rzędu podobnych festynów zaliczeć należy: świetną szlichtadę, w miesiącu lutym 1838 do łazienek odbytą, połączoną z wieczorem tańcującym ; niemmej wy- cieczkę wagonami drogi żelaznćj do Grodziska i cało- Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 231 dzienna tamie zabawa, kosztem namiestnika wyprawione, z okazyi otworzenia tej części drogi do tóytku publicznego. Obok powyższych smutnych objawów lekkomyślności towarzystwa Warszawskiego znajdowały się w niem nik- czemne jednostki, które ośmielały się w ówczasol^ych ga- zetach peryodycznych ogłaszać artykuły, tchnące bądź po- chlebstwem, bądź chęcią zaskarbienia sobie łaski rządu. Jako dowód tego, lubo ze wstrętem, zaznaczeć muszę na- stępujące tego rodzaju pisma: Uwagi „obywatela ojca familii" umieszczone w kur- jerze Warszawskim z okoliczności łączenia się młodzieży szkolnej z ulicznikami Paryzkiemi podczas ostatnich za- burzeń w tem mieście, który ztąd powstaje przeciwko do- tychczasowemu wychowaniu w kraju naszym^ przywo- dząc, iż ono „zrobiło z młodzieży pokolenie zarozumiałe, „zuchwałe, ze zdrowego rozsądku i z cnot społecznych „ogołocone, a samym szałem zniszczenia oddychające." Dalój wystąpienie w tymże kurjerze jednego z dyre- ktorów gimnazyów Warszawskich, zasłużonego zresztą pe dagoga polskiego, z powodu uwag zamieszczonych w ga zecie codziennćj przeciw chłoście szkolnój, w obronie tej chłosty, dowodzące konieczną jój potrzebę i utrzymujące „że łiberalność ciągnie za sobą demoralizacjrę młodzieży, „oraz brak przywiązania do tronu i do monarchy" i w końcu zawierające poniższy dosłowny ustęp: „bez kary cielesnój „wychowanie młodzieży obejść się niemoże, rózga jedy- „nie zakorzenić zdoła zbawienną bojaźń w umyśle młodzieńca „i przywrócić bogobojność i moralność, na których oparta „nauka prawdziwym zajaśnieje blaskiem." Wreszcie list jednego z dostojników hierarchii du- chownój, do dyrektora głównego komissyi rządowej spraw wewnętrznych i wyznań wystosowany i w pismach publicz- nych ogłoszony, w którym: „dziękuje mu za to, że mu „wskazał drogę do wynadgrodzenia ciężkiego przewinie- „nia, jakiego się dopuścił przez połączenie się z po wstań- „cami" i oświadcza dalej: „żo przejęty będąc ciągłą bo- Digitized by VjOOQ IC 232 PAMIĘTNIKI Jaźnią haniebnej śmierci, przymuszonym był przeciw prze- „konaniu swemu wejść do rewolucyi, czego mocno żałuje „i o przebaczenie za to prosi.*^ Więcej jeszcze znalazłbym podobnych bolesnych za* parć się sprawy i ducha narodowego, ale wolę przemil- czeć o nich, zaznaczając jedynie z drugiej strony, że nie^ szczędzono publiczności Warszawskiej dotkliwych wrażeń, za pomocą objawów, przypominających powściągniętą re- wolucyą, że obok poniżania i pokrywania pogardą wszel- kich wspomnień owej epoki wynoszono bohaterstwo i za- sługi polaków, którzy jużto własnówolnie, jużto ze zrzą- dzenia trafu, żadnego udziału w powstaniu niemieli i wier- nemi rządowi bydż się okazali. Do tej kategoryi zaliczeć należy, naprzód uczczenie pamięci b. oficera polskiego Sliwickiego, który podczas rewolucyi usiłował spalić most pod Warszawą i następnie po przywróceniu prawej władzy nieśmiał żyć w kraju po- mimo zaszczytów i dostatków, w jakie opływał, i schro- niwszy się na obcą ziemię, w grudniu 1834 w Paryżu umarł. Otóż tego to wojskowego, który własnej odstąpił chorągwi, zwłoki kosztem rządu sprowadzone do War- szawy, w szańcu przedmostowym na Pradze pogrzebane zostały i szaniec ten fortem Sliwickiego nazwano. Dalej uroczystość w dniu 29 listopada 1841 roku odprawioną z powodu odkrycia pomnika wzniesionego na saskim placu na cześć polaków poległych w tymże dnia 1830 roku. Ob- chód ten rozpoczął się od proeessyi całego duchowieństwa świeckiego i zakonnego, z kościoła św. Krzyża wyszłój, do urządzonego ad hoc na tymże placu ołtarzu, przy którym pontyfikalne pabożeństwo żałobne odprawił biskup Chmie- lewski, a mowę w duchu rządowym wypowiedział ów- czasowy urzędowy kaznodzieja, prałat Kotowski, poczem piechota rozstawiona na placu dała ognia i zakończyła ten obrzęd pogrzebowy, wkonkluzyi którego dnia tego ogło- szono udzielone pieniężne gtatyfikacye wdowom i rodzi- nom poległych. Digitized by VjOOQ IC FR. II R. SKARBKA. 233 Zajmując starszych, niezapomniano też i o młodszem pokolenia i obdarzono Warszawę wielką nowością, jaką było zaprowadzenie na wzór Petersburgskich zakładów wy- chowania instytutu guwernantek, mającego podobnie }ak pierwszowzory dwoisty cel, to jest dania dziewczętom wykształcenia odpowiadającego widokom rządu, oraz ufor- mowania licznego zastępu nauczycielek, któreby po całym kraju w rodzinach polskich upowszechniały zasady i wiado- mości, w instytucie wspomnionym w nie wpojone. Mówię, że to była nowość, bo od lat dawnych było w zwyczaju, iż matki polki jedynie pod okiem swem córki wychowy- wały i troskliwsze, aprzytem zamożniejsze, chroniły się od powierzania ich ochmistrzyniom, pensye żeńskie w sto- licy utrzymującym, doświadczenie bowiem praekonywało, że w tego rodzaju publicznych zakładach traciły nieraz dziewice te przymioty, które w przyszłości wartość ich jako żon i matek stanowiły. Nienależało przeto spodziewać się, aby podobne matki mogły pokładać ufność w instytucie rządowym, który obok niedostatku, jaki w prywatnych pensyach w kształceniu serc młodych panien okazywał się, miał narażać je na zaszczepienie w nich zasad, ze spo- sobem myślenia rodziców niezgodnych. Niemożna było nieprzewidywać tego, aby młode polki, po skończonych naukach wypuszczone z instytu, nieznające historyi kraju swego, pozbawione wiary w dawną świetność i potęgę jego, wyzute z wszelkiego wyobrażenia o uczuciach naro- dowych , wreszcie, przejęte czcią poniekąd bałwochwalczą dla zwierzchników, którzy dogadzali wszelkim ich zachcian- kom, niemiały zamienić się w zepsute, a nawet szkodliwe dzieci. Wiadomem było każdemu, że cesarz i cesarzowa za każdą bytnością swą w Warszawie, zwiedzali rzeczony instytut i łaskami swemi, oraz pieszczotami uczennice onego obsypywali ; były one zatem olśnione dobrocią mo- narchów, których poufale otaczały, ręce i nogi im cało- wały, wspólnie z niemi obiadowały, słowem, postępując Digitized by VjOOQ IC 2^34 PAMIĘTNIKI jakoby z rodricami, ta wychowanki cesarskie się poczy- tywały. Wszystkie zatem wyżej przywiedzioiie okoliczności budziły wstręt w sumiennych i dobrae myślących rodzicach i skutkiem tego nowo utworzony instytut zapełniał «ię je- dynie córkami rodzin mniej zamożnych, przeważnie urzę- dników i wojskowych, z płac swoich tylko utrzymujących się, niemniej sierotami, któremi mniej dbali opiekunowie zajmowali soę. Następnie okazało jsię, że wyszłe z pa- tentami na guwernantki uczennice posiadały tylko po- wierzchowne usposobienie naukowe, że ojczysta mowa i dzieje były u nich zupełnie zaniedbane, że nad stan i niezgodnie z przyszłem swem powołaniem utrzymy- wane i prowadzone, były zwykle zarozumiałemi i wyma- gającemi, wreszeie, że z politowaniem poglądały na krew- nych i osoby, pomiędzy któremi żyć im przyszło, widząc w nich wyobrażenia i uczucia o obowiązkach kobiety oby- watelki inne nad te, jakie w nie w instytucie wpajano. A ;satem poszło, że rodzice, którzy podobne guwernantki do domów swoich brali, najczęściej dotkliwego doznawali zawodu, przypuszczając do rodzinnego grona swego młode osoby rozpieszczone, z niczego niezadowolone, trudne do pożycia, a nadewszystko ze spaczonemi zasadami i ze zwichniętem wykształceniem naukowem. Ponieważ wszystkie wzory cnót społecznych przycho- dziły do nas od wschodu, zdarzyło się przeto, że jeden z rządzców kraju założył sobie za zadanie uczenia nas bogobojności i wpajania w nas poszanowania dla religii katolickiej, której sam był przeciwnikiem. Jenerał Goło- win, dyrektor główny kommissyi spraw wewnętrznych, będąc wielkim pietystą i należąc do jakiejciś sekty ana- babtystów grecko-rossyjskich, odbywał dziwaczne obrządki tej sekty, a mianowicie codziennie letnią porą wraz za współwyznawcą, którego ciągle w znaczeniu urzędnika do szczególnych poruczeń miBk przy sobie, jeździł do laska na Bielanach. Tam obadwa wchodzili do gęstwiny i przy- Digitized by VjOOQ IC FR. HU. SKARBKA. 235 brawszy pierwotny strój ojca Adama, odbywali szczegól- niejszego rodzaju połączony ze śpiewami taniec obrząd- kowy, wedle twierdzenia naocznych świadków, do walki kogutów zbliżający się. Po podobnych pobożnych szer- mierkach wracał dyrektor główny wielce znużony do kom- missyi i skutkiem tego zwykle w błogim śnie na sessyach prezydował; tak iż niejednokrotnie widziano go zamyka- jącego oczy i zatrzymującego pióro w polowie podpisu nazwiska jswego^ jaki kładł na przedstawianych mu refe- ratach. Ów tedy żarliwy zwierzchnik wyznań wydał zupełnie nowe przepisy o sposobie zachowywania się pobożnych w świątyniach pańskich, a mianowicie nakazi^i: ^aby ko- „biety biadały zawsze w ławkach po prawćj^ a mężczyźni „po lewej stronie, aby wszyscy zachowywali ciągłe mil* „ezenie, aby się nie witali i niezegnali pomiędzy sobą, aby „nikt nie wchodził do praesbitorium, aby obcych wyznań „ludzie tak się zachowywali po kościołach, jak katolicy „i t. p.** Dla wykonania tych przepisów ustanowił od- dzielną policyę kościelną pod nazwą Szwajcarów, których przystroić w oznaczoną liberyę i uzbroić w pałki z mosięż- nemi gałkami zaleciwszy, podniósł ich do znaczenia repre- zentantów władzy. Skutkiem tego ci nowo kreowani urzęd- nicy nabrali buty, powagi i zuchwałości, któro częstokroć pobudzimy ich do grubijaństwa i do nieprzyzwoitego napa- stowania przekraczających wydane przepisy, a ^ tąd po- wstawały burdy i kłótnie po domach Bożych, jakie mie- szały tę spokojność i znieważały świętość przybytków, dla utrzymania których właśnie w mowie będące przepisy wy- dane i wzmiankowani Szwajcarowie ustaDOwieni zostali. Obok tćj dbałości o poszanowanie religii zajmował się również rząd oświatą naszą, przed którą zamykająo szkoły, jednocześnie kazał nam wszystkim młodym i sta^ rym uczyć się języka ruskiego, którego znajomość miała nas doprowadzić do osiągnienia światła, jakio w cesarstwie jj^ńmałp. Po czterech latach wykładu nąiik w Um J^mww Digitized by VjOOQ IC 236 PAMIĘTNIKI uznano, iż starsi urzędnicy "powinni byli już nauczyć sie po rusku (chociaż do szkół rozumie się nieuczęszczali) i rozporządzono, aby dotąd nikt do żadnego urzędowania lub awansu, a nawet przemianowania, przypuszczonym nie- była ktoby examinu ze znajomości tego języka niezłożył. Gdy zatem ludzie, nieznający nawet liter rossyjskich, nie- mogli udowodnić, że czytać i pisać po rusku umieją, za- chodziła przeto potrzeba ciągłego obchodzenia prawa zy- skiwaniem sobie właściwych poświadczeń od ustanowio- nych ad hoc examinatorów, którzy takowe za umówionem wynadgrodzeniem examinowanym wydawali. Frymarki podobne odbywały się poniekąd jawnie i jeden z nauczy- cieli zrobił układ ryczałtowy z urzędnikami pewnej wła- dzy, w której wcale języka ruskiego nieużywano, i zobo- wiązał się udzielać lekcye w tem biórze za opłatą 500 złp. rocKuie. Niedał on ani jednej lekcyi, dostał 500 złp. i od- tąd wszyscy urzędnicy tej władzy składali przed nim exa- mina z najpomyślniejszym skutkiem. Uznać z tąd wypada, że ówczasowi zwierzchnicy byli o wiele względniejszemi od następców swoich dla rodaków naszych, że niechcieli pozbawiać ich chleba i niemyśleli jeszcze o gromadnem gprowadzaniu na ziemię polską krajowców swoich. Że żydzi krajowi, a szczególniej Warszawscy, odzna- czali się rażącem niechlujstwem w ubiorach swoich, temu nikt zaprzeczyć niemógł, ale czy środki przez rząd przed- sięwzięte miały jedynie na celu ich poprawę i zmuszenie do ocbędóstwa? w ocenienie tego wdawać się nie będę i skonstatuję tylko fakt, to jest, zakaz mocą NUkazu uży- wania dotychczasowych ubiorów przez starozakonnych i wszelkiego odróżniania się ich od odzienia przez chrze- ścian przyjętego, niemniej istnienie w rzeczonym ukazie wyłączenia, dozwalającego zachowania za stosowną opłatą długich sukien i bród dla tych żydów; którzy strój ruski przybiorą. Z rozporządzenia tego, wymotywowanego wzglę- dem na nawyknienia starszych wyznawców izraela, wy- płynęły z jednój strony okupywania się żydów w małych Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 237 miasteczkach burmistrzom, aby ci nienaglili ich do zmiany ubiorą, z drngiój szczególniejszego rodzaju maszkarada u tych, którzy pod pozorem stroju ruskiego pozostali przy dawnych długich różnokalibrowych odzieniach, oraz bro- dach, mających ten strój wyobrażać. Do tej dążności przekształcenia mieszkańców kraju na wzór plemion ruskich zaliczyć także należy zapewniony udział pierwszym w zabawach ludowych, przez drugich praktykowanych, i w skutku tego, zapadłe postanowienie rządu zaprowadzenia w Warszawie na każde święta wielka- nocne igrzysk publicznych dla pospólstwa na podobieństwo tych, jakie się w stolicy cesarstwa, jużto w tej epoce, jużto pierw, to jest, w końcu zapust odbywają. Fanem et cir- censes były pierwszemi potrzebami ludu rzymskiego, Ma- sinica i Kaczele były tradycyjnemi wymogami ludu ru- skiego; ale wprowadzone do kraju naszego igrzyska pu- bliczne niezgadzały się wcale ani z tradycyjną przeszłością naszą, ani z obyczajami gościnnego narodu polskiego, który nie na ulicy w wielkie święta szukał osobistej za- bawy, lecz we własnych domach i w rodzinnych kołach obchodził wspołem z krewnemi i przyjaciółmi znaczące pamiątki kościoła. Organizując u nas te rozrywki dla ludu, miano na względzie wpojenia w niego upodobania do zwy- czaju narodowego ruskiego i rozumiano, że on tę dbałość o zabawę dla niego poczyta za dobrodziejstwo rządu. Nie osiągnięto wszakże celu tego, bo lubo znajdowali się ama- torzy wdrapujący się na słup, na placu Krasińskim wko- pywany, to jedynie dla tego, że na nim leżało całkowite ubranie, zegarek i butelka wina, oraz dla tego, że ten, co zdołał się dostać na wierzch, stał się bohaterem szynko- wnianym, bo dalój lubo schodziło się dosyć tłumnie po- pólstwo na plac rzeczony, chustało się i jeździło karuse- lami, to tylko dla tego, że widziało w tem upoważnienie władzy do kilkodniowego próżniactwa, do jakiego wielk% miało skłonność, bo wszelakoż niebyło najmniejszego upo- dobania zwłaszcza pomiędzy porządniejszemi robotnikami Digitized by VjOOQIC 238 PAMIĘTNIKI do tego rodzaju igrzysk cudzoziemskich. Słowem niecie- szono się wcale, gdy czyniono ku takowym właściwe. przy- gotowania i nieżałowano onych wcale, gdy wyprawianie ich zaprzestano, a raczej na czas niejaki przerwano. Naostatek do tylolicznych głoszonych łask monarszych dodać należy rzeczywiste świadczenie takowych wielkim zbrodniarzom, na karę śmierci likazanym, którzy się do wspaniałomyślności cesarza zawsze z jak najlepszym skut- kiem odwoływali, czego dowodem : iż ani jeden wyrok są- dowy tego rodzaju na zwyczajnych przestępców W wyko- nanie wprowadzonym nie został i wszyscy zyskiwali uła- skawienia, zmieniające karę śmierci na dożywotne ciężkie roboty w Syberyi. Jeden z podobnych ważniejszych epi- zodów wart jest przytoczenia, ile że jako naczelnie zawia- dujący podówczas więzieniami, byłem naocznym świadkiem różnych przejść tego strasznego dramatu. Dla powodów dotąd niedocieczonych , oddalony dla nałogu pijaństwa adwokat Malinowski, zamordował pre- zesa trybunału Warszawskiego, Brzozowskiego, we własnem jego mieszkaniu w obec pisarza tegoż trybunału, przedsta- wiającego mu referaty. Zbrodnię tę dokonał tak niespodzianie i tak pewną ręką, prostym wielkim nożem kucharskim, że, gdy przystąpiwszy z tyłu do prezesa na krześle siedzącego, pociągnął po gardle rzeczonym nożem, głowa nieomal zu- pełnie od kadłuba odłączoną została. Po spełnieniu za- bójstwa tego nieusiłował zbrodniarz chronić się ucieczką, ani odebrać sobie życia, lecz najspokojniej patrzał na ofiarę swoją i oczekiwał chwili przyaresztowania. Na- stępnie powołany do attentowania obdukcyi ciała, gdy le- karze dopełniający takową wyrzekli, że denat w zupełnie normalnym znajdował się stanie, wtedy zabójcą z naj- większym cynizmem wyrzekł do nich następujące słowa: „Obejrzyjcie dobrze serce, bo tara musi bydż pjama!" Przez cały czas prowadzenia inkwizycyi, sądzenia i od- wołania się do łaski zachowywał się Malinowski wciąż wwiezieniu jak najspokojniej i nieokazywał najmniejszego Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 239 żaltt i wyrztttów sumienia. Na wszystko zimny i obo- jętny^ raz jeden tylko mocno się wzruszył na widok do- rosłego syna, którego mu przyprowadzono, aby się z nim pożegnał. Po uściskaniu go rzewnie zapłakał i rzuciwszy się twarz% na łóżko, zawołał: ,, wyprowadzić go, bo tego ,, dłużej, znieść nie mogę.** Gdy wyrok, skazujący Malinowskiego na śmieć przez ścięcie, odesłano do Petersburga, rozumiano powszechnie, że zbrodnia tak oiiurzająca, bez najmniejszych powodów, rozmyślnie z tak zimną krwią przez oświeconego człowieka dokonana, nieotrzyma ułaskawienia monarszego, tymczasem inaczej się stało , bo dosyć spiesznie nadeszło niespodzie^ wane zamienienie kary śmierci na. dożywotne wysłanie do ciężkich robót w Syberyi z tym jedynie dodatkiem , że po- wyższe ułaskawienie dopiero na rusztowaniu ma bydź de- likwentowi ogłoszone. W wykonaniu zatem tej decyzyi przyprowadzono Malinowskiego do sądu, w głównym domu badań urzędu- jącego i w obec zgromadzonych więźni odczytano mu wyrok śmierci, oraz decyzyą cesarską do słów poniższych: „z tych ^powodów NPan nie znalazł się skłonnym do ułaskawienia ^^odwołującego się do łaski jego, poczem sędzia prezydujący spełniając sekretny rozkaz, zamiast doczytania reszty, ode- zwał się do skazanego: „wykonanie wyroku przez ścięcie ,ygłowy mieczem dopełnione zostanie w dniu jutrzejszym ^o godzinie 7-ej z rana; wzywam cię więc Malinowski, „abyś uczynił rachunek sumienia i pojednał się z Bogiem." Na te słowa nagle delikwent odrzekł: „mój rachunek sumienia już dawno zrobiony, a ct» jest między mną a Bogiem, to do pana sędziego nienależy." Rozumie się, że przerwano tę zuchwałą mowę zbrodniarza, aby niedawać z tego przykładu innym więźniom i odprowadzono go do celi właściwej, w której pod oddzielną strażą ostatnią noc miał spędzić. Następnie przywołano doń księdza kapucyna, który po kilkogodzin- nych usiłowaniach zdołał go zaledwo skłonić do odbycia spowiedzi ; czemu widocznie zadosyć uczynił nie ze skruchy Digitized by VjOOQ IC 240 PAMIĘTNIKI i prawdziwego żalu za grzechy, lecz jedynie dla uwol-* nienia się od dalszych nalegań i zaspokojenia głodu; po- daną mu bowiem wkrótce po tem wieczerzę zjadł naj- smaczniój i zaraz po niej położył się i spał spokojnie do czwartej z rana. O tej godzinie przebudził się na bicie zegara na mieście, którego uderzenie policzywszy, odezwał się: pO! jeszcze trzy godziny I** poczem przewróciwszy się na drugi bok, znowu zasnął. Ten prawdziwie nie do pojęcia spokój trwał do chwili ukazania się mistrza sprawiedliwości, w pełnym urzędowym stroju przybranego, który stanąwszy na progu celi, donośnym zawołał głosem: „Malinowski chodź, już teraz do mnie należysz.'' Na te słowa 2erwał się on na łóżku, lecz spojrzawszy na czerwony ubiór kata i miecz jego, spiesznie do ściany się odwrócił; wezwany raz jeszcze do powstania, dał się spokojnie przybrać w szaty śmier- telne, prosząc jedynie, aby mu zbytnie rąk nie krępo- wano, bo przecie uciec niezamyśla, poczem zeszedł po- ważnym krokiem z drugiego piętra, kłaniając się na obie strony więźniom uszykowanym do tego pochodu, oraz że- gnając służbę więzienną. Następnie wsiadłszy z zawsze jednakim spokojem pośrodku dwóch księży kapucynów na wóz, otoczony żandarmami przyglądał się najobojętniój tłumowi ludu, wyległemu na to ciekawe dlań widowisko, a stanąwszy na miejscu exekucyi pewnym zupełnie kro- kiem wstąpił na rusztowanie i pozwolił lekarzowi więzień* nemu, ciągle go obserwującemu kilkakrotnie pomacać puls w trakcie czytania raz jeszcze wyroku , obnażania szyi i zawiązania oczu. Puls ten ani na chwilę zmianie nie uległ i bynajmniej podniesionym niebył i w całem wej- rzeniu delikwenta żadnej oznaki przestrachu lub wzrusze- nia dopatrzeć niemożna było; dopiero w ostatnim momen- cie, gdy sędzia prezydujący zatrzymał mistrza i, poleciw- szy zdjąć zasłonę z oczu skazanego , odczytał trzymaną do tej pory w tajemnicy resztę decyzyi cesarskiej, udaro- wy Wającą go życiem, wtedy Malinowski, jakoby magne- Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 241 tyczną pociągnięty siłą padł na kolana i obfitem zalawszy się łzami, donośny wydal krzyk: „O moje dzieci!" -^ Jedno zatćm tylko ojcowskie uczacie zdołało przemódć nad skamieniałą duszą tego wielkiego zbrodniarza! xvii. Dalsze zsitrudnienia \ działania hfioje, wypadki i zda^ rżenia ówczesne. Położenie moje urzędowe było zawsze wyjątko* wem ; strącony z wysokiego stanowiska^ na jakie wolą monarszą w n 1831 powołanym zostałem i jakie chwilowo zajmowałem; nieposiadałem zaufania rządu, pobiera- łem niższą płacę od równych, a nawet i niższych urzę- dników, musiałem ulegać przeciwnikom moim, znosić upo- korzenie od nich i ustępować pierwszeństwa młodszym od siebie. Lecz wszystkiemu temu poddawać się widziałem właściwem, ponieważ urzędowanie moje miało tę nieoce- nioną dla mnie zaletę, że mnie nie mieszało do żadnych spraw politycznych kraju i czyniło mnie poniekąd obcym w rządzie, bom działał jedynie w zakresie fizycznych i mo- ralnych cierpień ludzkich, skromnym zakresie, do którego rzeczone sprawy niesięgały, będąc dlań zbyt małćj wagi przedmiotem. W ten sposób pracując^ niewzbudzałem u rzą- dzących podejrzenia o niezgodne ż dążnością ich zamiary ; mało o mnie dbano, ale wszakże cierpiano mnie, ponieważ byłem potrzebnym im do spełnietiia znanych życzeń ce- sarza, podniesienia i udoskonalenia wszelkich instytucyi dobroczynnych; musiano mi choć pozornie okazywać względność i poważanie, bo cesarz za każdą bytnością swą w Warszawie publicznemi objawami przychylności i uznania prac moich obdarzał mnie. Jako dowód tego przytoczę kilka faktów, ogólnie podówczas znanych, a mia- nowicie: Podczas jednój z prezentacyi władz, niedo- strzegłszy mnie cesarz pomiędzy przedstawiającemi się^ zapytał o przyczynę nieobecności mojój. Innym razem Pftmiętaflci Fr hr. Bkftrbka; 16 Digitized by VjOOQ IC 242 PAMIĘTNIKI przeglądając listę osób do cesarskiego stołu zuproszonyeb, dopisał własnoręcznie w takowej nazwisko moje, wreszcie^ co najważniejsza, gdy przedstawiono mnie i drugiego ko- legę do przemianowania z radców stanu (jeszcze królestwa konstytucyjnego, co więcej znaczyło, niż ranga radcy stanu w cesarstwie,) na radców rzeczywistych, cesarz od razu podniósł nas obu do stopnia radców tajnych, co wielkie zadziwienie, ale zarazem i oburzenie j)omiędzy ruskiemi dignitarzami wzbudziło. Poszczycić się muszę rządkiem szczęściem, iż nietylko unikałem zarzutów i prześladowań obudwóeh stron poli- tycznych, ale śmiało rzec mogę, że od nich poważania doznawałem ; ziomkowie bowiem, nie sądzę, aby do odma- wiania mi go mieli powód, ponieważ anim złej sprawie służył, anim się płaszczył i pochlebiał; tudzież nikt usi- łowań moich w sprawie ludzkości potępiać niemógł; ros- gyjscy zaś rządcy radzi nieradzi, zniewolonemi byli po- wierzchownie chociaż szanować mnie, ponieważ cesarz tak kazał; szlachetniejsi z nich nawet nietaili się z oddawaniem mi sprawiedliwości jako człowiekowi, który, nie kryjąc się ze swoim polskim sposobem myślenia, niechce służyć widokom dla kraju nieprzyjaznym. Lubo dosyć długo nieby wałem w zamku i mało mia- łem styczności z namiestnikiem, to wszelakoż wiedziałem dobrze , że on pochwalał zakłady moje, bo je cesarz po- chwalał, skutkiem . przeto tego dyrektorowie główni i gu- bernatorowie musieli okazywać mi niejakie względy, a nawet popierać i wypełniać projektowane przezemnie zarządzenia, ponieważ takowe uznanie cesarza i namiestnika zyskiwały. Tym to przeto sposobem udało mi się zaprowadzić kilka nowych instytucyi, przekształcić i uporządkować kilka innych i pobudować kilka gmachów szpitalnych i więziennych, o czem już wyżźj szczegółowo wzmian- kowałem ; nadto w późniejszym czasie zdołałem wyjednać wydanie rozporządzeń policyjnych, mających na celu wy- Digitized by VjOOQIC FR. HR. SKARBKA. 243 tępienie tułactwa i żebractwa, aby zakładów dobroczyiiByeh wliJcsegami nieprzepełniać. Środki, jakie w Uj mierze przedsięwzi^em, były wy- raŻDĆm uwłaczaDiem władzy policyi warszawskićj, a jednak weszły w wykonanie i to z pomyślnym skutkiem. Prze- konawszy się o tóm, że dozorcy policyjni dzielili się ze smyślonemi żebrakami hojną jałmużną^ przez nich co- dziennie wyłudzaną, ustanowiłem za specyalnem dozwo- leniem namiestnika i gubernatora osobnych ajentów, do służby domu przytułku i pracy należących, którzy po cy- wilnemu bez żadnych zewnętrznych oznak prócz blach, na spodniej sukni noszonych , tudzież opatrzeni w piśmienne upoważnienia, przytrzymywali na ulicach żebraków, mia- nowicie takich, którzy, ciągle opłacając się policyi, nigdy do rzeczonego wyżój zakładu odsełanemi niebyli. Ta po- mocnicza straż chwytała codziennie znaczną liczbę żebra- ków i włóczęgów, których albo odsełano do miejsca uro- dzenia lub stałego zamieszkania, albo zatrzymywano w in- stytucie, albo też wypuszczano za poręczeniem właścicieli domów, którzy składali na piśmie deklaracyę, iż zapłacą złp. 5, jeżeli poręczony przez nich człowiek powtórnie na żebractwie złapanym zostanie. Wszystko to rzuciło postrach paniczny między włóczęgów i oczyściło na czas niejaki ulice Warszawy z żebraków, dopóki nieznieśli się oni z sobą i niewymyślili nowego sposobu obejścia prawa, a głównie dopóki istnieli dozorcy, o jakich wyżój. Tym nowym przemysłem żebraczym, o jakim dopiero co na- pomniałem, było to, że cechowi majstrowie tego fachu wcliodzili w spółki z mniój zamożnemi, zwłaszcza staro- zakonnemi właścicielami domów, w których zamieszkiwali, odstępując im pewną część zarobku, a mianowicie, skła- dając im z góry owe 5 złp. jako karę naó wymierzyć się mogącą, w razie jeżliby schwytanemi zostali. Okup ten łatwo bardzo ponosić byli w stanie, zarabiając po kilka- naście, a nawet przebieglejsi w sposobach wzbudzenia li- tością po kilkadziesiąt złotych dziennie. Niedziw więc, że 16* Digitized by VjOOQIC 244 PAMIĘTNIKI zagrodzenie chwilowe podobnemu wyzyskiwaniu miło- sierdzia publicznego wywołało przeciw mnie, oraz użytym przezemnie kilku dawnym wiarusom b. wojska polskiego, grad złorzeczeń ze strony żebraków, a rodzaj oburzenia ze strony licznych dewotek, i że skutkiem starań tyck mniemanych opiekunek ludzkości nastąpiło zniesienie w mowie będących dozorców , ile ie im nadawano zna- czenie, jakiego niemieli. Kiezrażałem się bynajmniej ani temi przeszkodami, ani groźbami, jakie mi czyniono, i śmiało kroczyłem po raz obranój drodze. Widząc, ie dom przytułku i pracy za Wolskiemi rogatkami niemoże pomieścić napływu doń włóczęgów, powziąłem myśl otworzenia filialnego zakładu dla starców obojój płci w opustoszałym konwickie popi- jarskim w miasteczku Górze Kalwaryi w Czerskiem, którą to miejscowość miałem sposobność dokładnie poznać, za- mieszkując letnią porą w nabytej przezemnie sąsiedniej wsi Baniosze. Pomimo, ie zabudowania rzeczone w Górze za* jęte były na uiytek wojska, udało mi się otrzymać od namiestnika przyzwolenie na oddanie mi onych dla pro- jektowanego zakładu, który niebawem otworzyłem i który dosyć pomyślnie rozwijany do dziś dnia istnieje. Dla zasilenia niedostatecznych funduszów na cel po- wyższy postanowiłem zuiytkować skłonność ówczasową publiczności Warszawskiej do wszelakiego rodzaju zabaw na korzyść ubogich moich, i w tym zamiarze ogłosiłem w miesiącu marcu 1843 roku kilka poranków muzykal- nych w dnie niedzielne, przez same tylko damy amatorki i kilku amatorów dać się mianych. Jakkolwiek podjąłem się rzeczy, do którój, jako nieząjmujący się muzyką, mało byłem usposobionym i lubo musiałem przez to wyjść ze zwyczajnego trybu pustelniczego iycia mego, potrzebując od- dawać liczpe wizyty damom, które do współudziału w przed- sięwzięciu mojem zaprosić chciałem, udało mi się jednakie nadspodziewanie zgromadzić znakomite amartorskie talenta do wykonania prawdziwie zajmujących koncertów, a na- Digitized by VjOOQ IC PR. HR. SKARBKA. 245 Btępnie przynęcić tak liczną publiczność , ie wielka sala w pałacu Paca na miodowej ulicy, jaką mi użyczono, wszystkich słuchaczów pomieścić niemogła. Po pierwszym poranku , na którym grały i śpiewały damy z wyższego towarzystwa, poczęły zgłaszać się do mnie inne mniej znane w świecie i z talentu amatorki, wprowadzając mnie przez to w trudne położenie^ bo bez próby na słowo niemożna było dowierzać artystycznemu usposobiepiu. Dzielną mi wtem pomocą był J. F. Dobrzyński, któremu ułożenie pro- gramów i dyrygowanie muzyczną częścią koncertów po- wierzyłem, i obadwa dokładaliśmy starań, aby uniknąć mierności występujących i zyskać wziętość dla poranków naszych, która rzeczywiście wielkie im powodzenie za- pewniła. Odbyło się takowych wszystkiego cztery i jeden z nich upamiętniony został słynną grą Liszta, który, goszcząc wtedy w Warszawiie, na zawdzięczenie przyjęcia, jakiego w niej doznał, sam ofiarował udział swój i przez to wielce podniósł znaczenie przedsięwzięcia mego, czysto dobroczynną pobudką wywołanego. Na ostatni poranek skomponował Dobrzyński muzykę do słów moich i kantata ta, wykonana przez wszystkie amartorki i amatorów śpie- waków, z ogólnem zajęciem słuchaną była. Po jój ukoń- czeniu weszli na estradę starcy obojój płci w ubogich swych ubiorach, z Góry Ealwaryi umyślnie sprowadzeni i otoczyli wieńcami z kwiatów wszystkie damy uczestniczące w śpiewie, co powszechne i długotrwające oklaski po- między tłumnie zebraną publicznością wzbudziło. Poranki te przyniosły zakładowi czystego dochodu około 15,000 złp., pomimo że cena biletów była niską, bo tylko po rublu. Księciu Paszkiewiczowi bardzo się podobały powyższe poranki, z których żadnego nieopuścił i dziękował mi za ich urządzenie. Od tćj chwili, mogę powiedzieć, zaczął on okazywać mi większą sympatyą i nieszczędząc ob* jawów uznania za użyteczność usiłowań moich o rozwi- nięcie i podniesienie zakładów dobroczynnych w kraju, często bardzo wspólnie zemną je zwiedzał, co mi nastrę- Dfgitized by VjOOQ IC 246 PAMIĘTNIKI czyło niejednokrotnie sposobność bądź wyjednania Jakiego ulepszenia dla którego z instytutów, bądź zyskania jakiego wsparcia, lub ułaskawienia dla którego z nieszczęśliwych. Niezapomnę jednćj podobnój łaski, która stała się dla mnie powodem wielkićj pociechy. Między więźniami w domu karnym w Warszawie znajdował się jeden dobrze wychowany i bardzo przystojny, były urzędnik kassowy, który za malwer^acyą^ przez lekkomyślność popełnioną, skazany był na lat 15 warownego więzienia i w ubiorze pół szarym, piU czarnym karę swoją odsiadywał. Ten nieszczęśliwy napisał do mnie wiersz, w którym, wystawiając cierpienia swe, błagał mnie, o polecenie oddzielenia go od zbrodniarzy, pomiędzy któremi był umieszczonym. Prze- znaczyłem go na posługacza w lazarecie chorych i jako takiego, wzorowo się prowadzącego, przedstawiłem go zwie- dzającemu wraz zemną więzienie namestnikowi z prośbą^ aby go po 9-ciu latach odcierpienia kary od dalszej uła- skawił, co też książę natychmiast dopełnił. Nigdy w życiu mojćm od nikogo niedoznałem tak wielkićj i niezachwianój wdzięczności, jak od wspomnionego więźnia, „panie !^ rzekł on do mnie, wyszedłszy z więzienia, „wyzwoliłeś mnie „z kajdan, teraz podaj mi sposobność, abym poczciwa pracą „mógł dowieść, żem był godnym twojój opieki." Święcie dotrzymał on danego mi słowa i na tćm właśnie zależała ta pociecha, jaką mi wdzięczność jego sprawiła. Umiesz- czony staraniem mojem w jednym z najznakomitszych za- kładów fabrycznych, wiernością i pilnością zjednał sobie nieograniczone zaufanie naczelnika swego (D. Eyansa), tak iż tenże prowadzenie najważniejszych interessów i sza- fanek znacznych funduszów mu powierzał i przy każdej nadarzonej sposobności dziękował mi za nieocenionego po- mocnika, jakiego mu nastręczyłem. Po śmierci przedstawi- ciela firmy rzeczonój protegowany mój zmuszonym się wi- dział opuścić dotychczasowe dosyć wysokie stanowisko swe i przesze^ z nabytą już dobrą reputacyą na rządcę wiel* Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 247 kich dóbr, w których gorliwie pracując, w sile wieku na tyfas umarł. Również wspoioniee jeszcze muszę o iunem iyta razem śmiesznem zdarzeniu, jakie miałem na jedn^ z po- dobnych wizyt z namiestnikiem odbywanych w szpitalu ś^. Jana Bożego u Bonifratrów. W oddzielnym pokoju zakładu tego siedział spokojny i poważny obłąkany, syn obywatela ziemskiego, który z powodów politycznych uległ chorobie pomieszania zmysłów. Temu zdawało się, że jest wielkim Napoleonem i mieniąc się bydż tym władzcą świata, na łóżku jakoby na tronie z powagą monarszą przyjmował wszystkich odwiedzających go. Wspomniałem o nim księ- ciu, chciał go widzieć i gdy wszedł do izby, mój waryat uprzedzony widać przez służbę o obecności namiestnika w instytucie i olśniony widokiem osoby w bogatym mun- durze, orderami pokrytym, poprawiwszy się na siedzeniu swóm, z postawą imponującą rzekł: „Napoleon bardzo się ,,cieszy, że ma sposobność poznać osobiście tak wielkiego „wodza, jak książę Paszkiewicz." Przemówienie to wi- docznie ucieszyło namiestnika, który uprzejmie skłonił się mówiącemu, a do mnie odezwał się: „widzisz pan, jak się „to Napoleon cieszy z tego, że mnie poznał." W roku 1843 zjawiło się w Warszawie dwóch osobli- wego rodzaju szarlatanów; jednym z nich był polak nie- artysta, który okazywał malowidła obce; drugim zaś tan- cerka, która wszystko umiała prócz tańca. Go do pierwszego rzecz się miała, jak następuje: pan de Maes, malarz francuzki, zastępując brak wyższego talentu malowaniem obrazów, w których przez sztuczne oświecenie szukał efektu uderzającego w oczy nieznawców, przedstawił w dosyć wielkich rozmiarach św« Magdalenę w jaskini, oświeconą mocnem światłem lampy. Otóż równie efektową kopią tego obrazu zrobił malarz polski, Tysiewicz, a drugi jego ziomek, nabywszy tę pracę, woził ją po świecie, aby łudzić publiczność i wyzyskiwać znićj łatwo zarobione pieniądze. Trzeba było widzieć, z jakiem wy- Digitized by VjOOQ IC 248 PAMIĘTNIKI rachowaniem na łatwowierność ładzi spekulant ten urzą* dził pokój, w którym ten ósmy cud ńwiata okazywał. Wszystkie okna były zasłonione , prócz jednego z naj- świetlejszej strony, przy którym stsi ów słynny obraz w ramach , pąsowym axamitem obitych , otoczony zwier- ciadłami, w których z różnych punktów się odbijał. Przed obrazem była balustrada, za którą niewolno byłoprzecho- dzió, a to celem, by widzę z niezbyt bliska arcydzieła przypatrywać się mogli. Cały pokój wyłożony był gru- bym kobiercem, aby głośnem stąpnięciem nieprzerywać głębokiój omj jaka w tym tajemniczym przybytku, do którego tylko po kilka osób razem wpuszczano, panowała. Wszystko to wprowadziło w podziwienie i pewien zachwyt zwiedzających, pomiędzy któremi znajdowali się tacy, którzy koniecznie domagali się, aby mogli się dostać po za obraz, ze wszech stron ciemnem suknem otoczony, a tem samem nieprzystępny, dla przekonania się, czy też to przypadkiem nie żywa istota w ramy wlazła? Zdarzyło mi się tylokrotnie widzieć francuzów, włocbów iniemców, umiejących przechwalać przedmioty na widok publiczny przez siebie wystawiane, ale nie natrafiłem nigdy na rodaka równego przechwałce i Uamcę, jakim był ów właściciel malowanćj Magdaleny. Co do drugiej , to jest tancerki , była nią słynna hi- szpańska, Lola Montes, która samą jedynie pięknością oczu swoich zdołała zjednać sobie imię głośne wdwócli częściach świata i podnieść do najwyższćj potęgi powo- łanie i znaczenie zalotnicy. Nie zważając wc^e na to, że Warszawa zostawiła jeszcze pod wrażeniem rzeczywi- stego talentu znakomitej tancerki Taglioni, która w owych czasach na scenie naszej z jak największem powodzeniem występow^a, ogłosiła mniemana jćj współzawodniczka wyżćj wspomńiona za nader wysoką opłatą przedstawienia swoje w tańcach hiszpańskich. Widowisko to, szumnie zapo- wiedziane, odznaczyło się zrazu wspaniałą dekoracyą, pięk- pem ugrupowaniem figur w strojach narodowych, niby Digitized by VjOOQ IC FB. HR. SKARBKA. 249 sławnej tancerki, oraz harmonijnym śpiewem przy gitarach, ale, gdy pomiędzy tern wszystkiem ukazała się ona sama, niebawem przekonano się, że była to najpospolitsza, co najwięcej ludowa tanecznica, niemająca najmniejszej zna- jomości sztuki chereograficznej. Rozczarowanie przeto na- stąpiło bardzo prędko, skutkiem tego przyjęcie ze strony publiczności jak najgorsze i zakaz powtórzenia widowiska stanowczy, a w dalszym ciągu zajście zpolicyą, uderzenie spisrózgą niższego jćj urzędnika i w konkluzyi z rozkazu wyższego wywiezienie za granicę awanturnicy. Ale po- nieważ znaleźli się gorliwi obrońcy prześladowanej (jak utrzymywali) tancerki, a raczej pięknźj kobiety i zbyt śmiało za nią obstawali, przeto pomieszczono w gazetach z natchnienia widocznie władzy artykuł poniższy : „Pomimo „usiłowań kilku mnićj rozsądnych protektorów, publiczność . „bezstronna objawiła głośno swoje niezadowolenie. Burzliwa „tancerka postąpiła wtedy w sposób uchybiający wszelkiej „przyzwoitości, a gdy posunęła zapalczywośc swą do tego „stopnia, iż ośmieliła się uderzyć dozorcę policyjnego, ten „w sposób mniój delikatny poskromił ją użyciem swej „ciężkićj dłoni; zwierzchność zaś widziała się zmuszoną, „kazać ją pod eskortą wytransportować z Warszawy z za- „bronieniem jej raz na zawsze powrotu do kraju tutaj- „szego." Ktoby to przewidział w ówczas, że ta kobieta, publicznie znieważona wmieście naszem, stanie się kiedyś ulubienicą jednego z niemieckich panujących , że lud spo- kojny podburzy przeciwko niemu i że przez zuchwałość, oraz dziwactwa swoje zasłynie nietylko w Europie , ale i Ameryce. Teraz cokolwiek o sobie: do roku 1841 byłem tedy prawie zupełnie zapomnianym, bo niemiałem żadnego sta* łego urzędu i jedynie na mocy oddzielnego wyjątkowego rozkazu cesarskiego zajmowałem się zakładami dobro- ezynnemi, pobierając tylko dawną płacę referendarza stanu, zatem niższą od tćj, jaką inni radcy stanu pobierali. Skutkiem tego, aby raz wyjść z tego anormalnego poło- Digitized by VjOOQ IC 250 PAMIĘTNIKI żenią i bydż przynajmniej zrównanym z innemi tegoł sa* mego stopnia ur2ędnikami, zaniosłem w tćj mierze rekla- macyę do namiestnika, który przychyliwszy się do żąda- nia mego, rozporządził zamianowanie mnie stałym człon- kiem kommissyi rządowej spraw wewnętrznyełi z płacą właściwą, to jest, dla dyrektorów wydziałów oznaczoną. Odtąd przeto zacząłem znowu iść w górę, lubo powinien*^ bym był przewidzieć, że zwykłą koleją, jaką w życiu mo- jem postępowałem, dojdę do pewnćj wysokości, z której nagle spadnę. Po wielkiej katastrofie banku polskiego, z powodu której tak prezes, jako i wiceprezes tój instytucyi stra- cili posady i pod sąd oddanemi zostali, spadla także od- powiedzialność i na kontrolera jeneralnego, jako prezesa kommissyi umorzenia długu krajowego, któremu cesarz za bytności swej w Warszawie inne przeznaczenie dać kassałi polecając zarazem, aby to stanowisko mnie poru- czonem zostsdo. Otóż ponieważ książę Paszkiewicz oso- bistym był przyjacielem powszechnie zwanego Monsegneur^a Stasia (Grabowskiego), którego koniecznie na zajmowanćj przez niego posadzie kontrolera jeneralnego utrzymać pra- gnął, przeto celem dogodzenia woli cesarza, wyrzucającego mu, że mnie zostawił w zapomnieniu, mówiąc: ^przysła- niem wam tu Skarbka, cóżeście z nim zrobili?^ obmyślił dla mnie takie urzędowanie, aby względy monarchy były spełnione bez oddalenia protegowanego swego. Umarł był właśnie wówczas Czempiński, prezes towarzystwa ogniowego, namiestnik zatem, niewiadomo czy sam, czy z obcego natchnienia, postanowił wynieść dyrekcyą te- goż towarzystwa do znaczenia wyższój centralnój władzy i przysłał do mnie dyrektora kancellaryi swój przybocznej, Eliasiewicza, z uwiadomieniem o tym zamiarze, oraz z ofia* rowaniem mi stanowiska prezesa rzeczonój dyrekcyi przj pozostawieniu mnie przy dotychczasowych obowiązkach i z podniesieniem płacy o 10,000 złp» Niewiedząc nio TPtedy o swyż wspomnianem poleceniu cesarskiem powo- Digitized by VjOOQ IC " I FR. HB. SKARBKA. 251 łania mnie na kontrolera jeneralnego królestwa, przyjąłem proponowaną mi przez Eliasiewicza posadę, ile, że lenie (osobiście mi przychylny, czego dowody do końca służby mi dawał, popierając zawsze, jako prawdziwie dobrze myślący i nieskażoną prawością odznaczający się człowiek wszelkie usiłowania moje, w interessic dobra kraju ło« żonę), zapewnił mnie, że książę powziął stanowcze posta- nowienie zamienienia za pomocą moją dotychczasowego towarzystwa ogniowego w instytueyę rządową, mającą łączyć w sobie wszelkie rodzaje ubezpieczenia i kassy oszczędności z dobroczynną dążnością zabezpieczenia ma- jątków prywatnych od strat losowych, a bez ciągnienia z tąd jakichkolwiekbądż zysków dla skarbu. W krotce potem polecił mi namiestnik przedstawienie projektu organizacyi podobnój instytucyi, co, rozumie się, ze skwapliwością dopełniłem, nadając jój od razu znamię obywatelskiej władzy, na podobieństwo towarzystwa kre- dytowego, ale, ponieważ to niezgadzało się z zasadami biurokratycznemi, od których odstąpić nie chciano, przeto zaledwo udało mi się przeprowadzić ustanowienie radców dyrekcyi, bezpłatnie obywatelskie usługi po powiatach spełniać mających, dla podniesienia znaczenia i ufności nowo powstającćj w kraju instytucyi pod nazwą dyrekcyi ubezpieczeń, którój prezesem postanowieniem rady admi- nistracyjnćj królestwa z dnia ^l]^^^^^^^"" 1842 r. zamiano- wanym zostałem. Po objęciu powyższego stanowiska starałem się nadaó należyty rozwój wszystkim rodzajom ubezpieczeń, a w szcze- gólności zająłem się zaprowadzeniem upoważnionćj pra- wem instytucyi, o jakiój dawno marzyłem, to jest, kassy oszczędności. Szło o to, aby wzbudzić doń zaufanie w klassie robotniczej i służącój, co było trndnem, raz dla tego, że niedowierzano żadnym zakładom rządowym, po- wtóre z powodu niepomyślnćj próby podobnćj kassy^ jesz- cze przed rewolucyą utworzonój^ w zamiarze podtrzymania kredytu listów zastawnych > a na którćj uczestnicy ów* Digitized by VjOOQ IC 252 PAMIĘTNIKI cześni znaczne ponieśli straty, skutkiem obniżenia się z okazy! wypadków krajowych 1830* roku kursu rzeczo- nych listów. Pragnąc przeto działać na umysły niższych warsztw ludności Warszawskiej, ogłosiłem w końcu 1843 r. w imie- niu dyrekcyi ubezpieczeń obwieszczenie, że kassa oszczę- dności uroczyście otworzoną zostanie w dniu 2. Stycznia r. p. i dokładałem całój nsilności, aby aktowi temu nadać jak najdobitniejszą cechę jego ważności. Jakoż w dniu tym odbyło się naprzód w katedrze śgo. Jana solenne na- bożeństwo , podczas którego prałat Kotowski miał wy- mowne kazanie o dobroczynnych zamiarach i błogich skut- kach tój ludowój instytucyi, zachęcając wszystkich do po- kładania weń ufności. Z kościoła udały się tak władze, jako i znaczna liczba obecnych do lokalu dyrekcyi ubez- pieczeń na Nowolipki, ci ostatni widocznie zaciekawieni, co to być może ta kassa, tak zachwalana? Tam miałem do zgromadzonych mowę, w którćj między innemi poło- żyłem nacisk na nieubłagane cyfry, świadczące, ileby do ptwierającój się kassy odłożyć można na oszczędność z tego, co się codziennie przy uczęszczaniu do kilkuset szynków Warszawy marnotrawi. Dawno już niemiałem sposobności odzywania się publicznie, gdyż w ówczesnych czasach niebyło ani możności, ani powodu do zabierania w sposób powyższy głosu i nikt też prócz kaznodziei ko- ćcielnych żadnego niesłyszał mówcy; z tąd przemówienie moje mocno zajęło obecnych i jako zupełna nowość parę dni powszechnych rozmów w calem mieście stało się przy- czyną. Na zakończenie jego przywiodłem następujące słowa: „Niech chwila otwarcia głównćj kassy oszczędności „będzie godziną szczęścia dla ubogiego dziecięcia, które „dzisiaj o tój samój godzinie pierwszem kwileniem świat „powitało. Może raczycie się zgodzić ze mną na to, aby „pierwsza książeczka oszczędności zapisaną została na „imię takiego dziecka? Może nie odmówicie mu szczupłego „datku, który złożony w kassie naszej, dopiero za doj- Digitized by VjOOQ IC FB. HR. SKARBKA. 253 „ściem do pełnoletności, obdarowanemu wraz z przyrosłym „procentem wypłacony zostanie, z tern zastrzeżeniem, ii ngdyby pierwszy ten uczestnik rzeczonej kassy wieku tego „niedożył, w takim razie puścizna jego spadnie na to „dziecię ubogich rodziców, które się po nim najbliźój go- „dżiny obecnój urodziło. Niechaj wdzięczność jednój ro- „dżiny pamięć dnia tego potomkom swoim do zachowania „przekaże." Powyższe wezwanie moje pożądany przyniosło skutek, zebrano bowiem od obecnych składki złotych 560, z któ- rych w 18 lat późnićj uzbierała się za pomocą składanych procentów summa 1005 zip., która dostała się jako posag córce stróża pałacu namiestnikowskiego, po kilku innych poprzednio zmarłych uczestnikach, a to podług listy spad- kobierstwa, ułożonej przez samą dyrekcyą, na mocy ścią- gnionych ze wszystkich parafii Warszawskich aktów uro- dzonych w dniu 2. stycznia 1844 r. przed południem zu- pełnie biednych dzieci. W roku 1845 ukazem cesarskim z dnia ^ Marca t. r. powołanym zostałem nareszcie na prezesa rady główn^ opiekuńczej zakładów dobroczynnych, a to pomimo usilnych przeciwko temu zabiegów inspektora głównego służby zdro- wia w. królestwie, który, jak to wyżój już nadmieniłem, so^ bie przypisywał wszystko to, co dla rozwoju i dobra szpi- tali dokonać zdołałem. Natomiast wszakże doznałem wielkiój niesprawiedli- wości ze strony rządu z powodu niewątpliwie rozmyślnego odmówienia mi przez heroldyę tytułu hrabiego, rodzinie mojej od najdawniejszych lat służącego, a w roku 1824 na przedstawienie senatu królestwa przez samego cesarza mi przyznanego, co tem mocniej było rażącem, że oprócz zatwierdzenia imienia mego na ogólnój liście senatu, tenże monarcha, bądź to ustnie przy osobistych przedstawieniach mil się moich, bądź na piśmie we wszelkich nominacyaeb i urzędowych pismach, z kancellaryi cesarskićj wychodzą- cych, ten tytuł mi przyznawał. Skutkiem tego widziałem Digitized by VjOOQ IC 254 PAMIĘTNIKI się zmiii^i^ooym, odwołać się w tćj mierze bezpośrednio do niego, a popieważ tradno było odmówić zasadności mojćj r^liląmaeyi, z drugi- zaś strony niewypadało odstępować od przepisów ogólnych, heroldyi wslsazanycfa, przeto chwy- eono się drogi, poniekąd polubownej, mocą którćj pod ^^^^ ^7] Kwiatoia 1^*6 wydał cesarz imienny ukaz, przez który nadał ^mi i prawemu potomstwu memu w prostćj „linii tytuł hrabiego królestwa Polskiego, a to przez wzgląd „na długoletnią i gorliwą słnibę, oraz znakomite zasługi „przy urządzeniu zakładów dobroczynnych i więzień, nie- „mnićj w sprawowaniu teraźniejszych obowiązków prezesa „dyrekcyi i ubezpieczeń położone.^ Było to więc nadanie nowego tytułu, a nieuznanie starodawnego, na który znaj^ dowały się w metrykach koronnych dowody przez heroldyę iądane, rodzaj łaski bez znaczenia w obec tego, ie w kilka lat później jeden z członków rodziny mojój w sposób, pra- wem wymagany, udowodnił to, co mnie odmówionem zostało. Przed wydaniem powyźszćj decyzyi udzielił mi cesarz pozwolenie przyjęcia tytułu członka towarzystwa Toskań- skiego do poprawy moralnego więźni, którego dyplom przez rzeczone towarzystwo mi nadesłany zawierał tytuł mój rodowy, za tern potwierdzając ten dyplom, zatwierdzał tóm- samem to, co z drugiój strony mi odmawiał. Ale wróćmy się do opowiadania zdarzeń i wypadków, jakie nie w chronologicznym porządku, lecz w miarę, o ile takowe na pamięć mi przychodzą, podaję. W roku 1840 miała Warszawa dwie nowości, które mocno ją zajmo- wały, to jest, ukończenie przy Zamku królewskim zjazdu do Wisły i otwieranie stopniowe drogi żelaznój Warszaw- sko- Wiedeńskiej. Skoro pierwsza stacya tój drogi do Prusz- kowa do użytku publicznego oddaną została, urządzono do niej, a póżniój do drugiej Grodziska spacerowe po- eiągi, któremi nmóstwo osób z upodobaniem jeździło. Mię* Hę^ innemi był jeden uri^ędnik sądowy, nad aktami bipo^ teeanemi wciąż ślęesąeyi który ani jednego dnia nieopośeił) Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 255 robiąc tę wycieczkę tam i napowrót i innćj niechciał od- bywać przechadzki, utrzymając, że spacery wagonowe bardzo skutecznie na polepszenie stanu jego zdrowia od- działowywają. Na inauguracyi tśj części drogi był ksiąie Paszkiewicz i dawał z okazyi tćj wielkie śniadanie, o ezem jui wyżój wzmiankowałem, później zaś, gdy kolźj do Skierniewic dociągnięto , jeździł tam bardzo często juito na łowy do zwierzyńca, jużto na obiady przyjaciłom swoim wyprawiane. Po jednej z takich biesiad, jeden z ugasz- czanycb, wspomniony niedawno ulubieniec namiestnika, kon- troler jeneralny Grabowski, doznał przeciwnego od za- chwalanego przez owego urzędnika, codziennie exkuzye dla zdrowia dopełniającego, skutku, albowiem w krótkiem przejściu od dworca kolei do pałacu izby obrachunkowej apoplexyą tknięty, na ulicy ducha wyzionął. Rozochocone pożycie towarzystwa zamkowego i obo- jętność mieszkańców Warszawy na sprawy krajowe przer- wały wypadki roku 1846, które bądź to surowemi rozpo- rządzeniami władzy, bądź to dotkliwemi wrażeniami kar, na przestępców politycznych wymierzanych, obudziły pu- bliczność z jśj apatycznego odrętwienia politycznego. Pierw- szym wypadkiem, który zajął tę publiczność, była sprawa księdza Siegiennego, jeszcze roku 1844 sięgająca. Chłop ze wsi Krajno gubernii Radomskiej, nazwiskiem Janie, doniósł naczelnikowi powiatu, że do tejże wsi przybył nie- znajomy człowiek, który, zebrawszy pewną liczbę włościan w sąsiednim lesie, podburzał ich do powstania, jakie w mie- siącu październiku ma wybuchnąć. Był to ów ksiądz Sie- gienny, ezpijar, administrator parafii Chodel w Lubelskiem, który, obrawszy sobie miasto Kielce za główny punkt dzia- łania, robił z tamtąd wycieczki w różne strony, szerzył między mieszkańcami, zwłaszcza wiejskiego stanu, naj- czystsze zasady kommunistyczne, czynił im nadzieje zrów^ nania majątków i dla dopięcia celu tego namawiał do wytępienia panów i rzucenia się następnie na urzędników, aby całą wtodzę w kraju ogarnąć. Przy tern odczytywał Digitized by VjOOQ IC 256 PAMIĘTNIKI im zmyśloną bullę papiezką, która odpuszczała na lat 15 grzechy tym, którzy na głos jego, jako posłannika Ojca śgo., powstaną. Zdradzony przez wzmiankowanego wyiój Janica (który miał sobie nadaną za to od rządu na włas- ność posiadłość gruntową), oraz schwytany przez trzech urzędników (którzy za to wykrycie i pojmanie otrzymali ordery), Siegienny długo więziony, następnie na całe życie do kopalń w Syberyi zesłanym został. Sprawa ta nieuczyniła zbyt wielkiego wrażenia na mieszkańcach Warszawy ; rok 1845 zeszedł spokojnie i do- piero w początku następnego zaczęto się łudzić i niepokoić, a mianowicie jedni nadzieją nastania przyjaznych okolicz-- ności, mogących wpłynąć na zmianę położenia kraju, dru- dzy środkami ostrożności, przez rząd przedsiębranemi. Lubo główne knowanie spisków odbywało się w Krakowie, oraz w W. K. Poznańskiem , to przecież i w królestwie miał miejsce równie smutny, jak i nierozważny epizod pokuszeń tego rodzaju, pod sterem obywatela z rzeczonego księstwa Bronisława Dąbrowskiego, syna wiekopomnćj pamięci je- nerała dowowódzcy legionów polskich. On to, przybywszy z Poznańskiego do dóbr swoich Kuflewo w Stanisławow- skiem z tytułem naczelnego dowodzcy powstania na pra- wym brzegu Wisły, wciągnął w nie kilkunastu młodych ludzi i wyprawił ich na najniedorzeczniejszy napad na miasto Siedlce, w którym sam nie przyjął udziału, bo przekonaw- szy się, lubo zapóźno, o niebezpieczeństwie grożącem jemu samemu, jako i współtowarzyszom, chronił się ucieczką do księstwa, nie mając 2daje się sposobności odwiedzenia tych ostatnich od postanowionej wspólnie tój prawdziwie szalonej wyprawy. Skutkiem tego w oznaczonym na nią dniu, to jest, w nocy z dnia 21 na 22 lutego, Pantaleon Potocki, wła- ściciel małój majętności w Siedleckiem, oraz aplikanci są- dowi z Warszawy, Kociszewski i Żarski, po daremnych usiłowaniach skłonienia do powstania włościan ze wsiów Cisie i Piróg z kilku tylko przybranemi i upojonemi ludźmi Digitized by VjOOQIC PR. HR. SKARBKA. 257 wpadli konno do Siedlec, gdzie prócz kilku inwalidów z byłego wojska polskiego i kilkunastu kozaków i żandar- mów, innój siły zbrojnój niebyło. Stanąwszy tam na rynku, uderzyli na odwach, i zabiwszy stojącego w nim szyld- wacha, wpadli do domu, w którym zebrani byli goście na kasyno i wezwali goszczących do połączenia się z nimi. Tu powstańcy dali parę strzałów jużto do żandarma, juito na postrach, Potocki zaś wymierzył pistolet ku naczelni- kowi powiatu, lecz, gdy mu spaliło na panewce, i gdy do- strzegł, ie nikt się nierusza, uciekł z miasta wraz z dwoma towarzyszami swemi, bo reszta zbuntowanych rozpierzchła się na wszystkie strony wraz z goszczącemi na balu. Po długiem błąkaniu się w sąsiednim, głębokim śniegiem po- krytym, lesie, na pół skościali powstańcy szukali przy- tułku u niejakiego Pieska włościanina, który zaraz powziął myśl aresztowania i dostawienia ich do najbliższej władzy, lecz gdy sąsiedzi jego niechcieli mu być w tern pomoc- nemi, wsiadł na kouia i czwałem pojechał do sąsiedniej wsi, ale i tu nie znalazłszy skorych do niesienia mu po- mocy, wrócił nazad do wsi Piroga i, wyszukawszy dwóch towarzyszów w osobach współwłościan Antoniego Koko- szki i Jana Piekarta, rzucił się na śpiących Kociszew- skiego i Żarskiego, rozbroiwszy ich, powiązał i pod strażą nadbiegłych innych chłopów trzymać kazał. Brakowało mu jeszcze głównego przy wodzcy, Potockiego, który schro- nił się był do młyna, dekarz zwanego, którego właściciel Jaworski pozwolił mu spokojnie usnąć, ale następnie, za- brawszy mu broń, w jaką był uzbrojony, dał znać wójtowi gminy i naczelnikowi powiatu o bytności u siebie pow- stańca, poleciwszy sołtysowi miejscowemu mieć chłopów w pogotowiu, skoro się obudzi. Piesek dowiedziawszy się o miejscu pobytu tego, co szukał, przybył z siedmiu chło- pami do owego młynarza i polecił Piekartowi, znającemu bliżój Potockiego, aby odezwał się do niego, prosząc o otworzenie mu drzwi, jako chroniącemu się przed po- gonią kozaków, co gdy tenże dopełnił, wtedy napastnik PamiętniH Pr hr. Skarbka. 17 Digitized by VjOOQ IC 258 PAMIĘTNIKI schwycił go z tyłu, rzucił na łóiko, związał i wraz z dwoma poprzednio ujętemi pod przewodem głównego kierownika Pieska i wszystkiemi współtowarzyszami do Siedlec odstawił. To postępowanie chłopów Podlaskich wychwalane było w pismach urzędowych, utrzymywano wszakże późnićj; że żaden z nich nieosięgnął korzyści z tego oburzającego czynu, ponieważ wszyscy w krotce pomarli, a jeden nawet przez niewiadomego sprawcę po- wieszonym został. Nierozważna i nieszczęśliwa wyprawa, o jakićj mowa, długo bardzo przykre czyniła wrażenie, jużto z powodu srogich wyroków, na sprawców jój wydanych, jużto z po- wodu licznych prześladowań, jakich doznali dalsi jćj uczest- nicy. W dniu 17 Marca 1846 r. wykonano karę śmierci przez powieszenia w Siedlcach na Potockim, a w Warsza- wie na stoku wałów cytadeli na Kociszewskim i Żarskim. Czterem innym wyprowadzonym pod szubienicę ogłoszono zmianę kary śmierci na wysłanie na czas nieograniczony do ciężkich robót w Syberyi, wreszcie Bronisławowi Dą- browskiemu skonfiskowano dobra jego kuflewskie. Prócz tego trzypiano w więzieniu dosyć znaczną ilość osób mnićj więcój skompromitowanych w tój sprawie, którym niczego dowieść niezdołano; swoją drogą zaś z okazyi tój zapro- wadzono w Warszawie różne środki ostrożności i ograni- czenia wolności osobistój, zwykle w stanie oblężenia uży- wane, a to bez względu, iż stan ten urzędownie ogłoszo- nym nie został. Słowem , długo dały się uczuć w kraju nieszczęsne skutki powyższych ruchów rewolucyjnych, bo nastręczały one słynnemu ze srogości swój prezesowi kommissyi śled- czój cytadelowój, jenerałowi Storożence, sposobność do wywierania na obywatelach i urzędnikach polskich nieta- jonó] nienawiści, jaką przeciw nim był przejętym; kilku- set z nich wysłano na Sybir, nad większą jeszcze liczbą rozciągnięto dozór policyjny, grożąc im sadowem poszuki- Digitized by VjOOQ IC FB. HE. SKARBKA. 269 waniem, a to celem, by przy zdarzonej sposobności ogło- sić ułaskawienia tym, którzy nic winni nie byU. Obok tego rządowego terroryzmu objawił się także w t6j epoce terroryzm rewolucyonistów, za granicą prze- bywających, którzy miotali ohydną potwarzą i obelży wemi wyrazami na tych samych obywateli królestwa, których władza podejrzeniem swóm otaczała. Nadto nadsełano bez- imienne listy z groźbami i wyrzutami do wszystkich nie- omal polaków, wyższe stanowiska untędowe zajmujących^ i ja otrzymałem z Paryża podobne pismo, którego opis i treść jako próbę ówczasowego sposobu myślenia i dowód zaślepienia współziomków emigrantów przytaczam. W dosyć sporój kopercie znajdowały się kawałek czarnego sukna, zwykle na kir żałobny używanego, oraz ćwiartka papieru, na którćj u wierzchu narysowaną była tropią głowa z kościami na krzyż złożonemi, a pod nią godło: Memento mori, u spodu zaś wyrazy: Le jours se 8uivent et ne ressemblefnt pas." Zatćm prosta niedorzeczność, która słabe i trwożliwe umysły daremnie dwojaką napawała obawą, to jest: raz spełnienia groźby, a drugi raz, pociągnienia do odpowie- dzialności przed władzą za niedoniesienie o odbiorze z za- granicy podejrzanej korrespondencyi. xvnL Podróż moja do Niemiec w roku 1846. Stosunki, jakie zawiązałem z filantropami Anglii, Frań- cyi i Niemiec, dały powód do tego, iż w roku 1846 otrzy- małem zaproszenie na kongres zwołany w Frankfurcie nad Menem, w zamiarze zbadania kwestyi organizacyi i zarządu więzień, a mianowicie upowszechniającego się podówczas systemu odosobnionego zamknięcia czyli penU tencyamego, od którego kongressowi rzeczonemu nadano odpowiednie miano: „Congrćs pónitentiaire." Digitized by VjOOQ IC 260 PAMIĘTNIKI Prąd ogólny myśli, dążeń i wymagań ładzi, sprawami pospolitemi zajętych, zapowiadał już wtedy jakieś poli* tyczne w całój Europie wstrząśnienie. Niemcy, zwykle tak spokojni i praktycznem życiem zajęci, poczęli marzec o jedności szczepu swego i zadroszcząc Francyi i An- glii ich parlamentaryzmu, ubolewali nad tćm, że byli po- dzieleni na tyle drobnych państewek, że nie mieli jednćj ojczyzny i nie mogli stanowić jednego wielkiego państwa, w któremby jakaś powszechna reprezentacya narodowa nad sprawami całych Niemiec rozprawiać i czuwać mogła. Niezadowoleni miejscowemi konstytucyami małych dzie- dzin i oburzeni na rząd Duński, z powodu odmawiania autonomii księstwom Holsztynu i Szlezwigu, chwytali Niemcy wszędzie każdą sposobność do wszczynania dy- sput nad ogólną Niemczyzną, którą wówczas das Deutsch- thum zwali, a w szczególności nad koniecznością wyswo- bodzenia pomienionych Księstw z pod Skandynawskiej przemocy. To przeto dało powód do zwołania w Frank- furcie n. M. dwóch naraz zebrań uczonych i statystów różnych narodowości, przeważnie niemieckiój, to jest: jednego kongressem Germanistów, a drugiego Penitencya- mym zwanych. Udając się na ten ostatni kongres, w przejeździe przez Drezno, natrafiłem w tóm mieście na uroczysty obchód rocznicy zaprowadzenia konstytucyi saskiej , który, prócz nielicznój partyi postępowców, mało zajęcia w ogóle ludności tej stolicy obudził. Z wyraźną niechęcią sprząt- nąć musieli w przeddzień tego obchodu kramarze i prze- kupki kramy swoje z rynku starego miasta, bo lubo co so- bota to dopełniają, nie było dotąd w zwyczaju, aby raz drugi w tygodniu tę uprzykszoną czynność powtarzać mieli. Na środku tego rynku ustawiono przenośmy am- fiteatr z balustradą, w zielone i białe kolory narodowe przystrojoną i wieńcami ze świeżych roślin obwieszoną, pomiędzy litóremi wystrzeliwało kilka chorągwi białycłi i czerwonych. W dniu 4 września z rana snuło się okołi Digitized by VjOOQ IC i FU. II U. SKARBKA. 261 tego amfiteatru trochę pospólstwa; później zebrało się nieco więcój ludzi, gdy polieya zaczęła rozdawać druko- wane pieśni, jakie śpiewać miano. Gwardya miejska, zło- żona z rzemieślników, którzy niechętnie porzucili warsztaty swe, aby przemienić się w żołnierzy, przybranych w długie granatowe surduty z białemi przepaskami na lewem ra- mieniu i w płaskie szakoly na głowach , uszykowała się w czworobok około amfiteatru. Poczem nastąpił uroczysty pochód wszystkich cechów z rozwiniętemi chorągwiami, których uczestnicy, po większój części w czarnych frakach, zajęli miejsce wewnątrz czworoboku wspomnionego. Za niemi ujrzano w krotce huczną muzykę, grającą marsza tryumfalnego, postępującą na przodzie licznego towarzystwa śpiewakach, wszystko z różnorodnego rodzaju godłami i na- pisami, a w liczbie tej takie, które wcale do polityki nie- należały, jako to: fjtenor, hass^^ i t. p., przy właściwych śpiewaków, pomiędzy któremi odznaczali się studenci dziwnie przybrani, niosący kije z wieńcami i chorągiew- kami. To, a raczej te towarzystwa, bo ich było kilka, wszedłszy na amfiteatr, odśpiewały pięć pieśni na cześć konstytucyi na notę więcej żałobną, niż wesołą, które naj- obojętnićj przez publiczność wysłuchane zostały i naj- mniejszego okrzyku niewzbudziły. Widocznie słuchano ich, bo na to się zgromadzono, ale przebrzmiały one jak na puszczy; poczem ktoś wstąpił na wyniesienie w am- fiteatrze, zdjął kapelusz i ukłoniwszy się, miał mowę, którą tylko bliżej stojący słyszeć mogli, a po ukończeniu którćj znowu kapelusz był w robocie, bo właściciel onego podniósł go w górę trzy razy i za każdym wykrzyknął wiwat ho ! ale nikt mu w tym okrzyku niezawtórował, tylko bębny go zagłuszyły, a był to znak do rozejścia się; jakoż wszyscy tym samym porządkiem, jak przyszli, tak i odeszli w największój ciszy i bez żadnych ozn^k wesołości lub zadowolenia, słowem, w kilkanaście minut potćm cały rynek był pustym i jakiś nieświadomy rzeczy Digitized by VjOOQ IC 262 PAMIĘTNIKI cadzoziemiec, obok mnie stojący, zapytał sąsiada: ^czyj to obchód pogrzebowy?" Kiedy sobie przypomnę, jakie to były serdeczne ob- chody w stolicy naszej, jużto przy wjeździe króla saskiego , jako panującego nad księstwem warszawskiem , jużto przy ogłoszeniu kodexu Napoleona, jużto przy otwarciu pierwszego sejmu, i gdy te uroczystości porównywam z wyżej opisanym aktem odbytym w Dreźnie, pojmuję do- piero, że wszelkie urzędowe wezwania ludu do dawania oznak wesela publicznego nie mogą wzbudzić żadnego zapału, skoro uczucia tego ludu wezwaniu podobnemu nie odpowiadają. W dalszój podróży mojój do Frankfurtu n. M. wstą- piłem do Wejmaru, w którym żyła jeszcze podówczas wielka księżna Marya, siostra cesarza Mikołaja, a mał- żonka panującego wielkiego księcia wajmarskiego. Byłem jej osobiście znanym, ponieważ za bytności »wej w War- szawie zwiedzała zakłady dobroczynne, pod zawiadywaniem mojem zostające, i zaprosiła mnie wtedy, abym przy zda* rzonój sposobności niezaniedbał zwiedzić wzajemnie po- dobne zakłady, jój staraniem w Wajmarze utworzone. Mia- łem tedy zamiar spełnić to uprzejme wezwanie WKsiężnej, niespodziewając się wszakże, aby o niem i nazwisku mo- jem pamiętać miała ; zdziwienie moje przeto było wielkie, gdy zaledwo w parę godzin po przybyciu do Wajmaru przy- biegł do mnie szambelan dworu z oznajmieniem, że WEsię- żna, przeczytawszy nazwisko moje w liście przybyłych po- dróżnych, jakie sobie natychmiast przedstawiać poleca, zaprasza mnie, abym dziś jeszcze stawił się na obiad wletniem mieszkaniu księstwa. Belweder zwanem. Gdym się zabierał do zadosyć uczynienia życzeniu powyższemu, znowu nadspodziewanie o oznaczonej godzinie zjawił się się u mnie ó wczasowy rezydent rossyjski, który zabraw- szy mnie do ekwipażu swego, zawiózł do rezydencyi księstwa, gdzie pomimo ścisłój etykiety, na tym dworze przestrzeganej, jak najuprzejmiej, jako dawny znajomy, Digitized by VjOOQ IC FR. HU. SKARBKA. 263 zostałem przyjętym. Wielka księżna była prawdziwą opatrznością stolicy swojej ; pozakładała w całem państwie instytucye dobroczynne i wychowawcze, jakich tylko uboższa ludność potrzebować mogła i wielce była rada temu, że ^znalazła we mnie kogoś, który jej miłosierne usi- łowania należycie ocenić potrafi. Zażądała przeto, abym się dłużej w Wąjmarze zatrzymał i dodała mi jednego ze szambelanów swoich, który otrzymał zlecenie, aby mnie po wszystkich zakładach miejscowych obwiózł; nadto za- prosiła mnie powtórnie na obiad dworski dnia następnego, celem zdania jej sprawy z wizyt odbytych ; czemu, rozumie się, również zadosyó uczyniłem, a co przedstawiało nie- jakie trudności, bo księżna miała słuch przytępiony} a nie lubiła, aby zbyt głośno do niój mówić. Szczęśliwie jednak to spełniłem i uniosłem nader miłe wspomnienie nadzwy- czaj przychylnego i gościnnego przyjęcia, jakiego na dwo- rze Wejmarskim doznałem. Wejmar, Atenami niemieckiemi zwany, niema nic staro- żytnego w budowlach swoich ; duch greckiej piękności nie panuje w tćm ustroniu, bo go trudno pogodzić z niekształt- nem miastem, oraz z zamkami książącemi, w zepsutym fran- cuzkim Ludwików stylu powznoszonemi. Ścisła etykieta i sztywna dworszczyzna, dziwnie jakoś na tym małym dworze odbijają w obec niemieckich domowości i oszczęd- ności, niemnićj przemagających zasad równości osobistej i praw obywatelskich. Na parekroćstotysięcy ludności dwór panującego jest za wielki i za zbyt gwiazdzistemi dworzanami i eleganckiemi damami honorowemi przepeł- niony. Dopóki wielka księżna, ród swój z potężnego wy- wodząca mocarstwa i odznaczająca się tak słynną wspa- niałomyślnością i tak dobroczynną dla ludu dążnością, na czele tego dworu stoi, dopóty on utrzymywać się może, lecz gdy później ten urok minie, kto wie, czy mu nie przyjdzie zestąpić z tego wysokiego szczebla, na jaki go WKsię^na wzniosła? Pewno tak będzie, bo najsławniejsi Niemiec poeci, których pobyt w Wąjmarze największą dla Digitized by VjOOQIC 264 PAMIĘTNIE! tźj małej stolicy stanowi chlubę, od dawna już w grobie. Schiller, Gothe i Wieland dostąpili wprawdzie zaszczytu pomieszczenia ich szczątków obok książęcych popiołów, ale obecnie rzadko kto już ich groby odwiedza i żaden pomnik nieprzypomina ludowi ich pamięci. Domy, w któ- rych ci przewodcy niemieckiego rymotworstwa zamieszki- wali, i sprzęty, których używali, nie są należycie przechowy- wanemi, lecz przez pospolitych mieszkańców zajmowanemi, i dopiero dowiadywać się trzeba, gdzie owych świętości szukać wypada. Wielka księżua Marya poświęciła każdemu z nich w pałacu swoim oddzielny pokój, bardzo gustownemi freskami ozdobiony, ale lud tego niewidzi i pamięci wieszczów swoich uszanować niemoże. Frankfurt n. M. zastałem przepełniony napływem uczestników dwóch kongressów i nadzwyczaj ożywiony, a to tóm bardziój, że to była pora dorocznego walnego jarmarku. Mówiono wiele o przygotowaniach, jakie po* czyniono na przyjęcie gości ze strony miasta, które wszakże nie mogło zbytnie obarczać etatu wydatków swoich. Roz* dano wszystkim przybyłym gościom planiki grodu, ze wszelkiemi wiadomościami miejscowemi ; wyznaczono każ- demu hotel, w którym miał zamieszkiwać i utrzymywać się, rozumie się, własnym kosztem. W dniu rozpoczęcia obu kongressów uczczono członków takowych koncertem chó- ralnym przez towarzystwo śpiewaków, Cecilimverein zwane, bezpłatnie danym, w wielkiej sali, rzęsisto oświeconój i wień- cami otoczonej, wktórój tak było gorąco, iż kogo z tłumnie zebranej publiczności śpiewy nieznudziły, to ten musiał ustępować z sali za licznie z tego powodu uciekaj ącemi. Bo cóż to był za koncert, oto: w końcu sali stał jeden fortepian, mający zastąpić całą orkiestrę, a przy nim dy- rygujący, biorący tylko same akorda i dający w ten spo- sób takt śpiewakom obu płci, w liczbie około 100 osób zebranym, z których w pierwszym rzędzie siedziały kobiety, A w następnych mężczyźni, i w tym składzie przez kilka Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 265 gadzin wykonywali bardzo uczone i harmonijne, lecz po- wątpiewam, aby kogokolwiek zachwycić mogące, śpiewy. W tym dniu odbyła się pierwsza przygotowawcza sessya Germanistów, celem jedynie sprawdzenia obecności przybyłych uczestników i wyboru prezesa, oraz sekretarza ; druga zaś główna nazajutrz. Posiedzenia te miały miejsce w wielkiój sali cesarzów rzymskich , w domu der Rdmer zwanym, przeznaczony przed wieki na korouacye cesarzy niemieckich, których portrety w wielkości naturalnej w chro- nologicznym porządku po ścianach były porozwieszane. Słysząc mówiących dziś w tym przybytku Germanistów, obstających przy niemczyznie (das Deutschthum) za na- rodowością i jednością szczepową, możnaby mniemać , ie te wizerunki dawnych cesarzy wzbudzają w nich zapał do centralizacyi i do panowania jednego samowładnego mo- narchy nad całemi Niemcami, gdy tymczasem zgromadzenie obradujące całkiem inną było przejęte dążnością, którój obecny objaw był zapowiedzią wypadków, jakie we dwa lata później wywiązać się miały. W tym duchu przema- wiali wszyscy, a między niemi i Grymm z Berlina, prezes kongressu, iMittermayer, professor z Heidelbergu, razem prezes izby niższój stanów Badeńskich, który to ostatni nader wymownie, ale uszczypliwie, przedstawiał różnorodności ustaw cywilnych krajów niemieckich, powstając przeciw jurystom, zabobonną wiarę wprawie rzymskiem pokłada- jących, czem po kilka razy pobudził śmiechy w zgroma- dzeniu, a w końcu liczne zyskał oklaski. Po tym ówczes- nym ulubieńcu liberalistów niemieckich, uganiającym się za popularnością, zabierało kilku innych głos, nieśmiało stawając w obronie potępionego prawa rzymskiego, ale na- gle wszystko ucichło i całe zgromadzenie rozeszło się z ude- rzeniem godziny pierwszej, jako zwykłej pory obiadowój w Frankfurcie n. N., dążąc na wspólny posiłek do hotelu Zum Weidenbuach. Tam w wielkiój sali przy kilku stołach, zwiędłemi kwiatami ilichemi potrawami zastawionych, za-' siadło około 150 Germanistów, odznaczających się praw- Digitized by Google 266 PAMIĘTNIKI dziwie do pozazdroszczenia spokojem i apetytem do cięż- kich do strawienia dań. Patrząc na tych biesiadujących, pomyślałem sobie, coby to było, gdyby 150 Polaków w swobodnej chwili i przy zupełndj wolności wynurzenia uczuć swoich, bez wszelkiego nadzoru policyjnego, po- dobnie zgromadzonych znalazło się, i z rodzajem polito- wania poglądałem na owe skromne pólbutelki kwaśnego Mo- zelskiego wina, przed każdym z goszczących stojące, które pomimo licznych toastów w końcu obiadu jeszcze wypróż- nione niezostały. Nie wino przeto, lecz ogólne natchnienie sprawy niemczyzny wywoływało okrzyki, wiwaty i chwi- lowe uniesienia nad czem? i dla czego? to było tajemnicą, dopiero za lat dwa na jaw wyjść mającą, Welker, przy- wodzca opozycyi w Badeńskiem, wniósł zdrowie nieobec^ nych koryfeuszów opinii liberalnej w Niemczech ; ktoś inny obecnego poety niemieckiego Ułilanda, a ten na podzię- kowanie wypił zdrowie dam. Dalej jeden z radykalistów wniósł toast na cześć cierpliwości niemieckiej, która od tak dawna zniesienia cenzury oczekuje, wreszcie inny za zdrowie Anglika, siedzącego u stołu, z tytułu, że się wy- uczył po niemiecku. W końcu rozdawano zaproszenia na obiad, na 300 osób przez miasto Frankfurt n. N. dla ucz* czenia przybyłych gości dawany, w skutku czego poświę- cono ostatni toast temuż grodowi, wykrzykując: „Es lebe „das gastfreundliche Frankfurt a. M. I die siidlichste unter „denFreyen, die freyste unter densiidlichenStadtenl** Co za antyteza! co za dowcip 1 ale ten wypowiadał wszakże, o co zgromadzonym idzie. W tój samej sali nastąpiła tegoż samego dnia druga uroczystość na cześć tychże Germanistów o godzinie ósmej wieczorem, wyprawiana przez towarzystwo śpiewaków, die Łiedertafel zwane, z samych mężczyzn złożone i mające już wyraźną dążność polityczną. Gdy zaproszeni wraz z żonami i rodzinami swemi przybyli i przy małych sto- likach do kolaoyi za własne pieniądze zasiedli, uszykowali się śpiewacy na estradzie i jeden z nich wystąpił z mową> Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 267 W którćj oświadczył, że Liedertafel niemogło pozostać obo- jętnem wśród tak narodowego zgromadzenia i ie z unie- sieniem niesie hołd śpiewów swoich tylu mężom uczonym, jednym duchem niemieckim ożywionym, jakim też prze- jęci s% i członkowie tegoż towarzystwa, poczem wziął do ręki starożytny srebrny puchar i spełnił nim zdrowie go- ści obojej płci. Na co prezes kongressu Grimm odpo- wiedział stosowną przemową i z tegoż samego pucharu wypił zdrowie miasta, a to wśród ciągłych okrzyków i brzęku kielichów całój publiczności, które dopiero ustały, gdy śpiewacy zaintonowali pieśń Arndta: „des Deutschen Yaterland", a ta najwyższy obudziwszy zapał, do nowych okrzyków nastręczyła sposobność. Obok tego tak zapalonego i hałaśliwego zgromadzenia Germanistów odbywał cicho i spokojnie posiedzenia swoje ów drugi wspomniony kongres Penitencyarny , złożony z 74 uczonych i urzędników, nietylko z Niemiec, ale i in- nych narodów, a mianowicie: Anglii, Belgii, Danii, Francyi, Holandyi, Szwajcaryi i Szwecyi, oraz Polski , a nawet z Ame- ryki przybyłych , którzy wszyscy pomimo tylu różnorodnych narodowości zdawali się bydź od dawna znajomemi sobie z powodu jednomyślności w usiłowaniach swoich o dobro ludzkości łożonych. Prezesem kongressu tego obrano wy- żój już wzmiankowanego Mittermayera z Heidelbergu i po- stanowiono, że rozprawy mogą mieć miejsce w trzech językach, to jest: niemieckim, francuzkim i angielskim. Pierwsze posiedzenie poświęcone zostało zdaniom sprawy o stanie więzień w różnych krajach, przedstawianym ko- leją przez członków zgromadzenia respektiwe ich miej- scowości, co dało sposobność kongressowi ocenienia na jakim stopniu stoją organizacya i zarząd tychże zakładów we wszystkich państwach, na kongressie reprezentowanych; poczem mówcy na wezwanie prezesa składali raporta przez siebie czytane, celem ogłoszenia onych w sprawozdaniu z czynności kongressu. Digitized by VjOOQ IC 268 PAMIĘTNIKI Powyższe pojedyncze sprawozdania były bardzo zaj- mujące, 18 członków zgromadzenia zabierało w tćj mierze głosy , ' ubolewając wszyscy nad dawnem zaniedbaniem więzień i upatrując w systemacie pokutnym najskutecz- niejszy sposób przeprowadzenia tyle pożądanój reformy w tej ważnój części zarządu wewnętrznego. Ja odczyta- łem wiadomość o nowo zaprowadzonych więzieniach w kró- lestwie Polskiem i miałem przyjemność doznania dobrego przyjęcia operatu mego i podzielenia przez następnych mówców zdania mego, ii należałoby zacząć od założenia odosobnionego zamknięcia w domach badań, aby nieprze- konanych o przestępstwo nie narażać na schańbienie przez pomieszczanie ich razem z osądzonymi winowajcami. Mię- dzy innemi inspektor główny więzień w Wielkiej Brytanii, Bussel, któremu, jakto już poprzednio namieniałem, prze- słałem był plany budujących się więzień, oświadczył, iż mnie jest poniekąd winien to, że zdołał skłonić rząd swój do wzniesienia wzorowego celowego więzienia w Pentowill. Po podobnem zdaniu sprawy z obecnego stanu wię- zień w różnych krajach przystąpiono do dyskutowania kwestyi, w programie kongressu zamieszczonych, i wydano w końcu zebrania ogólne uchwały, które, jako pochodzące od obradującego ciała, żadnój władzy niemającego, nie- mogły bezpośrednio wpłynąć na reformę tych zakła- dów, Zaznaczeć tu wszakże muszę, że wspomnione uchwały zmierzały głównie do tego, aby zaprowadzić w miejsce bezwzględnego, samowolnego zamknięcia, jakie Ameryka północna u siebie zaprowadziła, takie odosob- nienie więżni, aby oni niemieli styczności między sobą i aby gorsi na demoralizaeyę mniój zepsutych niewpły- wali, tudzież aby przy tem zostawić tymże więźniom wol- ność widywania się z krewnemi, znajomemi i w ogóle oso- bami, pragnącemi się niemi opiekować, słowem, zewszyst- kiemi temi, którzy ich pocieszać i poprawiać mogą. Na jednem z końcowych posiedzeń przedstawiłem wniosek, aby kongress ogłosił konkursową kwestyą na za- Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 269 danie : jakieby należno zaprowadzić zmiany w prawodaw- stwie kamem, aby uczynić moiliwem zaprowadzenie sy- stematu penitencyarnego i zapewnić wszelkie korzyści, ja- kie z odsobnionego zamykania więżni otrzymać moina. Na ten wniosek odpowiedziano mi, iż kongres nieposiada żadnego funduszu, z któregoby mógł wyznaczeć nadgrodę . za najlepszą rozprawę, o jakićj wzmiankowałem, i ie z tego powodu pomimo uznania ważności przedmiotu konkursu ogłaszać nie może. Widząc, że na tej drodze nie¥7ywołam publicznej dyskassyi nad tak doniosłą reformą prawodaw- stwa karnego na zasadach potrzeb obecnćj oświaty, za- brałem się sam do tej pracy i napisałem rozprawę w du- chu wniesionej przezemnie na kongres Frankfurtski pro- pozycyi, przypisując ją następnemu kongressowi, w r. 1847 odbydż się mającemu, na który pomimo otrzymanego za- proszenia rząd królestwa jechać mi niepozwolił, Sozprawę tę pod tytułem: „Idees genercdea sur la U- gialation płnale dans ses rapports avec lea systhne peniłer^ tairef* wydałem w roku 1 848 własnym nakładem w Bru- xelli, dedykując ją kongressowi w tem mieście odbytemu. Zdawało mi się, że w tćm dziełku ważne bardzo poru- szyłem kwestye i że ta praca moja zasługiwała przynaj- mniej na rozbiór i osądzenie jćj przez ludzi kompetent- nych; niemniej tuszyłem sobie, że mi to policzonem zo- stanie za niejaką zasługę, iż tćj części prawodawstwa leżącej odłogiem dotknąłem się. Inaczćj się wszakże stało, kongres Bruxel8ki wcale nie zajął się pismem mojem; wzburzenia polityczne, w całćj Europie w roku 1848 na- stało, odwiodły umysły od wszelkich badań naukowych; nakoniec Napoleon UL potępił bezwzględnie cały systemat odosobnienia i nikt w obronie jego wystąpić nieśmiał. To wszystko zatem wpłynęło na to, że cała praca moja znikła niedostrzeżona , ile że nie weszła ona wcale wpo- cz.et dzieł księgarskich, jako jedynie dla członków kon- gressu przeznaczona i rozdawnictwa tego nawet nie do- pełniono. Digitized by VjOOQ IC 270 PAMIĘTNIKI Z powyższej podróży i bytności moj^j na kongressie w Frankfurcie n. M. złożyłem w swoim czasie odpowiedni raport rządowi królestwa w języku franenzkim, z powoda iż miał bydź przedstawionym cesarzowi| co też nastąpiło, a lubo prywatnie doniesiono mi, iż takowy cesarz po- chwalił, to przecież żadnój odpowiedzi, ani żadnego ob- jawu uznania za to nieotrzymałem. XIX. Wejście moj6 do rady administracyjnój. W czasie zajmowania się przewodniczeniem dyrekcyi ut)ezpieczeń i radzie głównej i opiekuńczój zakładów do- broczynnych , kiedym najmniej tego się spodziewał, abym miał wejść w obszerniejszy zawód urzędowego powołania, otrzymałem w dniu 20 września 1854 r. wezwanie na- miestnika, abym się bezwłocznie do niego stawił. Nie- obawiałem się żadnych zarzutów z jego strony, bo od nie- jakiego czasu okazywał się bydż o wiele dla mnie względ- niejszym, ale też przypuszczać niemogłem żadnego wynie- sienia w znaczeniu i godności, bo niesądziłem, aby uspo- sobienie księcia miało się zmienić do tego stopnia, iżby miał przypuścić do udziału w rządzie krajowym tego, któ- rego przez lat przeszło 20 za przeciwnika tegoż rządu poczytywał. Gdym przybył do niego, oświadczył mi bez ogródek, że dotychczasowy dyrektor główny kommissyi sprawiedli- wości musi bydż zmienionym, nie tak dalece dla tego, że się w tym wydziale dzieją nadużycia, lecz dla tego, że w nim wszyscy śpią; że lubo wie o tóm, iż niejestem z powołania prawnikiem, to wszelakoż uznając wemnie urzędnika sumiennego, zdolnego i posiadającego potrzebną energią na zwierzchnika, postanowił przedstawić mnie cesarzowi na rzeczonego dyrektora, a to tćm bardzićj, że przez to będzie mógł korzystać z doświadczenia mego w naradach rady administracyjnej , której miałem ex officio Digitized by VjOOQ IC FB. HR. SKARBKA. 271 bydi członkiem. O ile mi wiadomo, do powodów, jakie skłoniły księcia Paszkiewicza do powołania mnie na po- wyższe stanowisko, zaliczano podówczas to, iź niechciał on mieć w radzie wzmiankowanej protegowanego przez jenerała Biidigiera, który podczas pełnienia zastępczo obo- wiązków namiestnika innego kandydata na posadę dy- rektora sprawiedliwości przedstawił i ie skutkiem tego toczyły się różne korrespondencye z Petersburgiem, obsa- dzenie onój zwlekające; Onufry Wyczechowski bowiem dostał dymissyę w końcu września, a ja nominacyę do- piero w listopadzie 1854 r. Przy opuszczaniu urzędowania w dwóch władzach, którym, jak to na wstępie wspomniałem, przewodniczyłem, doznałem nader miłój pociechy otrzymania od kolegów i podwładnych moich prawdziwych dowodów ich szacunku i przychylności; naprzód bowiem cały skład dyrekcyi ubezpieczeń przy poiegnaniu ofiarował mi wielki i ko- sztowny puchar, a raczój wazon srebrny. Następnie rada główna zakładów dobroczynnych wypra- wiła dlamnie resursie kupieckiój wielki pożegnalny obiad, przy którym miano mowy i wznoszono toasty, przychyl- nością i życzliwością tchnące. Podobne objawy w owym czasie niezwykłe i poniekąd zakazane, wyjątkowo tylko przez namiestnika dozwolone, były nader dla serca mego drogiemi, a w oczach publiczności podnosiło to ich wartość. Nowe urzędowanie moje, lubo daleko wyższe, pod względem znaczenia i władzy, było daleko trudniejsze i drażliwsze od tych, jakie dotąd piastowałem. W dy- rekcyi ubezpieczeń i w radzie głównój zadaniem mojóm było: prowadzić i udoskonalać instytucye rządowe, dobro- czynne zamiary na celu mające i do skutku takowe do- prowadzające; zarząd szpitali bowiem zapewniał ludziom cierpiącym i ubogim pomoc w chorobach i niedostatku; ubezpieczenia zaś majątków od strat losowych , chroniło mieszkańców od upadku. W obu tych dykasteryach miałem głównie do czynienia z obywatelami kraju, w przedmiotach Digitized by VjOOQ IC 272 PAMIĘTNIKI dotyczących osobistych i majątkowych ich stosunków ; W obtt miałem za współpracowników tychże obywateli we wszyst- kich okolicach tegoż krają ; bo szpitale zawiadywano były przez rady opiekuńcze, z grona ich wysadzone, a sprawdzania ubezpieczeń i szkód poniesionych, dopełniane były przez radców dyrekcyi po powiatach, wyłącznie z ich liczby wy- bieranych. Jakże odmienne, powtarzam, o wiele trudniejsze, a mianowicie też drażliwsze było położenie moje w radzie administracyjno) ! Trzeba było nauczyć się przedewszyst- kiem obłudy, do której najmniój czułem się usposobionym, aby umieć potakiwać tam, gdzieby przeczyć należało; okazywać uśmiech zadowolenia, gdy gorycz duszę zatru- wała; znosić przewagę i przyznawać zalety niczem nie- usprawiedliwione, by módz cokolwiekbądź użytecznego przeprowadzić ; słowem, wypadało starannie ukrywać swój sposób myślenia, aby nietracić żadnej sposobności służenia czemkolwiek krajowi. A przytem wszystkiem, trzeba było narażać się na zarzuty i przekąsy opinii publicznój i ucho- dzić za odszczepieńca sprawy narodowćj, ponieważ pow- szechna niechęć ku rządowi budziła podejrzenie o złe dą- żności tych, którzy w nim czynny udział brali. Podchlebić sobie to mogę^ że wielkiem szczęściem było dla mnie, iż zdołałem postępować przezornie, po- średnią drogą pomiędzy dwoma nieprzyjacielskiemi obo- zami, to jest, zjednać sobie niejakie zaufanie namiestnika i nienarazić się zbytnie na pociski tak wielowładnej, a częstokroć mało względnój opinii publicznój. Książę Paszkiewicz, był należycie obeznanym z uspo- sobieniem mieszkańców i z potrzebami kraju oraz głów- nemi jego interessami. Niemożna mu było odmawiać by- strości pojęcia i łatwości w obejmowaniu przedmiotów wnoszonych, tudzież zdolności powzięcia szybko stano w- czój decyzyi w każdym z nich. Pomimo nawyknienia do samowolności, odwoływał się on zwykle, do zdania człon- ków Rady, zwłaszcza wtedy, gdy nie szło o rzecz związek Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 273 jaki z zusddą polityczną rząda mający i nieraz ostre czy^ nił przymówki temu, który albo nieumiał, albo nieśmiał wynurzeó zdania swego, lub też oświadczał, ii przedmiot decyzyi namiestnika pozostawia. Podobne wyrzuty bar^ dzo często robił on jenerałowi Wikińskiemu, dyrektorowi spraw wewnętrznych, który niemógł nawet przypuścić tego, aby miał wyrazić inne zdanie od tego, jakie obja- wiał feldmarszałek, od lat tyla despotyczny zwierzchnik jego. Przeciwnie zaś (nazywał książę poważanie dla dy^ rektora głównego skarbu. Morawskiego, zdolnego i pra- wego urzędnika, który zawsze z wielkim taktem postępo- wał, udzielając opinię swą w przedmiotach takich, jakie na- miestnik inaczej pojmował i inaczej zadecydować zamierzył sobie. On to, wyznać muszę, że siedząc obok mnie, niejedno- krotnie trąceniem lub pociągnieniem mnie za połę munduru powstrzymywał uniesienia moje, gdy dostrzegł, że zamierzam przestąpić zakres dozwolonćj opozycyi, on mnie nauczył tej taktyki w obradowania, której ścisłe trzymanie się zje« dnało mi późnlćj ufność i względy Paszkiewicza, a to do tego stopnia, że wyżćj wspomniony Wikiński, który przez lat kilka przewodził nademną, przed poufnemi swemi ubo^ lewał wielce, żem wziętość jego u księcia osłabił, skut- kiem czego tenże obecnie więcćj na mojem, niż na jego polega zdaniu. Źe to rzeczywiście miało miejsce, przekonałem się raz o tem, zostawszy nagle zawezwanym na nadzwyczajne posiedzenie, zwołane przez namiestnika, na którem nie wszyscy członkowie rady administracyjnej znajdowali się. Byłoto w chwili , w której podczas krymskićj wojny oba- wiano się wkroczenia wojsk Austryackich do królestwa. Otóż na tem posiedzeniu uchwalono, że gdyby wojsko rossyjskie miało opuścić Warszawę, wtedy wszystkie wła- dze i kassy rządowe mają być przeprowadzone do Mo-* dlina, to jest, twierdzy Nowogeorgiewskiej, gdzieby się też wojsko przeciw nieprzyjacielowi broniło i oblegać dało. Trwoga ta niedhigo trwała, była jednak większą, jak óW' raraictniki frj4. hr. Skar^k*. 16 Digitized by VjOOQ IC 274 PAMIĘTNIKI caesne wypadki wojenne wzbudzać ją mogły. Pierwszy raz przypaszezony do podobnćj politycznej narady, nieza- bier^em wcale na niój głosu i niemógłem sobie wytió- maczeć, dlą czego mnie doń powołano, ale w kałdym razie byłto dowód niezasłużonej pod tym względem ufno- ści księcia. Obok tego rodzaju względów w ur?ędowyeh stosun- kach dopuszczonym zostałem do bliźszćj styczności z Pasz- kiewiczem, należałem bowiem do liczby tych osób, które on co tydzień zapraszał do siebie na zwyczajne obiady, aby po tóm kilka godzin przepędzić z niemi na poufnyeli 1 wesołych rozmowach, w których nigdy o sprawach pu- blicznych niewspomnano. Goszczący ci zbierali się wje- dnćj z mniejszyoh sal zamkowych i przy cygarach roz- prawiali z księciem z taką zażyłością, do jakiój w urzę- dowych spotkaniach przyzwyczajonymi nie bylL Na ta- kich przeto poufnych zebraniach ustępował w Paszkiewi- czu człowiek dumy i przemocy miejsce człowiekowi go- ścinnemu, uprzejmemu i wesołemu. Lubił on żartować i przysłuchiwać się opowiadaniom i dowcipom gości swo- ich, pomiędzy któremi pod tym względym odznaczał się Henryk Rzewuski, ów jenialny pisarz, który w epoce owej, w krytycznem znajdując się położeniu majątkowem i po- trzebując łaski księcia, przymusowo przyjął na siebie rolę trefnisia, silącego się bawić pana swego. Na jednem z podobnych tygodniowych zebrań mia- łem raz sposobność sam na sam rozmawiać z Paszkiewi« czem o przeszłości mojój i o powodach długiego niepo- rozumienia, jakie między nim a mną zachodziło^ i gdy mu wyznałem, że całe postępowanie moje upoważnione było przez cesarza Mikołaja, który w roku 1831 oświadczył mi w Petersburgu, iż dJa tego mianował mnie członkiem rządu tymczasowego królestwa, że byłem dobrym Pola- kiem, i gdy dodałem, że to wyrzeczenie monarchy wywo- łane zostało zbyt śmiałem może wyznaniem mojem przed nim, iż poświęciłem ci^ą zdolność moją usłudze kraju. Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 275 zamiast powiedzieć, żem j% poświęcił służbie Cesarza, na to Paszkiewicz odrzekł mi bez wahania: 9,Nie, to niebyło y^ani źle, ani za śmiało, mówiłeś Pan tak, jak uczciwy jjCzłoWiek mówić powinien.** Zdziwiłem si$ wielce, słysząc powyższą pocłiwałę ob- jawu uczucia narodowego z ust namiestnika, który miał zlecenie przytłumiania takowego i który przez ciąg lat tylu miał mnie w podejrzeniu i nielubił mnie właśnie dla tego, żem się z uczuciami podobnemi nietaił. Ten szcze* gólny przeto zwrot myśli u Paszkiewicza nietylko zosta- wał w związku ze względami, jakiemi od czasu wejścia mego do składu rady administracyjno) okazywał, ale nadto, 00 ważniejsza, utwierdzał wiadomość przez poufnych jego wtedy głoszoną,^ iż marzył oń podówczas o zrobieniu cze- goś takiego dla kraju, coby mu przychylność Polaków zjednać mogło* Lecz było to już za późno, bo niechęć powszechna za zbyt była zakorzenioną, a kres życia jego za bliski, aby mógł myśleć o zatarciu śladów poprzedniego postępowania swego. W końcu roku 1855 zapadł książę na ciężką chorobę, o której wyleczeniu wszyscy lekarze zwątpili. Trzymał on się długo, zajmując się sprawami kraju i prezydigąo w radzie administracyjnej, pomimo, że czuł się mocno sła- bym ; widać zatem było, jak boleśnem mu było wypusz- czanie z rąk najwyższój władzy. W końcu choroba prze- mogła nad silną wolą jego i przeznaczenie losu skazało go na ciągłe dręczące męczarnie, rak bowiem żołądkowy toczył go zwolna i okrutnie, poczem przy nieustających cierpieniach nastąpiło długie konanie, jakoby doczesne odpokutowywanie za srogie obchodzenie się z bliżniemi. Mówiono, że w ostatnich chwilach przed utraceniem przy- tomności miał mieć Paszkiewicz okropne widzenie, to jest, że w strasznych marzeniach maligny zdawało mu się, że stoi przed śmiertelnem łożem jego matka Zawiszy, która przed dwudziestu kilku laty, u nóg jego włóczyła się, bła- gając ocalenia życia jedynemu synowi, i wówczas przez 18* Digitized by VjOOQ IC 276 PAMIĘTNIKI niego nogą odepchniętą została. Widmo to niechciało ustąpić z przed oczu umierającego i ciągle miał wyrzekać, ile ono udręczenia mu sprawia. Przed śmiercią namiestnika nastręczyła się ważna kwestya, kto ma go zastępować w zarządzie cywilnym kraju? Jenerał Bildiger powołany na dowodzcę gwardyi cesarskich w Petersburgu ; urząd gubernatora wojennego Warszawy niebył obsadzonym i stanowisko to zajmował czasowo komendant miasta niemogący zasiadać w radzie administracyjnej; podobnież jak i tymczasowy zastępca feldmarszałka, w części wojskowćj, to jest, p. o. naczel- nego dowodzcy czynnćj armii, jenerał Sumaroków, a to z powodu, iż organizacya rzeczonej rady przepisywała, iż zastępstwo prezydującego w niej sprawować tylko może gubernator wojenny Warszawy, lub najstarszy z rangi i no* minacyi jej członeL W tym stanie rzeczy przyszedł roz- kaz cesarski z Petersburga, polecający jenerałowi Kra- sińskiemu Wincentemu, rzeczywiście najdawniej, bo od roku 1832, zaliczonemu do składu rady, lubo nigdy w niej nie zasiadującemu i żadnego udziału w zarządzie kraju niemającemu, objęcia po księciu Paszkiewiczu tegoż za- rządu. Nominacya ta obudziła niczem nieusprawiedliwione nadzieje zupełnćj zmiany zasad rządu przez oddanie wła- dzy namiestniczej w ręce Polaka. Sam Krasiński łudził się tą otuchą i zabrał się całemi siłami i najlepszemi chę- ciami do sprawowania poruczonych mu tak niespodzia- nie obowiązków. Odstąpił zupełnie od partyi rossyjskićj, reprezentowanej przez pozostałą kamaryllę Paszkiewicza. Niezważał na groźby i podstępy figur ruskich, które mu szkodzić mogły, a najmniej na jedną z nich, niecierpianą przez Paszkiewicza, to jest, Muchanowa, kuratora okręgu naukowego warszawskiego, który, będąc osobistym przyja- cielem księcia Gorczakowa, wiedziid dobrze o tóm, że nie kto inny, ale on będzie przyszłym namiestnikiem ; uznał przeto i^jstosownićjszem, ukryć się w cieniu, ażeby niezadługo Digitized by VjOOQ IC ■i^am FB. HR. SKARBKA. 277 W całym blasku nowego znaczenia wystąpić jawnie tak przeciw Krasińskiemu, jako i tym, którzy pod nim powa- żyli się, myśleć i działać w duchu polskim. Do liczby tych ostatnich należałem i ja, jako główny winowajca w oczach Muchanowa, ponieważ, od dawna zo- stając w przyjacielskich stosunkach z Krasińskim, korzy- stałem z zaufania, jakie we mnie pokładał, aby go utrzy- mywać w narodowój dążności, którój objaw za krótkich rządów jego rzuciło na ostatnie chwile życia jego nieza- tarty odblask patryotycznych uczuć, jakiemi za młodych lat swoich był przejęty. Cały styczeń. 1856 roku zeszedł na tem łudzeniu się naszem zwodniczemi nadziejami i na odgrywaniu roli po- laków, rządzących sami sobą. Zaślepieni niedostrzegaliśmy nawet tego, jak ludzie wpływowi, mianowicie rossyjscy urzędnicy, z urąganiem poglądali na daremne usiłowania nasze i udawali uprzejmych i uległych, pewnemi będąc, że nas niezadługo znowu dumą i przemocą swoją poni- żać będą. Zdarzyło się w tym czasie, że na jedno z posiedzeń rady xtdminastracyjnój zebrali się sami tylko członkowie polscy, zwróciłem przeto na to uwagg i zbyt jawnie się tćm ucieszyłem. Dalej, na ogólnem zebraniu senatu pod prezydencyą Krasińskiego, gdy naczelny prokurator miał się zabrać do czytania po rusku jednego z przedmiotów narady, jak to zwykł był czynić, wniosłem, że, ponieważ pomiędzy obecnemi nie znajduje się ani jeden senator, któryby po polsku nieumiał, a że ten przedmiot poprze- dnio już przez właściwego referenta po polsku został wnie- sionym, zatem niezachodzi potrzeba tracenia czasu i czyta- nia go raz drugi po rusku. Obie te okoliczności nieuszły baczności stróżów naszych, którzy niezaniedbali onych za- pisać na karb grzechów moich politycznych, za któro w swoim czasie odpokutować miałem. W dniu 1 lutego 1856 r. umarł książę Paszkiewicz. Im większą była w wyższych sferach radość pozbycia się Digitized by VjOOQ IC 278 PAMIĘTNIKI człowieka; który wyraźnie jai zawadzał d>yorowi i licz- nym przeciwnikom donośnością, zaciągniętych względem niego zobowiązań, i niemożnością usunięcia go z wysokiego stanowiska, jakie zajmował, tćm większą bydż musiała żałoba publiczna^ jaką w uroczystych obchodach i zasz- czytach pośmiertnych przed światem objawić należało. Skutkiem tego z chwilą zgonu namiestnika zamknięto tea* tra warszawskie na dni dziewięć i przez tyleż dni naka- zano całemu wojsku nosić żałobę. Zwłoki zmarłego wy« stawiono na widok publiczny w kaplicy zamkowej i usta- nowiono przy nich straż honorową, przez jenerałów i wyi- szych urzędników cywilnych wykonywaną. Wybrany od- dzielny komitet przepisał i drukiem ogłosił program po- grzebu, na który przybyła z Wiednia deputacya z wojska Austryackiego dla oddania czci zgasłemu, jako felmarszał- kowi tychże wojsk. Exportacya ciała odbyła się z jak największą okazałością; 27 orderów i tr^y buławy feld- marszałkowskie niesiono przed trumną, za którą postę- powali wszyscy dignitarze i urzędnicy wszech władz kra- jowych pieszo pomimo nader nieprzyjaznej pory i to dłuż- szą drogą, bo przez plac saski, wierzbową, plac teatralny, senatorską i miodową do cerkwi na długiej ulicy, w któ- rej odprawiono solenne nabożeństwo żałobne. Nazajutrz miał miejsce drugi ol)chód uroczysty wywiezienia zwłok do Iwangrodu, gdzie na wieczny spoczynek złożone zo« stały. Zastępcze sprawowanie obowiązków naczelnika służby cywilnój w królestwie przez jenerała Krasińskiego skoń- czyło się z godziną śmierci Paszkiewicza , w tym samym bowiem dniu książę GorczakoW zamianowanym został lia- miestnikiem. Wiadomość ta niebawem rozeszła się po Warszawie i najsmutniejsze wywarła wrażenie, od razu bowiem rozwiane zostały owe błogie nadzieje, o jakich wyżój namieniłem i tern samem znikła wszelka otucbai jaką się i naród i sam Krasiński daremnie przez czas niejaki łudził Otrzymai ten ostatni później pismo cesar^ Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 279 skie, uanające położone zasługi jego w gptawo:waniu trud- nyoh obowiąssków „przy nadwątlonych już siłach" i wy- nurzające mu zadowolenie monarsze f^z^ zupełne odpowie- dzenie zaufaniu, w nim położonemu,'' ale objaw ten, małą był dlań pociechą w obeo doznanego zawodu w pozbawie- niu go wysokiego stanowiska, na którem pragnął oddać ziomkom niezaprzeczone usługi i zyskać sobie przychyl- niejszą opinią publiczną, która od dawna mu niesprzyjała. Co do mnie 9 przewidywałem^ jaka będzie dążność nowego namiestnika, i ani na chwilę nie łudziłem się my- ślą, abyśmy przestać mieli bydź rządzonemi jako lud pod- bity i znienawidzony, bo miałem na pamięci małą oko- liczność z przeszłości, na którćj opierałem mniemanie inoje, a ta była następującą: Przed kilku laty, kiedy Gorcza- kow był gubernatorem wojennym, zostawałem z nim w ciąg- łćj styczności z powodu żebraków warszawskich, których sprzątanie ź ulic i pomieszczanie w zakładach, pod zawia- dywaniem mojem zostających, do atrybucyi jego, jako gu- bernatora, należało. Otóż na jednem z posiedzeń komitetu, pod prezydencyą jego w tym przedmiocie ustanowionego, gdy dyrektor kancellaryi gubernatorskiej rozpoczął czy- tanie jakiegoś raportu w języku polskim, nagle przerwał mu książę to czytanie i zawołał z gniewem: „Qu*est ce que Yous lisez la? mais laissez donc cette sacrće languel" Ten tak nieprzyzwoity wybuch niechęci, w obec kilku nas Polaków objawiony, wzbudził We mnie od razu przeko- nanie, że Gorczakow był nieprzebłaganym nieprzyjacielem naszym i że tern samem rządy jego nierokują nam żad- nej nadziei p<^pszenia« Przybył on do Warszawy niebawem, to jest, łącznie z ogłoszeniem w pismach publicznych nominacyi swej i za- raz nazajutrz przyjmował w zamku wszystkie władze kra- jowe, do których przemówił w języku francuzkim, oświad- czając, ii się za nader szczęśliwego poczytuje, zostawszy Wol% l^Pana powołanym do rządzenia naczelnie krajem, w którym już od lat trzydziestu urzędował. Ale przy tern Digitized by VjOOQ IC 280 PAMIĘTNIKI niewynarzył iadnego przychylnego ucsucia dla mieszkań- ców tego kraju y niewyrzekł ani jednego, choćby nieszcze- rego, [słowa, któreby jakie takie nadzieje w rządzonych obudzić mogło. Jedynie wspomniał chlubnie ,,0 Polakach^ pod dowództwem jego służących, która^ się w kampanii krymskićj odznaczyli, widocznie dla tego, aby okazać, że ci Polacy tylko przez zupełne poświęcenie się usługom Cesarza na względy zasłużeć sobie mogą i skończył mowę swą również widocznie obłudnem zapewnieniem, że wszel- kich dokładać będzie starań, aby ukoić żal powszechny po stracie znakomitego męża, którego niedawny zgon opła- kujemy i że ma to silne przekonanie, iż Cesarz zawsze będzie zadowolony z gorliwości i ścisłości, z jakiemi służba Monarchy w tym tu kraju spełnianą będzie. Byli tacy, którzy w powyższem przemówieniu nowego namiestnika jakąś dobrą wróżbę upatrywali , a to z po* wodów, raz, iż je wygłosił we francuzkim, a nie ruskim języku, jak to dawniój zwykł był czynić, powtóre, że wspominał o polakach, którzy się wostatniój wojnie od- znaczyli, kiedy dotąd w urzędowój mowie przyjętem było, że niemasz polaków, tylko są poddani z królestwa pol- skiego ; ci jednak, co bliżej znali księcia, pojmowali praw- dziwe słów jego znaczenie i nieprzypuszczali tego, aby on miał bydż w czemkolwiek przychylnym narodowości naszój. W końcu marca 1856 r. ogłoszono manifest cesarski o zamiarze zawarcia pokoju z mocarstwami sprzymierzę- nemi, w skutek czego nadszedł niespodziewany rozkaz z Petersburga rozpuszczenia pobranych już z królestwa i zgromadzonych w Warszawie rekrutów. Była to praw- dziwa łaska i wielkie dobrodziejstwo dla kraju, które ogólną wzbudziły wdzięczność i lubo tak wracający do domów spisowi, jako i wszyscy mieszkańcy kraju nieznali pobudek tego postanowienia monarchy, to przecież błogo* sławili go i nawzajem zapowiadali sobie nastanie lepszych czasów. Digitized by VjOOQIC FR. HR. SKARBKA. 281 Gdy ogłoszono traktat pokojn, w dnia 30 marca t. r. w Paryża zawarty, napróino szakano w nim jakiejkolwiek- bądż wzmianki o Polsce i smacono się powszechnie tćm zupełnem zapomnieniem o nas. Mówiono wszakże, że na- legano ze strony Francyi na pełnomocnika Rossyi, hr. Orłowa, aby starał się skłonić monarcłię swego do uwzględ- nienia praw narodu polskiego; ale że ten prosił, aby nie- tykano tego przedmiotu, ponieważ cesarz ma najlepsze chęci dla polaków i że więcćj dla nich z własnego nat- chnienia uczyni, niż pod obcym w tej mierze naciskiem. Na dragą połowę maja t. r. zapowiedziano przybycie cesarza do Warszawy, przy ozem rozsiewano rozmaite wieści o ważnych zmianach, jakie na korzyść kraju zajść mają. Lada błachostka do podobnych nadziei podbudzała, i tak, zmarły WKsiąże Konstanty miał w Belwederskim pałacu obrazki, przedstawiające oficerów i żołnierzy wojska polsitiego; otóż utrzymywano, że przed obecnie spodzie- wanym zjazdem monarchy wszystkie te obrazki przysłano napowrót z Petersburga i kazano je porozwieszać na ścia- nach w mieszkaniu, jakie w rzeczonym pałacu dla niego przysposobiano ; ztąd wnioski o nieochybnym zamiarze przywrócenia armii polskićj, którem łatwowierni wiarę dawali. Marszałkowie gubemialni szlachty i liczni obywatele ziemscy z całego kraju stawili się w Warszawie przed dniem 22 maja, jako terminem, na wjazd doń cesarza oznaczonym. Jan hr. Jezierski, marszałek lubelski, pow- ziął myśl wyjechania do Mińska, jako miasteczka do ro- dziny jego należącego, celem powitania tamże monarchy i przemówienia doń z wynurzeniem uczać, życzeń i na- dziei narodu. Trzymając się drogi legalnćj, uważał Je- zierski potrzebę uprzedzenia o tym zamiarze swoim na- miestnika, co gdy dopełnił, otrzymał najsurowszy zakaz od księcia Gorczakowa, któremu widocznie szło o to, aby niedopuścić nikogo do cesarza, zanim on sam ci^ego stanu rzeczy według planów swoich mu nie przedstawi, Digitized by VjOOQ IC 282 PAMICTNIKI prócz bowiem wzbronienia Jezterskiemu wystąpienia przed monarchą polecił pólurzędownie rozgłaszać^ ie nikomu nie będzie wolno do cesarza przemawiać. Między innemi przywołał Gorezaków i mnie do ga- binetu swego iy zamknąwszy drzwi, wszczął zemną nastę- pującą rozmowę: — Pan wiesz zapewne ^ ie hrabia Jezierski pisał do mnie list? — Słyszałem o tćm, ale niewiem, o co chodziło* — Chciał on mieć mowę do cesarza, czego mu wzbro- niłem, bo trzeba panu wiedzieć, ie prócz mnie jednego nikt inny nie może przemawiać do NPana. — Cóż mnie to obchodzi i dla czegoi WKMość mi to oświadczasz? — Bo mi powiedziano, ie pan chcesz także mieć mowę do cesarza? — Ja! jako członek rady administracyjni j niepowa- iyłbym się mówić z własnego natchnienia, ale, gdybym został zagadniętym przez NPana, powiedziałbym mu to^ coby mi sumienie nakazało. Zresztą z jakiego powodu miałbym mieć mowę do cesarza? — Tak zwyczajnie jako piękny mówca (comme beau parleur), ale uprzedzam pana, abyś nie ważył się za- bierać głosu do NPana, bo lubo, jak mnie pan znasz, jestem spokojnym i nie łatwo się unoszę, to przecież po- trafię okazać energię, gdy tego zajdzie potrzeba. — Nie pojmuję prawdziwie powodu, dla którego mnie WKMość to objawiasz, bo mi nawet przez myśl nie przes2^o to, o co mnie posądzasz. — Dobrze więc, ale zawsze niech to panu służy za przestrogę i proszę pana, abyś powiedział wszystkim swoim (aux ydtres), aby nikt z nick nie ważył się prze^ mawiać do cesarza. Ta dziwna rozmowa objaśniła mnie o ogólnyełi z»- miataeh i o ssezegóiowem usposobieniu dla mnie Oorczft* kowa; wiedział on bowiem , że po tylu latach cierpienia Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 283 moina było lada czem zaspokoić polaków, którzy, uprze- dzeni o łagodnym charakterze cesarza, spodziewali się, łe po ojcowska z niemi postąpi i gotowiby byli, za jakie takie swobody zapomnieć dawne urazy i krzywdy. Oba*- wiał się przeto, aby monarcha nieokazał się za zbyt do- brym dla nich i nie uczynił im jakiego przyrzeczenia, któ- reby się z nieprzyjaznemi własnemi jego widokami nie zgadzało. Dlatego niechciał pozwolić nikomu mówić do cesarza, aby nieskierować myśli jego na inną drogę nad tę, po którćj on go kierować usiłował. Co do mnie wie- działem dobrze o tóm, ie mnie Gk)rczaków nie lubi i ie mnie ma w podejrzeniu o nieprzychylność dla rządu, ale nie domyślałem się tego, aby mnie miał poczytywać za jakiegoś naczelnika stronnictwa, skoro mi zaleciła abym ^tim* powiedział, że nikomu do cesarza odzywać 8ic nie jest wolno. Wdoiu oznaczonym, a wyżej już wspomnionym, o go- dzinie 11-ćj z wieczora odbył cesarz wjazd swój, rzecz można, tryumfalny przez rzęsisto oświecone ulioe War- szawy i wśród głośnych okrzyków ludu, po obu stronach krakowskiego] przedmieścia i nowego świata tłumnie na- gromadzonego, stanął w pałacu Belwederskiim , w którym nazajutrz przyjmował naczelne władze krajowe. Na przedstawieniu tóm po przyjęcia tychże władz i wyższego duchowieństwa przeszedł cesarz do sali, w którćj zebrani byli marszałkowie i deputaci sdachty, oraz obywatele tak ziemscy, jako i miasta Warszawy i tam wypowiedział pamiętną mowę, z którćj słowa: „że, „co ojciec jego uczynił, było dobrem, że panowanie jego „będzie tylko przedłużeniem panowania rodzica, że zaleca „poddanym swoim w królestwie wyrzec się wszelkich ma- „rzeń, wreszcie że potrafi bydż srogim, gdy tego zajdzie „potrzeba;^ nąjbołeśnićj wszystkich dotknęły i najsmut- mejsze w eałem mieście wywarły wrażenie; pomimo tego niepodobna było nkirczestniozeić przygotowanym na pj^y- Digitized by VjOOQ IC 284 PAMIĘTNIKI jcete monarchy uroczystościom i balom, które z otuchą lepszćj przyszłości zraza nrządzaDO. Wprawdzie zwątpialość, jaka ogarnąć mnsiala zrażone umysły, chwilowo nasunęła myśl okazania monarsze na balu obywatelskim ogólnego rozżalenia, ale dobroduszność staropolska, a przytem mniemanie, że przykre wyrażenie, zawarte w przemówienia cesarskiem, nie z serca jego, lecz z natchnienia nieprzychylnego nam namiestnika pochodziły, niebawem przemogły i skutkiem tego tak przy wejścia do sal balowych w pałacu namiestników, jako i podczas całej tej świetnej uczty przyjmowano cesarza i siostrę jego, WKsiężną Olgę, z właściwą nam uprzejmością i gościn- nością, które poczytać można było za dowód pojednania się narodu z królem swoim. Objaw ten najbardziej zwo- dniczą przybrał postać w chwili, gdy monarcha wszedł podczas kolacyi do sali, w której sama prawie tylko szlaehta stoły zajmowała, i gdy biesiadujący, zagrzani wi- nem, z pewnem uniesieniem zdrowie jego spełnili. Powyższe dobre wrażenie nie było długo trwałem skutkiem usiłowań otaczających cesarza osób, które zdo- łały skłonić go do ponowienia na przyjęciu nazajutrz zgromadzonych w Belwederze obywateli podobnych prawie oświadczeń, jakie na pierwszem przedstawieniu wygłosił, bo, labo podziękował zebranym za piękny bal dla niego dany, który nie wyjdzie nigdy z jego pamięci, to przecież powtórzył, że powinni szczerze i niezmiennie przy ścisłem połączenia się z Bossyą obstawać i raz na zawsze wyrzec się marzeń o niepodległości, które nigdy ziścić się nie mogą, że dotrzyma to wszystko krajowi, co ojciec jego przyrzekł, ale niczego nie zmieni, że dał już amnestyę i każdorazowo skłonnym będzie do ułaskawienia, ale zarazem w razach potrzeby okaże, że umie bydż surowym. Po tych uroczystościach Warszawskich powrócili obywatele ziemscy do domów swoich z zawiedzionemi na- dziejami, za czem poszło, iż w krotce rozniosło się po całym kraju głuche szemranie na tak stanowcze wyrze- Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA, 285 czenie się dobrych chęci monarchy dla narodowości na- szej. Rozpowiadano sobio nawzajem wrażenia dni smnt- nyfeh wśród świetnych uczt ubiegłych, pochwalano tych, którzy od udziału w nich usunęli się, a ganiono tych, którzy lekkomyślnie i zbyt żywo zabawy te dzielili. Wy- myślano przytem różne dowcipy do okoliczności stosowne, pomiędzy któremi jeden dosyć trafnym przytoczę, a mia- nowicie : Gdy na wsi pytano jednego z obywateli, co ce- sarz mówił do szlachty, tenże miał odpowiedzieć: „nie wiele co zrozumiałem, bo nieumiem po francuzku, ale na własne uszy słyszałem, jak powiedział: „nie róbcie breweryi, bo ja mam Sybir.'' Słowa te odnosiły się do wyrażenia cesarskiego: „point de reveries, car je saurai sóvir." W tćm miejscu namienić muszę , że była jedna oko- liczność, która niewątpliwie na usposobienie i postępo- wanie cesarza wpłynęła, to jest, choroba i śmierć ministra sekretarza stanu Turkuła, który, przeziębiwszy się w po- dróży z Petersburga do Warszawy, w Suwałkach tak mocno zachorował, iż musiał się tam zatrzymać i lubo przywieziony do tego ostatniego miasta, w kilka dni po- tem życie w niem zakończył. Otóż mąż ten stanu, jak- kolwiek ulegał wpływowi dworu i dążności rossyjskićj, to wszelakoż miał zawsze na względzie chęć pojednania ziomków z rządem i byłby dołożył wszelkich starań, aby odwieść cesarza od przemawiania i postępowania w spo- sób tak drażniący i pojednanie ta niweczący. Stosownie do zapowiedzenia cesarskiego nie zaszły żadne zmiany w zasadach rządu i jedynie osoby w skła- dzie jego tćj zmianie uległy, mianowicie Gorczaków zmie- nił otoczenie czyli kamaryllę swoją, która mnićj była chciwa, a więcój wykształcona od Paszkiewiczowskiej, ale kto wie, czy nie bardziój nam nieprzyjazna. Jednym z niej pierw usuniętych był generał Wikiński, dyrektor główny kommissyi spraw wewnętrznych, bo miejsce to było potzebne dla radcy tajnego Muchanowa, głównego powiernika i osobistego przyjaciela księcia, który dotąd Digitized by VjOOQ IC 286 PAMIĘTNIKI sprawował tylko obowiązki kuratora okręgu naukowego warszawskiego i do rady administracyJDÓj nienależał i który po wyjściu Wikinskiego te wszystkie stanowiska zajął. W ogólności ile byli widzianemi ci wszyscy, którzy posiadali względy i łaski Paszkiewicza, a jeieli nie było powodów do leh odd^enia, to cierpiano ich tylko z wy- raźną nieclłęcią. . Krasińskiego usunięto po prostu z widowni politycz- nój i raz tylko dozwolono mu jeszcze przedstawiać wy- soką godność dworską, przeznaczając go do trzymania miecza cesarskiego podczas koronacyi, o którój niżój. Otrzymał wprawdzie dziękczynne pismo monarsze i ko- sztowny podarunek, ale te były tylko osłodą niełaski, w którą popadł za sposób, w jaki spełniał ehwilowo obo- wiązki naczelnika słuiby cywilnój w królestwie. Odniósł on wszakie za życia jeszcze tę pociechę, ii doznawał szczerój przychylności od tych, którzy mu dawniój nietylko niesprzyjali, ale go ostro potępiali, a po śmierci mogła znowu rodzina jego cieszyć się tą pociechą, ie obrzęd pogrzebowy zmarłego przy nadzwyczajnym napływie i udziale ludności warszawskiej odprawionym został. Koronacya Cesarza, na dzień 7 września 1856 r. za- powiedziana i w Moskwie odbydź się miana, zajmowała długo Warszawę, juito spodziewanemi z tój ol^azyi ła- jkami monarszemi dla kraju naszego, juito uroczystemi obchodami, jakie w tym ^mym dniu i w mieście naszem wyprawionemi bydż miały. Nowo mianowany gubernator wojenny Warszawy, jenerał Paniutyn, zastępował namiest- nika, na koronaeyę do M w mieśeie naszem odby wanyehy on mieszał się Digitized by VjOOQIC FB. HR. SKARBKA. 287 poufale z ludem na nczcie dlań wypramaaćj i skutkiem tego doznał najzasłuieuszego uznania otwartój upirzejmości^ jaką każdemu okazywał. Podczas bezpłatnego widowiska w wielkim teatrze znajdowałem się razem z nim w loży namiestnikowskiej, „spojrzyj panna górny amfiteatr", rzeki on do mnie, ,,tam siedzą goście moi, poczciwi ludzie, któ* „rych bardzo lubię, zaprosiłem ich z żonami i dziećmi, po- „sławszy im bilety wejścia.** Na to zagadnienie spojrza- łem na miejsce mi wskazane i z aadziwieniem, a razem prawdziwą radością, dostrzegłem cały amfiteatr zajęty aa-- memi slaremi inwalidami byłego wojska polskiego, z ro^ dżinami swemi> widowiskiem rozkoszająeemi się. W sam dzień koronacyi odbywały się uroczysteści w Warszawie, podług programu jednocześnie podobne, jak w Moskwie, do czego telegraf wszelkie wiadomości do* starczał. Kabożeństwa odprawione zostały tak w soborze, jako i we wszystkich świątyniaeh innych wyznańw Na płaeu ujazdowskłai przygotowano 200 stołów nafcrytyeli i zastawionych róinego rodzaju jadłem, pom^iędzy któremi piętrzyły się jelenie i daniele upieczone, rozebrane i zręcsi^ nie w całość złożone. Obok stały beczki z piwem i mio« dem, a na stołach karafki z wódką, po za niemi zaś wznie^ i^one były trzy wielkie trybuny bardzo ozdobie napełnione, gośćmi wyższego towarzystwa. Za danym znakiem przez gubernatora Faniutyna wpusz- czono w oki-ąg, urządzony na powyższą ueztę tłumnie zgro* madzony lud, który zamiast zjedzenia i wypicia w miejse« tego, co było dlań przeznaczonem, w oksk mgnieniu roz- chwytuj: i zabrał to wszystko, tak iż po upłyyrie kilku- nastu załedwia minut niepozostało żadnego śladu nietylko obfitej zastawy, ale nawet nakrycia i stołów, i widać było^ na oalym placu ujazdowskim ludzi uciekającycli) i unosz%* cych do domów zdobycz swoją, która dla wiehi zamiast potraw i trunków składała się z samych desek i nóg od rozebranych stołów, oraz beczek, które ehciwsi do dna wysączali. Nastąpiły potem zwykłe igrzyska które krótko Digitized by VjOOQIC 288 PAMIĘTNIKI trwały i mało zajmowały nieliczną }ni publiczność pozo- stałą na placu, to jest tę, która nic z uczty zdobyć nie* zdołała. Na głównych ulicach miasta ganki i okna przystro- jone były kobiercami, a w wieczór miała miejsce wielka illnminacya, pośród którój widziano gdzieniegdzie prze* zrocza, do okoliczności zastosowane. Słowem, wszystko udało się jak najlepiej i żadna nieprzjchylna manifestacya nieprzerwała spokojności, co dowodziło, ie ogół, a zwła* szcza ludzie nieświadomi istotnego położenia rzeczy, zaj- mując się chwilą obecną, zapomniał o przeszłości i nie- myślał wcale o przyszłości dla tego, że podówczas nie- było jeszcze zupełnego rozczarowania. W skutku manifestu cesarskiego, poprzednio ogłoszo* nego, ułaskawioną została dosyć znaczna liczba wychodź- ców politycznych z lat 1827 i 1831, którzy pojedynczo po- wracali do kraju. Dziwiono się powszechnie, że pomiędzy niemi znajdował się także jeden z głównych przywodzców rewolucyi listopadowej, to jest. Piotr Wysocki, z którym się z wielką względnością obchodzono. W liście podciąg- niętych pod tę amnestyę dopatrzeć niemożna było żad- nego nazwiska znakomitego i wielbionego w kraju, bo tacy albo zostali z nićj wyłączeni, albo sami z ułaskawienia ko- rzystać nie chcieli. Po odbyciu koronaeyi ogłoszono drugi manifest, zapewniający zwyczajne w podobnych okolicz- nościach łaski monarsze, a mianowicie zniesienie lub zmniej- szenie kar prostym winowajcom, też kary po więzieniach odeierpiającym, i umorzenie zaległych podatków skarbo- wych i kar exekucyjnych, z tego powodu narosłych. Ta ostatnia ulga była poniekąd nagrodą za niespełnienie obo- wiązków względem rządu, skutkiem czego żadnego do- brego nieuczyniła wrażenia w kraju, zwłaszcza pomiędzy obywatelami ziemskiemi, którzy innego rodzaju łaski ocze- kiwać mieli tyti^. Naostatek do rzędu nagród, udzielonych wtćj epoce, zaliczano ustanowienie i rozdanie medalu krymskiego nie- Digitized by VjOOQ IC ^ ; I Fil. HR. SKARBKA. 289 tylko wojskowym i urzędnikom, ale nawet głowom rodzin obywatelskich i różnego powołania ludziom, którzy chyba dla tego takowy otrzymali, że żyli podczas tój wojny* W każdym razie rozdawnictwo rzeczonego medalu po- lakom stanowiło nowe dla& podrażnienie, boć niemógł on bydż żadną dla nich miłą pamiątką wojny, która, po-^ myślnie dla państw zachodnich zakończona, nie potrafiła wszakże skłonić tychże mocarstw do przemówienia i po« parcia sprawy narodowćj naszej. XX. Wyjście moje ze służby rządowej. Z chwilą objęcia przez księcia Gorczakowa stanowiska namiestnika królestwa przewidywałem zaraz, że niezdo-* łam utrzymać się długo w służbie rządowej { ciążyły bo- wiem na mnie ważne zarzuty, dla których nowy namiestnik niemógł bydż mi przychylnym, a mianowicie, ja nie taiłem się nigdy z postępowaniem mojem w duchu narodowym ; on zaś, wiadomem było , iż był zawziętym nieprzyjacielem tego ducha I w ogóle polaków ; nadto chciał się pozbyć każdego, kto był dobrze widzianym przez zmarłego swego poprzednika; a że książę Paszkiewicz w końcu rządów swoich pokładał wemnie zaufanie, przeto już to samo potępiać mnie musiało^ W szczególności znancmi były księciu Gorczakowi dążności moje, jakie okazywałem w czasie sprawowania obowiązków namiestnika , przez jenerała Krasińskiego; oraz musiał znaleźć w papierach, po tymże pozostałych, raport, jaki przygotowałem w imie- nin jego o stanie kraju dla cesarza, lubo raport ten rąk tegoż niedoszedŁ Wreszcie tajnem Gorczakowi nie było, żo na posiedzeniach rady administracyjnej objawiałem zawsze otwarcie zdanie moje, które wielekroć razy niC'' było zgodnem ze zdaniem kolegów, mianowicie też Mucha« nowa, skutkiem czego uchodziłem w ich oczach za burzliwego i ciągle w oppozycyi stawającego, a tóm samem byłem raaifteiia ft. kr. Skarbka, 19 Digitized by VjOOQ IC 290 PAMIĘTNIKI zawadą dla tego ostatniego, który. Jak kaidy posiadający zaufanie nacMloika rząda, ebciał, aby jedynie adanie jego za nieomylne nznawanem było. Ksiąie Gorczaków pod ka£dym niemnal względem różnił się zapełnię od księcia Paszkiewicza. Oba byli jawnemi przeciwnikami samoistnońci polskićj, ale ostatni pomimo surowego karcenia polaków, bądi niepizychyłnycb rządowi, l)ądź występiO^^y^^b przeciw niemu, nietylko nienalegał na to, aby królestwo wcielonem zostało do ce- sarstwa, ale jak najmocniój sprzeciwiał się temu z oso- bistych widoków swoich; pierwszy zaś nienawidził po- laków jako ludzi pogardzanego plemienia, lubo niedo- znawał z ich strony żadnego oporu, a tóm samom niemiał potrzeby prześladowania ich, czego rzeczywiście osobfście, podołmie jak poprzednik, nie czynił, lecz ciągle choć da- leką drogą zmierzał do poniżania ich i wynarodowiania. Słowem, gdyby Gorczaków był miał popuszczone wodze, podobnie jak Paszkiewicz, byłby daleko zaszedł w zagła- dzeniu wszelkich śladów autonomii naszćj, bo, powtarzam, tamten więcej gnębił krajowców, ten ich bardziój poniżał i wzgardą pokrywał. Gorczaków, będąc sam prawego sposobu myślenia, dobierał do rządu ludzi więcój wykształconych, a mniój do spi-zedajności skłonnych, jak Paszkiewicz: ale niedo- puszczal do zażyłości i zaufania swego żadnego polaka, zrossyan zaś, do rady swój powołanych, na jednym z nich tylko polegał i jawnie onemuż dał się powodować. Gorczaków niemi^ ani bystrego pojęcia, ani szybkiej decyzyi Paszkiewicza, ale był mniej samowolnym i więcój trzymał się obowiązujących przepisów, bardzo drobia- zgowo rozbierając interessa; co wielce utrudniało po- wzięcie stanowczego w nich zdania i bardzo często zda- rzało się, że przedmiot, zawieszony na posiedzeniu rady administracyjnój w decyzyi, dopiero po tejże sessyi, w ga- binecie namiestnika za natchnieniem Muchanowa osta- tecznie załatwionym został. Zdarzało się nawet, że pod Digitized by VjOOQ IC PR. HB. SKARBKA. 291 wpływem tego doradsey zdanie, które namiestnik na po*- siedzenia stanowczo objawił, znpełnie zmienionem i na- stępnie z prost przeciwną decyzyą do protokółu rady za« pisanem było. Gorczaków niepowodował się nigdy tak, jak jego po- przednik, osobistemi widokami , nie nagradzał nad miarę ulubieńców swoich i pod tym względem postępowanie jego było szlachetne i dalekie od pobudek interessu własnego. Nie był ani za porywczym, ani nieanosił się łatwo gniewem , ale w całej jego postawie i obejściu się można było poznać człowieka, ukrywającego starannie swój spo- sób myćlenia, oraz przywięzującego małe znaczenie do natchnień serca , przytem gotowego okazać się z zimną krwią l)ardzo surowym, gdyby tego zachodziła potrzeba. Jedyny powiernik i doradzca Gorczakowa, Muchanów, był to dymissyonowany pułkownik wojsk rossyjskich, który z powodu zajmowania się niegdy piśmiennictwem uchodził za uczonego i jako taki umieszcznym został po roku 1832 w wydziale wychowania publicznego. Ożeniony z córką ministra Mostowskiego, owdowiałą baronową Mo- renhejm, posiadający w Polsce dobra ziemskie, w posagu z nią otrzymane, mienił się bydź obywatelem kraju i na pół polakiem, lubo zawziętszego od niego nie mieli oni nieprzyjaciela. Był to człowiek atletycznój postaci, su- rowój twarzy, ze spojrzeniem malującem surowość, dumę i obłudę, z ogładą światową, z pogardliwem obejściem się ze wszystkiemi, których miał za niższych i nieprzychyl- nych sobie. Powierzchowność jego najdobitniój znamie- nowała złość i gwałtowność, jakich niezaparty dał dowód, rażąc śmiertelnie laską biednego stróża za to jedynie, że mu dosyć prędko powracającemu w nocy do domu bramy nieotworzył. Ukrywał on starannie tę namiętną skłonność i umiał nawet łasić się w tencżas, kiedy miał drapnąć, lub ukąsić. Nieposiadał żądzy podłój chciwości i sprzedajności , ale miał nienasyconą chciwość władzy i znaczenia. Zawziętość 19* Digitized by VjOOQ IC 292 PAMIĘTNIKI jego przeciw polakom nieobjawiała się aui prześladowaniem jednostek, ani dokuczaniem im cielesnem, lub materyalnem, leczjdąiyła do zgubienia ich duchowo przez znikezemnie- nie umysłowo młodego pokolenia, a mianowicie, stępienie zdolności i pojęcia młodzieży t>ezowocownem zabijaniem czasu w szkołach publicznych. Obok tego nieznosił on ludzi z niepodległem zdaniem, a tern mnićj takich, którzy śmieli okazywać miłość kraju, lab których o patryotyzm posądzał. Lubo miał trudność w zrozumiałem wysłowienia się wszystkiemi językami, jakie posiadał dokładnie , prze- mawiał zwykle z sarkazmem do tych, których chciał oma- mić w istotnym zamiarze swoim, lub pragnął dotknąć po- niżeniem. Nieidąc w tój mierze za przykładem 6or- czakowa, popierał on całemi siłami zauszników i służalców swoich; a między innemi powynosił na wyższe urzędy wszystkich tych , którzy mu byli pomocnemi w zatarciu śladu zabójstwa stróża pałacowego, o jakiem wyżój wspom- niałem, przez przypisywanie śmierci tegoż uderzeniu apo- plektycznemu , a nie silniój ręce naczelnika wychowania publicznego. Wyłączne poleganie na zdaniu Muchanowa wpro- wadziło księcia Oorczakowa na błędną drogę i utrzymało go w tern przekonaniu, że polakami jedynie środkami przemocy rządzić można, że im żadnych praw i swobód przyznawać nienależy, i że potrzeba łożyć wszelkie usiło- wania o to , aby panujący monarcha nieodstąpił nigdy od polityki zmarłego rodzica swego. Skutkiem tego żadnej wątpliwości ulegać nie może, że Gorczaków i Muchanów byli głównemi sprawcami nieszczęść, jakie następnie kraj nasz dotknęły. Znając sposób myślenia i dążność tych dwóch rząd- ców kraju, musiałem z dotkliwym wstrętem i obłudną ostrożnością brać udział w czynnościach rady administra- cyjnćj, ale wyznaję, że nieumiałem powściągnąć nawyk- nienia do otwartego wynurzenia wzajem mego sposobu myślenia i zdania^ ilekroć razy ich dążność przybierała Digitized by VjOOQ IC Fli. II R. SKARBKA. 293 sskodliwy dla krają charakter. Za tćm poszła Łradność unikni^nia starcia z Mnchanowem, którego zdanie we wszystkich interessach, ogółu kraju dotycz^ych się, było eawsze szkodliwą stronę maj%cem. Pierwsze zajście między nami nastąpiło z okazy i rozkazu cesarskiego, aby przywrócić moc obowiązu- jącą konkordatowi, niegdy z dworem rzymskim za- wartemu, mianowicie w przedmiocie władzy, biskupom dyeoezalnym przysługiwać mającej. Do owego czasu rząd nieobsadzał tychże biskupstw i powierzał zarząd dyecezyami administratorom, wybranym z pomiędzy wyż- szych duchownych, na których uległość władzy świeckiej liczeć można było. Cesarz polecił, zakommunikować radzie administracyjnej naszej zdanie rady państwa o sposobie wprowadzenia wykonania przepisów konkordatu, tyczących sądzenia i instancyi spraw rozwodowych; mnie zaś, jako dyrektorowi głównemu kommissyi sprawiedliwości, poru- czono redakcyą projektu do ukazu wedle powołanego wyżej zdania rady państwa. Przygotowany przezemnie w tej mierze projekt Muchanow otrzymawszy, czyli za- brawszy sam do opinii swej, uczynił uwagę, że w po- wodacli do nowego prawa nienależy powoływać się na konkordat w roku 1818, aby nieprzypominać zaniedbania onego i że wypada pododawać w Icażdym artykule, gdzie jest mowa o biskupie, wyraz „lub administrator dyecezyi.^ W skutek tych uwag namiestnik polecił mi przerobić pro- jekt mój w zastos(twaniu się do nich, na co odpowie- działem i podałem do protokółu posiedzenia, że rozkazu tego wykonać niemogę, bo niemam prawa zmieniania wyrazów, użytych w oświadczeniu rady państwa, które otrzymało najwyższe zatwierdzenie. Czułem bowiem do- brze że dodatek, wprowadzony przez Mnchanowa, zmierzał do tego, aby pozostawić zarząd dyecezyi w rękach do- tychczasowych administratorów, powolnych władzy świe- ekiój. Opozycya moja powyższa wywołała na posiedzeniu rady pomiędzy nami żyWy spór, który, wytoczywszy się Digitized by VjOOQ IC 294 PAMIĘTNIKI przed cesarza, i»rzez tegoż na korzyść moj% rozstrzygnię- tym został. Ztąd inde irae i największa zawziętość Mn- chanowa na mnie, bo uwaiał za nie małe upokorzenie dla i^ebie, ii poprawki jego, w projekcie wzmiankowanym zrobione, odrzucone zostały i że zdanie członka rady, po- laka, potwierdzonem było przez cesarza. W krotce potem doznał on drugiego upokorzenia, tym razem więcej znaczącego, bo ze strony samego monarchy, a to z powodu wniesienia na radę administracyjną wniosku odrzucenia przedstawionego sobie projektu wystawienia pomnika w Częstochowie na cześć Kordeckiego, który to wniosek przy czytaniu protokółu właściwego posiedzenia tejże rady cesarz również niesankcyonował, przywodząc, że myśl uwiecznienia pomnikiem chlubnćj obrony Często- chowy podoba mu się, i że skutkiem tego dozwala na wzniesienie zamierzonego posągu Eordeckiemu. Ta skłon- ność cesarza do okazania poszanowania dla historycznych chlubnych wypadków polski do żywego dotkła Mucłia- nowa i wielce nad tern cierpiał, że musiał zająć się wy- stawieniem w mowie będącego pomnika; ale znalazł spo- sób wywarcia swej zemsty w tój mierze , a mianowicie, zamiast ogłosić konkurs na to dzieło, powierzył wyko- nanie onego młodemu rzeźbiarzowi, który, stosownie do otrzymanćj instrukcyi, w kilka dni przygotował model po- sągu mnicha, któremu tylko z pod habitu wyglądała twarz bez żadnego wyrazu tak, że jedynie z napisu, na postu- mencie umieszczonego, dowiedzieć się można było, że to ma bydź posąg księdza bohatera. Nie długo, po dwóch wyiój przywiedzionych wypad- kach wynalazł Muchanów nowy sposób dokuczenia mi przez zniweczenie projektu mego wystawienia nowego szpitala Św. Ducha w Warszawie, dawniej już wygotowanego i przez poprzedniego namiestnika, Paszkiewicza, zatwierdzonego. Przedstawił on, że plac na rogu ulic leszna i żelaznój, na ten zakład zakupiony, jest niedogodny i szczupły, a plan pod każdym względem zły i nieodpowiedni; zaproponował przeto Digitized by VjOOQ IC FE. HR. SKARBKA. 295 natomiast wznieść szpital pomieniooy podłag plama* przesę siebie zrobionego, na ulicy elektoralnej, na placu po zburzeć się znających domów, przez komorę celn% najmowanych, których wartość po ich sprzedaży, (a dawano za nie r. 75,000) przez cesarza na budowę nowego szpitala zo- stała zaofiarowaną. Na ten wniosek łatwo mi było od- powiedzieć, że zamiar Muchanowa był pod wszęlkiemi względami szkodliwym i niekorzystnym, albowiem wpro- wadzał lecznicę publiczną w ścieśnioną i zaludnioną część miasta i marnotrawił ogromną summę, ze sprzedaży do- mów osiągnąć się mogącą, na to tylko, aby na płaca po nich pozostawić szpital, pod który plac już jest zaku- piony. Te zarzuty moje trafiły do przekonania księcia Gorczakowa, który tym razem odrzucił na ppsiediieniu propozycyę swego ulubieńca; kazał sprzedać domy po komorze i budować szpital na placu obranym, alp podług planu jego, a nie mego. Ta decyzya do protokółu po- siedzenia rady, widać rozmyślnie, nie została zapisaną i antagonista mój, korzystając z wyjazdu mego do wód zagranicznych, postarał się o jej unieważnienie i przepro- wadzenie projektu całkowitego swego, który, wciągnięty pod moją nieobecność do protokółu, wraz % nim przez cesarza zatwierdzonym i następnie w wykonanie wprowa- dzonym został. Od czasu zajść moich zMuchanowem z powodu jużto ukazu o biskupach, jużto szpitala św. Ducha, postanowił tenże, coute (^ue coute , pozbyć się mnie z rady admini- stracyjnej i upatrywał skwapliwie okoliczności, któraby mu podała sposobność do wykonania tego zamiaru; tę upragnioną sposobność ja sam mu nastręczyłem przez usiłowanie moje zaprowadzenia tymczasowej szkoły prawa przy kommissyi sprawiedliwości. Bzecz ta tak się miała: Wszystka młodzież, która z patentami szkólnemi sta- rała się o przyjęcie na aplikacyę sądową, była tak nie- udolną 9 powodu zupełnego braku naukowego usposobienia^ Iż przewidywać mki^lo^ że zajdzie niedługo niedostatek Digitized by VjOOQ IC 296 PAMIĘTNIKI ludzi nawet do najniższych posad sądowniczych. Dla zaradzenia temn umyśliłem zaprowadzić w samćj kommissyi bezpłatne kursą prawne, wykładane przez biegłych praw- ników , którzy zupełnie bezinteressownie pomoc swą mi ofiarowali. Dla ui>iknienia napływu obcych słuchaczów i podejrzliwej kontroli władzy szkólnćj i policyi zamie- rzyłem dopuszczać do uczęszczania na kursą powyisze samych tylko aplikantów i młodszych urzędników sądo- wych, z wyłączeniem wszelkiego rodzaju innych słuchaczy. Projekt ten znalazł poparcie tak u ministra Turkuła, jako i ministra oświecenia cesarstwa, któremu to ostatniemu przedstawiłem takowy osobiście za bytności jego w War- szawie; ale natrafił na silniejszą opozycyę ze strony Mn* chanowa, jako kuratora okręgu naukowego warszaw- skiego, który zniweczył zamiar mój i zamiast onego, bez poprzedniego zniesienia się zemną i l>ez przedstawienia myśli swćj na posiedzeniu rady administracyjny, zapro* jektował dodanie 8-ćj klassy do kaidego gimnazyum, wktórój miano dla uczniów kończących szkoły, wykładać naukę prawa. Projekt powyższy, wprost od namiestnika do Peters- burga przesłany, otrzymał najwyższe zatwierdzenie z upo- ważnieniem wprowadzenia go w wykonanie sposobem próby na lat trzy. Po otrzymaniu tój najwyższej decyzyi wezwał mnie Mttchanów, )ako dyrektora sprawiedliwości, o wyznaczenie z pomiędzy młodych urzędników sądowych, którzy pokoń- czyli kursą w uniwersytetach cesarstwa, nauczycieli prawa do tych klass dodatkowych. ' Spełniłem to wezwanie, ale przytóm uczyniłem uwagę nad bezskutecznością podobnego sposobu nauczania prawa, oświadczając, że gdy nowy plan ma bydź tylko na próbę zaprowadzonym, przeto czuć się będę w obowiązku zrobić nad nim spostrzeżenia. Skoro tylko Muehanów odebrał tę odpowiedź moją, wielce się ucieszył, że ma w ręku pismo, które posłuży do przedstawienia mnie cesarzowi jako buntownika z powodu. Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 297 ii ośmieliłem się czyDić rozporządzeniu, przez monarchę fiankcyonowanemu, zarzuty, w których on zdołał npatrzeć dowód ubliżenia NPanu. Bezwłocznie przeto odniósł się w tej mierze do księcia Gorczakowa, który, podzielając za- patrywania się jego, polecił przygotować stosowne przed- stawienie przy dołączeniu doń pisma mego, żądając usu- nięcia mnie z rady administracyjnej. Raport ten zabrał z sobą do Petersburga i za przybyciem tamie osobiście przedstawił cesarzowi potrzebę oddalenia mnie z urzędu dyrektora głównego sprawiedliwości i mianowania w miejsce moje senatora Drzewieckiego, dając do zmiany tej za po* wód jakoby gwałtowną odezwę, jaką napisałem do ku- ratora okręgu naukowego , naganiającą zaprowadzenie ósmych klass przy gimnazyach, jui przez cesarza zatwier- dzonych. Gdy minister sekretarz stanu stawił się po powyiszem przedstawieniu Gorczakowa przed cesarzem, tenie wi- docznie rozdrażniony, zapytał go: „Czy widziałeś księcia Gorczakowa? powiedział ei zapewne, ie wolą moją jest usunąć Skarbka z rady administracyjnej i kommissyi spra- wiedliwości, a mianować w miejsce jego Drzewieckiego." Zdziwiony takiem zagadnięciem go Tymowski, chciał uczynić uwagę, lecz cesarz przerwał mu i rzekł z niejakiem uniesieniem: „powinienbym go zupełnie oddalić i jedynie przez wzgląd na dawne zasługi zezwalam na to , aby po- został w służbie jako prezes w heroldyi, z tóm wyrażnem zastrzeżeniem, ie nie będzie członkiem rady „admini- stracyjnej" i, podając mu papier, dodał, oto jest „zuchwale pismo, które powaiył napisać się do kuratora naukowego ; przygotuj niezwłocznie projekt do ukazu stosownie do woli mojej." Przerażony minister, mój szkolny przyjaciel, prze^ czytawszy rzeczone pismo, z niewymównem zadziwieniem przekonał się , że niebyło w niem ani jednego wyrażenia^ któreby za gwałtowne lub buntownicze poczytać można było i powziął następnie wiadomość, ie cesarz nieezytał Digitized by VjOOQ IC 298 PAMIĘTNIKI wcale tego pisma , tylko, wierząc słowom Gorczakowai wydał decyzyę tchnącą najdotykalniejszą niesprawiedli* wością i bezzasadnym gniewem. Ale] poczciwy dworak minister niemiał dosyć odwagi, wyjawić otwarcie prawdy cesarzowi i spełniając ślepo rozkaz jego, na następne po- słachanie przyniósł projekt do ukazu, który cesarz pod- pisując, okazał się tak źle przeciw mnie uprzedzonym i zagniewanym, że zapytał, a czy jest w nim wzmianka, ie Skarbek nie ma należeć do składu rady administra- cyjnej? a gdy Tymowski oświadczył, ii to się samo przez się rozumie, bo według ostatnićj organizacyi heroldyi prezes jćj niezasiada w radzie, dodał cesarz: |,ale ja chcę, aby to było wyrażonem w rozkazie, jaki napiszesz do Gorczakowa.** Ukaz ten został przesłany telegrafem do Warszawy i natychmiast z największą bezwzględnością wykonanym, następca mój bowiem, przybywszy niespodzianie do kom- missyi sprawiedliwości, sam się zainstalował, po czem wydał uwiadomienie do wszystkich władz o objęciu|przez siebie urzędowania i polecił niewykonywać żadnych roz- porządzeń i żądań moich, słowem, postąpił sobie tak, jakby szło o to, aby powstrzymać nadużycia występnego urzędnika. Ponieważ podobne oddalenie moje ze służby było prostą degradacyą, bo posada prezesa heroldyi była niższą od po- sady dyrektora głównego, zwłaszcza zwyUuczeniem z rady administracyjnej, i ponieważ postąpienie zemną, natchnione nienawiścią osobistą, było prostem poniżeniem dla mnie, przeto niewahałem się ani chwili z odmówieniem przy- jęcia nominacyi na prezesa heroldyi i bezwłocznie tele- grafem zażądałem zupełnego uwolnienia od służby. Na podanie to moje nadszedł również w krotce telegram z dnia 18 marca 1858 r., zawiadamiający namiestnika w słowach : „że NPan najwyżej zezwolić raczył na zu- ^pełne uwolnienie prezesa heroldyi, tajnego radcy br« „Skarbka, od służby z dozwoleoiea wyjednania mu pensyi Digitized by VjOOQ IC •^^ FR. HR. SKARBKA. 299 ^emerytalnćj w zwykłym parządku na zasadzie obowią- ^zujących przepisów/ co znaczyło, że żadnej zgoła łaski za przeszło czterdziestoletnią służbę spodziewać się nie- miałem i że pobierać będę tylko pensyę już wysłużoną i przyznaną mi, której odebrać mi niemożna było, Nie- wspomniano nawet o dozwoleniu noszenia munduru wy^ służonego, czego wprawdzie nieżądałem^ ale co żadnemu uwolnionemu urzędnikowi odmawianem niebywa. Skutkiem tej dymissyi straciłem 16000 złp. do- datkowej rocznej płacy i mieszkanie bezpłatne w pałacu rządowym, co wraz z przywiązanemi do tego dogodno-' ściami razem 25000 złp. czyniło ubytku w rocznych do- cłiodach moich. Straciłćm więc materyalnie dużo, ale zy- skałem pod względem moralnym o wiele więcej, bo zo- stawiłem dzieciom moim to przekonanie, że ojciec ich nigdy w życiu swem dla pieniężnych zysków dobrego imienia na skalanie nienaraził. XXI. Powrót mój do prac naukowych. Po raz drugi w życiu mojóm zapadła przegradza- jąca zasłona między przeszłością a przysłością moją; po raz drugi trzeba mi było zmienić zupełnie powołanie i zajęcie moje. Po roku 1831 musiałem się wyrzec ka- tedry w uniwersytecie i czynnego udziału w towarzystwie przyjaciół nauk, a poświęcić się usłudze ludzkońci; w roku zaś 1858 musiałem usunąć się zupełnie od życia publicz- nego i oddać się wyłącznie piśmiennictwu, które odtąd stanowić miało jedyne zajęcie, jedyną pociechę i sposób utarzymania umysłu w ciągłej czynności, bez której nie- byłbym mógł znieść próżniackiego życia, jakie mi rząd po 40-letniem urzędowaniu przeznaczył. Do zmiany położenia mego przyłączyły się jeszcze smutne okoliczności rodzinne, które zatruły domowe po- życie moje. W roku 1853 stradłem 13-toIetoiego syna, Digitized by VjOOQ IC 300 PAMIĘTNIKI pełnego nadziei i najlepszych przymiotów ; śmierć ta, tyle dla mnie bolesna, wywarła szkodliwy wpływ na stan zdro- wia matki jego, skutkiem czego niemogłem odtąd mie- szkać na wsi i musiałem pędzić w Warszawie najsmut- niejszy żywot, niezapewniający mi już owego cichego szczęścia domowego, jakie zawsze tak wysoko ceniłem. Z tych powodów nieupatry wałem już żadnej przyjemności w zebraniach i rozrywkach towarayskich , bo z usposo- bienia mego nie mogłem się poddać zwyczajom i wyma- ganiom eleganckiego świata, zwłaszcza od chwili utraty tego znaczenia, które nie wartość osobista, ale stanowisko urzędowe nadaje. Lubo bowiem opinia publiczna zwykła nagradzać nieraz niesprawiedliwości, przez władzę niewin- nym wyrządzone, to przecież nieidzie za tćm, aby czło- wiek, z wysokiego stanowiska niezasłużenie strącony, nie- miał co chwila natrafiać na upokorzenie i na lekceważenia ze strony ludzi, niemogących się oprzeć urokowi, jaki na nich dostojeństwa i bogactwo wywierają; że zaś niepo- siadałem ani jednych, ani drugiego, musiałem przeto na każdym prawie kroku ustępować z nicości powstałym dignitarzom i dumnym z zarobów swoich dorobkowiczom. Jedyną pociechę stanowiła dla mnie wiadomość, że nietylko w całym kraju, a mianowicie obywatelstwie, było powszechne oburzenie na niesprawiedliwość mi wyrzą- dzoną, lecz nawet w wyższych sferach urzędniczych i to- warzyskich w Petersburgu powstawano mocno na to , że bez żadnego słusznego powodu i bez przekonania się o tóm, jakie były pobudki nieprzyjaciół moich, strącono mnie z wysokiego stanowiska, jakie jedynie drogą zasługi osiągnąłem; na ziemiach naszych utyskiwano nad tćm ze względów patryotycznych , bo upatrywano w oddaleniu mojóm z rady administracyjnej królestwa niewątpliwy za- miar pozbycia się żywiołu narodowego, jaki sam jeden prawie wniój przedstawiałem, oraz widoczną dążność ob- sadzenia stanowisk rządzących samemi tylko rossyanami lub krajowcami ślepo władzy uległemi ; w cesarstwie zaś Digitized by VjOOQ IC FR. UR. SKARBKA. 801 sarkarli wyisi urzędnicy, na podobne samowolne postą- pienie z dobrze zasłażonym dostojnikiem, bo równa nie- sprawiedliwość im samym zagrażała. Wyznać muszę otwarcie, ie miłość własna łudziła mnie czas niejaki, i że skutkiem jej podszeptów mnie- małem, iż doznam od współobywateli moich dotykalniej- szćj, a raczćj jawniejszej przychylności; słowem, że nie- żałując ani na chwilę straconego znaczenia urzędowego, marzyłem o tóm, że opinia publiczna wynadgrodzi mnie nietylko cichem przyznaniem zasług moich, dla dobra kraju położonych, ale i słusznem ocenieniem wartości prac moich naukowych. Inaczój wszakże się okazało, bo lubo użytecznie pracowałem w piśmiennictwie narodowem, niedoznałem przecież podobnego sympatycznego przyjęcia, jakiego in- nym autorom nieszczędzono ; i odtąd z mniejszem jak dawniój powodzeniem w literackim świecie występowałem, pocieszając się jedynie nadzieją , że kiedyś, a mianowicie po śmierci mojćj, sprawiedliwa potomność nieodmówi mi uznania usiłowań tnoich, na polu piśmiennictwa w ostatnich latach życia mego łożonych. Niepowodzenia te nieodstręczały mnie bynajmniej od dalszćj pracy umysłowćj i po wyrzeczeniu się wszelkiego udziału w rządzie kraju poświęciłóm się jćj wyłącznie z większą jeszcze gorliwością , a mianowicie zająłem się przejrzeniem dawnych rękopism moich i wydawnictwem z nich ^ które przy cenzurze tak bezwzględnej, jak nasza^ drukowanemi bydź mogły. Między innemi miałem od dawna przygotowany ręko- pism Dziejów Księstwa Warszawskiego, nad którym długo pracowałem; zdawało mi się, że to dzieło historyczne z czasów, poprzedzających panowanie rossyjskie nad kra- jem naszym, powinnoby otrzymać pozwolenie drukowania go w Warszawie i oddałem takowe do cenzury. Ale nie pomniałem na to, że cenzura ta zależała ostatecznie od Muchanowa, który gotów był dokuczeć mi jeszcze w tćm jednćm, w ezćm mnie mógł dosięgnąć; jakoż niepominął Digitized by VjOOQ IC 302 PAMIĘTNIKI on i tej sposobności i pomimo przychylnego zdania star- szego cenzura, zabronił drukowanie dziej<)v7 księstwa. Po długiem trzymaniu onycli w biórze cenzury, ów przedsta- wiciel takowej odniósł mi dzieło moje z oświadczeniem, ie jako polak życzyłby sobie bardzo , aby ono jak naj- prędzej w świat puszozonem bydż mogło, ale jako cenzor przewiduje, że to niebędzie mogło nastąpić, jest bowiem przekonanym, że się nigdy niezgodzę na opuszczenie, lub zmodyfikowanie tego, co z wyższego rozkazu wrękopiśmie moim zakreślić musiał, ponieważ to właśnie stanowi za- letę pisma i zawiera ważne a zajmujące spostrzeżenia nad wpływem, jaki utworzenie Księstwa Warszawskiego na narodowość polską wywarło. Jakoż przejrzawszy rękopism rzeczony, znalazłem w nim nietylko pojedyncze ustępy, ale esAe stronnice po- dwójnie zakreślone, jedne czerwonym, a drugie niebieskim atramentem. Pierwsze wskazywały miejsca, które cenzura bezwarunkowo wykreślić zamyśla , drugie zaś te, które po pewnem zmodyfikowaniu pozostawione bydż mogą. Ro- zumie się, że ani na te opuszczenia, ani na te zmiany zgodzió się niemogłem; oświadczyłem przeto otwarcie przybyłemu domnie cenzorowi , że dzieło moje wydam za granicą, choćby zakazanem bydż miało w kraju. Jedno i drugie spełnionem zostało, dzieje bowiem księstwa wy- dał J. E. Żnpański w Poznaniu , cenzura zaś warszawska zabroniła ich sprzedaży w królestwie, ale pomimo tego znalazły się one wkrótce w rękach wielu, bo miały za sobą urok zakazanego owocu. Doznałem prawdziwój pociechy z przyjęcia pracy po- wyższej przez ziomków i z przyjemnością czytałem kilka recenzyi onój, wyszłych za granicą , lubo niektóre z nich uważałem za mniój słuszne, a mianowicie tę, którą umie- ściły wiadomości polskie w Paryżu ; wszystkie bowiem od- dawały sprawiedliwość dążności polskiój i sumienności w spisywaniu dziejów tój ważnćj epoki narodu naszego. W królestwie niewolno było w pismach pablicz&ych Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 303 miejscowych uczynić nawet wzmianki o wyjściu dzieła powyższego, a tóm mniej ogłosić jakikolwiek rozbiór i kry- tykę onego. Pomyślniej mi poszło w cenzurze z rękopismem nauki gospodarstwa narodowego, który od czasów uniwersyteckich czekał na ogłoszenie drukiem. Wspomniałem już wyżej, iż po wydaniu pierwszego dzieła mego w tym przedmiocie w roku 1820 przerobiłem je następnie zupełnie i prócz tego napisałem w języku francuzkim nowe pod tytułem : TTieorie des richesses sociales, które w roku 1829 wyszło w Paryżu. Otóż to drugie dzieło, podług którego wykła- dałem tę naukę w ostatnich latach istnienia warszawskiego uniwersytetu, niebyło do owego czasu drukowane w ję- zyku polskim i dla tego postanowiłem zająć się jego wy- daniem, mając za sobą powagę -krytyki francuskich i wło- skich ekonomistów, którzy przyznawali zalety i użyteczność temu dziełu. Cenzura nie mogła znaleść nic do wykre- ślenia w czystćj teoryi gospodarstwa narodowego i dała swe pozwolenie na jej druk; ogłosiłem przeto to wyda- wnictwo i dla zapewnienia sobie jego upowszechnienia uprosiłem znajomych w różnych okolicach kraju do zbie- rania nań prenumeraty, tusząc sobie błędnie , że z powodu okazywanego mi współuczucia, o jakiem wyżćj już wzmian- kowałem, dzieło to wielki odbyt znałeść powinno. Otóż skutek nieodpowiedział wcale oczekiwaniu memu i zyski wydawnictwa powyższego okazały się bydź nader skrom- nemi, bo większą część exemplarzy odstąpić musiał^n księgarzom za połowę ceny, trzeci zaś tom, zawierający gospodarstwo narodowe stosowane, unikając zawodu dozna- nego z pierwBzemi dwoma tomami, zbyłem wrękopiśmie za nikczemne honorarium. Jeszcze w roku 1831 , w czasie przymusowego mego pobytu w cesarstwie, o czćm na właściwem miejsca już wspomniałem, osładzałem sobie przykre chwile poniekąd na wygnania pędzone, pracami naukow^ni i napisałem w Białymstoku i w Grodnie pierwsze mytti do rozprawy Digitized by VjOOQ IC 304 PAMIĘTNIKI o moralności obywaleUkiej. Odszukałem przeto to pismo i od roku 1857 zajmowałem się wypracowaniem w języku francuskim dziełka pod tytułem: Essai de morale cwigue, które w roku 1861 wydałem własnym kosztem w Bru- xelli. — Niedoszło rąk moich żadne krytyczne sprawo- zdanie, o powyższej pracy w pismach zagranicznych za- mieszczone; w kraju zaś nikt o nićj nie wspomniał, bo cenzura warszawska, niemogąc się doczekać wtój mierze opinii cenzury petersburgskiej , niedozwoliła ogłosić wia- domości i krytyki o tern pisemku i tylko przez szpary patrzała na sprzedaż onego w księgarniach warszawskich. Jedno tylko prywatne, ale bardzo pochlebne ocenienie powyższej rozprawy otrzymałem z nieiniec, a to zokazyi ofiarowania jednego jćj exemplarza Kobettowi Mohl, pro- fessorowi uniwersytetu w Heidelburgu, znanemu publi- cyście, który wjednem z pism swoich wyraził zadziwienie, że nikt dotąd niezajmował się monografią moralności pu- blicznćj. Skutkiem tego przesłałem temu uczonemu pracę moją w tym przedmiocie, prosząc, aby mi udzielił otwarte zdanie o nićj, i odebrałem od niego odpowiedź nastę- pującą, którą wdosłownem przepoisz czeniu zamieszczam: „Otrzymanie zajmującego pisma pańskiego było dla- mnie bardzo miłą niespodzianką. W nowoczesnych nauko- wych pracach mało jest przedmiotów bardziej zajmujących od usiłowań o ustalenie zasad moralności politycznćj. Te tyle dotąd zaniedbane badania potrzebują teraz może wię- cej, jak kiedykolwiek, sumiennego opracowania, a nie wiele było nadziei, aby się kto tym przedmiotom zajął. Filo- zofowie i teologowie mało wiedzą, o co tu chodzi; publi- cyści zaś rozumieją, że wszystko spełnili, co należało, gdy się tylko prawami zajmowali. Mój głos niemoże zapewne wpływać na dalsze piśmiennicze zamiary pana, ale pozwól, abym cię wraz z wielu innemi zachęcił i wezwał do tego, ażebyś ten pierwszy rzut tak ważnych myśli twoich w ob- Bzerne dzieło zamienił. Eto tak jak pan, jest zarazem Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 305 uczonym człowiekiem stanu i wyższego towarzystwa, ten tylko może wykonać to piękne zadanie." „Pozwalasz pan , abym mu oświadczył zdanie moje o piśmie s|v^ojem, wyznaję więc szczerze^ że przeczytałem ono z największem zajęciem i że podzielam w zupełności zasady i zdania jego. Rozdziały 2, 3 i 4*) zadziwiły mnie i ucieszyły, bo musiałem przyznać, że wnicłi jest mowa o rzeczacli, które oczywiście do tego przedmiotu należą, a które dotąd zupełnie uwagi mojćj uszły. Za- kres moralności politycznej staje się przez to obszerniej- szym, a system nauki dokładniejszym. Dwie tylko uwagi uczynię, to jest: naprzód, życzyłbym był sobie znaleźć w piśmie pańskiem, o ile się to da uskutecznić, rozprawę o moralnych obowiązkach monarchów, lecz domyślam się, że stosunki i okoliczności mogą stanąć na przeszkodzie w dopełnieniu braku tego. Powtóre, prosiłbym pana, abyś zechciał dojrzale rozważyć, czy uczucie słuszności (Veqaite) może, jak to pan utrzymujesz, służyć za główną podstawę moralności publicznej i czyliby nienależało odszukać waż^ niejszej i ściślejszej zasady tej nauki w obowiązkach i uczuciach moralnych człowieka. Jeżeli się nie mylę, to pan sam w dalsssym cięgu pisma swego uznajesz nie- dostateczność samej zasady słuszności, czego najlepszym jest dowodem piękne zakończenie całego dzieła.** „Niech mi wolno będzie wynurzyć panu, ile rad jestem temu, że mogłem wejść w osobiste stosunki z mężem, któ- remu oddawna poświęciłem poważanie moje i prosić go, abyś wierzył w szacunek, jakim dlań jestem przejęty.** Idąc za powyższą radą Roberta Mohl wziąłem się na nowo do opracowania dzieła już ogłoszonego i przygoto- wałem drugie wydanie, a raczej nowe dzieło pod ty tulem j Traite de morale puhliąue, które do Paryża odesłałem. *) W rozdziałach tych wyliczam tradycye, błędy opinii i mal-« tzenia polityczne, które przeszkadzają ustaleniu zasad morał* ności publiczno). Pamiętniki Fryd* hr. Skarbka. 20 Digitized by VjOOQ IC 30G PAMIĘTNIKI Następnie powziąłem był zamiar napisania dalszych części wielkiego dzieła o gospodarstwie narodowem, ale niepowodzenie, jakiego doznałem przy wydawnictwie pier- wotnem onego, odstręczyło mnie od tego tak, ii porzu- ciłem rozpoczętą już pracę o gospodarstwie narodowem, uważanem pod względem przemysłu i handlu i jąłem się do daleko ważniejszej dla kraju, to jest, do skreślenia hi- storyi królestwa polskiego konstytucyjnego. Do historyi tćj miałem materiały w pismach czaso- wych i w postanowieniach rządu, które mogłem ocenić według własnego mego przekonania, bo się patrzałem na wypadki, jakie miałem opisywać, wnioski zaś, jakie za- mierzyłem czynić nad zobopolnemi błędami rządu i rządzo- nycb, poparte były powagą klęsk i cierpień narodowych, w ciągu dwudziestu kilku lat doznanych. Prócz tego za- sięgałem wiadomości od ludzi, którzy epokę tę w czyn- ności obywatelskiej strawili i ze stanowiska swego przy- czynom wypadków bliżój przypatrywać się mogli. Wresz- cie, posiadałem ważne dokumenta, jako to: list cesarza Alexandra I, do księcia Czartoryskiego przed zajęciem Warszawy pisany, oraz originalne raporta Nowosilcowa, cesarzowi składane, które w dniu 29 listopada 1830 r. znalezione zostały w kancellaryi jego. Była to znowu nader trudna i mozolna praca, którą przy pomocy Bożój szczęśliwie w lat parę dokonałem, bez nadziei możności ogłoszenia jej za życia mego drukiem, dla tego przedwcześnie porozumiałem się w tej mierze z nakładcą pierwszej części, to jest, dziejów księstwa, i. K, Żupańskim w Poznaniu. Nadto dla większego upo- wszechnienia dzieła tego poświęcałem wolne chwile na przekładzie onego na język francuzki, co również wykoń- czyłem, podobnie jak dalszy ciąg, o jakim niżej będzie mow^, pozostawiając odleglejszój potomności zrobienie z nieb użytku, jeśli to za właściwe i pożyteczne dla kraju uzna^ V Digitized by CaOOSlC Fil. nu. SKARBKA. 307 Przewiduję, że gdy dzieło moje wyjdzie na świat, znajdą się tacy, którzy uczynią mi zarzut, iż w historyi tej nie objąłem opisu rewolucyi listopadowej. Otóż co do tego objaśniam, że następujące pobudki skłoniły mnie do nietykania tej nieszczęśliwej epoki wyuzdanćj, powiem, wolności naszej. W przekonaniu mojem rewolucya listo- padowa była prawdziwem nieszczęściem dla kraju, bo przerwała powolny, lecz pewny postęp narodu w zawodzie oświaty i pomyślności, aby nas wtrącić w otchłań klęsk i prześladowań. Dowiodła ona na nowo, że siła oręża, niezrównane męztwo wojska (jakiem się odznaczało pol- skie) i poświęcenia bez granic obywateli, niczego dokonać niezdolają, jeśli niema wyższego jeniuszu, któryby siłami i duchem narodu kierować umiał. Nieznajdując się w kraju w czasie, gdy ten nieszczęśliwy dramat polityczny odgry- wał się, musiałbym albo przepisywać obce opisy, podów- czas przesadą i uprzedzeniem nacechowane, albo przyta- czać i godzić z sobą różne zdania ziomków, którzy pa- trzeli na te wypadki, albo wreszcie napisać rzecz nie- zgodną, powtarzam, z mojem przekonaniem , czyli raczej, prawdę mówiąc, narazić się na wyrzuty i pociski (jakie i tak niewątpliwie mnie dotkną) licznych stronników tej rewolucyi. Dla tych przeto przyczyn pominąłem zupełnie ten okres dziejów naszych i natomiast zabrałem się po skoń- czeniu historyi królestwa do rewolucyi listopadowej, do spisywania wypadków, a raczej prześladowań naszych, poczynając od roku 1832 aż dc ostatnich czasów, który cti byłem świadkiem i obustronnym uczestnikiem, albowiem z urzędu należałem do składu rządu i z bliska patrzałem na ludzi i środki, przeciw nam używane, sercem zaś na- leżałem do ciemiężonych obywateli, których cierpienia całą duszą dzieliłem. A lubo bardzo mało mogłem przynieść im pomocy, to przynajmniej miałem sposobność poznać bliżój ciemiężycieli, aby późniój wypowiedzieć nieubłaganą prawdę o wszystkiem, co tój smutnej epoki dotyczy. 20* Digitized by VjOOQ IC 308 PAMIĘTNIKI Obok powyższych prac większego znaczenia zajmo- wałem się takie pismami mńićj poważnej treści, jakie uważałem za umysłową rozrywkę, uprzyjemniającą mi do- syć smutne pożycie moje. Pomiędzy rękopismami memi miałem od dawna małe powiastki, ściągające się do nowoczesnycli wypadków kra- jowych, które pisałem z tą dążnością, aby utrzymywać i ożywiać pamięć cłdubnych pojedynczych zdarzeń, a tern samem obudzać w czytających uczucia narodowe. Długo nieśmiałem ogłosić drukiem tych pisemek, bo przewidy- wałem, że ich cenzura nieprzepuści, ale nareszcie na- deszła była chwila pomimowolnego zwolnienia jej srogości, z czego korzystając, w roku 1861 wydałem w Poznaniu moje JFbwiastki polskie, które o tyle miały dosyć wielkie powodzenie, o ile pismo lekkiej treści w tak ważnych oko- licznościach krajowych znaleźć mogło. Pisafem także ciągle komedye w mniemaniu, że one znajdą równie dobre przyjęcie, jak dawniejsze, i nawet łudziłem się myślą, że większą jeszcze wzbudzą sympatyę w publiczności skutkiem prześladowania, jakiego autor ze strony rządu doznawał, co się gdzieindziej dziać zwy- kło; ale inaczej się stało, napisałem jedną po drugiej trzy komedye, z których żadna niedoczekala się w ciągu lat siedmiu przedstawienia, pomimo że były dozwolone przez cenzurę i przyjęte przez dyrekcyą teatrów. Komu winę tego przypisać należało, niewiem i na karb obojęt- ności publiczności, niedopominającój się o utwory orygi- nalne, włożyć ją muszę. ^ Komedyami, o których wyżej mówię, były: Lekarstwo^ jednoaktowa sztuczka, którą na- stępnie wierszem przerobiłem; Urzędniczka ^ dwuaktowa proza, mająca cel moralny, to jest, powstawanie przeciw żonom urzędników, które się dają wciągnąć w sprzedaj- ność dla dogodzenia swej próżności ; wreszcie Zacny czło- wiek w trzech aktach wierszem, przedstawiająca niegod- nego człowieka, który zdołał zdobyć sobie reputacyę ucz- ciwego. Digitized by VjOOQ IC ^J FR. HR. SKARBKA. 309 XXII. Czasy trwogi i terroryzmu. — Zakońozenie. Kiedym się już był poddał przeznaczeniu memu i zno- sił cierpliwie poniżenie urzędowe i zapomnienie ziomków, a poprzestawał jedynie na pociechacliy jakie mi dzieci moje przynosiły, nieprzeczuwałęm tego, że nadzwyczajne wypadki polityczne zakłócą spokojność moją i zatrują ciężkiemi zgryzotami to szczęście domowe, w którem dni życia mego ostatek spędzić spodziewałem się. Wzbudzone przez wpływ zachodu żądze polityczne i niczem nieusprawiedliwione nadzieje wprowadziły po- między rodaków to przekonanie, że pomimo słabości na- szej niepowinniśmy zostać bezczynnemi wśród ogólnego rucłiu ludowego, który się począł objawiać w Europie, a popierany był przez cesarza Francuzów, ogłaszającego się za naczelnika demokracyi pod zasłoną samowładnćj władzy i uznającego ważność prawa powszechnego gło- sowania, jakiego potrzebował do własnego wyniesienia, a którego przewagę mógł siłą powściągnąć, gdyby się grożnem dlań stać miało. Po trzydziestu kilku latach uciemiężenia zdawało się nam, że i my możemy odwołać się do praw ludowych, wy- stąpić przeciwko samowolności tłoczącej nas władzy i oka- zać Europie, żeśmy nieulegli zupełnie pod uciskiem, tak długo na nas wywieranym, słowem, że żyjemy jeszcze z całą siłą ducha narodowego i że zdolni jesteśmy po- pierać wymagania oswobodzonych ludów. Gdy z razu o jawnym oporze i o użyciu siły mate- ryalnej nikt nawet niemarzył, postanowiło stronnictwo ruchu w Polsce występować z demonstracyamł politycz- nemi, aby drażnić rząd krajowy, a okazać obcym, że go- towemi jesteśmy do działania, gdy takowego od ns^ żą- dać będą. Koniec roku 1860 i początek 1861 były za- powiedzią nieszczęść, jakie w nieodległćj przyszłości do- tknąć nas miały. Digitized by VjOOQ IC 310 PAMIĘTNIKI Jakkolwiek trwożyły i zasmucały mnie wielce te objawy ducha rewolucyjnego, wyznać przecież muszę otwar- cie, że z początku uległem złudzeniu temu, iż państwa za- chodu domagać się będą powrócenia nam praw narodo- wych i że czas niejaki trwałem w tem złudzeniu, patrząc z zadziwieniem, jak rząd rossyjski, tak surowj w postę- powaniu swojem, okazywał się pobłażliwym względem de- monstracyi krajowych i gdy po wywarciu pierwszej sro- gości nad wzburzonym, lecz bezbronnym ludem, zaląkł się i złożył na chwilę władzę swoją w ręce jego. Kiedy chwiejny w postępowaniu swem namiestnik Gorczaków wszedł na drogę porozumień i dozwolił umiar- kowanym obywatelom kraju, wynurzeć w adressie do ce- sarza dolegliwości i żądania narodu, niepodzielałem zda- nia redaktorów tego adressu względem tego, co w nim wypowiedzieć należało i niezostawszy ani pytanym, ani mając sposobności wynurzenia sposobu zapatrywania się mego w tej mierze, niepodpisałem rzeczonego adressu, po- mimo że z takim naciskiem i z taką groźbą potępienia nalegano na to, aby nikt od podpisu tego nieuchylał się. Wedle mniemania mego niedosyć było w podanym adressie objawić w ogólnych wyrazach utyskiwania na- rodu z powodu doznawanych upokorzeń i prześladowań, tudzież z powodu braku organów, przez które żale i ży- czenia jego do tronu dochodzićby mogły, ale wypadało śmiało i otwarcie wynurzeć monarsze, że źródło złego i przeszkoda wzajemnej przychylności pomiędzy rządem a rządzonemi leży w dążności władzców i ich podwład- nych ruskich, w królestwie osadzonych, mających jedynie własny interess osobisty na celu, aby przedstawiać ciągle cesarzowi Polaków jako niepoprawnych burzycieli dla utrzymywania w tym kraju rządu samowolnego i pod za- słoną onego dokonywania uciemiężeń i zdzierstw. Tego będąc przekonania, napisałem w tym duchu, lecz w bardzo umiarkowanej formie, projekt do adressu, który złożyłem kilku przyjaciołom moim, ale ci osądzili, że praca moja { Digitized by VjOOQ IC FR. HU. SKARBKA. 311 była daremną (i niepodali go nawet do wiadomości tych, którzy wysłany adress do Petersburga, uchwalili), w czem o ile póżnićj przeświadczyłem się, zupełną mieli słuszność, bo podobne przedstawienie, tchnące szczerą chęcią pojed- nania narodu z tronem, żadnego pożądanego owocu nie- byłoby przyniosło. Ponieważ główną zasadą postępowania mego w życiu publicznem było zawsze to, aby nieulegać ani żadnej prze- mocy, ani narzuconój przez jakąbądż stronę opinii, gdy takowa z sumieniem i osobistem przekonaniem mojem nie zgadzała się, przeto własnowolnie stawiwszy się na sta- nowisku takiem, że niemógłem mieć żadnego udziału tak w rządzie ówczasowym, jako i w naradach umiarkowa- nych obywateli, usiłujących napróżno powstrzymać pow- stańcze ruchy, z tych powodów przez cały ciąg trwania tej nieszczęsnej walki namiętności ludowych z przemocą władzy skazany byłem na zupełną bezczynność i udrę- czenia moralne. Gdy w skutkn przyznanych koncessyi utworzono nową radę stanu królestwa, przybył do mnie Płatonów z oświad- czeniem, że cesarz postanowił przywrócić mnie do służby i powołać do składu tejże rady ; na to niespodziewane za- gadnienie niedałem zaraz odpowiedzi i prosiłem o dni parę namysłu, po upływie których przybyłemu powtórnie ministrowi objawiłem otwarcie i bez ogródki, że pod tym tylko warunkiem przyjmę propozycyę i wejdę do rady stanu, jeśli w nićj będę mógł spełniać obowiązki w sposób taki, jaki mi niegdy wskazał cesarz Mikołaj, gdy mnie powołał na członka rządu tymczasowego królestwa, to jest tak, „jak na dobrego Polaka przystoi." Na to odparł Płatonów, że rzeczywiście wiadomem jest to, iż zmarły monarcha miał na chwilę myśl taką, ale później od niój odstąpił i że to mnie bynajmniej nieupoważnia do kła- dzenia obecnemu panującemu warunków w przyjęciu po- sady, przez niego ofiarowanćj, nalegał przeto minister o za- dosyćuczynienie temu życzeniu bez żadnych restrykcyi, Digitized by VjOOQ IC 312 PAMIĘTNIKI W skutku czego dla przekonania go, źe postanowienie moje jest niewzruszone, doręczyłem mu odpowiedź moją na piś« mie w języku francuzkim osnowy następującej: „Raczyłeś mnie JWPan zawiadomić, że zamiarem NPana jest powołać mnie napowrót do służby czynnćj w stopniu członka rady stanu królestwa. Niczego bardzićj niepragnę nad to, abym mógł jeszcze służyć krajowi memu i dowieść NPanu, że zawsze stai^ałem się uspra-* wiedliwić pamiętne słowa, jakie do mnie w Bogu spoczy- wający poprzednik jego wyrzekł w roku 1831, powołując mnie na członka rządu tymczasowego rzeczonego króle- stwa, słowa poniższe: „Powinieneś pracować nad tem, aby powrócić krajowi dobrobyt utracony, wiem, że jesteś do- brym polakiem i właśnie dla tego wybrałem cię, że nim jesteś." Przez ciąg lat blisko trzydziestu święcie wypeł- niałem zobowiązania, jakie zmarły monarcha na mnie wło- żył i niezboczyłem ani razu z drogi powinności, jaką mi wytknąć raczył, niemogę przeto dzisiaj zejść z tej tak chlubnej dla mnie kolei i skutkiem tego znajduję się w konieczności oświadczenia, że o tyle tylko mogę wlejść na powrót do służby, o ile obowiązki, jakie mi pełnić wypadnie, dozwolą mi postępować tak, jak na dobrego Polaka przystoi. Posada członka rady nastręcza mi mało sposobności do wykonywania w sposób powyższy posłan- nictwa mego względem cesarza i kraju, dopóki większość głosów w tejże radzie będzie przy urzędnikach płatnych i osobach, nieznających ani potrzeb, ani życzeń narodu, tudzież dopóki żaden Polak niebędzie miał udziału watry- bucyach i czynnościach prezydującego w takowej. W ciągu 401etniój służby mojej dowiodłem, śmiem sobie pochlebiać, że nigdy ani ambicya, ani chęć wywyższenia mną niepo- wodowały i że nigdy o nic niestarałem się i niedopra- szałem się. Obecnie wszelakoż, wiedziony dobrem kraju i rządu, oświadczam, iż dla tych pobudek niemogę wejść do składu rady stanu inaczej, jak w charakterze jój wice- prezesa, a tem samem posady prostego członka przyjąć Digitized by VjOOQ IC FU. HR. SKARBKA. S13 nie mogę, bo jako taki przedstawiałbym tylko jedno na- zwisko i jedno wotum, jako zaś wiceprezes wyobrażałbym stanowisko ważne dla rządu, a pożądane dla kraju. ^ Odpowiedź ta niemogła się podobać ani w Peters- burgur, ani w Warszawie, gdzie margrabia Wielopolski był już ogarnął wielowładną władzę, której z nikim innym podzielać niechciał. Dla tego spełzła na niczem propo* zycya, przez Płatonowa mi uczyniona, również myśl z razu powzięta przez Wielopolskiego, powierzenia mi jednego z dyrektorstw głównych, od jakiej następnie odstąpił i ze- rwał zemną zupełnie wszelkia stosunki. Wytrwałości mo- jej w raz powziętem postanowieniu nieprzyjmowania udziału w radzie stanu winienem był później ocalenie, gdy terro- ryzm opinii publicznej zmusił innycłi członków tejże rady od wystąpienia z niej i gdy z powodu tego ciężko na wy- gnaniu odpokutowali. Pomimo tak stanowczego i tak zle przez władzę przy- jętego oświadczenia mego, wyżej wzmiankowanego, byłem raz jeszcze przedmiofem obłudnego kuszenia mnie do wró- cenia do służby rządowej. Hrabia Lambert, który po nie- udolnym generale Suchozanecie przybył do Warszawy jako namiestnik cesarski z najobszerniejszem pełnomocnictwem do uśmierzenia rucłlów rewolucyjnych, objawił był przez poufnych swoich najprzychylniejsze dla kraju zamiary ukończenia trwającej walki drogą pojednania, kiedy rze- czywiście miał na widoku uśmierzenie takowej siłą broni i samowolnością. Przybrał on powierzchowność uprzejmą i wysłowienie obłudne, wzbudzające zaufanie, głosił zda- nia liberalne^ słowem, użył bardzo zręcznie podstępnych środków skłonienia ludzi wpływowych do niebezpiecznego zwierzenia się mu z myślami swemi, za co wkrótce* nie- którzy z nich z kraju wy wiezionemi zostali. Powoływał on wielu do siebie, przyjmował ich od- dzielnie, rozmawiał z niemi sam na sam i wszystkich nie- mal olśnął łagodną uprzejmością swoją, a w kilka dni po tćm zarządził wykonanie gwałtów i srogości, które do razu Digitized by VjOOQ IC 314 PAMIĘTNIKI kilkuset ludzi w ofiary prześladowania zamieniły, lecz przy^ tern pomocnika jego, gubernatora, natychmiastową, a jego samego późniejszą śmiercią ukarały. W parę dni po przyjeździe swym do Warszawy przy- słał on do mnie jenerała Paulucci, prosząc o stawiennictwo w pałaca Belwederskim, w którym zrazu zamieszkał. Przy- bywszy tam, widziałem redaktorów gazet i kilka znajo- mych mi osób, przesuwających się przedemną pojedynczo do jego gabinetu i napowrót, a wszyscy wychodzili od niego ułudzeni i uwiedzeni tą dobrocią, pod którą ukry- wał on pociski, przeciw nim wymierzone. Gdy przyszła na mnie kolej, oświadczył mi hr. Lam- bert, że go martwią i niepokoją nietylko ruchy uliczne i tajne działania demokratów, ale nadto postawa, jaką przybrało duchowieństwo , skutkiem czego jest w niemo- żności stawiania w obronie religii katolickiej, której sam jest wyznawcą — że miał prawo spodziewać się ze strony tegoż duchowieństwa większej przychylności, skoro sam pierwszy, czego żaden namiestnik dotąd nieuczynił, od- wiedził, a tem samem uszanował arcybiskupa. Dalej, co do powszechnego nieukontentowania ludności polskiój mó- wił, że Polacy powinniby mieć wzgląd na trudne poło- żenie cesarza, który, jak zaręczał, ma najlepsze względem Polski zamiary, lecz w tej mierze z wielką oględnością po- stępować musi, bo ma za sobą Eossyę, od której ani zbyt wielkich ustępstw wymagać, ani zbytniem sprzyjaniem Polsce zniechęcać jej niemożna. Na to odpowiedziałem na- miestnikowi, widocznie oczekującemu na objaw myśli mo- jej w tej mierze , że lubo przyznaję potrzebę uwzględnienia trudności położenia KPana, to przecież przypuszczać nie- mogę, aby większość wciągnionych w ruchy rewolucyjne ludzi była w stanie pojmować podobne stosunki i znaleźć w nich pobudki do odstąpienia od żądań swoich. Od sprawy ogólnej przechodząc do osoby mojój, ob- jawił mi hr. Lambert, że cesarzowi było bardzo przykro dowiedzieć się, że niechciałem wejść do składu rady stanu. Digitized by VjOOQ IC FK. HR. SKARBKA. 315 Ka to znowu odezwałem się i wyłuszczyłem mu powody moje uchylenia się od tego urzędowania, oświadczając otwarcie , że dla dobrze myślącego Polaka niepodobieństwem jest dzisiaj należeć do władzy, niemającej w sobie żywiołu obywatelskiego, przez wybory doń wprowadzonego , i po- zostającej pod przemożnym wpływem sekretarza stanu i kończąc mój wywód tem, że Polacy mieli dotąd trzy organizaeye polityczne (w tern miejscu zauważyłem, że słu- chając mnie, liczy Lambert na palcach), to jest, konsty- tucyę w roku 1815, statut organiczny w roku 1832, wreszcie teraźniejsze prawa. — „Te ostatnie", odrzekł, „są po większej części oparte na statucie roku 1832, który także zaprowadził radę stanu.** — Tak jest, odparłem, ale statut obok tego, ustanowił stany prowincyonalne, nad dobrem kraju czuwać i obra- dować mające; dzisiajsza zaś rada stanu, mając razem atrybucye władzy i doradczej i prawodawczej, niezaspakaja potrzeby udziału kraju pod tym ostatnim zwłaszcza wzglę- dem , bo niejest złożoną z radców wybranych przez oby- wateli, lecz z urzędników lub osób, przez rząd powołanych, którzy tak myślą i tak głosują, jak im rząd nakazuje. — „A jednak opierano się po większej części na wy- borach obywatelskich, powołując do rady stanu członków władz towarzystwa kredytowego ziemskiego, wybranych przez stowarzyszonych." — Bydź to może, ale wybór do jednej służby nie daje żadnej rękojmi reprezentowania w radzie stanu inte- ressów ogólnych kraju, bo bardzo dobry prezes dyrekcyi szczegółowej towarzystwa może bydź bardzo złym radcą stanu. Po tych słowach, wzajemnie wymienionych, zwrócił namiestnik uwagę moją, że rozwinięcia i ulepszenia tych pierwszych instytucyi spodziewać się wypada po cesarzu^ którego osobisty sposób myślenia stanowi najlepszą rę- kojmię większej względności, niż ojca jego. Następnie pytał mnie, coby teraz czynić należało. Digitized by VjOOQ IC 316 PAMIĘTNIKI Nadać, rzekłem, większy wpływ i większą powagę umiarkowanej i oświeceńszćj części narodu, która straciła zupełnie znaczenie swoje przez długoletnie poniżanie jćj w epoce rządów Paszkiewicza i Storożenki, a w ostatnich czasach przez zniesienie towarzystwa rolniczego. — Nieodpowiadając mi na to, zapytał mnie znowu, czómby moina uspokoić tymczasowo burzliwe massy. — Niczem innem, ozwałem się, jak tćm , że dla mass potrzeba widocznych oznak autonomii, której kraj domaga się i dlatego ku temu służyćby mogło dorazowe przy-* wrócenie kolorów narodowych na słupach, haryerach i po^ rzezach. — Źadnój również i na to nieudzieliwszy odpowiedzi, ponowił jeszcze namiestnik naleganie swe, abym przyjął czynne stanowisko w rządzie, na co znowu oświadczyłem; nieodmawiam służenia władzy, lecz pod warunkiem uzy- skania pełnego jój zaufania; dalój, że choćbym niemiał zajmować żadnćj pozycyi urzędowej, to gotów jestem i będę zawsze do niesienia mu pomocy radą i doświad- czeniem ; wreszcie dodałem , że gdyby konieczną wolą jego było umieścić mnie u steru rządu, w takim razie najwła- ściwszemby było, powołanie mnie napowrót do składu rady administracyjnej bez wydziału. Po przeszło godzinnćj podobnćj rozmowie, gdym się zabierał do oddalenia się, wynurzył mi jeszcze hr. Lam- bert obawę swą z powodu nadchodzącego obchodu ro- cznicy urodzin cesarskich i rzekł jakoby poufnie: „kaza- łem usunąć wojsko z ulic i bardzobym bolał, gdybym miał bydź przymuszonym przyzwać je napowrót i użyć siły zbrojnćj przeciw ludowi. Niekażę wcale urządzać illuminacyi.'' Na tych słowach skończyło się posłuchanie, po którem odprowadził mnie przez trzy pokoje, puszczając przed sobą i najuprzejroićj u drzwi wychodowych żegnając. Wyznać muszę szczerze, że i mnie uwiodła tak prze- biegle udana szlachetność i uprzejmość, pod któremi Lam- bert potrafił ukryć srogie i podstępne swe zamiary; szczę- Digitized by VjOOQ IC FR. HR. SKARBKA. 317 ściem, że mój sposób myślenia był zupełnie przeciwny ruchom istniejącym i że w tera wszystkiem, com mu za zbyt może otwarcie powiedział, nic nie było takiego, coby mnie o dążność powstańczą posądzać pozwalało; inaczój niewątpliwie byłbym padł ofiarą zawziętości jego. Mó- wiłem bowiem głównie o sposobach uspokojenia umysłów i pojednania ludu z rządem i dla poparcia tego nieco pó- źniej podałem mu na piśmie myśli moje, jakby ten cel osiągnąć można było, bo przypuszczałem dobrodusznie, iż on cel podobny położył sobie za zadanie. Otóż w tem piśmie, opierając się na instytucyi nowych rad powiatowych i gubernialnych, proponowałem namiest- nikowi, aby polecił wybrać z każdej rady powiatowej po dwóch delegowanych jej członków, którzyby się zebrali w Warszawie i utworzyli czasowe koUegium do dawania rządowi opinii swej o urządzeniach, wydać się mianych, a to sposobem czysto doradczym, bez prawa głosowania za lub przeciw przedstawianym projektom, zastrzegając dla rządu zupełną wolność uwzględnienia lub odrzucenia po- dobnych opinii. Proponowałem dalej, drugą radę oby- watelską, złożoną z członków rad gubernialnych i miasta Warszawy, starszych wiekiem, po dwóch z każdej gubernii, któraby w drugiej instancyi rozpatrywała tak projekta rzą- dowe, jako i zdania o nich, przez delegowanych z rad po- wiatowych wyrzekane i w tej mierze opinie swe bez ża- dnej stanowczej decyzyi objawiała. Niebył to sposób ostatecznie rostrzygający kwestye, między rządem a rządzonemi wyrodzone, lecz był to śro- dek powściągnienia namiętnego rozjątrzenia umysłów, przy- tem zyskania na czasie, wreszcie dojścia do pewnego uspokojenia zagorzałych, czyli usunięcia ich, że tak rzekę, z linii bojowej i postawienia na ich miejsce mniej zapa- lonych, celem, by pierwszych zwolna na umiarkowańszych zamienić. Utworzenie bowiem podobnych dwóch rad oby- watelskich mogło było uchodzić za pewien rodzaj re- prezentacyi narodowej, której samo zaprowadzenie mo* Digitized by VjOOQ IC 318 PAMIĘTNIKI gło było powstrzymać ruchy rewolucyjne, przynajmniej do czasu ukończenia narad z rządem, a tern samem możeby to do jakiegoś porozumienia było doprowadziło. Projekt powyższy, którego kopją dla pamięci złożyłem radcy sekretarzowi stanu Karnickiemu, niemógł osiągnąć żadnego skutku, bo Lambertowi nieszło wcale oto, aby pogodzić Polaków z rządem, Wielopolski zaś niebylby nigdy dopuścił, aby myśl obca, nie przez niego samego powzięta, przez władzę przyjętą bydź miała. W krotce rzeczywiste dążności Lamberta wyszły na- jaw i okazały, czem był ów pełen udanćj łagodności i przychylności posłannik monarszy ; ja w szczególności po oświadczeniach poważania i wynurzonej grzeczności, jakich mi nieskąpił, doznałem nader srogiego z jego strony po- stąpienia z młodszym synem moim, którego za przyłożenie się do sprowadzenia demonstracyi kościelnej w Mokotowie, do jakiej natchnionym został przez dwie damy z są- siedztwa, osadził w cytadelli i po trzechmiesięcznem ba- daniu do wojska odesłać rozporządził. Szczęściem dla niego i mnie zrozpaczonego ojca, iż miejsce Lamberta zajął jenerał Liiders, do którego udawszy się, za przyło- żeniem się Płatonowa, zdołałem uprosić zamianę tego ciężkiego wyroku na osadzenie w fortecy Modlina, w której za to i inne następne urojone przewinienie 6-ciomiesięczną karę w podziemnych lochach warowni odcierpiał. Kiedy margrabia Wielopolski targnął się razem jaw- nie na opinię publiczną, a skrycie na obalenie przemocy rossyjskiej, kiedy sam jeden stanął do tój podwójnćj walili i odepchnął od siebie wszystkich dobrze myślących i umiarkowanych ziomków, a niezdołał owładnąć tych, których bydż może w dobrym zamiarze chciał podejść i opanować, natenczas nastał w całym kraju taki odmęt polityczny, iż zaginął w nim ślad prawdziwie patryotycz. nej dążności i jedności obywatelskiej. Walczące z sobą strony używały zobopolnie gwałtu i podstępu, aby wza- jemnie się niweczyć i na wszystkich, niechcących przyj- Digitized by VjOOQ IC gg^ FR. Uli. SKAll 319 mować udziału w tśj walce, rozpoarroryzm, odbie- rający każdemu własną wolę i zący go w ślepe narzędzie przemocy, jakiej przez j ulegać musiał. Podwójny ten terroryzm rozpościeDgólnie, z jednój strony prawy, jak go zwano, rząd, zbrojnej oparty, karał nietylko za objawy, ale i z^zenia sprzyjania rucłiom i sprawie ogólnej ; z drugi^ąd, mieniący się narodowym, groził śmiercią za wanie rozkazów i przychylność, okazywaną dla właastowanej przez namiestnika i Wielopolskiego, sp< groźby te pod okiem tej władzy. Niebyło sposgścia z tego bez- droża, ani uniknienia prześladow;, że się tak wy- rażę, wojujących stron, które zob trzymały liczne zastępy śledzących i donoszących jpkach i słowach ludzi niewinnych i ciągłą trwogą ech. Trzeba było starannie ukrywać swój sposób lia pod obłudną przychylnością ku temu, który b, groził i pewniej mógł dosięgnąć; trzeba było podiększą tajemnicą wypełniać wymagania jednej stroniazywać gotowość spełnienia rozkazu drugiej. Ani myło myśleć o tćm, aby się znalazł przeważny i w>nad obawę mąż stanu, któryby ośmielił się stanędzy gnębiącemł, podwójnemi władzami i wyrzec, coobra Polski, a za- razem Eossyi samój czynić wypad- Słowem, przeżyliśmy trzy dłmta w tym stanie najcięższego niewolnictwa i bezwłai osobistych prze- konań naszych, widzieliśmy przed uajjawniejszy upa- dek kraju, a niemogliśmy ani przediąść czegokolwiek- bądź, aby upadek ten odwrócić, jydż pewnemi, że sami siebie od zagłady uchronić pcoy Tu przerywamy dalsze opowia autora, które za- kończą on opisem losu, jaki spoikaiów jego w skutku przyjętego przez nich udziału w ostd zaburzeniach kra- jowych, a w szczególności ustępem nćijący^' Niemógłem nigdy przewidzieć , że obadwaj sy- nowie moi za przewinienia polityj więzionemi będą Digitized by VjOOQ IC 320 |miętniki w tym domu badań >viaku), który ja kiedyś dla pod- sądnych zbrodniarz^l^udowałem, i uważamy wiapm, uzupełnić niniejsze pamiętniki, pobieźnem wspomnij o schyłku sądziwych dni piszą- cego takowe i o ostatTmosłudze, jaką mu ziomkowie oddali. Od początku rckmB datował się początek choroby jego, na którą zapadł w j^ie stycznia t, r, iw trakcie której w dniu 21 t m. napt ostatnią wolę swoje, zniszczywszy poprzednio przygotoi^. Lubo z tej słabości niezadługo się wyleczył, to przed od tej chwili zaczął okazywać ro- dzaj jakiegoś niepoką skuikiem którego e podwójną gorli- wością zabrał się dopcy, juito regulując interessa własne, juźto poi^ządkując g^ dzieła swe, jużto wreszcie objeż- dżając całą rodzinę, j^by w przewidywaniu poniekąd nie^ dalekiego zgonu swe0 Przez miesiąc s^eń do połowy września bawił u star- szego syna swego w E^ach, gdzie nader czynnie zajmował się przerobieniem i u^nieniem wydanych przez J. K. Zu- pańskiego w PoznanĄo r. 1860 „Dziejów księztwa War- szawskiego*^, które to ianie w zupełności wykonał, pragnąc, aby ta druga edycyĄak najrychlej świat ujrzeb mogła* Poczem przeniósł si^ córki swej w Sochaczewskie, lecz tam dręczony wciąż tpokojem, o jakim wyżśj była mowa, niedługo gościł i cie'ś}cy w dniu 23 września powrócił do Warszawy, przewłszy się tam od kwartału do nowego mieszkania w pałacuiamoyskich na zielonym placu, W miesiąc póin^ dotkni^ym został nagle groźnym ata- kiem apoplektycznym,$ którego jednak szczęśliwie wyprowa^ dzonym został, lecz t^ na długo, gdyż w pierwszych dniach listopada okazał się $ród gorszego jeszcze złego, to jest, roz-^ winął się antraks, k^ pomimo dwukrotnie Idegle dokona- nych w dniach 15 l&Z t m. operacyi, w dniu 25 U m. o 4 godzinie z rana ftzeciął pasmo dni jego. Pojednany wczefie z Bogiem objawił wyraźną wolą złożenia zwłok swoicttna Powązkach, a to bez żadnych oka- żałości i uystawy, t0zież bez żadnSj mowy pogrzebowSj. ^Digitized by VjOOQIC ■^ FR. HR. SKARBKA, 321 ,,NajmiUjhy mi hyto*^ dodał „gdyby po prostu trumną moją na miejsce wiecznego spoczynku eanieśli stuiący i włościanie moi, któremi za żyda się opiekowałem. Stało się temu za- dosyć z tą jedynie różnicą, ie nie sami tylko włościanie ocho- czo na obrzęd pogreeboioy przybyli, ale i młodzież akade^ micka tudziet artyści dramatyczni, wreszcie szronem siwizny pokryci datcni uczniowie zmarłego! Po odbytem w dniu 27. listopada 1866 r. w kościele śgo. Krzyża nabożeństwie żałobnem, przy nader licznem zebraniu wszech stanów lud- ności ponieśli do grobu z tegoż kościoła aż na sam cmen- tarz ostatnie szczątki człowieka, który 75letni żywot swój na tdj ziemi, śmiało rzec możemy, z zaparciem się własnego do- bra usłudze kraju i ziomków poświęcili Czcionkami M. Marsa wPozDanlu. 21 Digitized by VjOOQ IC Niektóre nakłady księgami JT. HZ. ^tJLp&A'* sk:ieg'0 w Poznaniu. (Dzieła oznaczone * s^ komisowe lub w wi§ksz6j ilości nabyte). Bodzantowicz K. S. Boje polskie i przygody żołnierskie. Poznań. 1871. 4 m. 50 fen. — Zawsze oni. Obrazki spółczesne 18. wieka w Polsce od konfederacyi Barskiej aż do legionów polskich we Wło- szech przez Kajetana SaflFczyńskiego z iliastracyarai Kos- saka (40. kilka) i epigrafami W. Pola nigdzie niedrako- wanemi i portretem na miedzi rytowanym : SuflFczyńskiego i Pola; 1875. 3 tomy in 4to. 90 m. BolesławitaB. Dziadunio. Obrazki naszych czasów 1869. 6 ni. — Dziecię starego miasta. Obrazek współczesny naryso- wany z natury. 1863. 4 ni. 50 fen. — My i oni. Obrazek współczesny narysowany z natury. 1865. 4 m. 50 fen. — Szpieg. Obrazek współczesny narysowany z natury. 1864. 4 ra. 50 fen. — Tułacze. . Opowiadania historyczne. Tom L Treść: 1. księga: Prolog: Po Barze. Rok 1771. 2. księga: Konfederaci 3. księga: Częstochowa. 4. księga: Tnłactwo. 5. księga: Ameryka. 6. księga: Trenton - Savanna. 1868. 6 m. — Tom II. zawiera: Po Maciejowicach, księga 1.: Powrót księga 2.: 1791 rok. księga 3.: W kraju i na obczyźnie, księga 4.: Jeszcze Polska nie zginęła, księga 5.: Rycerze ducha, księga 6.: San Domingo. 1868. 6 m. — Tom III. zawiera: Po roku 1830: księga 1.: Twarze się mienia; księga 2.: Noc 29 Listopada; księga 3.: Niedole i niewole; księga 4.: Tułacze dzieje; księga 4.: Na pa- ryzkim bruku; księga 6.: Ostatnia włóczęga. 1870. 6 m. — Tułacze. Tom IV. wyjdzie wciągu roku 1878. — Z roku 1866 rachunki. 1867. 6 m. — Z roku 1867 rachunki. 2 tomy. 1868. 18 m. — Z roku 1868 rachunki. 1869. 12 m. — Z roku 1869 rachunki. 1870. 9 m. — Żyd. Obrazy współczesne. 3 tomy. 1865. 13 m. 50 fen. Ghociszewski Józef. Dzieje Narodu Polskiego dla ludu Polskiego i młodzieży. Wydanie czwarte-ozdobione licznemi obrazkami. 1878. 80 fen. Chwile wolne Gabryeli. Tom I. 1845. 4 m. 50 fen. Digitized by VjOOQIC Cybulski W. Odczyty o poezyi polskiój w pierwszej po- lowie Xix. wieku, przekład z niemieckiego Franciszka Dobrowolskiego, 2 t. w jednym, 1870. 9 m. Czapski hr. M, Historya powszechną konia w trzech to- mach, wydanie wytworne. 1875. 36 m. — Atlas składający się z 75 rycin, przedstawiający różne rasy koni i odmiany ich, ozdobiony portretem autora na miedzi rytym przez prof. Jaroczyńskiego. 1876. 75 m. Dante Alighieri. Boska komedya — przekład Antoniego Stanisławskiego. 1870. 12 m. Dzieduszycki Maurycy Hr. Pieśń o dziejach polskich Poznań 1872. 1 m. Dzieje panowania Augusta IL od śmierci J^tna III. do chwili wstąpienia Karola XIL na ziemię polską. 18064 9m. Falkowski Jul. Na chwilę Carem. Dramat w 5. aktach i 8 obrazach. Wzięty zhistoryi PoUki i Rosyi (1603 do 1606). Poznań 1875. . 5 m. — Obrazy z życia kilku ostatnich pokoleń w Polsce. Po- znań 1877. 6 m. Fontana Julian. Astronomia ludowa. (Wydanie Towa- rzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego). 1869. 3 m. Gird wojń Michał. Anatomia pszczoły z wielu bardzo rycinami. Praca ta w rękopisie zjednała sobie uznanie na wystawie powszechnej Wiedeńskiej, Warszawskiej i Krakowskiej. Do tego dzieła dodaje się rozprawa śp. Maryana hr. Czap- skiego pod tytułem : Nieco o pszczole, z powodu anatomii pszczoły Girdwojnia. 1875. 6 m. Gruszczyński S. O Mickiewiczu ze stanowisku narodo- wego. Wojna Chocimska V/acława Potockiego. Dwie prelekcye miane w Kółku Towarzyskiem wr. 1858 i 1859. 1863. I m. — O znaczeniu Myszeidy Ignacego Krasickiego. 1863. Im. Jęło wiek i Alexander. Moje w^spomnienia. Wydanie drugie. Poznań 1877. 7 m. 50 fen. *Kajsiewłcz X. Hieronim. Kazanie o siedmiu boleściach Matki Najśw. Na dochód domu miłosierdzia w Gostyniu. 1855. 1 m. 50 fen. ♦— Mowa pogi-zebowa na cześć ś. p. Michała Lewickiego, zmarłego 14 stycznia r. b. w Uniejowie wGalicyi, miana dnia 17. marca 1858. 75 fen. Karłowicz Jan. Wyprawa kijowska Bolesława Wielkiego. 1872. 1 m. Kazimierz zTruskowa czyli pierwszy i ostatni litewski powstaniec przez Bonawenturę z Kochano wa. 1874. 5 m. Kraszewski J. I. Pamiętnik anegdotyczny z czasów Sta- nisława Augusta. 1867. 8 m. -*- Polska w czasie trzech rozbiorów 1772 — 1799. Studya do historyi ducha i obyczaju. 3 tomy. Poznań 1 873—75. 33 m. Digitized by VjOOQ IC Kraszewski, J. I. Program polski 1872. Myśli o za- daniu narodowera. Poznań 1872. 1 m. KremerJózef. Grecy a starożytna i jćj sztuka, zwłaszcza rzeźba. Streszczenie wykładów mianycli przez autora w szkole sztuk pięknych w Krakowie , w półroczu zimo- wem 1866/7. 1868. 5 m. Krzyżacy i Polska. Wspomnienie liistoryczne przez S. . 1845. 2 m. 25 fen. KrzyżtoporAdam. O urządzeniu stosunków rolniczycłi w Polsce. 1859. 9 m. Książka, na której się modliła Św. Jadwiga. Wydanie wtóre z obszernym wywodem Stanisława Motty, z podobiznami i w oprawie oryginalnej, w jakiej był rękopis. 7 m. 50 fen. broszurowany egzemplarz kosztuje tylko 4 m. 50 fen. Lelewel J. Album rytownika polskiego. Album d'un gra- veur polonais. .1854. 45 m. Libelt Karol. Dzieła: filozoficzne wlejSeryi 6cio tomo- wój zawierają: Tora I. zawiera: Krytykę rozumu czyli przejście do filo- zofii słowiańskiój. Tom II. i III. System uranictwa. Tom IV. Estetykę. Część ogólną. Tom V. i VL Estetykę, czyli piękno natury. Wszystkich tomów cena wynosi 36 m. Liber geneseos illustris familiae Scbidloviciae 1531. (Po- nowne wydanie 1848.) 17 m. 50 fen. Liske Ksaw. Dr. fil. Studya z dziejów wieku XVL 1867. 6 m. Litwa pod względem prześladowania w niej kościoła, kato- lickiego od roku 1863 do 1872. Wydanie Biblioteki Pol- skiój w Paryżu. Poznań 1872. 3 m. Łukaszewicz Józef Krótki historyczno-statystyczny opis miast i wsi w dzisiejszym powiecie krotoszyńskim od naj- dawniejszych czasów aż do roku 1794. Obwód Koby- liński. Obwód Borecki i Krotoszyński. 1870/5. 2 tomy. Z portretem autora. 13 m. 50 fen. Mickiewicz A. Literatura słowiańska, wykładana w ko- legium francuzkiem, tłomaczenie Feliksa Wrotnowskiego. Wydanie trzecie nowo poprawione 4 tomy. 1865. Wy- danie in 8vo. 15 m. Wydanie w 12ce. 10 m. Mochnacki Maurycy. Dzieła. Wydanie jedynie prawne, ogłoszone z wiedzą matki autora Maryi Mochnackićj. 5 tom. Z portretem autora i pomnikiem jego na miedzi. 1863. 18 m. Dla kupujących pojedyncze tomy: Tom I. Listy do matki pisane. 7 m. 50 fen. Tom II. i III. Dzieje powstania 1830 do 1831 r. 9 m. Tom IV. Pisma rozmaite. 5 m. Tom V. O literaturze polskiej. 2 m. 50 fen. Digitized by VjOOQ IC Digitized by VjOOQ IC Digitized by VjOOQIC